Niech wreszcie ktoś sprowadzi dla Stefana prawdziwego siekierę w środku!
A widziałem wczoraj, jak Tsitsipas odstawiał ten swój tenis jakby to była rozgrzewka przed meczem z Butkiem – a ten facet to dopiero co odebrał nagrodę dla najbardziej niestraconego potencjału u naszych rodaków. Trochę smutno, że cały świat widzi w nim gwiazdę, a my siedzimy jak myszki w kącie. Chodzą słuchy, że jakiś wielki szejk miałby się z nim skontaktować przez posrednika... ale co tam ja wiem, ja to tylko z Częstochowy, gdzie liczy się, czy sólki już nie odparowały na obiedzie. 😏
9 postów
-
✓A co, ktoś tu nagle zaczął opowiadać bajki o szejkach, którzy niby to mieliby buszować po backstage’ach jak handlarze solą? Zróbcie zdjęcie albo podajcie linka, bo ja ostatnio naoglądałem się wiadomości, jakby cały ten jadłospis z butelkami zamiast piłek dostarczać mieli, a tu nagle nagroda „najbardziej niestraconego potencjału” leci do faceta, który nie wygrywa nawet w kole pań. Aha, i te „plotki” – one zawsze przychodzą w pudełku z napisem „uwierzę, kiedy ktoś je pokaże”, a nie jakieś „słuchy z drugiego rękawa”.Hype to nie argument.
-
A TYLKO CI SIĘ PRZYGLĄDAJĄ JAK DO GRANIA W KROKIETA ??? STEFAN TO WYGRANA MASZYNA ALE CHŁOPAK POTRZEBUJE WIOSŁA NIE FISZERKA NA 200 ZŁOTYCH ŻE OD UŁAMANEGO ! Weźcie sobie Rafę Nadal w lato co ? Ten szaleniec nosił raketę jakby to była szczotka do zębów ! Tylko co komu z tej roboty bez serca ? Stefan ma urok, ale na hali teraz trza takich co nie grają do punktu tylko do DUPSKA każdego ! Ja pamiętam kiedy Ryś został juniorem — wszyscy mówili „no taki ładny backhand” a tu proszę, dziś patrzy na wszystkich z góry. Kogo tu braknęło Stefanosowi? Kogoś kto krzyknie „DO DUPY ŚRODEK, KURWA!” i wlezie po barana na szafkę, żeby ten gość POSZEDŁ JAK BURZA !W radości i smutku, do końca z nimi.
-
@RafalWisla Rafcio, no wiesz co — ja cię podziwiam, bo ty masz tu jaja i mówisz prosto w twarz, ale to nie jest krokiet i wiosło. Stefan ma dwie ręce, które biją jak młot, i umie zagrywać tak, że piłka lata jak zapałka rzucona przez kibica na stadionie. Problem w tym, że on gra jakby mu ktoś powiedział: "Strefanos, pamiętaj, tenis to sport dla dżentelmenów", a ja wiem, co to znaczy, bo kiedyś trenowałem chłopaków z akademii, którym zależało tylko na "ładnej" grze. Pamiętam faceta z mojej drużyny, co miał backhand jak Clijsters — technicznie perfekcyjny, ale na meczach odpuszczał, jak tylko przeciwnik zaczął go przyciskać. I co? Wylądował w trzeciej lidze, bo nie rozumiał, że tenis to nie konkurs piękności. On potrzebuje kogoś, kto mu powie: "Słuchaj, chłopie, twoja rakieta to broń, nie damski wachlarz". I nie chodzi o to, żeby wrzeszczał mu w ucho "kurwa, bij!", tylko o to, żeby wleciał na kort i powiedział: "Teraz albo nigdy". Bo Rafa Nadal nie nosił rakiety jak szczotkę do zębów — on ją nosił jak tarczę, którą chce komuś roztrzaskać. To różnica między udawaniem bohatera a byciem nim.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
A no co to znów za bajanie o szejkach, Kubafan? Te plotki to nic innego jak opowieści z portfela, które ktoś wymyślił na nudny wtorek w kolejce po sólki. Przecież nawet Rafcio ostatnio mówił, że liczy się, żeby Stefanowi ktoś w końcu pokazał, że tenis to nie konkurs na urodę, tylko walka. Pamiętajmy, że ten chłopak ma dwadzieścia osiem lat i wciąż jego największym rywalem jest on sam. Na pewno nie pomaga fakt, że brakuje mu tej pazerności, tej szaleńczej motywacji, która napędzała nawet znudzonych kibiców podczas meczu z Butkiem. Widzieliście te jego interwiewy? On tam opowiada o technice jak profesor, a nie jak facet, który chce spać z trofeami. Potrzebny mu ktoś, kto usadzi go przed lustrem i powie: „Słuchaj, teraz nie czas na udawanie, że jesteś w Ateńskiej Akademii – jesteś w turnieju Wielkiego Szlema, kurwa mać!” Co do transferu? No cóż, transfer to nie randka w ciemno, tylko inwestycja z wyższym ryzykiem niż lód na kortach w Sztokholmie. Stefan jest graczem leworęcznym z mocnym topspinem i serwisem, który bije jak młot. Problem w tym, że na hali potrzebny jest mu ktoś, kto nie będzie liczył punktów, tylko każdemu przeciwnikowi wbije te punkty w dupę bez pardonu. Transfer takiego trenera to jak szukanie igły w stogu siana, bo nikt nie chce ryzykować swoim dorobkiem na kimś, kto na papierze jest mistrzem zagrywki, ale w rzeczywistości potrzebuje psychologa, a nie drugiego taksówkarza z Aten. No ale Rafcio ma rację: kiedyś Tsitsipas grał jakby obudził się po lekcji fortepianu u Ivana Lendla, a dziś? Dziś wciąż szuka tego pazura, który kogoś poderwie na nogi. Tylko że teraz nie chodzi o kolejnego mentora, tylko o kogoś, kto wyciągnie ten pazur z kieszeni i wetknie go Stefanowi prosto w dupę. Bo inaczej dalej będziemy patrzeć, jak ten chłopak robi bajeczne zagrywki, a przeciwnik podaje piłkę na tackę i bije ją w czwartym setcie.
-
A kurczę, to jest taki moment, że aż chce się wrzucić paręset złotych na Tsię do bukmachera i zobaczyć, jak się odgrywa – nie żebym w ogóle umiał obstawiać, bo ostatnio moja forma to tak, jakby ktoś wpisywał moje typy na kartkę i wyrzucał z okna windy 😂 Ale serio, Rafcio ma cholerną rację – Stefan gra jakby mu ktoś przywiązał do rąk pluszowego misia. Pamiętacie ten jego mecz z Alcarazem w Madrycie, jak pierwszy set wygrywał 6:1, a potem takie coś? Jakby mu mózg odpiął, bo nikt nie zwariowałby tak na treningu. I tyle tych "a no taka technika, a no taki timing" – ale na hali nie ma czasu na lekcje fortepianu, tu jest wojna! A tak w ogóle, to niedawno oglądałem stare wywiady z nim sprzed paru lat – ten facet kiedyś gadał jakby miał w głowie warsztaty motywacyjne, a dziś? Dzisiaj to tak, jakby ktoś wyjął baterie z talkowcówka. Potrzebny mu ktoś, kto nie będzie gadał o backhandzie, tylko mu powie wprost: "Słuchaj, ty gnoju, masz dwie minuty na rozgrzewkę i dwie na przemyślenia, bo przeciwnik już czeka z siekierą w ręku!" Bo wiesz co? Najlepsze momenty Tsi to te, kiedy dostaje w dupę i od razu bije się do końca – ale teraz brakuje mu tej iskry, która każe mu walczyć, a nie liczyć błędów. I jeszcze jedno – albo i dwa: za każdym razem, jak przegra jakiś pięciosetowy mecz, to wychodzi z kortu i mówi coś w stylu "to był dobry mecz", jakby podawał ci kawę w kubku z napisem "smutek". Bracia, on potrzebuje faceta, który nie będzie traktował go jak porcelanową lalkę, tylko jak worek treningowy. A najlepiej takiego, co sam by na niego napluł i powiedział: "Wystarczy tych twoich 'dziękuję' za punkty, biegaj!" Bo inaczej dalej będziemy patrzeć, jak ten gość gra na wakacjach, a nie w turnieju, gdzie się naprawdę bije. I co, idziecie obstawiać Tsi na następne mistrzostwa, czy dalej liczyć, że może trafi się cudowny trener, który go obudzi trzema kopniakami? 🤡💸
-
Akurat ty, Piast, trafiłeś w dziesiątkę z tym „pluszowym misiem” – dosłownie ostatnio oglądałem, jak Stefan znowu ustawiał się do zagrywki tak, jakby ta rakieta była z plasteliny, którą dzieciak zaniósł na urodziny babci. Ale masz mnie za mocnego: nie jestem jeszcze gotów wrzucać setek na bukmachera, bo moja mama i tak wstydziłaby się mnie oglądać, jakby mnie z flagą narodową w ręce złapali pod stadionem w Warszawie – no chyba że Tsi wygrałby jutro Wimbledona, to wtedy mogliby mi wbić na biust ten order „Zasłużony dla Sportu”, którego i tak nikt nie czyta. Okej, przyznaję – Rafcio ma cholernie rację, że ten chłopak gra jakby go ktoś co noc podcinał w głowie za pomocą miękkiej szczoteczki do zębów, a nie rakiety. Ale tu się z Metryką zgodzę: szukanie kogoś, kto wbije mu pazur prosto w dupę, to jak szukanie igły w stogu siania zrobionym z samych kiepskich trenerów, którzy albo gadają za dużo, albo w ogóle. Widziałem kiedyś na YouTubie ten materiał, jak pewien facet z drugiej ligi koszykówki trafił do NBA – miał jednego faceta, który tylko mówił „grasz fajnie, szkoda, że nie walczysz”, a drugi tak naprawdę go obsrał i powiedział „do dupy z tym twoim fajnym graniem”. I wiesz co? Ten drugi został zapamiętany jako „ten psychopatyczny wariat”, który wycisnął z faceta wszystko – a pierwszy wylądował na ławce. Stefan potrzebuje nie trenera, który powie „dobrze walczysz”, tylko takiego, co mu pokaże, jak wygląda prawdziwa bitwa, żeby ten gość po meczu nie dziękował przeciwnikowi za dobrą grę, tylko plunął mu w twarz za każdy stracony punkt. No ale ja bym jednak zaczął od czegoś prostszego – od faceta, który potrafi wylecieć na kort i nie mówić „dobrze wyszło, ale…”, tylko „kurwa, dlaczego ty tak nie bijesz za każdym razem, idioto?”. Bo inaczej dalej będziemy oglądać jego zagrywki jak filmiki z wakacji w Grecji, a nie jak mecz, gdzie się naprawdę bije.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
kurwa a wy myślicie że to trener go popieprzył?! ja wam powiem co tam sie dzieje – ten chłopak od dwóch lat nie ma starej dobrej bandy kibiców, co by mu wrzeszczeli prosto w ucho jak rycerze, co lecą na smoku na rycerza! Pamiętacie jego debiut w Lio? Tam był tłum, wrzawa, 5 minut opóźnienia bo ludzie się dociskali do bandy! A teraz? cisza jak w cerkwi w piątkowy wieczór! facet czuje pustkę, więc gra „ładnie” bo nikt go nie pcha w dupę żeby walczył! potrzeba nam powrotu tej szaleńczej atmosfery, nie nowego trenera – bo nowy trener to są słowa, a ja was pytam: kto tu zrobi raban na kortach?! WEŹCIE MNIE NA ŁÓDZKĄ PRÓBĘ – JUŻ! 🔥💪😤
-
a no co to za pomysł, że niby tobie się wierzyć bardziej niż temu, co pisał o tym samym w tygodniku „przegląd sportowy” jakiś tam dziennikarz z lupą nad taśmami wideo? pamiętacie, jak to było z tym „cudownym trenerem” markiza basnera, tym szwajcarem z takim łysym łbem i wąsikiem na wzór looku z lat 80? wszyscy kibice marzyli, że wreszcie ktoś go poderwie, a ten facet to po dwóch tygodniach zniknął za gównem, bo okazało się, że markiz ma alergię na słowa „wymiatanie” i „krew”, a ten panienka w garniturze potrafił tylko liczyć punkty na kartce i nudzić jak baba opowiadająca o swoim cholesterolu. wsadzili go do klubu, posiedział, popatrzył, i tyle – żadnej wrzawy, żadnego „do dupy!”, a na dodatek basner zaczął grać jeszcze bardziej „ładnie”, czyli jakby jego przeciwnikiem był ktoś, kto się zdecydował, że dzisiaj jest dobry dzień na uprzejmość. albo co – kto jeszcze pamięta te plotki o „nowym chrześcijańskim motywatorze” dla federera? ten facet miał taką minę, jakby właśnie skończył studia na kierunku „jak być miłym dla każdego”, a tu nagle w pierwszym meczu federer potknął się o własny cienki charakter i zaczął gadać o „pięknie ukształtowanym forhendzie” zamiast o tym, że przeciwnik mu po prostu walił w ten forhend jak w worek treningowy. i co? ten motywator odszedł z hukiem, bo nie umiał powiedzieć „kurwa, nie patrz w górę, patrz w dupę przeciwnika”, tylko „pamiętaj o wartościach, rogerze”. czas pokaże, ale akurat ten „pokazał”, że fanaberie o cudownych rozwiązaniach to zwykle tylko taki papier, którym można zapalić papierosa, bo prawdziwa robota idzie od dołu, z trybun, z rąk do rąk, nie z jakiegoś luksusowego gabinetu z widokiem na alpy. a ostatnio to jeszcze gorzej – ktoś tu dziś gada o szejkach, a przecież cztery lata temu mieliśmy tuż przed turniejem w dubaju taką samą opowieść o „arabskim sponsoringu z brodą” i o tym, że tsitsipas dostanie nowego „guru” do worka treningowego. no i co? guru miał dwadzieścia minut, żeby powiedzieć trzy słowa, potem zrobił zdjęcie na instagrama z rakietą tsitsipasa i tyle go widzieliśmy. teraz oczywiście znowu ktoś wrócił do tych bajek, jakby świat się nie ruszył, a plotki zostały wstydliwie wsadzone do szuflady razem z pamięcią o tym, jak to kiedyś w zurychu szwajcarski trener wykrzyczał na całą halę, że „ten mecz nie jest konkursem na urodę, tylko wojną”, i co? szwajcar dostał pałę od federacji, a grający ten mecz facet wygrał następny turniej w paryszu, bo mu ktoś wreszcie przypomniał, że tenis to nie jest bal na dworze królowej. ja tam powiem wam jedno: kiedyś się gadaliśmy o tym, że tsitsipas potrzebuje kogoś, kto go „podniesie z kanapy”, a teraz sami jesteście tą kanapą, która ma nadzieję, że ktoś inny przyjdzie i was poderwie. fajnie gadać o siekierach i pazurach, ale póki co nikt nie wetknął tej siekiery w wasze własne ręce, a szkoda, bo bez waszego wrzasku na kortach ten chłopak dalej będzie wyglądał jakby mu ktoś na siłę wcisnął do garderoby garnitur, zamiast koszulkę w barwach wojny. no to co – idziecie siedzieć i liczyć na cuda, czy wreszcie komuś odbije i ktoś wrzuci na trybuny transparent z napisem „tysiąc razy kurwa!” i wreszcie ten cały bajzel zrobi się tak naprawdę gorący?