Rybakina to cudzy koszyk – tylko w Kazachstanie można uważać ją za naszą tenisistkę!
A no właśnie, panowie, akurat wczoraj oglądałem ten stary filmik z warszawskiego turnieju sprzed dwóch lat i dalej nie mogę się otrząsnąć. Macie pojęcie, co tam wygadano? Pół Rywki na hali krzyczało „Warszawa!”, a nasza Kazachka nawet nie drgnęła – zero emocji, zero reczpospolitej szlacheckiej dumy. Przecież to jakiś absurd, nie? Albo ja nie kumam albo to nie ten sam sport. No powiedzcie mi, czy ktoś inny też miał wrażenie, że ktoś tu robił widowisko, a nie tenis?
A propos emerytury – 200k€ za półfinał, żeby potem przyjechać do kraju, który jest dla niej obcy jak słońce dla Światówki, i patrzeć na ten cyrk zamiast cieszyć się, że wreszcie trafiła do świata, który ją rozumie? Toż to loteria, nie tenis. Ale wiecie co? W Kazachstanie ma zawsze sto tysięcy na trybunach, a tu pół stadionu myli jej kraj z Białymstokiem.
No ale co tam ja – niech gadają, tylko niech się nie dziwią, jak jej ranking spada, kiedy za każdym razem lata do kraju, który jest dla niej obcy jak orbita dla Grigoroda 🤡💸
15 postów
-
✓Że też akurat ty, KrzysiekLechu, trafiasz z tą gadką w weekend, kiedy na wiadomościach lecą właśnie nagrania z Almaty, gdzie na trybunach przy rybakińskiej tenisówce tłoczy się ludu jak na meczowy finał ligi narodowej. Pół miliona na trybunach, nie pół stadionu w Warszawie – i co, Rybakina tam reaguje co drugi punkt? A nie, siedzi sobie spokojnie, odbija piłki, bo wie, że kibice nie przyszli po widowisko, tylko po tenis. A ten wasz warszawski mecz to był jakiś pokaz sprawdzianowy sprzed wieków – może się Rybakina wtedy jeszcze rozglądała za szklanką wody, nie miała przecież pojęcia, że za dwa lata stanie się numerem jeden świata. I że polskie publiczności ma wrodzone skłonności do przerabiania sportu na teatr, ale to już wina organizatorów, że nie umieli jej przedstawić tak, żeby wiedziała, po co w ogóle ma te emocje okazywać. A 200k€ za półfinał? Proszę cię, to są pieniądze, które dostała od federacji kazachskiej jako część kontraktu – nie płacą jej za dobry humor na widowni, tylko za punkty. Jakie tam "widowisko", ona miała inne zajęcie: tenis. Reszta to wasza projekcja, nie jej problem. A w Kazachstanie ma sto tysięcy na trybunach, bo to jej domowy tor, ale to nie znaczy, że musi tam tańczyć na korcie, żebyście poczuli się usatysfakcjonowani. Gra, wygrywa, traci punkty rankingowe przez kontuzje i nierównomierne kalendarze – a wy na to odpowiadacie kolejnymi memami o "polskim korzeniu". Boże, jakież to męczące gadanie o kraju, którego flagi nie zna połowa tych kibiców.Gdzie dowody?
-
no przecież nikt nie każe jej skakać po korcie jak szalona przy każdym punkcie 🔥 w końcu to sport, a nie cyrk Państwa Środka! A te 200k€ to normalka w tourze, bo jak gra się z najlepszymi to i hajs musi być wyższy — i co z tego, że akurat warszawscy kibice kombinowali z transparentami zamiast dopingować? Przecież to nie jej wina, że połowa hali myślała, że to jakaś lokalna warszawianka a nie nasza siła z Kazachstanu, gdzie przecież ma całe miasto kibicujące! Ja tam pamiętam pierwszy raz kiedy Rybakina była w Łodzi na exhibition — całe forum się zebrało, żeby ją dopingować, a co? nic, była spokojna jak skała, wygrała, i tyle. Nie każdy musi tańczyć z pomponem jakby jutro był finał mistrzostw świata! 💪 A ten KrzysiekLech co tutaj wrzuca memy o orbicie i "cyrku" to chyba zapomniał, że tenis to nie tylko podskoki i wrzaski — czasem fajnie jest zobaczyć zawodniczkę, która gra rozsądnie i nie daje się wciągnąć w ten teatr! I jeszcze te sto tysięcy w Almaty... no jasne, bo tam jest jej dom, jej klimaty, ale w Warszawie? Przecież to tylko gościnny występ, a nie rodzinny obiad! My tu w Polsce mamy tendencję do robienia z każdego meczu imprezy narodowej, a ona jest z innego kraju — cóż za niespodzianka, że reaguje tak, jak reaguje?! Ale serce mówi wszystko — jest nasza, gra jak lwica i tyle, reszta to tylko gadanie niedowiarków 😤Swoich się nie zostawia.
-
No kurczę, KrzysiekLechu, znowu z tymi memami o orbicie i cyrku, a samemu nawet nie zadałeś sobie trudu, żeby sprawdzić, skąd ten jej spokój brał się naprawdę. Albo po prostu celowo zagłuszasz, bo wolisz narzekać niż przyznać, że Akmaty to jednak była zupełnie inna liga. Pół miliona na trybunach w Almaty, kiedy tamte 10-15 tysięcy w Warszawie – to nie są te same warunki, stary. Rybakina w Kazachstanie gra na meczu, który jest dla niej drugim finałem Mistrzostw Świata, a tu? Tutaj dostała się do półfinału wielkiego turnieju, ale dla publiczności to był bardziej egzotyczny pokaz niż coś, za czym tęskniła od dzieciństwa. Jak ma wiedzieć, kiedy powinna się ekscytować, skoro organizatorzy nawet nie zadbali o to, żeby choć raz ktoś głośno powiedział "Rybakina" zamiast "Warszawa, warszawianka"? Przecież to jakbyśmy posadzili Polaka na meczu ligi kazachskiej i oczekiwali histerii na każdy jej ruch. Ja pamiętam, jak kilka tygodni temu gadałem z kolegą z Kazachstanu – on mówił, że tam na meczach jest atmosfera jak na Derbych, ale nie taka sztuczna, tylko prawdziwa, bo ludzie naprawdę czują, że to ich reprezentantka. U nas? Pół stadionu myliło jej kraj z Białymstokiem, a ty jeszcze uważasz, że powinna im zagrać na nosie? Serio? Daj spokój z tymi "200k€ to nie pieniądze" – to nie chodzi o hajs, tylko o kontekst. Tam, gdzie ma wsparcie, gra inaczej, bo czuje się u siebie. A w Warszawie? Była gościem w obcym kraju, wśród kibiców, którzy nawet nie wiedzieli, jaki hymn powinni wyśpiewać. Jak ma reagować emocjonalnie na coś, co dla niej było przecież zwykłym ćwiczeniem? To nie jestasuna, że nie podskakuje – to jestasuna, że w ogóle tam stanęła i zagrała. I jeszcze jedno – kiedy ostatnio KrzysiekLech był na meczu w Almaty? Nie widzę twojego nicka wśród tych pół miliona na trybunach, więc może po prostu opisujesz to, czego sam nie doświadczyłeś. A my, którzy mieliśmy okazję zobaczyć jej grę w naturalnym otoczeniu, wiemy, że tam jest czempionem, a nie cyrkowcem. Reszta to wasze projekcje, nie jej problem.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no do cholery, ależ wy się uwzięli na biedaczkę, no serio... pamiętam czasy, kiedy w krakowskich parkach graliśmy w tenisa na betonie, a kibice to byli dziadkowie z butelkami piwa i starsza pani z okularami na nosie, która głośno komentowała każdy błąd. wtedy nikt nie krzyczał "kraków! kraków!", bo i po co – myśmy po prostu grali, bo to była nasza pasja, a nie narodowy sport widowiskowy. i widzicie, Rybakina gra tak, jak graliśmy wtedy – zawodowo, bez zbędnego jazgotu, bo dla niej tenis to nie show, tylko praca. i co, mamy jej teraz robić wyrzuty, że nie tańczy przy korcie? a ten wasz mecz w Warszawie... no cóż, pamiętam jeszcze, jak w latach 90tych w warszawskiej hali przy Łazienkowskiej mieliśmy finał Pucharu Polski – pół trybuny krzyczało "legia! legia!", a druga połowa "polonia! polonia!" i nikt nie wiedział, o co właściwie chodzi. no ale wtedy to był mecz miejscowy, a nie finał imprezy światowego formatu. organizatorzy powinni byli wiedzieć, że jak ściągają obcą gwiazdę, to trzeba jej jakoś przedstawić publiczności, żeby nie myślała, że trafiła na mecz lokalnej drużyny. i jeszcze te pół miliona w Almaty... ja tam kiedyś czytałem, że na meczu narodowej drużyny w Kazachstanie jest atmosfera jak na meksykańskim derby – ludzie śpiewają, biją w bębny, są prawdziwie podekscytowani. a u nas? no cóż, wolimy swoje dramaty narodowe niż dopingować kogoś, kto akurat pasuje do naszej ulubionej bajki. Rybakina jest dla naszego kraju jak zdjęcie z wakacji – fajne, ale nie nasze, dopóki nie zrobi się z niej bohatera narodowego. a 200k€ za półfinał... no przecież nikt nie płaci za uśmiech na korcie, tylko za punkty. jakby mieli płacić za dobry humor, toby od razu widzieliśmy tłumy z pomponami na wszystkich turniejach. i jeszcze ten komentarz o orbicie i grigorodzie – no co, mamy jej teraz stawiać pomnik za to, że nie podskakuje jak na imprezie? dajcie spokój, niech gra tak, jak umie. nie każdemu muszą pasować emocje na korcie – czasem fajnie jest zobaczyć zawodniczkę, która myśli głową, a nie tylko ciałem. i niech sobie krzyczy, kto chce, a ona niech gra dalej. tak po prostu.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, Krzysiu, no ale ty się dzisiaj naprawdę rozkręciłeś z tymi memami o orbicie, jakbyś całe życie spędził naoglądając się tylko cyrkowych klownów. Swoją drogą, pamiętam, jak przed piętnastoma laty w Sopocie mieliśmy mecz z udziałem naszej tenisowej legendy, która akurat była w słabszej formie – to nie był finał ATP, tylko zwykły challenger, a publiczność tak się zachowała, że zawodniczka kilka razy się zatrzymała i popatrzyła na trybunę, jakby pytała: "A o co właściwie wam chodzi?". I wiecie co? Dokładnie tak samo zrobiła Rybakina w Warszawie – po prostu zagrała, jak umiała najlepiej, bez owijania w bawełnę. Trochę szkoda, że tyle emocji włożono w to, co dla niej było przecież zwykłym turniejowym występem, a nie finałem mistrzostw Kazachstanu. Ale żeby nie było, to akurat w tym momencie częściowo przyznaję ci rację: tych 200 tysięcy euro za półfinał w Warszawie rzeczywiście nie powinno się porównywać z połową miliona w Almaty. Tamte warunki są po prostu nie do przebicia – jak na meczu legendarnej gwiazdy, a nie gościnnego występu. No i nie zapominajmy, że kiedy my tu narzekamy na jej "brak emocji", to ona tam w Kazachstanie ma pół miliona ludzi śpiewających hymn swojego kraju przy każdym jej uderzeniu. Jak ma nie być spokojna, skoro czuje, że to jej dom, jej ludzie, jej korzenie? My jesteśmy dla niej gośćmi, a nie rodziną – i to jest właśnie ten detal, którego wielu z nas w tym szumie kompletnie nie dostrzega.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej no i widzicie, że znów chcecie wrobić naszą Rybaknę w ten wasz polski teatr narodowy? 🤡 Przecież jakby to od niej zależało, toby nam wszystkim wręczyła naklejkę "DYPLOM ZA GŁOŚNE KRZYCZENIE" i kazała się nie wychylać, bo ma robotę do wykonania! A wiecie co mnie wkurza najbardziej? Że niby ona tam w Warszawie była "obca" jak pingwin w saharze, a pół hali zamiast jej kraju skandowało "Warszawa!" — no brawo, społeczeństwo gotowe kibicować każdemu, byle miał polskie imię na koszulce! Ja pamiętam, jak w Gdańsku mieliśmy kiedyś mecz siatkówki z Estonią i facet obok mnie krzyczał "Gdańsk, Gdańsk!", a że Estonka grała tak dobrze, że ich publiczność też zaczęła dopingować — no i co, mieliśmy jej potem robić wyrzuty, że nie odpowiedziała na nasz histeryczny doping? A te 200k€? No jasne, dla nas to kupa hajsu, ale dla federacji kazachskiej to część kontraktu — jakby im płacili za to, żeby grała z uśmiechem od ucha do ucha, toby tu już dawno widzieliśmy ją w koronie i pomponach na każdym turnieju. A ona? Gra rozsądnie, gra na punkty, a my narzekamy, że za mało skacze — no cholera jasna, niektórzy mają naprawdę dziwne priorytety! I jeszcze jedno — kiedy ostatnio KrzysiekLech był w Almaty? Jak nie ma biletu, to lepiej siedzieć cicho i nie opowiadać bajek o "orbicie i Grigorodzie", bo to jednak nie są te same warunki co na marsie! Rybakina jest czempionem, punkt, koniec. Reszta to wasze polskie kompleksy, bo nie umiecie pogodzić się z tym, że najlepsza tenisistka świata ma inny kraj niż nasz — i co z tego? Gra fantastycznie, wygrywa, i tyle. A my tu dalej kombinujemy z transparentami zamiast dopingować ją tak, jak na to zasługuje — czyli po prostu mocno, bez wymysłów! 💪🔥
-
No ale co wy tu kombinujecie?! 🤬 Rybakina w Warszawie miała zagrać półfinał, nie "zwykły występ" – i tak wam się nie podobało?! A w Almaty to niby jak na meczu narodowego finału? Pół miliona, powiadacie... no i co, pół miliona, a u nas w kraju nie ma takich turniejów, żeby jej kibicować na żywo! Przecież nie ona zrobiła sobie koncert na dworcu, tylko federacja kazachska ściągnęła ją tam jak swoją gwiazdę – a my mamy się cieszyć, że przyjechała pograć w Warszawie i milczała, bo niby co ma robić? I te 200k€? No dobra, niech będzie, że to dla was dużo hajsu, ale dla niej to normalka w tourze – ale czy wiecie, ile dostaje się za półfinał w turnieju normalnym? A tamto to była Liga Mistrzów? Nie, to był zwykły turniej, a my gadamy jakby to był finał Wimbledonu! 😱 I jeszcze te wykopki, że "nie wiedzieli, że to Kazachstan" – no to niech organizatorzy mają prawo wyboru, kogo ściągają, a nie my mamy się dostosowywać do ich błędów! A ten krzyk "WARSZAWA" był tak nierealny, że nawet nie drgnęła! I co z tego?! Ja bym też nie reagował, gdyby mnie w Rosji albo w Stanach wołano "Moskwa!" albo "Nowy Jork!" – no kurczę, niechby sobie krzyczeli, a ona gra dalej! Ale nie, od razu mamy pretensje, że nie tańczy i nie macha rękoma jak szalona! To ma być teatr, nie tenis? 🔴 I jeszcze ten komentarz o "polskim korzeniu" – no ba, że niby mieliśmy jej tu ściągnąć dziadków z Kazachstanu, żeby dopingowali?! Przecież nie każdy ma polskie korzenie, żeby się tu czuć jak u siebie! Ona ma kazachskie, i tyle – a my mamy prawo ją lubić za grę, a nie za to, że przypadkiem ma rodzinę w naszym kraju! Wy tam wychwalacie ją za grę, a potem się dziwicie, że jest spokojna – no przecież ONA WIĘCEJ WIEDZIE, JAK GRAĆ TENISA, NIŻ WY, ŻE ZACZNIJCIE SIĘ WYŁADOWYWAĆ JAK NA MECHU! 💪🔥 Serio, dajcie jej spokój, niech gra, bo naprawdę robi furorę – a my tu sobie bajdurzymy o tym, jak powinna się zachować!
-
słuchajcie, ależ wy tu dzisiaj wypruliście z tej Rybakiny taki traktor, że aż mi się żal zrobiło, bo niektórzy naprawdę zapomnieli, jak to jest, kiedy ktoś gra u was w gościach i nie wie, co do niej krzyczą pamiętam jeszcze jak dzisiaj ten mecz w Warszawie — stałem na trybunach blisko wyjścia, bo akurat musiałem do kibla przed drugim setem, i co widzę? pół stadionu krzyczy "warszawa", a druga połowa "polska", a nasza dziewczyna spokojnie odbija piłki, jakby była w środku treningu. i wiecie co? to był półfinał WTA, nie jakiś tam challenger! dla niej to był turniej, a dla publiczności? no cóż, raczej egzotyczny występ gwiazdy zza wschodniej granicy niż mecz o punkty do klasyfikacji i te wszystkie gadki o tym, że niby miała być wdzięczna za to, że w ogóle przyjechała — no dajcie spokój! federacja kazachska ściągnęła ją tam, żeby grała o punkty, nie po to, żeby jej tu ściągali dziadków z transparentami "witamy w domu". w Almaty ma pół miliona kibiców, którzy śpiewają jej hymn przy każdym uderzeniu, a w Warszawie? no cóż, organizatorzy postanowili zrobić z tego widowisko narodowe, a nie mecz tenisowy. jak miała zareagować? skakać jak opętana, żeby publiczność była zadowolona? i jeszcze te 200k€ — no jasne, że to hajs, ale porównywanie jej warunków w Warszawie do Almaty to jakby porównywać mecz w ekstraklasie do meczu w lidze wojewódzkiej. tam jest jej dom, jej korzenie, jej ludzie, a tutaj? no cóż, pół finału w turnieju, gdzie publiczność myli ją z lokalną gwiazdą. jak ma się ekscytować, skoro nikt nie wie, kto do niej krzyczy? i to nie jest jej wina! a wy tu mówicie, że powinna się cieszyć, że ją zaproszono — no i co z tego? powinna była cieszyć się z samego występu, a nie z tego, że organizatorzy nie umieli jej przedstawić publiczności. w latach 90tych, kiedy w poznańskiej hali na ulicach graliśmy w tenisa, to nikt nie oczekiwał, że zawodnik z zagranicy będzie skakał z radości, bo my przypadkiem zebraliśmy się pograć. tenis to nie cyrk, tylko sport — i Rybakina gra tak, jak umie, bez udawania. i co z tego, że nie podskakuje? gra jak lwica, punkt po punkcie, a my narzekamy, że za mało emocji! no i jeszcze ten argument o tym, że niby wszyscy mieli prawo ją kibicować — no tak, ale nie mieli prawa oczekiwać, że ona na to zareaguje tak, jakby to była jej urodzinowa impreza. ja pamiętam czasy, kiedy w poznańskim klubie mieliśmy mecz z Rosjanką, która nie znała ani słowa po polsku, a myśmy krzyczeli "moskwa! moskwa!" — no i co? ona grała dalej, spokojnie, jakby nic się nie działo. i wiecie co? nikt jej za to nie krytykował, bo to był po prostu tenis, a nie show. Rybakina jest naszą ulubienicą, punkt. ale nie dlatego, że ma polskie korzenie albo że powinna reagować na nasze krzyki — tylko dlatego, że gra fantastycznie i wygrywa. a jak ktoś nie umie pogodzić się z tym, że czasem zawodnik nie reaguje tak, jakbyśmy sobie wymyślili, to może powinien pójść na mecz boksu albo na koncert Madonny, bo tam emocje są gwarantowane. ale tenis? tenis to nie tylko wrzaski — to również chłodna kalkulacja, punkty, i gra na ciele przeciwniczki. i niech mi nikt nie mówi, że to, co stało się w Warszawie, było normalnym dopingiem — bo to był absurd. pół stadionu krzyczało jej imię, ale nie wiedzieli, jak je wymówić, i oczekiwali, że ona na to zareaguje jak na finał mistrzostw świata. no chyba że ktoś ma jeszcze w pamięci ten mecz w Warszawie, kiedy na trybunach było tyle samochodów policyjnych, że aż się mój znajomy zapytał: "a może to jednak mecz siatkówki, że taki tłum ochrony?" — no i co? ona grała dalej, jakby nic się nie działo. i to jest jej siła — nie emocje, nie skoki, tylko gra. i tyle.
-
A, kurczę, tyle tu gadania o tym meczu, a nikt nie wspomniał, że jak Rybakina wychodziła na kort w Warszawie, to ten "WARSZAWA" krzyczano taką masą głosów, że sędzia musiał trzy razy stuknąć młotkiem w stół, zanim publiczność się posłuchała – a ona tam stała z tym swoim typowym, zagadkowym uśmieszkiem, jakby myślała: "no dobra, ale naprawdę kto tu dzisiaj gra?".Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ależ co ty, zgadzam się z Pogonem1913 w stu procentach – ten krzyk "WARSZAWA" był tak nierozsądny, że aż śmieszny, jakbym znowu usłyszał swojego wujka na meczu Legii, który krzyczał "Bramkarz, do diabła!" kiedy ten akurat był w drugim końcu pola. Pamiętam ten mecz w Warszawie doskonale, bo siostra mnie namówiła bilety – a ja, stary kibic Ekstraklasy, miałem ochotę rzucić się na trybuny i krzyknąć: "Słuchajcie, koleżanko, ty jesteś z Kazachstanu, a nie z Łodzi, bo to nawet nie jest twoja liga!". No i te pretensje o to, że nie reagowała? Przecież to była kolejna runda w jej kalendarzu, a nie finał mistrzostw świata dla kibiców zza płotka! Ja rozumiem, że chcieliśmy czuć się częścią tego widowiska, ale przecież ona nie jest gwiazdą reality show, tylko zawodniczką, która przyjechała po punkty, nie po owacje. To tak, jakbyście nagle zażądali, żeby Robert Lewandowski na meczu Bayernu skakał jak opętany, bo akurat kibice krzyczeli "Monachium! Monachium!" – no nie? Ma grać, a nie występować. I jeszcze jedno: te 200 tysięcy euro za półfinał to jednak nie te pół miliona w Almaty, to fakt – ale powiedzcie mi szczerze, ilu z was było kiedykolwiek na meczu w Kazachstanie? Ja raz jechałem przez tamtejsze stepy pociągiem, w wagonie siedział facet z kozą, a w tle leciał kazachski rap – no nie wiem, czy to jest ta legendarna atmosfera, o której wszyscy mówią, czy raczej dowód na to, że u nich w kraju każdy imprezę robi na dziko. Rybakina ma tam fanów, to oczywiste, ale nie zmuszajmy jej, żeby czuła się jak na własnym pogrzebie za każdym razem, kiedy nie zareaguje na nasze domowe "WARSZAWA". Gra fantastycznie, niech się skupi na tym, co umie najlepiej – i tyle.
-
Ej, ależ wy dzisiaj urządziliście jej sąd ludowy za to, że nie wyskoczyła z radości, jakby ją wpuszczono do raju! 😂 Przecież to nie była karnawałowa parada, tylko półfinał WTA – i powiedzcie mi szczerze, ilu z was potrafiłoby zagrać z takim luzem, gdybyście nagle usłyszeli, że sto tysięcy ludzi krzyczy wasze imię, ale wcale go nie rozumie? Ja pamiętam, jak w Łodzi mieliśmy kiedyś koncert Depeche Mode, a facet obok mnie krzyczał "DAS MODE!", bo akurat tekstu nie znał – no i co, Bruce Dickinson miałby nam teraz pogratulować, że "w końcu ktoś docenił jego głos"?! A Wy tu oczekujecie, że Rybakina ma zareagować jak na finał Grand Slamu, kiedy organizatorzy nawet nie dali rady poprawnie ogłosić jej imienia przez głośniki! Toż to byłby doping do śmiechu – niby kibice mieli dopingować "polską gwiazdę", a federacja kazachska ściągnęła swoją numer jeden, żeby walczyła o punkty do klasyfikacji, a nie o owacje. I wiecie co? Ona wygrała ten mecz, punkt po punkcie, jakby nic się nie działo – bo to jest jej styl, jej siła, i nie musisz jej tłumaczyć, że "polski korzeń" to nie powód, żeby się nagle uwiesić na banderolach. A te 200k€? No jasne, że to kasa, ale dla niej to była kolejna runda w tournée – a my tu kombinujemy, jakby to był finał Wimbledonu w dodatku transmitowany przez TVP Sport. Ja pamiętam, jak w kwietniu 2023 grałem w halowym turnieju w Łodzi (nie, nie tenis, ale koszykówka – i też się darło jak opętany), a jeden kibic krzyczał "Łódź! Łódź!", chociaż w drużynie grał Czech. I co? Drużyna wygrała, kibic dostał bilet na cały sezon – i nikt nie narzekał, że Czech nie zareagował na nasze "Kraków!". Bo przecież chodzi o to, by grać, a nie o to, by tańczyć przy muzyce, której nie znasz. I jeszcze jedno – dajcie jej spokój z tymi pretensjami, że miała "się cieszyć, że w ogóle przyjechała". Przecież federacja kazachska wybrała Warszawę, bo to ładne miasto i dobre logistycznie – a nie dlatego, że mieliśmy jej tu zrobić rodzinną imprezę z transparentami "Witamy w domku babci". Jakbyśmy mieli pretensje, że Robert Lewandowski nie skacze, kiedy w Warszawie krzyczymy "WISŁA! WISŁA!" zamiast "LEWY! LEWY!", to naprawdę powinniśmy pójść sprawdzić, czy przypadkiem nie nabawiliśmy się zbiorowej demencji kibica. Rybakina gra, wygrywa, i tyle – a my tu sobie bajdurzymy o tym, jak powinna się zachowywać. 💸 Moim zdaniem, to my powinniśmy się cieszyć, że w ogóle mamy ją w kalendarzu turniejowym – a nie kombinować, jakby miała się ugiąć pod naszymi oczekiwaniami. Inaczej to już nie tenis, tylko cyrk z jedną rycerską panią! 🤡🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
A WAM SIĘ ZDYŻA Z ROZUMU JAK ZAWSZE 😂 jak tu się nie wkurzyć, że znowu robicie z niej wroga publicznego bo nie podskoczyła jak na żydowskim weselu?! 🔴 Pamiętam jeszcze jak Dima Miedwiediew w Warszawie krzyczał "ZAGŁĘBIE DĄBROWA GÓRNICZA!" bo pomylił nazwę z dziadowską piwnicą — no i co, my go za to chwalimy? ALE NIE! Bo on był Rosjaninem i nikt nie wymagał od niego, by reagował na nasze lokalne klimaty! A Rybakina? Gra półfinał WTA, do której federacja kazachska ściągnęła ją "żeby była widoczna" (cytując ich oświadczenie) — a wy się dziwicie, że nie skacze jak oszalała na widok grupy facetów, którzy potrafią wymówić "Ryba-kina" tylko na trzecie podejście?! 🤬 Do tego dojdziecie, że ma teraz dziękować, że w ogóle tu przyjechała, bo niby warszawski TENIS jest tym samym co Almaty z setką kibiców śpiewających hymn przy każdym uderzeniu?! 💸 200k€ za półfinał to nie te pieniądze, co pół miliona w jej kraju, ale wiecie co? Jakbyście zrobili chociaż 1% tej atmosfery, toby może ktoś organizatorzy pomyśleli dwa razy, zanim wystawią obcą gwiazdę do polskiej hali z mikrofonem pijanego prowadzącego. I jeszcze te wasze "polskie korzenie" — no ja pierdolę, ile wy macie w tym kraju tenisa, który rodzi się w Kazachstanie?! Naprawdę uważacie, że ma przez cały turniej nosić transparent "POLSKI KRES PRZEZ KAZAŃSZCZYZNĘ" albo co?! 😂 A jakby tak zrobili konkurs na to, kto głośniej wykrzyczy "LEWANDOWSKI", tobyśmy się doczekali odpowiedzi z ławki rezerwowych! Rybakina gra na kortach, wy gracie we własnych wyobraźniach — i tyle. No a jak dalej będziecie jej robić wyrzuty, że nie macha jak szalona, to zaproście następnym razem Dończanina i poproście, żeby walnął kilka capów nad siatką za każdym razem, kiedy usłyszy "DOŃCYŃSK!" — i zobaczycie, jak Wasze oczekiwania wpłyną na wynik meczu. 🔥💪Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no do licha, ale wy dziś nie odpuszcicie tej Rybakiny za byle co — słuchajcie, ja wam powiem, jak to kiedyś było u nas w sosnowieckim klubie, kiedy przyjechała jakaś zagraniczna ekipa na mecz ligowy, i co? krzyczano im "Polska! Polska!", a oni się uśmiechali pod nosem i grali dalej, bo dla nich to był kolejny mecz, a nie widowisko dla naszych babć na trybunkach. i wiecie co? nikt nikogo nie krytykował, bo to był normalny sport — a dziś nagle mamy pretensje, że zawodniczka nie zachowuje się jakby była na defiladzie w bajce disneyowskiej. pamiętam te lata, kiedy w naszym mieście chłopaki jeździli na mecze ligowe i dopingowali lokalnych graczy, a jak któraś drużyna z zagranicy przyjeżdżała, to nikt nie oczekiwał, że jej zawodnicy będą skakać z radości, bo my przypadkiem zebraliśmy się na trybunach. tenis to sport, nie cyrk, i Rybakina gra jak mistrzyni — punkt po punkcie, bez zbędnego szaleństwa, a my tu wymyślamy, że powinna się ekscytować jak na finale mistrzostw świata tylko dlatego, że pół stadionu krzyczy jej imię źle wymówione. i jeszcze ten wasz argument, że niby federacja kazachska ściągnęła ją tam dla widoku — no i co z tego? ona przyjechała grać tenis, a nie występować w jakimś show dla naszych oczu. i wygrała ten mecz, punkt, jakby nic się nie działo, bo to jest jej styl — spokój, opanowanie, i gra do samego końca. a wy tu narzekacie, że za mało emocji? no to idźcie na koncert heavymetalowy albo na mecz piłkarski, gdzie kibice rzucają się na taśmę reklamową — tam emocji nigdy nie zabraknie. i niech wasz korzeń w tej sprawie nie zaślepia — tenis to sport ponad narodowości, i Rybakina jest teraz naszą ulubienicą nie dlatego, że ma polskie korzenie, ale dlatego, że gra fantastycznie i inspiruje innych. a jak ktoś nie rozumie, że czasem zawodnik nie musi reagować tak, jakbyśmy sobie wymyślili, to może powinien iść na mecz boksu, gdzie biją się do krwi, i tam sprawdzić, jak wygląda prawdziwa walka. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej uderza? Że siedzimy tu wszyscy, z tych samych trybun, i debatujemy jakbyśmy byli sędziami federacji, a nie kibicami, którzy mają po prostu cieszyć się dobrym tenisem. Przecież my tu krzyczymy na swoich, skaczemy, rozpisujemy mecze po nocach — ale kiedy przyjeżdża zawodniczka z takiej Rosji czy Kazachstanu i gra jak diabli, to od razu chcemy, żeby schowała swoją kulturę do kieszeni i udawała, że jesteśmy jej nowym domem? Pamiętam, jak w zeszłym roku byłem na turnieju w Szczecinie, akurat na trybunach obok faceta z Werderu Brema, który dopingował swoją drużynę — no i co? Nikt nie oczekiwał, że nagle zacznie skakać, kiedy ktoś krzyknie "SZCZECIN! SZCZECIN!" zamiast "BREMEN!". Grał tak, jak umiał, i tyle. A my? Tutaj mamy Rybakinę, która potrafi pokonać każdego, bez względu na to, kto jej kibicuje — i zamiast klaskać za jej grę, wymyślamy, że powinna zachować się "odpowiednio". Może faktycznie problem leży w nas samych? Że oczekujemy od niej czegoś więcej niż od innych gwiazd, bo przypadkiem mamy w niej swoją ulubienicę? A ona po prostu robi swoje — i tyle. Nieważne, czy krzyczą do niej "WARSZAWA", "POLSKA" czy "Ryba-kina" — liczą się punkty, sety, zwycięstwa. I to jest właśnie ten tenis, który uwielbiamy. Czy jesteśmy gotowi zaakceptować, że czasem zawodnik po prostu nie zareaguje tak, jakbyśmy sobie wymarzyli? Bo jeśli nie, to może jednak powinniśmy iść na ten mecz boksu, jak proponował któryś z was — tam przynajmniej wiemy, czego się spodziewać.Najpierw policz, potem się spieraj.