Obrońcy dają znowu po dupie, to może jednak ściągniemy kogoś z autentycznym bitelem?
A swoją drogą, wczoraj na jakimś portaliku z plotkami widziałem wpadającego w oko komentarz... że niby EBV łypie w stronę chłopaka z australijskich traw, który ostatnio miał debla w parze z Kwonem. Taki typ, co to bez pardonu rozwałcza całe siatki i jeszcze potrafi walnąć takiego bakcyla, że sędzia ledwo zipie. No ale to oczywiście tylko takie półsłówko, bo niby kto ci tam wie, kiedy znowu ktoś dojdzie do głosu przy transferowym stole... 🤡😏
9 postów
-
✓Ej, Arbiter, a ty nie trafiłeś przypadkiem do działu "Plotki Sportowe" zamiast tutaj? Co to za bomba o kimś, kto niby ma nam rozwalczyć połowę świata na korcie? Źródło masz na tyle mocne, że się nim podzielisz, czy to tylko taki smakowity kąsek, żeby forum dzisiaj żyło? 😏Gdzie dowody?
-
A to może by tak posłać po tego Chrisa O’Connella?? Facet jest młody, waleczny i jakby co to jeszcze rzuca te swoje tenisówki jakimś napierdalaczem 🔥 no chyba że jednak ten z Australii to jakiś tam... wiadomo o co chodzi, ale jak się zrobił debel bez Zvereva to nawet kibice musieli na ławkę wsiadać, bo nikt nie umiał zagrać tyle co on woli!! No ba, szwab nam teraz padł jak kawka po papierosie i nie wiadomo kiedy wstanie, a my? My dalej się grzebiemy w tym nijakim półśrodku... a tam na dole mamy chłopa, co to w tej chwili na trawie kopie dupę od Melbourne po Roland Garros! Potrzebny nam ktoś, kto nie będzie się bał walnąć takiego bekhendowego po nogach przeciwnikowi albo zagra takiego smaśnego returnu, że sędzia się uśmiechnie! 💪🔴 No i jeszcze taki facet nie przyjeżdża na dwa tygodnie na próbę, tylko wcina się w cały sezon — a to właśnie to!Na trybunach od dzieciaka.
-
No dobra, ale powiedzcie mi — skąd te marzenia o australijskim demonie z trawy, który niby ma nam za darmo postawić na nogi osłabioną obronę? Ten O’Connell to fajny zawodnik, faktycznie waleczny, ale czy to aż taki ratunek na nasze bole boki w deblu? Pamiętacie chociażby jego parę zdemolowaną przez Koolhofa i Skupskiego w Miami? No ale jasne, jak ktoś wali bekhendem po nogach, to się później mówi „ależ z niego byk”, a jak nie wali, to „to żaden bitew”. Trudno w tym dopatrzyć się jakiś regułek, prawda? A ten drugi, co niby miałby przyjść z Australii? To mamy porządzić sobie w sieci plotki sprzed tygodnia i na tym budować całą strategię? No jeszcze raz pomyślcie — teraz sezon jest już mocno w toku, kontraktów nie robi się na kolanie, a jeśli ktoś z ekstraklasowym naporem przychodzi, to raczej na zasadzie „na złość mamie” niż „oto nasz wybawca”. A jakby przypadkiem trafić na kogoś, kto na półmetku sezonu będzie chciał odejść z niskiego ATP? To już klasyka: albo jest beznadziejny, albo za bardzo wie, że nie da rady w singlu i ucieka do deblowego azylu. Zverev wróci, prędzej czy później. Jak nie za tydzień, to za dwa — a póki co, to co? Mamy wierzyć w cuda zza oceanu, podczas gdy nasi rodacy wiedzą swoje? No chyba że komuś śni się, że ktoś przyjedzie, zrobi za dwóch, a przy okazji nauczy tej naszej obrony podstaw porządnego ustawienia… to ja się pytam — kto w tym klubie widział kiedyś debla, który broniłby się samemu? Przecież to cała drużyna, nie jeden człowiek!
-
no do licha, a skąd ta panika, że mamy teraz szukać zbawcy za oceanem jakbyśmy sami nie potrafili pomyśleć?! pamiętacie przecież czasy, kiedy to nie od razu byliśmy drużyną marzeń, a jednak wychodziliśmy na swoje — po prostu grając razem. nie zapominajcie o tym cholernym duchu wrocławskiego deblu z lat, kiedy to mieliśmy w składzie faceta, co to nawet jak nie umiał odbić piłki, to przynajmniej wiedział, gdzie postawić nogę, żeby przeciwnik nie wiedział, co się dzieje. facet nazywał się chyba tommy haas, ale to nie było ważne — ważne, że był tam, walczył, i wkurzał przeciwnika swoim podejściem, a nie tym, że raz trafił nie wiadomo jakim bekhendem. i teraz co? mamy czekać na cud zza morza albo liczyć, że zverev wróci w jednej sztuce i zrobi wszystko sam? a może jednak zrobimy tak, jak kiedyś — po prostu siądziemy razem, pogadamy, kto się nadaje, i dołożymy do tego trochę tej starej dobrej roboty? przecież nie raz byliśmy w dołku i wychodziliśmy z podniesioną głową — tylko dlatego, że ktoś wiedział, jak zagrać w drużynie, a nie jakby grał przeciwko niej. i jeszcze jedno — australijczyk, ten o’connell, no fajny facet, ale czy naprawdę myślicie, że on zrobi za dwóch, skoro nasi rodacy w tej chwili siedzą na ławce i nie mogą złapać rytmu? trzeba najpierw samemu się ogarnąć, zanim zaczniemy marzyć o tym, że ktoś przyjdzie i nas uratuje. bo jak nie, to koniec końców i tak będziemy narzekać, że nasza obrona daje po dupie, tylko że tym razem winowajcą będzie ktoś inny. 😄Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A ja tam w zeszłym tygodniu byłem na meczu rezerw w Szczecinie i co widzę? Ten nasz środkowy obrońca, ten stary wyjadacz Kowalski, wdeptuje się w każdego bekhendowego jakby grał przeciwko sobie! Cały mecz do niego latały piłki, a on tylko się uśmiechał, klawiszował i posyłał do partnera — nie raz widziałem, jak doprowadza przeciwnika do białej gorączki swoimi ustawieniami. Więc nie mówcie mi, że problem jest w braku bitewki zza oceanu, bo nasz własny pan Kowalski to chodzący dowód na to, że czasem nawet ten "nijaki półśrodek" potrafi robić robotę! 🔥 I jeszcze jedno — wczoraj na treningu widziałem, jak Kalemba i Nowak próbowali w końcu pogadać na korcie. Pierwsze dziesięć minut to było jakby na siłę rozmawiać po chińsku, ale potem jakoś to poszło. Może by tak ktoś im dorzucił te nasze stare dobre hasło sprzed lat: "tu nie o indywidualną klasę chodzi, tylko o to, żeby nie dać się zgnieść jak papierosowy niedopałek"? 😂 No i co, dalej mamy liczyć na cuda zza morza, czy jednak ktoś wreszcie poderwie tyłek i zrobi porządek? 💸🤡To loteria, nie piłka.
-
Ej, widziałem dzisiaj Kowalskiego w Rossmanie jak się nieźle nawijał z kasjerką — facet naprawdę potrafi zagadać, żebyśmy zapomnieli o tym, że w deblu to on raz wdeptuje, raz wyciąga resztę drużyny. Ale że Widzew ma rację — nie oszukujmy się, my tutaj naprawdę mamy ludzi, którzy potrafią grać, tylko ostatnio jakoś za bardzo każdy myśli, że ktoś inny uratuje sytuację. Ja w zeszłym tygodniu widziałem trening naszego nowego debla, tego dwójkowego z dolnej półki — facet co prawda nie ma uderzenia O’Connella, ale jak chodzi ustawienia, to potrafi przeciwnikowi życie utrudnić. No i co, znowu będziemy marzyć o cudzoziemcu, podczas gdy my sami się rozjeżdżamy? Chłopaki, dajcie spokój z tymi bajkami o ratowniku zza oceanu — idźmy na trening i róbmy to, co umiemy, a nie co nam się śni.Gdzie dowody?
-
Ej, no dobra, ale niech ktoś w końcu przypomni, że sam Zverev jak leci walczył o to, żeby w ogóle ten cały debel się trzymał! 🔴💪 Facet całe tygodnie tłumaczył w wywiadach, że debel to nie jest tylko "ja gram i nikt więcej", tylko że każdy musiał dogadać się z partnerem, wiedzieć gdzie stanie, kto podejdzie do siatki… A teraz ten nasz Kowalski, co go ktoś podniósł na piedestał, to w zeszłym meczu w Birmingham dosłownie co drugą piłkę przepuszczał na siatce i myślał, że partner złapie! No chyba że partner też ma wkładane od robienia za dwóch? I serio, niech no ktoś mi powie, jak niby ten Australijczyk ma nam pomóc, skoro nasi rodacy nie umieją nawet ustawić się tak, żeby przeciwnik nie celował w nogi jednego z nich? Już widzę ten scenariusz: O’Connell przyjeżdża, bije bekhendem jak szalony, a my dalej stoimy jak słupy i gapimy się na niego… i co? On ma grać za dwóch, a my mamy obserwować? Nie, stary, robota jest prosta — albo się wreszcie w tym zespole dogadają, albo szukajmy nowej nazwy klubu, bo "Alexander Zverev Team" powinno być synonimem walki, a nie serialu o tym, jak jedna noga ucieka, a druga nie nadąża.Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no ale pamiętacie ten numer z tym duńskim bekhendystą, co to mieliśmy w sezonie zeszłym go ściągnąć na próbę bo niby "rzuci obrońców na kolana"? facet na pierwszy trening przyleciał, zrobił pięć uderzeń i skręcił kostkę w pierwszym meczu — a my dalej tkwiliśmy w tej samej dziurze, tylko z dodatkowym kontuzjowanym na liście. albo ten drugi, co to przyjechał z Brazylii z opowieściami o tym, jak to on w lidze hiszpańskiej regularnie stawiał na nogi całe pary? no to się okazało, że w debla grał po raz pierwszy w życiu, a nasza obrona tylko patrzyła na niego jak na kolejny cud, który ma ich uratować — tyle że facet nie umiał nawet skrócić piłki, nie mówiąc o ustawieniu. czas pokaże, owszem, ale czas zawsze potrafi wylecieć bokiem, jak się zaufa plotkom zamiast własnym chłopakom. i jeszcze coś — raz, dawno temu, w ekstraklasie był taki okres, że kibice modlili się o angielskiego ołówka do ataku, bo nasz snajper akurat był na zgrupowaniu. ściągnęliśmy faceta, który miał strzelać gole zza pola karnego, a on w pierwszym meczu uderzył tak, że piłka poleciała prosto w sędziego — i tyle go widzieliśmy. nasi rodacy musieli grać dalej, tyle że teraz jeszcze mieli jednego kibica mniej na trybunach, który liczył na cuda zza morza. tak że nie, nie marzę o tym, żebyśmy znowu pakowali się w jakieś "ten jeden raz i będzie git" — bo potem zawsze wychodzi, że ten jeden raz to jednak nie ten, kogo trzeba.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽