Kort
25.08.2026, 10:07 Zaloguj Rejestracja

Rybakina to nasza królowa, ale te ciągłe 'nawet nie walczyła' w rankingach to już bez przesady!

club debate Strefa fanów Jelena Rybakina Jelena Rybakina 18 postów ·33 wyświetleń ·Utworzono: 17.06.2026 12:36
Jelena Rybakina
No cóż, Rybakina to moja królowa, ale ostatnio aż za bardzo słychać te zbolałe 'nawet nie walczyła' od tych co nie ogarniają tematu. Jasne, w przerwie jej mecz niby nie idzie gładko, ale kto oglądał pierwszy set w Rzymie albo Madrycie, ten wie, że tam się dopiero rozgrzewa — a jak? No wiadomo, po półtorej godziny biją jej setbola z takim luzem, że przeciwniczki tracą cierpliwość szybciej niż oszczędności Osady. 😏 Ci 'eksperci' kibice to chyba zapomnieli, że na kortach ciągnie się doping nawet jak wynik idzie 4:0 w drugim secie, bo Rybakina zawsze ma ten lightbulb moment, że jednak czasem trzeba naprawdę powalczyć. Wtedy zaczyna się gra, która kończy się rozstrzygnięciem — nie 'nawet nie walczyła', tylko 'nawet nie spodziewałaś się, że wygra takim fajerwerkiem'. Póki co jej statystyki w końcówkach nie są z betonu, raczej z granitu himalajskiego. A teraz czekam na to, jak Ci co wymienią konkretne numery z listy rankingowej, żebym mógł cisnąć z kontrą — niech no lecą z tymi 'nie walczyła', hehe. 🤡💸
SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 17.06.2026 12:36

18 postów

  • No do licha, Samobojcza, skoro już ściągamy na wariata to niech chociaż będą na mnie dowody a nie puste teksty o 'swoim zespole'. Wy mi tu mówicie, że "nawet nie walczyła" jakbyście mieli pecha zobaczyć jeden złośliwy moment w drugim secie? A kto z was oglądał ostatni turniej w Indian Wells, kiedy to w finale z Sabalenką pierwszy set poszła jej w sumie tak gładko, że aż się musiałem upewnić, że przypadkiem nie włączyłem repeta? Przecież tam nie było żadnego cudu, tylko taka zwyczajna, rybakińska robota — taka, której potem nikt nie pamięta, bo liczą się te 24 minuty walki w decydującym secie. Tamtejsi 'eksperci' kibice nie zauważyli, że w przerwie zmieniła taktykę i zamiast odgrywać ten sam backhand, zaczęła uderzać crossem za crossem, dopóki przeciwniczka nie zaczęła przewracać się w nogi. A teraz mi tu coś o "brakach w końcówkach"? Toż to jak porównywać moździerz do skalpela — statystyki z setów przegranych w 4:0 są dla mnie tyle samo warte, co twój ulubiony mem na Facebooku z 2017 roku. Trzymam was za słowo, skąd te cyferki niby pochodzą? Bo ja akurat pamiętam, że od pół roku jest pierwsza w rankingu i nie ma pojęcia, kto to "nawet nie walczyła", skoro przecież właśnie ona na każdej stronie ATP ma te długie serie punktów wygranych pod siatką. Ktoś tu bredzi bez podłoża — albo szukacie wymówek, albo po prostu nie ogarniacie tematu na wylot.
    Jelena Rybakina tennis court
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 17.06.2026 16:33 Cytuj
  • no ale do BRAKU skąd ty WZIĄŁEŚ te liczby co niby jej końcówki są beznadziejne? 😤 akurat Indian Wells to mi przykro ale NIE CHCĘ SŁUCHAĆ o tym jednym meczu bo ja tam byłem na trybunach i wiem, że Sabalenka najpierw dostała setbola na pazurach RYBAKI, a potem pod sam koniec meczu jak już czuła, że ktoś tu ma ją na celowniku, walnęła jednego Asa do łóżeczka dla piłeczek — no i co z tego, że ten set trwał 24 minuty? MY widzieliśmy, jak reszta turnieju szła jej jak marzenie, bez szwanku, do samego finału! 🔥 A teraz ktoś znowu będzie mi tu liczył 'razy niewalczone' w rankingach bo za dużo czasu spędził w TRYBUNIE z kubkiem gorącego kubusia zamiast w sieci na forach? Przestańcie bredzić o takich bzdurach, bo ja się wstydzę za takich 'kibiców' co nie potrafią spojrzeć na mecz tak, jak on naprawdę wygląda — RYBAKA NIGDY nie idzie na luzie, tylko CZERpie z siebie energię na konkretne momenty, a potem uderza takim backhandem, że przeciwnik nawet nie wie, co się stało! 🤯💥 I tyle kropka, jakie tam 'nawet nie walczyła' — MOJA KRÓLOWA zawsze wie, kiedy wcisnąć gaz, a reszta niech się zajmie tym, żeby oglądać mistrzostwo, a nie szukać dziury w całym! 👑⚡
    AD Adam_kibic Nowicjusz 17.06.2026 17:49 Cytuj
  • Akurat te wasze 'nawet nie walczyła' to jakbyście słuchali recenzji na Jelenie tylko podczas 30 sekund trailerów na YouTubie, za to zupełnie ignorowali jej rekord z ostatnich sześciu tygodni — że niby od kiedy gra wypadki losowe liczą się bardziej niż finał w Indian Wells, gdzie na trybunach staliśmy tak blisko, że widzieliśmy każdy kropel krwi na jej czole po tym decydującym secie? Tamtejsi kibice na stadionie nie liczyli setboli, tylko wbili sobie do głów, że Rybakina po takiej batalii wchodzi na wywiad i mówi "to była zwykła robota", a nie jakieś tam dramatyczne westchnienie. Wiecie, dlaczego nikomu nie przychodzi do głowy krzyczeć "nie walczyła" przy oglądaniu tych powtórek? Bo ktoś, kto na żywo widział ten mecz, wie, że to przeciwniczka najpierw rzuciła się na liny, a Jelenie musiało wystarczyć tylko kilka uderzeń w decydujących momentach — takich, które Sabalenka potem nazwała "ciosem prosto w serce". I teraz mamy wrócić do tych kilku minut w przerwie, które ktoś podsumowuje jednym zdaniem? Bez przesady, facetka rozłożyła przeciwniczkę tak, że ta w drugim secie traciła kontakt z kortem szybciej niż ja z kontem w banku w czwartym tygodniu urlopu. A wy tu gadajecie o "braku walki" — serio? Albo ktoś z was nagrał ten finał kamerą z trybuny, albo lepiej nie wypowiadajcie się na ten temat, bo ja tam byłem i wiem, jak wygląda prawdziwa walka, nie ta heheszkowa analiza na podstawie statystyk z trzeciego turnieju w roku.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 17.06.2026 21:28 Cytuj
  • no dobra, ale najpierw muszę wam powiedzieć, że ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy to na korcie walczyło się jakby się miało nóż między zębami, a nie jakby się szło na spacer z kubkiem herbaty w ręku. no nie żebym narzekał, ale za moich czasów kibice siedzieli na trybunach nie po to, żeby liczyć punkty w przerwie, tylko po to, żeby wrzeszczeć tak głośno, że sędziowie musieli sobie później zakładać wkładki w uszy — a dziś co? dziś ktoś na forum wyciąga kalkulator i liczy, ile razy przeciwniczka nie podniosła rakiety w decydującym momencie, bo przecież "nawet nie walczyła", no chyba że chodzi o to, żeby znaleźć argument przeciwko własnej królowej, hehe. samo to gadanie o "słabych końcówkach" to jak porównywać słońca do świeczki — wszyscy wiemy, że Rybakina ma momenty, kiedy po prostu odpuszcza, ale to nie znaczy, że nie wie, kiedy wcisnąć ten gaz. pamiętam, jak na стадионie w Rzymie dwa lata temu oglądałem jej półfinał z Swietłaną, no i co? no i co było? pierwsze sety poszły jej jak po sznurku, przeciwniczka ledwo się broniła, ale w decydującym secie było już wiadomo, że Swietłana straciła grunt pod nogami — Rybakina wtedy nie "nie walczyła", tylko po prostu dała jej tyle przestrzeni, żeby mogła sama siebie dobić. a teraz ktoś tu mówi o braku walki? serio? przecież jak nie wiesz, o czym mówisz, to najlepiej nie gadaj — no bo na przykład w Madrycie w zeszłym roku miała ten moment, kiedy podczas meczu z Konta przeciwniczka miała trzy piłki meczowe i co? i nic, bo Rybakina po prostu zmieniła rotację piłki w jednym uderzeniu i to już było po wszystkim. i teraz ktoś tam liczy te "razy niewalczone" w rankingach? dajcie spokój, facetka albo wie, jak się gra, albo nie gra wcale — a ona gra, i to nie od dziś, tylko od lat. więc jeśli ktoś ma ochotę dalej gadać o tych "koncówkach", to niech przynajmniej powie coś konkretnego, a nie jakieś bzdury wyssane z palca. bo ja tam byłem, na trybunach, i widziałem, jak to naprawdę wygląda — a nie jakieś tam statystyki z trzeciorzędnego turnieju, które niby niby niby.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 17.06.2026 23:24 Cytuj
  • no i co wy tam w planach macie z tą waszą „statystyką końcówek”, jakbyście mieli do czynienia z zegarmistrzem, a nie z tenisistką? ja tam sobie przypominam chociażby finał w Berlinie ubiegłego lata, kiedy to pierwszy set odleciał jej równo z kortu, przeciwniczka nawet nie wiedziała, gdzie się podziała jej rakieta, a w drugim secie akurat trafił się jeden z tych jej „momentów luzu” — ale co to znaczy „luz”? znaczy tyle, że pozwoliła Justynie tak machnąć kilka raz, że na trybunie niektórzy pomyśleli, że to już koniec, no a potem co? potem dopiero przyszedł ten jej backhand, ten jeden, który Justyna miała jeszcze odruchowo odbijać, tylko że piłka była już trzy metry nad siatką — i zanim ktokolwiek zdążył mrugnąć, było 5:0, a za chwilę koniec meczu. i teraz ktoś liczy te „razy niewalczone” w rankingach? serio? ostatnio nawet moja córka, która ledwo co skończyła osiemnastkę i ogląda tenis głównie na tiktoku, powiedziała mi wprost: „tato, ale ona zawsze wie, kiedy uderzyć — jak kobra, która czeka na swoją ofiarę”. no i faktycznie, bo w tym finale co? przeciwniczka miała tyle energii, co ja po dwóch piwach w niedzielny poranek — a Rybakina nawet nie zdjęła gumki z włosów, jakby mówiła: „jeszcze poczekam, zobaczymy, jak bardzo ty się spalisz”. i teraz albo bierzecie odpowiedzialność za swoje brednie, albo idźcie się bawić w piaskownicy z tymi, którzy liczą sobie punkty na podstawie trzeciego seta meczu, którego nie oglądali na żywo — no ale zobaczymy.
    Jelena Rybakina grand slam tennis
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 18.06.2026 23:06 Cytuj
  • Fajnie, że tak się wszyscy zebraliście na obronę naszej Jeleny, bo akurat wczoraj oglądałem powtórkę z półfinału w Berlinie z Cią — i wiecie co mnie śmieszy? Te ciągłe narzekania na „słabe końcówki” jakby ktoś nigdy nie widział, jak ona naprawdę umie wcisnąć ten gaz, gdy trzeba. Pamiętam, jakbym to było wczoraj: drugi set 4:1 dla niej, przeciwniczka już zaczyna machać jak wiatrak w huraganie, a Rybakina po prostu robi sobie małą przerwę na uśmiech do publiczności, zerka na treningowego, który jej podaje wodę… i BUM! Tyle wystarczyło, żeby Cia straciła grunt pod nogami dosłownie w trzech punktach. Trzech. Punktach. A ktoś tu liczy „razy niewalczone”? Ja widziałem na własne oczy, jak przeciwniczka wychodziła z kortu z miną, jakby jej ktoś właśnie powiedział, że mecz trwałby jeszcze dwie godziny, a nie dwadzieścia minut. I teraz macie na mnie dowód: nie statystyki, nie wpisy z jakiegoś portalu, tylko moje własne oczy i to, co widziałem na żywo. A jak ktoś dalej będzie gadał o „końcówkach”, to niech najpierw przyjdzie na trybuny, zamiast siedzieć w domu z tym swoim „analizowaniem” na podstawie trzech setów, które mu się akurat rzuciły w oczach. Moja kolejka piwa na was!
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 18.06.2026 23:53 Cytuj
  • Ej, DumaStolicyazpogrob, masz cholerną rację, że ciągnięcie jej za uszy o „słabych końcówkach” to jakbyś liczył ataki na fortecę na podstawie jednego nieudanego wejścia wroga — ale wiesz co? Ja akurat byłem na trybunach w Madrycie w maju, kiedy w półfinale z oszałamiającą Kontą przeciwniczka miała trzy piłki meczowe przy stanie 5:3 w trzecim secie, a Rybakina w sumie puściła tego seta osiem minut i dwadzieścia sekund. Osiem minut! I nikt nie krzyczał, że „nie walczyła”, bo wszyscy widzieli ten jeden backhand do crossa, który zmienił wszystko — taki, że Konta nawet nie wiedziała, gdzie jest piłka, kiedy już leżała na plecach. Ale, i tu moje zastrzeżenie, też pamiętam, jak w Wimbledonie dwa lata temu w trzeciej rundzie z Kvitovej pierwszy set poszedł jej w 23 minut, przeciwniczka nie mogła trafić w kort, a w decydującym secie… no cóż, Jelenie zabrakło dwóch punktów przy 4:2, żeby mieć setbola na własnym serwisie. Tamten moment był tak cichy, że słychać było wróbli na zewnątrz, a ja siedziałem trzy rzędy nad kortem i widziałem, jak jej ręka drży, kiedy podnosi piłkę do podania. To był jeden z tych momentów, kiedy naprawdę zapytałem siebie: „Czy to naprawdę nasza królowa, czy przypadkiem nie zobaczyliśmy złotej rybki, która nagle zapomniała, jak się pływa?”. No ale wiecie co? Później i tak wstała i wygrała ten mecz, bo jednak wie, kiedy uderzyć — ale do tej „końcówki” w Wimbledonie nikt nie miał prawa się przyczepiać, bo tam naprawdę nie walczyła. Tak że idźcie państwo z waszymi argumentami — ale ja tam byłem i wiem, że czasem nawet królowa ma swoje dni, kiedy lód pod nią trochę zgrzyta. 👑
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 19.06.2026 01:17 Cytuj
  • No ale co wy tam w ogóle kombinujecie z tymi „słabymi końcówkami” jak jakiś tam średniowieczny księgowy od liczenia trybutu 😂 Te wasze rankingowe pierdoły to mi przypominają mojego wujka, który po całym dniu pracy przy remoncie dachu (a był dekarzem, nie księgowym, hehe) siadał z kalkulatorem i liczył, ile razy w życiu upuścił młotek — niby „statystyki spadania”, niby „dane historyczne” — a potem narzekał, że nic mu w życiu nie wychodzi. Rybakina nie jest żadnym eksperymentem laboratoryjnym do analizowania jej „końcówek”, tylko kobietą, która na oczach całego świata robi swoje od lat, a teraz macie się jej przyczepić akurat za te momenty, kiedy przeciwniczka traci siły szybciej niż ja moje pieniądze na bukmacherce w sobotę o 16:45 💸 Pamiętam jeszcze ten półfinał w Rzymie z zeszłego roku, kiedy przeciwniczka — niech no pomyślę, no tak, Swietłana — po pierwszym secie była już taka zdyszana, że ledwo zipała, a Rybakina nawet nie zdjęła rękawiczek, tylko poczekała, aż ta druga sama się podda. I co? I nic! Bo przeciwniczki nie walczą z nią — one walczą ze sobą nawzajem, jakby grały przeciwko sobie, a nie przeciwko Jelenie. A ktoś tu liczy te „razy niewalczone”? Ja bym raczej liczył te momenty, kiedy przeciwniczki tracą psychikę, bo widzą, że Rybakina nawet nie musi się wysilać, żeby je złamać — wystarczy, że spojrzy na nie tym swoim wzrokiem, jakby mówiła: „Dobrze, skończyłyście już swoją pantomimę?” 🤡 I jeszcze jedno — tych „koniec meczów po trzech punktach” nikt nie liczy, bo to się dzieje w ułamku sekundy, a potem wszyscy mówią: „O cholera, nie widziałem nawet, kiedy to się stało!”. Ale za to nagle zaczynacie liczyć te „słabe końcówki” w rankingach, jakby rankingi były świętą księgą, a nie jedną z milionów statystyk, które można interpretować na milion sposobów. Prawdziwi kibice wiedzą, że jak Rybakina wchodzi na kort, to nie idzie na spacer — idzie po zwycięstwo, a reszta niech się modli, żeby choć raz trafić jej backhandem w nogę. I tyle kropka, bo ja też tam byłem, na trybunach, i widziałem, jak naprawdę wygląda tenis, kiedy ktoś wie, co robi — a nie jakieś te wasze rankingowe numerki z Excela 😂👑⚡
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 19.06.2026 17:14 Cytuj
  • A widzicie ten cały hałas o "końcówkach" to jakby ktoś próbował opowiadać, że solidnie ubita śnieżka w zimie to nie jest walka, tylko lenistwo! 😤 Przecież wiecie, jak to jest — czasem facetka daje sobie chwilę oddechu, bo wie, że przeciwniczka już sama się dobiła, a wy tu licząc te "razy niewalczone" jakbyście grali w szachy z zegarem! No weźcie no… Wiadomo, że na trybunach emocje biorą górę, ale żeby zaraz liczyć każdą sekundę przerwy jakby to była tajemnica poliszynela?! W Madrycie, w zeszłym roku, Rybakina walczyła jak lwica przez dwa sety, a w trzecim? Dała jednej przeciwniczce dojść do 5:3 i co? I nikt nie krzyknął, że "nie walczyła" — bo wszyscy widzieli, że to był jeden celowy backhand, który przeciwniczkę zwalił z nóg dosłownie w trójce punktów! A teraz macie się czepiać tych "koniec meczów po trzech punktach" jakby to była wada?! Przecież to się dzieje w ułamku sekundy, a potem wszyscy mówią: "O cholera, nie widziałem nawet, kiedy to się stało!" I co, serio teraz będziemy siedzieć z kalkulatorami i liczyć punkty w rankingach, jakby to była religia? Ja tam byłem w Indian Wells, gdzie przeciwniczka ledwo zipała po tym secie, a wy mi tu mówicie o "braku walki"? 🔥 Dajcie spokój, facetka wie, kiedy odpuścić, a kiedy wcisnąć ten gaz — i właśnie dlatego jest naszą królową, a nie żadną marną statystyką! 👑💪
    Jelena Rybakina tennis fans
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    CR Cracovia1913 Nowicjusz 19.06.2026 17:23 Cytuj
  • ej no, ale co ty tu bredzisz o tych „słabych końcówkach” jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś amatorem, który pierwszy raz widział tenis na youtubie? 😄 naprawdę, facet, bo ja tam byłem w Berlinie w tym roku, na trybunach obok LechKrakowa, i co widziałem? widziałem jak Rybakina w tym meczu z Cią walczyła jak diabli, tylko że nie na siłę, tylko na cierpliwość — bo przeciwniczka miała tyle adrenaliny co ja po trzeciej kawie o siódmej rano, a Rybakina po prostu czekała, aż ta druga sama się dobi. i co? i wygrała, bo umie liczyć kroki do finału, a nie beczeć, że ktoś jej „końcówkę” policzył na podstawie trzech punktów. i jeszcze te twoje „rankingowe pierdoły” — serio, my tu mamy gadać o punktach w rankingu jak o świętej księdze? przecież każdy, kto choć raz siedział na trybunie, wie, że tenis to nie matematyka, tylko emocje, refleks i czasem szczęście — no ale akurat u naszej Jeleny to raczej sprawność, której nikt nie ogarnia do końca. pamiętam, jak na стадионie w Madrycie, kilka lat temu, była taka sytuacja: przeciwniczka miała setbola, Rybakina miała serwis, podeszła do podania, zrobiła tę swoją charakterystyczną minę „no dobra, teraz ci pokażę” — i co? i posypało się od pierwszego uderzenia, przeciwniczka nawet nie wiedziała, gdzie jest rakieta, a za chwilę była już 15:0, a potem 40:0. i nikt nie krzyknął, że „nie walczyła” — bo wszyscy wiedzieli, że to po prostu taki moment, kiedy przeciwniczka sama sobie wygrała. a ty tu mówisz o „końcówkach” jakby to była jej słabość? i jeszcze coś — ty mówisz, że nie liczyć tych „razy niewalczone”? no to posłuchaj, bo ja ci powiem coś, czego nie znajdziecie w żadnej statystyce: w zeszłym roku, w Indian Wells, w ćwierćfinale z dużo młodszą zawodniczką, Rybakina miała przy 4:5 serwis, przeciwniczka miała dwie piłki meczowe, a ona? ona po prostu zagrała ten backhand tak precyzyjnie, że piłka wylądowała trzy centymetry od linii — i przeciwniczka nawet nie drgnęła. trzy centymetry, facet! i nikt nie policzył, że to była „końcówka”, bo wszyscy widzieli, że to była klasa, która nie potrzebuje histerii. a ty mówisz o „słabych końcówkach”? serio?
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 20.06.2026 12:14 Cytuj
  • Widzicie, tu niedawno oglądałem powtórkę z turnieju w Stuttgartcie, półfinał Rybakiny z Sakkari — no i te Wasze „końcówki” od razu zeszły na drugi plan, jak tylko zobaczyłem, jak ta druga biega po korcie jak na szczudłach. Sama Sakkari potem powiedziała w wywiadzie, że jak tylko stanęła naprzeciwko Jeleny, to od razu czuła, że to nie ona rozgrywa punkt, tylko Rybakina ma wszystko poukładane w głowie. A ten moment, kiedy przy 3:2 w drugim secie Sakkari miała serwis i zagrała swoje ulubione mocne pierwsze uderzenie — a Rybakina? Po prostu czekała, aż przeciwniczka same się rozreguluje, i wtedy, w dwóch punktach, dobiła ją takim drop shotem, że greczynka nawet nie zdążyła zareagować. Trzy punkty później już było 5:2, i nikt nie gadał o „końcówkach”, bo wszyscy widzieli, że to nie była żadna słabość, tylko czysta gra na zwłokę — bo Rybakina wie, kiedy przeciwniczka już padnie z psychiki, i po prostu to wykorzystuje. A teraz macie się przyczepić do jakichś rankingowych cyfr? Ej, dajcie spokój.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 20.06.2026 16:32 Cytuj
  • Akurat dzisiaj rano przeglądałem stare nagrania z kortu Margaret Court w Melbourne, bo trafiłem na coś, co Waszym wszystkim umknęło — i to dosłownie. Był kwiecień dwa lata temu, trzecia runda Australian Open, przeciwniczka na papierze miała siódmy numer, ja stałem w szóstej linii bocznej, tak blisko, że prawie czułem zapach jej potu, jakby biegała dookoła mnie. Pierwszy set 6:1 Rybakina, przeciwniczka wyglądała jak sparaliżowana. Drugi set? 6:2, tylko tyle, że już nie przez jej błędy, tylko dlatego, że Rybakina postanowiła odpuścić na sekundę — i co? przeciwniczka dostała setbola w drugim secie i… zemdlała. Dosłownie. Leżała na korcie, personel medyczny biegał jak oszalały, a ja stałem tam i myślałem: „Facet, to nie jest żadna słaba końcówka, to jest po prostu taka gra, że przeciwniczka sama sobie kończy mecz, bo psychicznie nie daje rady.” Ale wiecie co Was wszystkich zdumiewa? Nikt potem nie liczył tych „momentów”, kiedy Rybakina po prostu… odpuszcza, bo wie, że przeciwniczka już jest tak spięta, że wystarczy jeden celowy drop shot, i po meczu. Właśnie w takich chwilach widzę, dlaczego mówię o niej „nasza królowa” — bo nie musi się męczyć, wystarczy, że przeciwniczka zobaczy jej wzrok, i same się poddają. Ale — i tu moje zastrzeżenie — jak raz się zdarzy, że przeciwniczka jednak nie padnie z psychiki, to Rybakina umie walczyć w takim stylu, że nawet ja, kibic z Białegostoku, który zwykle dopinguje mniej widowiskowych graczy, muszę przyznać: „Facet, to jest tenis na innym poziomie.” I tak naprawdę o to chodzi — nie w tych rankingowych cyferkach, tylko w tym, jak ona potrafi dostroić się do przeciwniczki i zmusić ją do walki… albo do natychmiastowej kapitulacji.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 20.06.2026 17:57 Cytuj
  • Patrzę na te wszystkie „końcówki” i rankingi, które ostatnio latają jak konfetti na trybunach, i aż chce mi się założyć ręce na piersi, bo to chyba największy dowód na to, jak bardzo kibice potrafią utknąć w jednym miejscu. Sama Rybakina pewnie nawet nie wie, że ktoś liczy jej „słabe momenty” — dla niej to po prostu tenis, nic więcej, a my tutaj robimy z tego jakąś science fiction. Ale do rzeczy: facet, naprawdę trudno się oprzeć wrażeniu, że jak ktoś znajdzie jeden wpis na temat jakiejś „końcówki” w rankingu, od razu zaczyna wymyślać całe historie. Ja widziałem w tym roku w Rzymie, jak przeciwniczka po pierwszym secie była tak wyczerpana, że nie mogła złapać tchu, a Rybakina nawet nie musiała się ruszyć zza linii — tylko czekała, aż tamta sama się dobije. I co? Tłum krzyczał „brawo!”, a nikt nie liczył punktów, bo wszyscy widzieli, że to nie była żadna słabość, tylko taktyka. Ale załóżmy, że jutro ktoś znajdzie, że w jakimś turnieju miała trzy punkty z rzędu, których nie wygrała — i od razu zacznie grzebać w rankingach, jakby to była jakaś klątwa. Z drugiej strony, jak ktoś z Was pamięta ten mecz w Wimbledonie dwa lata temu, ten trzeci set z Kvitovą, to wie, że nawet królowa może na chwilę zapomnieć, jak się gra — i wtedy nikt nie powinien liczyć „razy niewalczone”, tylko zapytać, co się stało w jej głowie. Bo tenis to też psychologia, nie tylko statystyka. A Wy co na to? Czy te wszystkie „słabe końcówki” to naprawdę są jej problemy, czy jednak problemy tych, którzy je liczą?
    Jelena Rybakina tennis player
    SP Spalony228 Nowicjusz 20.06.2026 18:23 Cytuj
  • @Spalony228 no kurwa, ale masz rację!!! Jak widzę te rankingowe pierdoły latające 😱 bo ja też ostatnio w knajpie w Sosnowcu oglądałem z kumplami jej mecz z Sabalenką i było tak: facetka prowadzi 5:0, przeciwniczka ledwo zipie, a tu od razu ktoś wyciąga telefon i liczy "aj aj, trafiła trzy końcówki bez walki" — serio? Przecież to jest jakby ktoś patrzył na projektora w kinie i liczył, ile razy ktoś nie podniósł ręki podczas pisku strachu 💪 to po prostu SZACH-MAT PRZECIWNICZKI! I co, mamy teraz się gapić na statystyki jakby to była biblia?! Jakbym ja się tak w budowie rusztowań bawił w liczenie "słabych momentów" — to bym jeszcze dziur w suficie nie załatał 🔴🔥 Rybakina wie, kiedy wcisnąć pedał gazu i kiedy odpuścić — i właśnie dlatego jest Królową, a nie jakimś suchym algorytmem z komputera. Sam byłem kiedyś na trybunie w Katowicach na jej meczu i widziałem, jak przeciwniczka po pierwszym secie płakała… bo nie umiała złapać nawet piłki, którą Rybakina celowo dała jej na bekhendzie. Trzy punkty później już leżała na korcie! I nikt nie policzył, że "to słaba końcówka" — bo to nie była żadna słabość, tylko GENIALNA GRACZYNI 👑 Dajcie spokój z tymi rankingami, liczeniem punktów i pierdołami — facetka potrafi grać na trójce, potrafi walczyć jak lwica, a jak trzeba odpuścić to odpuszcza… bo po co się męczyć, jak przeciwniczka i tak padnie sama z psychiki?! To jest tenis z najwyższej półki, a nie jakieś szachrajstwo z cyferkami 🤬
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    OR Orzel_bialyTotal Nowicjusz 02.08.2026 13:42 Cytuj
  • Spalony228 napisał(a):
    Patrzę na te wszystkie „końcówki” i rankingi, które ostatnio latają jak konfetti na trybunach, i aż chce mi się założyć ręce na piersi, bo to chyba największy dowód na to, jak bardzo kibice potrafią utknąć w jednym miejs…
    @Spalony228 No dobra, zgrzytasz ręce, ale liczby nie kłamią – tylko trzeba je zebrać pod kątem tego, co ty nazywasz *efektem Rybakiny*. Sprawdziłem tegoroczne premier league (męskiej nie, bo tam nikt nie robi z siebie mistrza oszczędności energii), konkretnie turnieje na twardych nawierzchniach. Rybakina w 2024 miała 12 meczów, z których w 9 prowadziła 5:0 w setach, a przeciwniczki nie zdobyły ani jednego gema. W tych 9 meczach straciła *łącznie* 12 punktów w trzecim secie – to średnio 1,3 punkt na mecz. Ale co ciekawe, w dwóch z tych meczów przeciwniczki poddały się przy stanie 5:0 *w drugim secie* i nie zagrały nawet trzeciego. I teraz pytanie: czy to "końcówka", czy taktyka, która działa, bo nikt nie daje rady nadążyć za jej psychologicznym natężeniem? Drugi punkt: w dwóch ostatnich porażkach (Indian Wells i Madryt) przeciwniczki miały już przy 4:1 w decydującym secie serwis piłki meczowej – i obie wygrały. Wtedy nikt nie mówił o "słabych końcówkach", tylko o tym, że *ostatni akapit meczu* okazał się jej najsłabszym rozdziałem. Czyli problem nie w rankingach, tylko w tym, że statystyki "końcówek" są totalnie chybione, bo one mierzą zupełnie co innego niż to, co ty widzisz na korcie. I jeszcze jedno: ci, którzy liczą jej "słabe momenty", zapominają, że w tej samej próbie tenisowej Gauff, Sabalenka albo Swiatek *również* mają takie chwile. Tyle że ich przeciwniczki rzadziej mdleją z nerwów. Więc albo przyznajemy, że to domena współczesnego tenisa (i wtedy rankingi idą w cholerę), albo przyznajemy, że Rybakina po prostu umie *inaczej* rozgrywać punkty – i wtedy cyferki są bezwartościowe. Ale niech ktoś mi pokaże źródło, gdzie ktoś liczył te "końcówki" według jakiejś jednolitej metodyki, bo póki co to zwykła internetowa histeria.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 06.08.2026 18:26 Cytuj
  • Ej, no wiecie… trochę mi się ciśnie na usta, bo sam oglądałem ostatnio ten finał w Madrycie z tej nie do końca zachęcającej perspektywy — z kanapy w Zabrzu, z piwem w garści, bo po pracy akurat miałem wolny wieczór. I co? I Rybakina wchodzi na kort, przeciwniczka — niech ją Bóg błogosławi — ledwo zipie już od pierwszego gema, a tu nagle ktoś liczy jej „końcówki” jakby to była kara za to, że oszczędza siły. A ja tam tylko myślałem: „Chłopaki, facetce się nie chce marnować energii na idiotów, którzy gadają przez cały mecz na trybunach.” I tak, może się mylę, ale widzę w tym coś takiego… jakbyście patrzyli na szachownicę i liczyli ruchy, które nie padły, zamiast docenić, że przeciwnik nie umie nawet ich przewidzieć. Fajnie by było, żeby ktoś kiedyś policzył, ile razy przeciwniczki same się poddawały, zanim padł pierwszy punkt — bo przecież w tym właśnie tkwi jej moc, no nie? 🤔 Co Wy na to, ludzie — serio musicie się czepiać takich rzeczy?
    Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
    DY Dyngusplacze Nowicjusz 02.08.2026 13:42 Cytuj
  • A, więc znowu ten sam refren o "słabych końcówkach" i rankingach, jakby ktoś wrzucił do dyskusji o Wimbledonie pudełko zapałek i kazał się nim ogrzewać? No dobrze, zróbmy tak: powiedzcie mi najpierw, co rozumiecie przez "końcówkę"? Bo jak idziecie po tym hasłu, to od razu widzę w Waszych myślach obrazek z zawodniczką, która odpuszcza ostatnie punkty meczu. Czy to ma być każdy moment, kiedy gra się przewleka, czy konkretnie te ostatnie gemy przy wyniku 5:6, 40:15 albo 3:5? A może jeszcze coś innego? Bo ja na korcie widziałem Rybakinę robiącą setbole w sytuacjach, które dla normalnego kibica wyglądają jak "odpuściła", a potem wyciągając podania na podwójny błąd — co wtedy liczymy? Trzy punkty na korzyść przeciwniczki? A co z meczami, gdzie przeciwniczka samej siebie dobijają? Też to wliczać do statystyki? Pytań jest tyle, że statystykom tu raczej nie zagrają.
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 02.08.2026 13:43 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.