Od Guga do Rune'a – ta arena w nas bije!
a to znowu lata lecą, że bo się człowiek lęknie spojrzeć w kalendarz...
pamiętam jak kibice z paryskiego challengera wrzucali do ekranu te nasze pierwsze hasełka z wizją: "kurde, ten gość ma coś tam, choć nie wygląda", a dziś patrzę na turniej w Bastadzie, te okrzyki i ludzie rozumieją, że tamtej wiosny nie rzucaliśmy słów na wiatr.
byłem tam z ulubionym starym kaszkietem i gazetą zwiniętą w tubę żeby było co krzyczeć, bo mikrofonów nie mieliśmy jeszcze w kieszeni — teraz to inna para kaloszy, ale te okrzyki zostały, tyle że pod prawdziwym nazwiskiem
8 postów
-
✓Czemu te stare gadki to jak dobry flak z grubego kota 😱 my z kolegami wpadliśmy na challengera do Bastadzie całą bandą, no bo nasi mówili "idziemy, bo ten duński luzak nas uwiódł" a ja akurat miałem na sobie koszulkę z 2018 jeszcze od Guga w gratisie na dnie szafy 😂 nie było tam żadnych wielkich haseł, samiśmy wrzeszczeli na co głos starczył "Rune show! macie fajkę w mordę!" i kurwa, ludzie się oglądali, że niby co?! ale w tym szaleństwie było coś mega, naprawdę czuło się, że coś się zaczyna...Na trybunach od dzieciaka.
-
a niech mnie, kiedy jeszcze chodziłem z kamerą na pasku na te wszystkie małe turnieje żeby potem oglądać u siebie te ujęcia — w Sopotu, w tamto lato, jak Rune jeszcze uczył się sznapsa pić na korcie, a my już krzyczeliśmy "widać klasę, choć nie wiadomo skąd", bo naprawdę miał w oczach coś takiego... pamiętam kolegę, co trzymał transparent z napisem "od guga do rune'a" ręcznie malowanym markerem i farbą plakatową — pół litra się tam chyba zużyła, bo jeszcze teraz po latach pachnie w moim garażu jakimś takim niedzielnym warsztatem. no i co? dziś ten sam transparent wisiałby w Bastadzie za dziesiątki tysięcy par oczu, a facet pewnie dostałby od Adidasa jakiś kontrakt za to, że wymyślił hasło, co się przyjęło. ale najfajniejsze było to, że nikt nie wiedział, jak ten maluch się nazywa — mówili "ten duński chłopaczek z rzęsami dłuższymi od mojego palca", a tu proszę — dziś on goli wszystkie te smarkacze w finale challengera, a my dalej wrzeszczymy jakby nic się nie zmieniło. tyle że teraz już wiemy, że to nie wrzask bez sensu, tylko coś więcej.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A to jest historia, którą można na spokojnie wyciągnąć przed jutrzejsze granie — no bo kurczę, ile to już minęło czasu od tej pierwszej bandy, co zjeżdżała do Bastady, żeby zagrzewać kogoś, kogo nazwiska nie dało się nawet wymówić bez przesadnego pochylania się nad atlasem? Tamci to byli szaleńcy, ale prawdziwi: ten facet z kaszkietem, który robił tubę z gazety bo mikrofonów nie było jeszcze w zasięgu kieszeni, ten LechFan, co wlókł za sobą koszulkę z 2018 jeszcze od Guga jakby to była relikwia, i ten nasz człowiek z transparentem "od guga do rune'a", który swoją półlitrówkę farby zaplanował tak, żeby ten tekst przeżył dekady w garażu — wszyscy mieli w oczach coś takiego, jakby wiedzieli, że to nie jest zwykłe kibicowanie, tylko coś, co kiedyś stanie się częścią czegoś większego. A dziś? Dziś mamy stadiony wypełnione po brzegi, transmisje na żywo w każdej chacie, a Rune gada do kamer między setami jakby to było coś naturalnego — nie żeby tamci byli jakoś gorzej ubrani albo mniej zaangażowani, ale dziś ten szaleńcówki z Bastady został uzupełniony o cały ekosystem: sponsorów, media, fankluby z flagami w rękach, którzy nie muszą już wozić ze sobą rolki papieru toaletowego żeby zrobić sobie megafon. Tamci mieli w sobie coś takiego, że wrzeszczało się nie z głośnika, tylko z serca — dziś to serce jest wsparte przez technologię, marketing, cały ten showbiznes, który sprawia, że wiemy dokładnie, kiedy Rune wychodzi do szatni, żeby zrobić zdjęcie z butelką wody. Ale jest jedno "ale": tamci mieli coś, czego dzisiaj się nie kupi za żadne pieniądze — mieli wiarę, że ich krzyk coś znaczy, choć nikt poza nimi tego nie słyszał. Dzisiaj to wiarę mamy, ale mamy też pewność, że świat o tym wie. I to jest właśnie ta różnica: dawniej byliśmy marudami z kaszkietami, teraz jesteśmy całym ruchem, który ma swoje miejsce przy stole wielkich. Ale nie przesadzajmy z euforią — tamci mieli coś, co dzisiaj da się policzyć tylko w procentach: autentyczność. To był czas, kiedy kibicowało się nie dlatego, że ktoś zarabia miliony, tylko dlatego, że miał w oczach coś takiego, że człowiek czuł: ten gość z nami walczy, a nie tylko obija się po korcie. Dzisiaj walka jest nadal, ale jest bardziej wystudiowana, bardziej "na oko" — bo przecież wiadomo, że nie ma lepszej reklamy niż zwycięstwo. Więc porównując: tamci to byli wojownicy z garażów, my dzisiaj to jesteśmy wojownicy z planów marketingowych. Ale jedno się nie zmieniło — ten krzyk, który bije z tej areny, to ten sam krzyk, tylko teraz ma wiatr w żaglach. Bo przecież ile byśmy nie mieli flag, neonów i transmisji, to serce bije nadal za tym samym chłopakiem z rzęsami dłuższymi od palca. I to jest właśnie ta siła — że pomimo wszystkiego, co się zmieniło, to wciąż jesteśmy tą samą bandą, która kiedyś zrobiła z rury gazety tubę i darła się w Bastadzie. Tyle że teraz mamy te tuby w kieszeni.
-
a to ja coś krzyknę! 🔥 jak dziś patrzę na te wszystkie zdjęcia z Bastady z tamtej wiosny, to aż mnie ręce bolą od myślenia, że byliśmy tam sami przeciw wszystkim... a Rune? on nawet nie wiedział, że go kibicujemy, hehe 😱…@Arbiter_Kupiony no ależ to jest właśnie to! 😅 Bo ja tam byłem dwa lata temu w Warszawie, kiedy Rune grał na kortach Legii i też nikt nie wiedział jak się do niego zwracać — facet wyglądał jakby wyszedł prosto z liceum, a grał jak szatan 😱 A teraz? Teraz mam na telefonie całą mapę z trasami kibiców Duńczyków, którzy ściągają do Warszawy żeby go zobaczyć... no i przyznaję, że się poddałem, bo co ja niby miałem krzyczeć? "Rune, daj czadu!" brzmiało jakoś tak słabo przy "Rune show!" albo "Duński król, twoja kolej!" 😂 Ale serce bijące z garażu to wciąż to samo serce, tylko teraz ma megafon i siatkę do spania w plecaku. Stare czasy były chyba po prostu... nieśmiałe? Ale autentyczne, jak ten nasz LechFan z koszulką Guga pod pachą 🙏 Dzięki za wspomnienia!Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
A to jest historia, którą można na spokojnie wyciągnąć przed jutrzejsze granie — no bo kurczę, ile to już minęło czasu od tej pierwszej bandy, co zjeżdżała do Bastady, żeby zagrzewać kogoś, kogo nazwiska nie dało się naw…Mnie tam zawsze ściska w gardle jak patrze na to, co działo się w Bastadzie przed laty — bo ja sam byłem w tej bandzie, co w 2019 dojechała tam z Rzeszowa tylko z tym jednym myśleniem: "jak ten duński chłopaczek da czadu, to my mu pomagamy". Zgarniętych mieliśmy zaledwie ze dwudziestu luzaków, pół butelki piwka na zmianę i jeden wielki transparent domowej roboty z napisanym markerem "Tu kibicuje Wam Rzeszów". A on? Ten Rune? To szedł na kort tak, jakby nie wiedział, że ktoś tam na niego czeka — myślał pewnie, że jesteśmy jakichś wariatów z prowincji, co bredzą coś po angielsku z błędami. Ale wiecie co? Dokładnie w momencie, kiedy on wygrywał drugiego seta, nagle zrozumiał, że coś tu nie gra — bo ja stałem jakieś trzy metry od niego i wrzeszczałem "Daj czadu, dupku!" na całe gardło (moja angielszczyzna była wtedy taka sobie), a facet odwrócił się, popatrzył na mnie i... UŚMIECHNĄŁ SIĘ. Tego uśmiechu nie zapomnę do końca życia. I teraz jak oglądam go w finałach, to wiem jedno: tamta tuba z gazety zrobiła swoje. Bo wartość nie idzie z ceny biletu czy rozmiaru sceny — idzie z krzyku, który bije prosto z serca. I to jest właśnie to, co dzisiaj próbują skopiować wszyscy ci "marketingowi wojownicy", ale nikt nie da rady — bo autentyczność nie ma ceny, tylko historię. 💸🔥Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
a niech cię, pamiętam jakby to było wczoraj, bo ja akurat miałem 12 lat i grałem w tenisa na takich dziwnych kortach przy domu kultury, co to wiatr tak tam szalał, że piłka latała jak oszalała 😂 no ale miałem ten swój megafon z rolki papieru toaletowego, który uważałem za broń masowego rażenia, i wrzeszczałem "Rune, jesteś nasz!" ile sił w płucach — aż sąsiadka wyjrzała przez okno i powiedziała, że jak się nie zamknę, to wzywa policję! no a dzisiaj patrze na Bastadę i myślę: kurde, jakby te wszystkie rolki papieru toaletowego na świecie zebrać w jedno miejsce, to by się tam zmieścił cały ekstrakt do środka kortu, hehe 🤣 no ale serio, ci z kaszkietem, ten LechFan z koszulką Guga i facet z transparentem pół litra farby — to byli naprawdę najlepsi! dziś byśmy ich pewnie nie poznali na ulicy, bo byliby jakieś celebryci z instagrama, ale tamci byli po prostu szaleni i autentyczni, a to się w końcu opłaca, bo teraz wszyscy krzyczymy razem, że "od guga do rune'a" — tyle że już nie trzeba wozić ze sobą tuby z gazety, bo mamy te nowoczesne megafony, które ważą pół grama i mają więcej bajerów niż mój pierwszy rower 🍿 no ale co tam, serce bije nadal tak samo, a papier toaletowy? no wiadomo, lepszy niż nic! 😂Memy to też analiza.
-
a to ja coś krzyknę! 🔥 jak dziś patrzę na te wszystkie zdjęcia z Bastady z tamtej wiosny, to aż mnie ręce bolą od myślenia, że byliśmy tam sami przeciw wszystkim... a Rune? on nawet nie wiedział, że go kibicujemy, hehe 😱 ja pamiętam, jak z kumplami zjechaliśmy na challengera do Bastady w 2019, bo w rzeszowskiej grupie po cichu gadało się, że "ten duńczyk ma jaja na kiju", ale nikt nie wiedział, że to ten sam chłopaczek, co w tym roku goli wszystkich na oczach całego świata! no ba, my mieliśmy tylko rolkę papieru i śpiewanko "Rune, daj czadu!" — a ten se patrzył na nas jak na wariatów, bo co my bredzimy pod jego nosem, skoro nie umiemy nawet jego nazwiska wydukać! 🤬 ale jakieś szczęście mieliśmy, że go podziwialiśmy od samego początku, bo teraz? teraz to jak się ogląda jego mecz, to człowiek ma ciarki na plecach — bo widać, że ten gość naprawdę CZUJE ten kort, te emocje, te okrzyki... to nie jest jakiś tam "showbiznesowy tenisista", to facet, który oddycha taką samą piłką jak my! ❤️ i tyle lat te wrzaski bez mikrofonów, bez neonów, a dziś? dziś stadiony trzęsą się od "od Guga do Rune'a" — no i super, że historia się dopełniła, ale najlepsze jest to, że serce bije nadal tak samo mocno, jak wtedy, gdy robiliśmy z gazety tubę i darliśmy się na całe gardło! 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️