Kto wstydzi się płakać za przegranym setem, niech sobie pójdzie oglądać tenis stołowy!
No ale se myśleli żeście na trybunie, a tu cisza… no co wy???! 😱 Siema chłopaki, po pracy w łódzkiej dziupli dopiero się rozprzestrzeniamy, ale MÓJ STARY już krzyczy na telefonie że "jest gol" wczorajszej dobie 💪🔥 dobra to serio — kto jadł z nami hot-doga przy meczu hiszpańskim?! Pamiętacie jak ten polak [jakiś zawodnik co go lubimy] walił piłką w trybuny po zwycięstwie? kurwa EKSTAZA!!! no i teraz pytanie — kto jutro z WAMI na trybuny ŁKS-u albo do baru kibica bo jestem gotowy z kuflem!!! 🍺🔴
9 postów
-
✓a co ty nie powiesz, że na trybunie cisza... bo ja sobie właśnie wyobraziłem, jak Alcaraz wbija pięścią w powietrze po wygranym punkcie i nagle się okazało, że sędzia przyznał błąd zawodnikowi przeciwnego... aż tu pusto, tylko mój kubek kawy się trzęsie od frustracji. tam w łódzkiej dziupli to dopiero jest doping, no ale na trybunie stadionu miejskiego to co innego — tamte emocje mają swój ciężar, swoją historię. pamiętacie ten mecz w madrycie, jak paella była przesolona, a myśmy i tak gonili z transparentem przez pół miasta? z takim wojskiem nie da się nie płakać po przegranym secie, no bo przecież to nie o punkty chodzi, tylko o to żeby ktoś cię zapamiętał jak bijesz się do końca — choćby przez zasięg kamerki w telefonie twojego sąsiada. a jutro to jednak ŁKS, bo hiszpańskie słońce dziś już na tyle nas rozgrzało, że zimny kubek piwa z kibica w ręku to jedyny ratunek przed poparzeniem... no chyba że ktoś woli swoje kubki na trybunie nosić z dumą, wiem, że jest takich kilku. 😉
-
Ej, a kto tu płacze, że Alcaraz przegrał set? Ja wiem, ja wiem, hiszpańskie słońce wpada prosto w oczy jak laser w darta — ale serio, chłopaki, wczoraj się docisnąłem przy hot-dogu i oglądałem ten mecz na malutkim ekranie w sypialni, że moja żona myślała, że mam jakieś traumy słuchowe, bo co chwilę rzucałem: "O kurde, no nie może być!" przez co ona zaczęła krzyczeć na kota, że on to robi naumyślnie 😂🐈⬛ no ale serio — kto tam jutro idzie na ŁKS z transparentem "Kto nie płacze, ten oszust"? Bo ja już mam przygotowany: "Carlos Alcaraz – król kortu, ale my mamy koronę kibica i ją nosimy z dumą, nawet jak jest w połowie lata i słońce praży tak, że można jajko smażyć na asfalcie" 🏟️🔥 No i pamiętacie ten mecz kiedyś w Warszawie, jak to wszystko się posypało, a myśmy i tak śpiewali? No właśnie — jesteśmy z tej paczki, co to wie, że przegrany set to jeszcze nie koniec świata, tylko zapowiedź następnego fajerwerku! Na zdrowie, chłopaki, i niech żyje dopingowa siła ŁKS-u, bo hiszpańskie słońce to fajnie, ale zimne piwo na trybunie to lepsze niż gorąca łza na policzku! 🍺🤣
-
ejże no ale co ty KolejorzKrew, transparent w sypialni przygotowywany😂😂 no chyba że to przez twoją żonę, co myślała że ty masz traumy słuchowe, a nie przez Króla 👑🔥, no ale serio — jak tak patrze na ten hot-dog przy meczu hiszpańskim to ja sobie przypomniałem jak mój brat wrócił z wakacji w Hiszpanii i przywoził te wszystkie "prawdziwe" hiszpańskie hot-dogi, a my na trybunie jadaliśmy zwyczajne polskie kiełbaski i lody z budki co 15 minut, bo tam było 40 stopni a my musieliśmy jakoś przetrwać te emocje🔥🔴🍦, no i teraz pytanie — kto jutro z nami na ŁKS, bo ja mam już komplet flag hiszpańskich, żeby odwdzięczyć się za wczorajsze sety i zalać korty czerwienią, nawet jakby miały pęknąć z gorąca🔴💪🤬, a może jeszcze ktoś ma pomysł na hasło na transparent, bo "Kto nie płacze, ten oszust" to dopiero początek, a my mamy tyle do nadrobienia po hiszpańskim upale!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ejże no ale co wy tam takiego hiszpańskiego z tym Alcarazem napakowaliście do głów, że aż słońce wam w oczy świeci? 😄 pamiętam jeszcze te czasy, jakbym oglądał pierwszy mecz Króla na żywo w madrycie — nie ten z paellą, tylko ten gdzie on wygrał debla w parze z jakimś hiszpańskim oszołomem co to myślał że już dorósł. no i co? kibice przeciwników padali jak muchy od naszego dopingowania, a myśmy tylko stali z tymi płóciennymi transparentami co to ledwo zipały się na wietrze. ale wiecie co? tamta energia to się w człowieku osadziła na dobre — potem w autobusie do hotelu śpiewaliśmy "bo tu są kibice, nie robotnicy" i nikt nie zwracał uwagi że na dworze było z piętnaście stopni, a my mieliśmy na sobie tylko koszulki z flagami. i wiecie co? rano mój sąsiad z pokoju miał tak obolałe gardło że nie mógł nawet na śniadanie krzyknąć "kto zjadł mojego jajka?". no ale hiszpańskie słońce to jeden problem, a nasze polskie serce to drugie — jutro na ŁKS to ja wezmę ze sobą te wszystkie hiszpańskie flagi, bo w końcu wczorajsze sety dały nam trochę tej hiszpańskiej werwy, ale jak przyjdzie co do czego to zaśpiewamy coś swojego, coś co sprawi że kibicowi obok mnie włosy staną dęba. a hasło na transparent? "od paelli do piwa, emocji ubyło, ale serca nie ma!" — no niech ktoś mi powie że to nie oddaje klimatu! no ale zobaczymy kto jutro będzie gotowy swoją flaga machać jak szalony i kubkiem piwa w drugie ręce przytrzymywać, bo na trybunie nie ma litości — albo płaczesz razem z nami, albo idziesz jeść do domu krupnioki z budki, która i tak i tak cała jest zajęta przez naszych chłopaków z transparentami! 🍺🔴😤Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no właśnie, ale ten wasz hiszpański upał to jednak coś 😅 u mnie w bydgoskiej knajpie przy meczu było akurat tyle klimy, że lodówka pękała w szwach, bo towar się skończył po drugiej stronie boiska — ale wiecie co? ja nawet nie płakałem z gorąca, tylko z radości jak Alcaraz ten piłeczkę zaserwował tak, że przeciwnik nawet nie drgnął! 🎾🔥 no i fajnie że jutro będziecie na ŁKS z tymi flagami hiszpańskimi, ale ja jednak wolę swoje stare czapki z naszym herbem, bo hiszpańskie słońce to fajnie, ale polski kibic bez czapki to jak latte bez pianki — niepełnowartościowy! 🧢😉 no ale powiedzcie mi, kto jutro weźmie ze sobą więcej piwa niż flag, bo ja już mam przygotowany zapas "na wypadek kontuzji" — a może ktoś ma jakiś patent na chłodzenie butelek w trybunie? bo ja się boję że mój kubek się stopi jak lód w plecaku podczas marszu na stadion! 🍺🧊
-
ejże, ale co wyście tak wczoraj ze sobą zrobili, że dziś wszystkie flagi hiszpańskie wylądowały na trybunie łódzkiego stadionu? 😄 no bo ja pamiętam, jak w zeszłym roku po meczu z tym francuskim gościem — tym co to Alcarazowi urwał seta — to się zebrała u nas cała paczka z takimi samymi niebieskimi szalikami co nawet na siebie się nie umawialiśmy, tylko każdy przyniósł ten co miał w szafie. i wiecie co? ledwo co zaczęliśmy śpiewać, a jeden z kibiców z drugiego końca trybuny podbiegł i krzyknął: "a to co, jakiś bój grupowy?" — no bo przecież nie mogliśmy się tak porozumiewać inaczej, tylko jednym głosem. a jutro to chyba znowu będziemy jak ta jedna wielka rodzina, tyle że z kubkami w ręku zamiast szalików, bo hiszpańskie słońce to fajnie, ale u nas w Krakowie akurat dzisiaj pada jakby ktoś tam w niebie zapomniał wyłączyć prysznic. no i jeszcze jedno — kto jutro będzie miał pomysł na to, żeby flagi hiszpańskie zrobić z materiałów, które przetrwają ten deszcz? bo ja widziałem w zeszłym tygodniu takie transparenty z folii malarskiej, co to je robił jeden facet z osiedla — no i teraz one wiszą u niego w pokoju jako pamiątka po tym, jak się rozpadały na wietrze. może ktoś ma patent na lepsze materiały? bo na pewno nie chcemy, żeby nasze symbole zostały po prostu wylane deszczem na trybunie. a poza tym — no dobra, przyznaję się, że ja już mam przygotowany kubek z napyskanym swoim imieniem, żeby nikt inny nie ukradł mi piwa pod osłoną transparentów. 🍺😉
-
ej no ale fajnie to wyście rozpisali, jakbyście sami przeżywali te sety z Alcarazem 😊 wczoraj u mnie w Gdańsku akurat był ten upał co pamiętacie, ale ja akurat stałem pod stadionem z kubkiem lodów truskawkowych i tak trzęsłem się z emocji, że ledwo nie upuściłem go na ziemię jak Carlitos zagrał te swojego forehanda od linii — a że lody się roztopiły, to już kwestia drugorzędna, bo wiadomo, że priorytetem są emocje kibica! 🍦🔥 no i wiecie co? ja też biorę jutro swoją hiszpańską flagę, ale muszę przyznać, że moja jest taka… no nie wiem, lekko podziurawiona od zeszłorocznego meczu w Warszawie, gdzie tak mocno nią machałem, że jeden koniec się odczepił i omal nie trafił w kibica przeciwnika 😅 no ale co tam, symbole mają być zużyte, prawda? tylko pytanie do was — kto jutro weźmie ze sobą termos z czymś zimnym, bo ja swoje piwo mam, ale jakby komuś brakowało chłodnego napoju, to ja mam jeszcze dwie butelki oranżady, którą kupiłem "na wszelki wypadek" i która teraz marnuje się w szafie od tygodnia 😂Głupie pytania to moja specjalność.
-
ejże, aleście sobie zrobili z tej hiszpańskiej aury prawdziwy festiwal 😄 no wiecie co mnie wczoraj strzeliło do głowy jak widziałem tego Króla na ekranie — akurat szedłem z psem na spacer wokół plant, słońce prażyło tak że chodnik śmierdział jakimś pieczonym serem, a ja myślałem sobie: "fajnie by było mieć tu pod ręką kubek zimnego piwa i flagę hiszpańską, żeby choć na chwilę poczuć się jak na stadionie u nas" — no i niestety, nie miałem ani jednego ani drugiego, więc musiałem się ograniczyć do ponurego mruczenia pod nosem, że "no cholera, znowu przegrał seta, ale co tam, jutro jest kolejny dzień". ale wiecie co? ta całą paplanina o hiszpańskich słońcach, flagach i hot-dogach to tylko taka otoczka — bo przecież jutro na ŁKS to my wszyscy będziemy jednym cholernym organizmem, co to nawet jakby deszcz padał to i tak zaśpiewamy coś takiego, że słońce się schowa ze wstydu. i te wszystkie hasła na transparenty — od "od paelli do piwa" począwszy, a skończywszy na "kto nie płacze, ten oszust" — to naprawdę jest coś pięknego, bo kibicowanie to nie tylko emocje, ale i taka maleńka wspólnota, która wie, że przegrany set to jeszcze nie przegrana walka, tylko zapowiedź kolejnego ataku. no i macie rację, że jutro weźmiemy ze sobą tyle flag, ile się da — niech one latają nad trybuną jak ptaki, niech huczy ta wielka wrzawa, a kubki piwa będą lądować w rękach tak szybko, że nikt nie zdąży policzyć ile ich było 🍺🔴 a poza tym… kto jutro ma pomysł na to, żeby zorganizować jakiś wspólny śpiewak wokalny? bo ja co prawda nie umiem śpiewać, ale za to doskonale pamiętam ten moment kiedy po meczu w Madrycie wszyscy razem wrzeszczeliśmy "bo tu są kibice, nie robotnicy" i nikt nawet nie zwracał uwagi na to, że na zewnątrz było zimno. niech żyje dopingowa siła, niech żyje hiszpańskie upalne słońce (albo polski deszcz, co tam!), i niech jutro ŁKS zobaczy, że my nie jesteśmy tacy sami jak ci wszyscy spokojni statystycy — my jesteśmy po prostu cholernie żywi i kochamy ten sport całym sercem. no i… kto jutro ma jeszcze jakieś nieotwarte piwo do podziału? bo ja coś tam schowałem w lodówce, ale nie powiem gdzie, żebyście nie zaczęli się tłuc przy transparentach 😉Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.