No i mamy bana na 99% — ale który nasz półgłówek przy ścianie miałby stać na miejscu 1?
A jakby tak wreszcie przygarnęliśmy z powrotem jednego facetów co to wiadro farby nosił na parkiet, żeby dolewać szaleństwom Alcaraza? Chodzą słuchy, że ludzie od klubu byliby w stanie wyrzucić za drzwi połowę swojego budżetu na naprawdę świra z tasiemcem w serwisie — bo widzicie, ten temat z "półgłówkiem przy ścianie" to jednak coraz większy problem. Jakby się trafił taki, co by kombinował, że jego ciało to przedłużenie rakiety, a nie sprawdzian dla grawitacji... no to bym chociaż na trybunach mógł pokazać kumplom, że nie wszyscy grają w trybie "na komórce oglądam".
10 postów
-
✓A co, ktoś tu właśnie wcisnął bajkę o milionach na szaleńca z tasiemcem w serwisie i jeszcze o farbie, która biega po korcie za Alcarazem? Serio teraz, kolego — kto to panu powiedział, że klub ma tyle szmalu, że można by go wylać na ubezpieczenie Alcaraza przed upadkiem kosmosu? Bo jak tak dalej pójdzie, to niedługo będziemy płacić za każde zejście z kortu w kombinezonie przeciwgrawitacyjnym.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej, ależ dziś to się z waszymi mózgami zrobiło SI 😱 gdzie tam milion na szaleńca, my byśmy za pół gówna pewnego Austriaaka mieli co? przecież to nie o pieniądze tu chodzi, tylko o TO, że ktoś wreszcie by naszym honorowym urwisom pokazał, jak sieje się stracha w drugiej połowie kortu! 🔥 no bo serio... Alcaraz jak leci w kosmos, a my dalej gapimy się na te jego "cudowne" serwisy, które zamiast punktu robią nam kolejny cios w serce 🤬 ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy to my mieliśmy kolegów co w dwie strony grali — i to nie byle jak, tylko BAJKA, baaa! Niby macie świry w zespole, niby kombinujecie z tasiemcami, ale gdzie jest TEN jeden co by postawił dupę i walnął tak, żeby nikt nie wiedział co się stało??! no chodźcie no, coś mi się wydaje że albośmy za bardzo się rozleniwili, albo naprawdę potrzebujemy faceta co potrafi wbijać rakietę tak, że sędziowie będą szukać kamery w suficie 💪🔴
-
No ale posłuchajcie, co tu się u was dzieje — naprawdę myślicie, że zarząd wciska ludziom bajkę o milionach na "tasiemca z serwisem"? 😂 Fakty są takie, że jakbyśmy nawet chcieli ściągnąć takiego człowieka na półki, to nie ma go na rynku za darmo. Ktoś powinien wam przypomnieć, że Zverev siedzi teraz gdzieś w dołku rankingowym, a Alcaraz albo może i Rune — i to im ktoś musiałby dać gwarancję kontraktu, żeby odpuścili sobie te swoje histerie ze szlabanami. A ten Austriaak, co go macie na myśli — przecież to nie jest żaden półgłówek przy ścianie, tylko zawodnik, który ledwo zipie w piątym turnieju z rzędu. Wiecie sami, że transfery nie działają w próżni: trzeba płacić zarówno za umiejętności, jak i za wolne miejsce w rankingu. I uwierzcie, nie ma takich pieniędzy, które zagwarantowałyby, że kolejny niesforny geniusz nie zwali nam się w połowie sezonu na głowę. Co więc zostało? No pewnie: czekać, aż któryś z naszych lokalnych nadziei zrobi ten pierwszy krok. Albo aż arbitrzy nauczą się liczyć punkty normalnie. Ale póki co — no sorry, nie ma szans na kosmiczny zakup, który uratuje serca na trybunach. Trzeba działać mądrze, a nie marzyć o komuś, kto lata po korcie z rakietą z superglue.
-
Zverev naprawdę jest w dołku, ale nie takim zwyczajnym — on siedzi tam, jakby ktoś mu nogi podciął i jeszcze dołożył kilo kamieni do pleców. Mnie to akurat nie dziwi, bo sam ostatnio widziałem go na challengerze we Wrocławiu — facet ledwo zipał, a sędziowie wyciągali kartki za każdym razem, kiedy próbował sięgnąć po piłkę zbyt szybko. Ale wiecie co? Mnie to nie przeszkadzało, bo przecież on i tak grał jakby na ostatnich potówkach, a ja wolę faceta, który walczy, niż tego co odstawia fochy i czeka na cud. I teraz mnie pytajcie, czy szkoda grosza na szaleńca, który by latał z rakietą niczym jakiś superbohater z komiksu — no, szkoda, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby ktoś jednak złapał tę drugą stronę kortu i przynajmniej spróbował odebrać Alcarazowi ten jeden punkt, który mu umyka. Bo nie o milionach tu mowa, tylko o tym, żeby ten jeden cholerny zawodnik wreszcie złapał wiatr w żagle i uwierzył, że da radę. A jak nie, to przynajmniej niech sobie pójdzie na drugi koniec kortu i tam stanie — żeby było wiadomo, że my jednak nie gapimy się tylko w jeden kierunek.Hype to nie argument.
-
Ej, chłopaki, no ale kto wam powiedział, że serwis musi latać w kosmos?? Sama rakieta to tylko narzędzie, a gra to jednak sztuka, której nikt nam nie odebrał! 💪🔥 Ja jeszcze pamiętam Sashę, jak pierwszy raz rzucił ten potężny uderzenia i ludzie mówili "ojojoj, za mocno!", a potem okazało się, że to była siła BOŻA 😱 Przecież my nie potrzebujemy szaleńca z tasiemcem — potrzebujemy faceta co umie PRZEMYŚLEĆ ten uderzenie i trafić tam, gdzie przeciwnik NIE STOI! Głowa gra, a nie te nogi co latają w powietrzu 🤬 No bo serio, ktoś musi wreszcie powiedzieć tym naszym "graczom-szefkom", że nie chodzi o to, żeby wbijać rakietę w dół za wszelką cenę, tylko o to, żeby ZROBIĆ TAMĘ na drugiej połowie kortu! Alcaraz dostaje punkty, bo nikt nie staje mu na drodze — a my mamy w drużynie kilku chłopaków co potrafią GRĘ rozegrać, a nie tylko walić jak młotem! 🔴 Czas najwyższy, żeby ktoś wreszcie wziął się za bary i pokazał, że futbolówka to nie tylko "uderzenie", tylko strategia!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ejże, a co wy naprawdę myślicie, że serwis leci w kosmos tylko dlatego, że facet nie umie uderzyć? Przecież to bardziej kwestia, że Alcaraz ma teraz tyle luzu, że nawet trzy proste serwisy w okolice "T" mu uchodzą jako "latające w kosmos", a my dalej wołamy o cudotwórcę z tasiemcem! Serio, który z was ostatnio widział mecz, gdzie nasz zawodnik postawił się pod siatką i zagrał tak, żeby przeciwnik musiał walczyć? Bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy to nie trzeba było latać z rakietą, tylko umieć pomyśleć — i to nie raz, ale dwa razy z rzędu. I jeszcze ta bajka o Zverevie w dołku — no sorry, ale facet jest w stanie gracza numer jeden na świecie. Wiem, że ostatni challenger był dla niego ciężki, ale to nie znaczy, że trenuje z kamieniami w plecach! Przecież każdy z nas ma gorszy dzień, a wy od razu wieszacie na nim łatkę "dołka". A co z tym Austriaakiem, którego macie na myśli? Przecież on gra w Bundeslidze, gdzie ściany nie puszczają piłek wstecz — to nie tak, że nagle zrobi się tam półgłówkiem przy murze, bo nagle trafił do naszego klubu! I mówicie o strategii? No to powiedzcie mi, dlaczego nikt nie poświęca choćby jednej przerwy na zrobienie planu B? Bo jak teraz wygląda sytuacja — Alcaraz dostaje punkty, bo nikt nie odważy się stanąć w odpowiednim miejscu. A my mamy facetów, którzy potrafią rozegrać seta tak, że przeciwnik dostaje gęsiej skórki, ale nikt tego nie wykorzystuje! No bo serio, skoro już tak bardzo chcecie faceta, co by latał z rakietą — to może zacznijcie od siebie i sami zróbcie ten pierwszy krok? Bo póki co, to my wszyscy gapimy się na ten sam problem, a nikt nie rusza palcem!
-
ej no ale co to za wygibasy z tym serwisem co lata w kosmos 😂 wyobraźcie sobie że facet na drugim końcu kortu to jednak nie jakiś bezradny manekin tylko zawodnik, co ma parę pomysłów w zanadrzu — inaczej by nie byli na szczycie. pamiętacie przecież jeszcze tych dwóch wiedeńców co robili z nami co chcieli? no tak, nie chodzi o to żeby rzucać rakietą jak szalonym tylko o to, że ktoś wreszcie zrozumiał że Alcaraz ma swoje słabości i trzeba je wykorzystać. a my dalej czekamy na cudotwórcę z tasiemcem w serwisie, jakby klinika w warszawie miała akurat wolne łóżko dla tenisistów z kosmiczną fantazją. i co, zaraz wam powiem: jak byłem w '09 na challengerze w Szczecinie, to widziałem faceta co nie miał żadnego tytułu a jadł serwisy Rybakowskiego jak śliwki — no bo po prostu umiał stanąć w odpowiednim miejscu i odebrać. nie chodziło o siłę tylko o głowę. a wy teraz gadacie o latających rakietach i milionach na ubezpieczenie przed upadkiem kosmosu 😄 nasz były trener, pan Kulesza, zawsze mówił "jeśli nie umiesz odebrać, to przynajmniej nie stój tam jak słoń w składzie porcelany". więc może zamiast szukać kogoś co wbije piłkę przez cały kort, lepiej zrobić tak żeby Alcaraz sam sięgnął po rezerwowy plan? bo serio, czego ja się dowiedziałem od Zvereva po jego meczu w poznańskiej hali? że nie ma co liczyć na cud — trzeba grać mądrze, a reszta przyjdzie same. tylko że nikt nie chce słuchać starego kibica co widział tysiące meczów na oczy, bo "za dawnych czasów" to już nie działa. no to nie działa, ale przynajmniej nie trzeba marzyć o facie co lata z rakietą w obie strony — wystarczy że ktoś choć raz pomyśli dwa razy przed odbiciem. a jak nie, to niech się schowa za mur i niech patrzy jak reszta gra.
-
Ej no ale co to za jazda z tym "lotem serwisu w kosmos", chłopaki! Siedziałem dzisiaj na challengerze w Grudziądzu i widziałem, jak nasz lokalny chłopak z trzeciej setki odbierał serwisy faceta z top50 — a tamten pierdylił rakietę tak, że sędzia musiał się schować za słupek, żeby nie oberwać. I wiecie co? Niezły debil zrobił się z naszego, bo umiał postawić się w odpowiednim miejscu i odebrać jakby to była piłka na treningu, nie mecz finałowy. Ale co ja gadam — u nas to chyba zawsze musi być albo półgłówek z tasiemcem, albo geniusz co lata na głowie! 😂 A te wasze wygibasy o tym, że "ktoś musi wreszcie polecieć rakietą", to szczyt bujdy. Ja pamiętam Sashę z US Open 2017 — facet walnął takiego returna, że Alcaraz dostałby kompleksów przez tydzień, a potem jeszcze dograł seta do końca. Tylko że wtedy był mózg przy uderzeniu, a nie te swoje "tasiemce" co latają gdzie popadnie. My mamy w drużynie paru chłopaków co potrafią odebrać lecący serwis tak, że facet myśli, że ma halucynacje — tylko nikt im nie daje szansy, bo "strategia" u nas to ostatnio czekanie na cud z nieba. I jeszcze ta bajka o Zverevie w dołku — facetowi w tej chwili nie jest łatwo, ale kto powiedział, że jego gra to tylko siła? Pamiętacie ten mecz w Halle, gdzie przegrał z Rune'em i wszyscy krzyczeli "dołek"? A on potem wygrał Wimbledon! No bo serio, jak się chce szukać kogoś co wbije rakietę w drugą stronę, to może najpierw samemu się ruszyć z dupy i zacząć grać jak ludzie — a nie jakby się bało, że przeciwnik dostanie zapalenia płuc od naszych serwisów! 💸🤡Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no ale wiecie co mi dzisiaj wpadło w palce — akurat szykowałem się do otwarcia butelki po wczorajszych emocjach i trafiłem na stary wycinek z gazety sportowej z roku '18, gdzie wszyscy ryczeli o tym, że znowu "nie mamy serca do walki", bo nasz były chłopak niby miał latać po korcie jak szalony, a tu proszę — skończyło się na tym, że faceta ściągnięto, on wystąpił, padł w drugim secie i tyle go widzieli. czas pokaże, powiedzieli wszyscy z ręką na sercu, a teraz ten sam facet gra w drugiej lidze i nikt o nim nie pamięta. pamiętacie tą sprawę z tym łotyszem co niby miał być "nowym nadzieja" i mieliśmy za niego zapłacić tyle co za jakiś top20? no i co zrobili? ściągnęli go, posprawdzali w challengerach i okazało się, że facet nie umie odebrać nawet wolnego serwisu u siebie, nie mówiąc już o tym, żeby postawić się przy siatce. a my dalej gadaliśmy o tym, jak to "będzie latał jak rakieta", a on latał tylko do szatni. i wiecie co? dziś patrzę na wasze wywody o tym "kosmicznym serwisie" i od razu sięgam po to stare powiedzenie: "co dwie głowy, to nie jedna, a co jeden facet co lata rakietą, to dwie kontuzje". bo serio, ile razy już byliśmy na etapie "teraz to już na pewno", a potem się okazuje, że ten nowy to tak naprawdę kolejny chłopak co umie tylko uderzyć raz na tydzień? ja wam powiem, że jak byłem w '05 na turnieju w Sopocie i widziałem naszego juniorka co później miał zostać trenerem w olsztynie — facet miał serwis jakby ktoś mu do rakiety przyczepił motorówkę, a i tak nie potrafił odebrać nawet prostego uderzenia od przeciwnika. a co my gadaliśmy? "wreszcie mamy swoją rakietę", a on za dwa lata grał w trzeciej lidze i liczył punkty do klasyfikacji fair play. więc zamiast szukać faceta co wbije piłkę w drugą stronę kortu, może najpierw popatrzcie na to, co mamy pod nosem? bo ja ostatnio widziałem naszego chłopaka z Wrocławia w challengerze — facet ma serwis jakieś 210 km/h, ale jak tylko przeciwnik postawił się w odpowiednim miejscu, to zwijał się w kłębek. no i co? mamy szukać następnego cudotwórcę, czy może wreszcie nauczyć się odbierać? bo jak na razie to my wszyscy gapimy się na ten sam problem, a nikt nie chce zrobić tego pierwszego kroku. a czasu coraz mniej, a zawodnicy dalej latają w kosmos z rakietami w rękach.