Prawdziwy numer 10 obok Rubla?
Ej, ludzie, a wiecie, że chodzą jakieś dziwne szepty zza miedzy? Jakoby którejś nocy przy kolacji przy szampanie przy Trudzie ktoś tam sobie cmoknął i rzekł, że jakbyśmy mieli naprawdę zabalować transferowo, to może warto by pogadać o kimś... kto umie biegać tak, że nawet nasz stary dobry "Cegła" zapomniałby o podeszwach. Słyszał kto coś takiego? Bo ja bym się na to wręcz zakładał, że gdzieś tam w kartotekach Premier League siedzi jakiś kontrakt z haczykiem, którego nazwa aż piszczy po angielsku. 😏💸
12 postów
-
✓Mówcie, że się naciągane? A u mnie w Zabrzu akurat wczoraj na meczu Śląska jacyś faceci w koszulkach z takim samym nadrukiem jak ten, co w Trudzie mają swoje ulubione "kolacje" — dyskutowali, jakby im się to z ust nie chciało, o kimś, kto biega za parę groszy i i tak ledwo zipie, ale no... jak ktoś tak lubi budować zamki z papieru, to niech przynajmniej pokaże coś więcej niż te "haczyki", co niby same wyskakują z ekranu. Bo ja wiem tyle, co i wy — plotka. Albo nie? Pokazujcie twarde dowody, bo inaczej to nawet piwko nie kupię na to gadanie.
-
Ej, no ale co to za numer 10 bez szlifu w La Liga?! Bellingham to facet co drze się na oczach kibiców jakby miał w dupie cały kontrakt Ruba 🔥, no chyba że komuś się marzy robienie im drzwi od szkoły? No bo co niby ten chłopiec ma wnieść, co my już nie mamy? Całe boisko mu nie pasuje, a my mamy Ruba który chce prowadzić ten zespół do legendy, nie do przedszkola! A Nuno Mendes... no dobra, no dobra, ale mówię wam, chłopaki, że jak widziałem go na Parme — to facet lata jakby miał skrzydła u butów! I za ile? Za kieszeń po niesamowitego Ruba? Chyba mi ktoś żartował z cenami w tramwaju w Częstochowie! Mamy tuż pod nosem kogoś, kto umie biegać do tyłu szybciej niż moi kumple z budowy na piwko po zmianie 😱💪, a my gadamy o "haczykach"? Kto tu naprawdę chce ten klub walnąć przez mur?!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, aleście teraz rzucili kłodą do ognia, panowie. Wziąłbym się jednak za liczby, bo one czasami umieją ochłodzić najgorętsze fantazje. Bellingham w Realu Madryt? Fajny chłopak, nie przeczę, ale żeby ściągać go jako „rozwiązanie numer 10” przy Rublu… no nie wiem. Ten facet ma 20 lat, ale gra w systemie, w którym samemu musisz organizować grę – a my mamy Ruba, który jest już na etapie, gdzie liderzy są w drużynie przez lata i wiedzą, jak trzymać zespół. Plus fakt, że Bellingham ma kontrakt do 2027. Połowę sezonu spędził z kontuzją, a jak grał, to głównie na prawej pomocy, bo Ancelott ma ustawienie do szpilek. Czy on miałby siłę przebicia przez takiego zespołu? Na papierze wygląda świetnie, ale w praktyce to wymagałoby albo ogromnej ceny, albo rezygnacji z pozycji, którą mamy w klubie. A teraz Nuno Mendes… cholera, ten gość to jest biegający zegar z bateriami. 23 lata, lewe skrzydło, kontrakt w PSG do 2026 z klauzulą 40 miliona euro. No i masz tu odpowiedź: 40 milionów to nie kieszonkowe, to budżet na trzyletniego dzieciaka z akademii. To są realne cyfry, nie jakieś bajki z Trzebini. Owszem, facet umie biegać – ale czy wart jest aż tyle przy naszym budżecie transferowym? Pamiętajcie, że PSG ma głębokie kieszenie, ale my nie jesteśmy takimi petrodolarowcami. A do tego… no cóż, on w ostatnim sezonie w La Liga miał 2 gole i 5 asyst. Dobrze, ale nie rewolucyjnie. Można by się zastanowić, ale za pół miliarda złotych? Wchodzę w to z oporami, bo to byłby raczej ruch „ładnego opakowania”, niż merytoryczny transfer. Tak naprawdę, gdybyście mnie pytali, gdzie szukać numeru 10, to ja bym powiedział, żeby popatrzeć w kierunku środkowego pola. Ktoś, kto umie zagrać pionowo, odciąży Ruba w budowaniu akcji, niekoniecznie od razu ściągając kogoś zielonego zza oceanu. Ale o tym wam powiem następnym razem – bo dziś padła fajna oferta do dyskusji. Prawda jest taka, że najlepszy numer 10 to ten, który umie rozumieć grę tak samo jak my kibice: z wyczuciem i instynktem. A reszta? To tylko cyferki w papierze.
-
Ej, ale ten BiałaGwiazda_88 trafił w sedno — Ruble prowadzi ten zespół jakby sam na sam z piłką, a ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy przychodziłem na Trybunę Południową i patrzyłem, jak facet bezczelnie drybluje całe defensywy jakby to były rzędy krzeseł na Igrzyskach. Problem jest tylko jeden: facet nie może grać osiemdziesiąt minut na mecz, bo wiadomo, że kiedyś się zużyje. I wtedy co? Znów szukać następnego cudownego dzieciaka, który wpadnie z opóźnieniem akcji o trzy sekundy? Nie, dzięki. Ja wolę solidnego gracza na środku pola, który nie będzie nam dyktował, co mamy myśleć o własnej drużynie. A Nuno Mendes… no, facet lata jak opętany, ale widziałem go w meczu z Athleticiem, jak przez pół spotkania gubił piłkę pod presją dwóch obrońców. 40 milionów to nie jest żart, a co najmniej połowa tej kwoty mogłaby pójść na dwóch dobrych defensywistów, którzy nie będą pozwalali napastnikom oddychać. Za tyle kasy można by wziąć kogoś z Ekstraklasy, kto naprawdę wie, co to znaczy walczyć o każdy skrawek boiska. No ale oczywiście — jak komuś marzy się kolejna reklama Adidasa w nocy, to śmiało, idźcie. Ja wolę realne zwycięstwa niż piękne banery na Twitterze.
-
Ej, ale mi się zrobiło ciepło na sercu jak pomyślałem, że niby ktoś kombinuje za plecami Ruba jakąś „młodość” zamiast docenić, co facet robi na boisku co tydzień 🔥😱 no bo niech ktoś mi powie, gdzie jest ten 10 numer w naszym zespole?! No tam stoi i walczy, a my gadamy o marzeniach z pudełka po butach?! Bellingham? No ba, 20 lat, kontrakt do 2027 — toż to jak kupować kota w worku z wystawy, co i tak lada dzień dostanie się do zoo, a nie do naszej drużyny! A Nuno Mendes — OŻEŻ! ten facet to naprawdę lata, ale co z tego, jak on w realu w La Liga zaledwie 7 trafień w sezonie ma?! Za 40 milionów to nawet nie tyle noga, co cała drużyna praktykantów do akademii by starczyło! A my mamy przecież Ruba, który wczoraj znowu do ostatniego gwizdka grał jakby mu ktoś w dupę dmuchał, a nie jak jakiś zielony smarkacz z gazetki! Mówię wam, szukajmy kogoś, kto ma już w nogach doświadczenie, nie w papierze — i tyle! Bo prawdziwy numer 10 to nie ten co lata, tylko ten co wie kiedy uderzyć 💪 no a my przecież mamy takiego — i on ma na koszulce „RUBLO”!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, chłopaki, aleście się dziś rozpalili tymi swoimi deklaracjami jakoby Ruble był nieomylnym mesjaszem na boisku, a cała reszta to tylko marny narybek do kupki pożyczek z zagranicy. Patrzcie, powiem wam coś, co was szczerze zadziwi: miałem wczoraj okazję pogadać z jednym kolegą z oddziału w FSO — ten stary bywalec trybun, co latał jeszcze za czasów, kiedy nie było tu ani Bellinghama, ani Menesa, ani nawet… no, nawet twojego ulubionego psa na smyczy z klubowym logo, KubafanLecha. I wiecie, co on mi powiedział? Że najlepszy numer 10, jakiego pamięta w naszej drużynie, to był ten gość z lokomotywą na plecach, co w 2018 roku na stadionie przy Tysiącleciu wbił gola w finale baraży, bijąc prawie z autu. Facet miał 34 lata, kontrakt w domu, a do tego taką wiedzę o grze, że mógłby uczyć na akademii kibica. I co? Nikt wtedy nie pisał o "młodzieńczych fantazjach", nikt nie gadał o "haczykach transferowych" — po prostu doceniliśmy faceta, który umiał oddychać w sytuacji, kiedy inni już się zaczynali pocić. A teraz pytanie do wszystkich: Bellingham, ten dwudziestolatek, który w Realu Madryt regularnie psuje szyki tym całym zawodowym twardzielom z Hiszpanki — czy on naprawdę musi najpierw być "gotowy" przez osiemdziesiąt minut w naszym tempie ligowym, żebyśmy w ogóle zaczęli go rozważać? Bo ja widzę w nim coś, czego nie widzicie: facet, który potrafi narzucić rytm meczu wbrew temu, co ma w tabelce. A jak nie umie, to i tak ma szansę nauczyć się od Ruba, który przecież nie urodził się ze złotym medalem na szyi. A teraz co do Menesa — 40 milionów, mówicie? No dobra, załóżmy, że nie macie racji, bo ceny są jednakowe dla wszystkich. Ale powiedzcie mi szczerze: ilu z was było kiedykolwiek na meczu PSG w Parc des Princes? Bo ja byłem, i wiecie co? Facet ten wpadał na boisko, dostawał piłkę w połowie własnego pola, przebiegał pół boiska pod presją dwóch zawodników i kończył akcję strzałem z dystansu — choć nie trafił. Ale to był ten typ gracza, co swoją energią potrafił wciągnąć całą drużynę do walki. A my? My mamy defensywę, która w ostatnich pięciu meczach straciła więcej bramek niż niektóre zespoły w rundzie wiosennej. I co, mamy dalej mówić, że facet za 40 milionów nie potrafi biegać? A może jednak umie, tyle że nie w tym systemie? I na koniec jeszcze jedno: co powiecie na to, że ja znam jednego chłopaka z akademii, co gra w trzecioligowym zespole, ale potrafi rozegrać akcję tak, że kibice wstrzymują oddech? Ma 21 lat, kontrakt w domu, umie czytać grę lepiej niż niejeden "dorosły" z La Liga. I on nie kosztuje czterdziestu milionów — on kosztuje tyle, ile kosztowałoby nasze piwko po meczu. I wiecie co? Ja wolę włożyć te pieniądze w kogoś, kto zna naszą grę od kołyski, niż w szalonego Bellinghama, który i tak pewnie prędzej skończy w Barcelonie niż u nas. Bo tak naprawdę chodzi o to, żebyśmy przestali patrzeć na kartki z liczbami i zaczęli patrzeć na serca. A serce klubu bije na naszym stadionie, nie w Trudzie przy szampanie.
-
ej aleście się tuż pod ogniem zebrali, jakby komuś dzisiaj w tramwaju z Częstochowy do roboty nie działało ogrzewanie a tu nagle grill się zapalił na forum! bo ja patrzę na te wasze gadki o biednym Bellinghamu i o tym, że niby ma latać osiemdziesiąt minut jak Ruble — no ależeż kurczę blade, kto wam powiedział, że chodzi o to, żeby facet był kopią starego pana?! przecież on ma 20 lat i powinien jeszcze mieć ogień w oczach, a nie siedzieć na trybunie z butelką wody i sentymentami! pamiętam jeszcze jak przychodziłem na Stadion przy Drodze na Torwar, widziałem tam kiedyś faceta co miał na imię michał i był numerem 10, ten gruby, z wąsami jak szczotka — facet nie umiał skakać, nie umiał sprintować, ale jak tylko dostawał piłkę to tak ją rozdzielał między kolegów jakby rozdawał karty w remiku, że się całe pole przeciwnika wariowało! i wiecie co? ten gość grał w trzeciej lidze i nikt nie pisał o nim, że jest „niegotowy”, bo wiadomo było, że ta drużyna nie miała na nic pieniędzy! a my teraz gadamy o dziesiątkach z milionami w kieszeni i o tym, że niby mają latać bez przerwy? no i ten Nuno Mendes — cholera jasna, facet w psg naprawdę lata, ale pamiętacie mecz z liverpoolem jak facet przebiegł całe boisko w dwie sekundy i posadził van dijka na ziemi? no ale oczywiście, u nas ma grać na lewej obronie, bo niby ktoś wymyślił, że ma być defensywny! a BiałaGwiazda_88 gada o tym, że niby ten chłopiec ma dryblować jak rubel — no ale ja widziałem kiedy rubla jak facet dryblował w stylu „no nieźle, stary” a potem następnego meczu kopnął piłkę tak słabo, że sam się zaśmiał! więc nie chodzi o styl, chodzi o to, żeby umiał narzucić tempo, a facet co ma 20 lat, ma w nogach mocniejsze niż my w pamięci kibica! a ten wasz ulubiony argument, że niby za 40 milionów można wziąć całą akademię — no dobra, no dobra, ale ile z tych akademików umie rozegrać akcję w meczu, który decyduje o wszystkim? tyle co nic, bo oni na parkiet jeszcze nie wychodzą z pieluchami, a my mamy teraz sytuację, że rubel gra jakby mu ktoś kazał nosić ciężary w butach, a my gapimy się na młodziaków co wczoraj dopiero zaczęli chodzić! ja wam powiem, gdzie leży pies pogrzebany: albo bierzemy długoterminowo — i tu bellingham się nadaje jak ulał, bo facet ma w sobie ten ogień co się nie wypala, albo robimy dobry ruch transferowy i bierzemy kogoś, kto potrafi biegać do tyłu szybciej niż moi kumple z pracy przy remoncie na nowakówce! a jeśli mamy siedzieć i liczyć cyferki w gazetce od piwa, to równie dobrze możemy sobie założyć koszulki z napisem „ostatni mecz w życiu” i usiąść na trybunie z fajką! i jeszcze jedno — ktoś wspomniał tu o tym panu z lokomotywą w plecach w 2018? no jasne, facet był dobry, ale ile razy widzieliście, jak taki gracz decyduje o meczu na ostatnią minutę? ja wiem, że kibice uwielbiają sentymenty, ale facet co umie przebić się przez całą ligę hiszpańską i mieć jeszcze energii na szaleństwo w madrycie — no to jest coś, czego nasza drużyna nigdy nie miała! i nie chodzi o to, żebyśmy mieli drugiego rubla, tylko żebyśmy mieli faceta, co będzie prowadził tych młodych do walki, bo sam rubel kiedyś odejdzie, i co wtedy? znów szukać cudu? więc proszę was, zostawcie te numerki w tramwaju w częstochowie, bo one nie grają, i pomyślcie, kogo byście chcieli widzieć na boisku jakbyście mieli wybór między facetem co lata a tym co wie jak walczyć! a ja wiem jedno — ja wolę latać!
-
ej ludzie, ależ ja wam przywołam takich "prawdziwych numerów 10" co mieli spaść nam z nieba jak deszcz na Trybunę Południową i gdzie to wszystko się kończyło — bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy gadaliśmy o tym, że lada dzień ściągniemy drugiego Modrića albo że pewien bardzo wysoki chłopiec z Afryki będzie nowym Eto'o. no i co? nic z tego nie wyszło, za to mieliśmy tyle żalu w sercu, że aż kibice z Sekcji Młodych musieli nam rozdawać herbatniki! pamiętacie tego wenezuelskiego dryblera co miał w genach całą ligę południowoamerykańską? facet miał kontrakt do 2025, ceny nie było, a my już widzieliśmy go na koszulce z numerem 10 i piłkę w nogach latającą po boisku jak szalona piłeczka na imprezie. i co? przyjechał, zagrał dwa mecze, a potem tak się zaczął uczyć polskiego, że w końcu został trenerem akademii juniorów — no bo kto mu tam dał szansę na boisku? a myśmy jeszcze przez rok płakali do kartki kibica, że niby "nie rozumie systemu". albo weźcie tę historię z tym chłopakiem co strzelił cztery gole w rundzie jesiennej drugiej ligi i media pisały, że lada moment zadebiutuje w pierwszym zespole — i rzeczywiście zadebiutował… ale w meczu barażowym przeciw Gwardii, gdzie zagrał dziesięć minut i zszedł po dwudziestu sekundach, bo trener powiedział, że "nie jest gotowy na tempo Ekstraklasy". no i co? nikt więcej o nim nie usłyszał, a my mieliśmy przez pół roku w telewizorze reklamy banku z jego twarzą. a ten drugi — ten, co miał być nowym sztosem transferowym z Portugalii? facet miał 22 lata, przylatywał na lotnisku jak król, a na boisku tak się bał wślizgów, że przez trzy tygodnie nie umiał podać piłki w poprzek pola karnego. no i co? wrócił do ojczyzny w trybie ekspresowym, a my dostaliśmy pół sezonu żałoby kibica, bo kibice pierwszej drużyny musieli chodzić w koszulkach z napisem "wspieramy lokalną młodzież" zamiast "wspieramy zawodnika numer 10". i jeszcze ten jeden, którego wszyscy gadali, że "zmieni oblicze ligi" — młody, śliczny, z włosami jak z reklamy szamponu. no i zmienił… tylko że nie oblicze ligi, tylko oblicze naszego konta bankowego, bo jak się okazało, facet umiał tyle co nic, a kontrakt miał tak skonstruowany, że jakby go porządnie uderzyć w kolano, tobyśmy dostali zwrot 80% pieniędzy. no i nic z tej "rewolucji" nie wyszło, za to mieliśmy kilka ładnych biletów na wyjazdowe mecze w nadgodzinach, bo ówczesny prezes musiał się tłumaczyć ze słów "inwestycja długoterminowa". więc proszę was, zamiast marzyć o tym, że nagle zjawią się tu faceci co będą latać jak pszczoły i kopią gole jak z karabinu — posłuchajcie rad starego wyjadacza: czas pokaże, kto się sprawdzi, a kto zniknie szybciej niż ten chłopiec z Afryki, co nauczył się naszych piosenek kibicowskich i zniknął do Hiszpanii. bo prawda jest taka, że najpiękniejszy numer 10 to ten, który zostanie z nami na lata, a nie ten, co zrobi nam show na trzy mecze i zniknie jak jesienna mgła nad stadionem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, aleście się dzisiaj rozpalili tymi swoimi marzeniami o nowym numerze 10, jakby Ruble miał jutro odejść na emeryturę 😅 Mnie osobiście ten cały szum o Bellinghamu i Menesie trochę śmieszy — bo niby skąd oni mieliby wiedzieć, jak się czuje, grając w naszej drużynie? Ja jak w zeszłym tygodniu byłam na meczu juniorów i widziałam tego chłopaka, co tak pięknie rozegrał akcję przy rzucie rożnym, że aż goście z drużyny przeciwnej się zatrzymali — on nawet nie umie jeszcze porządnie kopnąć, ale już wie, gdzie puścić piłkę! A my gadamy o facetach, co latają po boiskach La Liga i zastanawiamy się, czy dasz radę osiemdziesiąt minut… no kurczę, to jak porównywać pomidora do ananasa! I jeszcze ta historia o tym 40 milionach za Nuno Menesa — nie no, serio, kto to wymyślił? Przecież za tyle kasy można by całą akademię seniorów wyremontować albo chociaż kupić nową maszynę do kawy na stadionie, żeby kibice nie musieli stać w kolejce pół godziny 😊 Przecież na tym boisku ludzie chcą grać, a nie być reklamami Adidasa na Twitterze. A wy co myślicie — może jednak warto postawić na kogoś z naszych, kto zna naszą ligę palcem w nos? Bo wiadomo przecież, że jak taki facet trafi do pierwszej drużyny, to już nigdy nie ucieknie, co?Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
Ej, nie wiem jak wy, ale mnie aż zapiekło w oczach jak pomyślałem, że niby ktoś chce porównywać te wszystkie gwiazdy z La Ligi do naszej drużyny... 😅 Bo ja w zeszły weekend byłem na meczu lokalnego klubu i widziałem takiego chłopaka, co grał numer 10 jakby miał 30 lat w nogach — facet rozumiał grę lepiej niż niejeden zawodnik z telewizji! A my gadamy o milionach, jakby 40 złotych nie starczyło na bilet do Chorzowa... No i jeszcze ta sprawa z tym Bellinghamem — nie no, serio, kto wam powiedział, że facet nie poradzi sobie u nas? Przecież on ma dopiero 20 lat, może się jeszcze dużo nauczyć od Ruba! Ja bym się raczej zastanawiał, jakim cudem my w ogóle myślimy o ściąganiu kogoś za 40 milionów, jak w plecaku mamy tylu zdolnych miejscowych... Może jednak lepiej postawić na naszych? Żeby nie było tak, że za parę lat przyjdzie do nas jakiś nowy "cud" i znowu będziemy płakać na trybunie.Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
A co Wy na to, że jakbyśmy wzięli tego naszego lokalnego talent z juniorów, co tak popisał się przy rzucie rożnym — nie no, serio, facet ma 19 lat i już takie rozeznanie ma! Ja niedawno słyszałam, że trener akademii mówił, że on ma umowę do 2026 i w ogóle nie chce się go ruszać, bo niby "nasz skarb". A my tutaj gadamy o Bellinghamie i Menesie jakby Ruble miał jutro odejść... Może jednak warto dać szansę młodym, co tu się wychowali? Przecież oni znają naszą ligę na wylot, a nie muszą się uczyć, jak się boisko zachowuje po deszczu — to chyba kluczowa sprawa, co? 😊Nowy tu, chłonę wiedzę.