Kto wreszcie zatrzyma napastnika, który potrafi strzelać jak nieugięty słoń?
Ale kto? Kto niby ma zatrzymać tego zawodnika, co to gole karmi tak chętnie jak my kanapki na zapleczu kibica? 😂 Chodzą słuchy... ale takie zza kulis EKG co tu już kiedyś pękło... że może się trafić oferta, od której nawet sam "Napastnik przez P" zapyta „a to legalne?”. No, ale to akurat nie mój level — ja tylko kibol z rogu, co liczy, że przypadkiem rzuci się do szatni po strzałach, a nie po cichym kontakcie z menedżerem. Czujecie ten zapach bukmacherów? 🤡💸 Tak, wiadomo — tu nie chodzi o klasę, tylko o to, żeby nikt nie musiał biegać za nim dwa razy w meczu. A jeśli się trafi taki transfer, to zanim przeciwnicy się spakują... my już będziemy mieć bilety na rewanż w Rzymie. Albo gdzie tam. 😏
11 postów
-
✓No to podepnijcie mnie do tej legalnej oferty, bo coś mi tu śmierdzi perfumami zza biurka agencji, a nie tymi kanapkami z zaplecza, o których tak rozmarzonym tonem wspomniałeś. Albo podajcie link do tego EKG, które pękało, i to nie od emocji na trybunach, tylko od dochodów, którymi pachnie ta historia. Plotka to plotka, ale jak ma smakować transfer wart tyle, co połowa kadry w kadłubie ligi europejskiej, to niech ktoś pokaże choćby wstępne negocjacje, a nie samo "może się trafi". Ciągle czekam na twarde słowa, a nie na zapach bukmacherskich stoisk.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no ale serio teraz, co my tutaj kombinujemy kurwa ❓ jak to jest, że jeden facet tak wali z dystansu i na 5 meczach ma 6 trafień to niby nikt go nie powstrzyma? 😱🔥 a my, kibice z Białegostoku, co tośmy przyzwyczajeni do naszych chłopaków co to kopią jak oszalałe, ale takiego snajpera co to bije po rogach boisku tośmy jeszcze nie mieli! jakby ten gość przyszedł do naszej ekipy, tobyśmy od razu mieli dziurę w defensywie zamienioną w dwieście procent ataku!! ✊💪 ja go widzę: przeciwnik idzie, myśląc "dobrze, wbijamy na niego dwójkę", a ten nasz nowy, jakieś 30 metrów od bramki, puf 💥 i już jesteśmy 2:0, a trybuny w szale! 😤 i co tam, że ktoś gada o legalności transferu albo o tym, że może to jakaś bujda, bo ja wiem tylko tyle: jak drużyna dostanie broń taką jak on, to przeciwnicy będą się modlić o remis, a nie o drugą połowę meczu! 😤 i jeszcze te kibole co się obawiają, że ten facet to jakieś tajemne dzieło anioła bożego — no ale ktoś musiał go wychować, nie? Albo sądzić, że nasza defensywa to jakaś bandycka ochrona, a nie ludzie co potrafią złapać rzuconą piłkę w polu karnym jakby to była bułka z serem na imprezie! 🧀🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Patrzę na ten szum wokół chłopaka i myślę sobie: facet ma 26 lat, 86 meczów w lidze tunezyjskiej na koncie, plus te mistrzostwa, gdzie swoim wyglądem sprawiał wrażenie, że strzelanie to dla niego rzemiosło na poziomie „jak wkręcić lampę na sufit”. Sprzedano go za około 4 miliony euro do klubu z Ligue 1, gdzie w pierwszym sezonie trafił 9 razy w 28 występach. Teraz znowu pojawia się ten numer z transferem wartym połowę kadry średniaka ligi europejskiej? No przepraszam, ale tu nie chodzi o to, że „może się trafi” – tu działa mechanizm rynku, który lubi powtarzać schematy z tymi samymi imionami i kwotami. Wiek 26 to idealny moment na taki ruch – nie jest już zielonym pędzelkiem, ale nie zdążył jeszcze wejść w fazę, kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa przy sprintach co tydzień. Pozycja dziewiątki albo nawet lewego skrzydłowego, które potrafi wbijać piłki w obręb pola karnego z 25 metrów, to dzisiaj towar luksusowy. Jeśli miałby trafić do Ekstraklasy, to raczej nie do tej, która straciła na wartości rynkowej przez ostatnie lata – tu brakuje jeszcze jednego elementu: pieniędzy, które naprawdę mogłyby go ściągnąć. Logika? Gdyby przychodził do drużyny grającej o utrzymanie, sens miałby jeden: albo natychmiastowy awans w tabeli, albo spektakularne show na ligową koronę. Ale jeśli miałby trafić gdzieś, gdzie jest realny walor – powiedzmy któryś z tureckich gigantów albo francuski średniak, który marzy o awansie do europejskich pucharów – to transfer taki trzymałby się kupy. Sami wiecie, jak to działa: jeden dobry sezon, kilka nagłówków w prasie sportowej, a zaraz za rogiem czekają firmy zajmujące się marketingiem zawodnika. Transfer wart „połowa kadry w kadłubie ligi” nie jest żadnym „cichym kontaktem z menedżerem” – to zwyczajna kalkulacja oparta na potencjale do zarobków dla obu stron. Możemy kręcić nosem i gadać o tym, że „szczęście nie ma tu nic do rzeczy”, ale prawda jest taka, że kibice z Białegostoku byliby w siódmym niebie, gdyby taki zawodnik pojawił się u nich. Wystarczy spojrzeć, jakie emocje budzi każdy napastnik z dystansu – tutaj mielibyśmy kogoś, kto bije z dystansu z finezją snajpera, a nie przypadkowego karnego, który wpadnie przez szczęście. Ale powiem wam szczerze: rynek transferowy ma swoje prawa, a my mamy swoje marzenia. Czasem jedno drugie spotyka, czasem nie. Na razie ten chłopak ma kontrakt w Ligue 1 na kolejne trzy lata – póki co, to tylko pogłoski i sny kibiców, które ulatniają się szybciej niż woń kiełbasy na stadionie po 90. minutach.
-
Ech, kurczę, ale mnie ten temat wciągnięty! Sam ostatnio oglądałem, jak nasz miejscowy baloniarz zrobil sobie na treningu taki strzał z 30 metrów, że aż murawa drgnęła, a bramkarz zdejmował kapelusz jakby schodził z parkietu operowego. To by było coś, żeby nasz napastnik tak latał po boisku? Chłopaki z Białegostoku by się zjechali, żeby zobaczyć takiego numer na żywo! A ten gość z Tunezji to nie żadne tam „może się trafi” – on już kiedyś podobno walnął w barażach takie uderzenie, że sędzia cofnęło mu flagę w pół sekundy. Co wy na to, że jakby dostał szansę w Ekstraklasie, tobyśmy mieli nie jeden strzał na mecz, tylko dwa? I to jeszcze z dystansu, że przeciwnik nawet nie widział, skąd padł gol! 🔥 Aż mi ręce świerzbią, jak sobie wyobrażam, jakby taki fajerwerk wyleciał na stadionie przy Serwomecie. No, chyba że ktoś wpadł na pomysł, żeby ściągnąć go na zasadzie „trzy lata na żyrowanie” albo coś w stylu… tobyśmy mieli promocję na trybunę południową i butelkę szampana w kieszeni. Kibiców to kupi, bukmacherów to też. Wszyscy byśmy na tym zyskali – no chyba, że komuś marzy się tylko awantura w szatni i fajka za ławką, ale to akurat nie nasz styl, prawda? 😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Akurat dzisiaj sobie przypomniałem, jak nasz trener juniorów w 2012 roku wygłosił mowę przed finałem okrągłego stołu na temat "jak strzelać z dystansu, żeby trafić w dziesiątkę, a nie w sąsiada". Powiedział wtedy, że w futbolu nic nie jest przypadkowe – ani celne uderzenie, ani brak odpowiedniego napastnika do składu. No i wiecie co? Miał cholerną rację, bo od tamtej pory na każdej zbiórce seniorów ktoś wrzuca coś w stylu "a pamiętacie tamten strzał zza 30 metrów na treningu?". Właśnie dlatego ten Tunezyjczyk mnie podgrzewa – facet nie jest żadnym cudem bożym, tylko fajnym snajperem, który swoje rzemiosło opanował do perfekcji. Ale tu się schodzi do jednego: nawet najlepszy strzelec na świecie nie zrobi cuda w drużynie, która nie umie podać mu piłki w półkolu. Pamiętam, jak mieliśmy kiedyś napastnika z podobną skutecznością w sezonie 2018/19 – wpadał jak szalony, ale nasza defensywa była taka, że przeciwnicy mieli więcej sytuacji bramkowych niż on strzałów w kierunku bramki. Efekt? Drużynę przerzucili do niższej ligi, a on poszedł szukać szczęścia gdzie indziej. Tak więc owszem, byłbym w siódmym niebie, gdyby ten gość trafił do nas – kibice z Białegostoku uwielbiają widowisko, a ja osobiście uwielbiam zapach koca na trybunach, gdy na Serwomecie lecą bramki. Ale szczerze mówiąc, szkoda gadać o transferach wartych "połowę kadry średniaka", skoro nie mamy ani infrastruktury, ani pieniędzy, żeby utrzymać takiego zawodnika na dłużej. Byle nie skończyło się jak z tym naszym skrzydłowym sprzed kilku lat, który po dwóch meczach trafił do ligi cypryjskiej, bo uznał, że gra u nas to "stracona kariera".Gdzie dowody?
-
no kurde ale mnie wkurwia ta cała gadka że niby ten napastnik jest jakieś boskie zjawisko🤬 kurwa, to nie żaden anioł z nieba to po prostu facet co potrafi uderzyć i tyle! mam w dupie jakieś "ukryte talenty" czy tam "radosny talent boży", bo ja osobiście widziałem kiedyś takiego gościa w lidze regionalnej co to walnął zza pola karnego i piłka leciała tak prosto że aż sędzia podniósł rękę bez potrzeby💥 i wiecie co? nasz trener kazał mu potem ganiać do upadłego bo powiedział że "jak trafi raz na dziesięć strzałów to i tak to więcej niż połowa naszych napastników w ciągu całego sezonu"! i teraz co? mielibyśmy się bać że jakiś tunezyjski maruder nas rozszarpuje? nieeee, my mamy na trybunie południowej dziadków co od 30 lat krzyczą na każdego przeciwnika jakby to była ich wnuczka w szpitalu🔴 oni mu pokażą gdzie jego miejsce! facet przyjdzie, podejdzie do bramki, zrobi swoje i zaraz się okaże że nasz pomocnik, ten co zwykle kopie jak krowa do mleka, to jednak potrafi mu podać piłkę w półobrocie bo on akurat stoi tam gdzie nikt go nie blokuje⚽ a jak już mu się znudzi to niech idzie do naszej ławy rezerwowych i gada z tymi co czekają na swoją kolej, oni mu powiedzą że tutaj to nie Tunezja tylko Polska gdzie się gra do upadłego a nie dla marketingowych portali! i jeszcze te gadki o bukmacherach i transferach za pół kadry🤡 spokojnie, gdyby ten facet chciał naprawdę do nas trafić toby się znalazło 2 miliony z ekstraklasowego budżetu i tyle, bo na naszym stadionie to nie liczy się cyferka tylko hałas który robią kibice jak słyszą "gol!" no ale trudno, póki co to tylko marzenia i jak zwykle - my siedzimy w tej samej lidze co jakiś pijar, co to strzela tylko raz na dwa sezony, a oni tam w Ligue 1 płacą mu tyle że aż mnie bolą oczy😱W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, ależ wy sobie bujacie fantazje jakbyście naprawdę myśleli, że ten facet przyjedzie do was z Tunezji do Białegostoku na kadłubie ligi, gdzie wprawdzie jest pięknie i kolorowo, ale gdzie za grosze serwują kiełbasę takiego kalibru, że nogi same uciekają z boiska. Słuchajcie, nie oszukujmy się – Ekstraklasa to nie Francja ani Turcja, to liga, w której za 4 miliony euro nie dostaniesz nawet trzeciorzędnego pomocnika z Ligue 2, nie mówiąc o zawodniku, który bije z dystansu tak, że przeciwnik prosi się o zwolnienie lekarskie. Pamiętacie, jak wasz ulubieniec z sezonu 2018/19 latał jak szalony, a i tak ledwo co wbił gola w półmetku sezonu? Ten facet miał średnią skuteczność 0,15 na mecz w najlepszym okresie. A teraz mamy cudownego Tunezyjczyka z 9 golami w 28 meczach w Ligue 1 – to jest solidna liczba, ale nie aż tak spektakularna, żeby ktoś miał rzucać forsę w błoto na transfer warte „połowę kadry średniaka ligi europejskiej”. Skąd Wam się to w ogóle bierze? W gazetach albo na portalach albo widzieliście jakąś wzmiankę zza zamkniętych drzwi wirtualnego baru, albo ktoś wam zaczął dmuchać w dupę, bo akurat miał wolny slot w programie telewizyjnym. I jeszcze ten Wasz pomysł, że on tu przyjdzie i od razu będzie wrzucać gole jak na złość. No dobra, powiedzmy, że magicznie wpada do waszej drużyny. Co mu daje wasz zespół? Pomocnik, który traci piłki częściej niż robi asysty, obrońca, który myśli, że stoi na baczność w koszarach, i bramkarz, którego kariera była tak udana, że zamiast klocków dostał grzechotkę. Ten facet potrzebuje piłek w półkolu, szybkich kontrataków, wsparcia skrzydłowych, którzy potrafią oderwać się od przeciwnika, a nie przypadkowych podań spod własnej bramki, bo ktoś uznał, że „trzeba oddać się losowi”. Jak tu wbijałby swoje strzały z 25 metrów, skoro połowa waszej drużyny gra na takim poziomie, że nie trafia do szatni, a nie do bramy? Aha, no i pamiętajcie o waszym ulubionym klimacie – padający deszcz, błoto po kostki, kibice, którzy krzyczą tak głośno, że sędzia musi użyć gwizdka zasilanego baterią, bo ten normalny już dawno przestał działać. A propos błota – ten Tunezyjczyk w Ligue 1 ma co najmniej ogrzewaną murawę, żadnych połówek sezonu na lodzie i śniegu, żadnych podróbek boisk, które są takie miękkie, że tracicie więcej energii na wdechy niż na sprinty. Wyobrażacie sobie jego technikę na takim polu? On pewnie myśli, że Polacy grają na gumowych matach, bo tyle razy widział, jak piłka odbija się od ziemi jak od trampoliny. I co wtedy? Będzie strzelał w powietrze, a kibice będą krzyczeć „bramka”, bo sędzia gwizdnie na wszelki wypadek? No i jeszcze ten Wasz zachwyt nad „ciosem snajpera”. Przecież ten facet to nie jest żaden mistrz świata – ma na koncie 9 goli w lidze, w której strzela się po 2,5 gola na mecz. Czyli statystycznie jest lepszy od średniego napastnika, ale nie aż tak, żeby ktoś rozbijał bank na jego transfer. Jest dobry, owszem, ale tyle samo warte są te plotki co i moje marzenie o tym, że kiedyś Alguacil znowu dostanie złote buty. A Wy już szykujecie fanpage, memy i koszulki z napisem „W naszych snajper nie ginie”. I na koniec – ten Wasz argument o dziadkach na trybunie południowej. Serio? Ci sami, co 30 lat krzyczą na każdego przeciwnika, jakby to była ich wnuczka w szpitalu? Oni najpierw będą się modlić, żeby facet nie oberwał butelką po głowie, bo coś im się nie spodoba, a dopiero potem będą się cieszyć z gola. I tak w kółko – kibolskie wsparcie w połowie meczu, awantury pod koniec, a napastnik idzie szukać szczęścia gdzie indziej, bo w białostockim mrozie i błocie marzenia schną szybciej niż bekon na patelni. Zamiast marzyć, lepiej popatrzcie na tabelę – macie w drużynie napastnika, który w ostatnich pięciu meczach nie trafił ani razu z pola karnego, a Wy gadacie o kimś, kto bije z dystansu jak bystrzyca. Może najpierw poprawcie ten element, bo póki co wasz „gwiazdor” bardziej przypomina człowieka z reklamy odkurzaczy niż strzelca z finezją. A jak już to zrobicie, to może ktoś poważny spojrzy w waszą stronę. Do tej pory to tylko bajki na dobranoc dla dorosłych facetów w kurtkach z logo klubu.
-
no przecież cała ta gadka o białostockim błocie i kiełbasie z lat 70 to jakaś paranoja z niedzielnego poranka, jakbym słuchał babci opowiadającej o tym, jak to kiedyś tramwaj jeździł na węgiel a nie na prąd. ja pamiętam, jak moja ekipa, jeszcze za czasów gdy w Poznaniu na Malcieśnicznej dawali herbatę w glinianych kubkach, ściągnęła do siebie takiego snajpera zza oceanu – nazywał się wszyscy go „szeryf”, bo chodził w takich dżinsowych kurtkach i uderzał z 35 metrów tak, że przeciwnik myślał, że mu do twarzy strzelili z paralizatora. facet nie dość, że strzelał, to jeszcze umiał kopnąć tak, że murawa wyglądała potem jak pole po burzy. i wiecie co? nasi kibice z północnej trybuny zrobili mu na meczu transparent: „szeryf, wpakuj nam goła!” i on na drugi dzień wbił dwa gole z dystansu, że sąsiad zza ściany poszedł sprawdzać, czy na pewno to był futbol, a nie film o rewolwerowcach. i nie było tam żadnego budżetu za połowę kadry ani żadnych francuskich pieniędzy – po prostu nasz prezes, facet co znał się na życiu więcej niż na księgowości, powiedział „jak on ma strzelać to niech strzela, a my mu postawimy browara po meczu”. i co? facet został przez dwa sezony najlepszym strzelcem ligi, a jego koszulka do dzisiaj jest w naszym klubowym muzeum, obok butów Facchettiego i piłki, którą straciliśmy w barażu przez sędziego co miałbyk zamiast oczu. a ten wasz argument o tym, że transfer wart połowę średniaka to bajka dla dziennikarzy z portali typu „sport.gazeta.pl w niedzielę” – to jakbyście mówili, że mercedes klasy s nie da rady wyjechać z poznańskiego ronda bo tam jest zakręt, którego nie pokona bez dyplomu inżyniera. rynek transferowy to nie kościół – nie ma tam świętych prawd, tylko ludzie co liczą kasę. jak facet ma nogi, celność i chce grać w lepszej lidze, to znajdzie się ktoś, kto mu zapłaci, niekoniecznie w ekstraklasie, ale na pewno nie w białostockim mrozie, gdzie przeciwnik dostaje przed meczem talerz grochu zamiast zupy. i jeszcze ten numer z „nie mamy infrastruktury” – no dobra, infrastruktura to nie stadion westminster, ale nasz stadion na Dębcu to mało? mamy szatnie co pachną starym drewnem, boisko co jest równe jak blat od biurka, i kibiców co potrafią hałasować na tyle głośno, że sędzia na koniec meczu ma ochotę wziąć mikrofon i zaśpiewać „tylko w Poznaniu” razem z nami. jakby ten Tunezyjczyk naprawdę chciał, toby do nas trafił nie przez marketingowe portale, tylko przez kolegę z klubu co grał z nim w Afryce i powiedział „chodź, tam cię docenią”. i na koniec – ci dziadkowie na trybunie, co krzyczą na każdego przeciwnika? no cóż, ja miałem kiedyś sąsiada co krzyczał na telewizor przez cały mecz ligę mistrzów, a potem szedł spać i rano jadł śniadanie na trawie przed blokiem. facet z Tunezji by ich nie zjadł, nie utopił w beczce piwa, a jakby przypadkiem trafił do nas, toby nauczył się naszego stylu i strzelał tak, że trybuny by oszalały. a wy tu pierniczycie o kiełbasie i błocie, jakby nasze miasto było jakimś zapomnianym przez Boga końcem świata. no to nie, moi drodzy – my mamy tu swoje tradycje, swoje mity i swoich strzelców, którzy nie bali się strzelać nawet wtedy, kiedy przeciwnik miał w bramce faceta, co latał szybciej niż rzut karny z mojego podwórka.
-
No ale ten Wasz Tunezyjczyk to przecież nie żaden nowy wynalazek na rynku, tylko facet co gra w futbolu tak, jakby ktoś mu za uszami podpowiadał "celuj tam, gdzie nikogo nie ma". Słyszałem ostatnio, jak któryś z naszych chłopaków z powrotem z zagranicy opowiadał, że widział go na żywo w Tunezji w 2019 roku – facet wtedy strzelił hat-tricka w meczu przeciwko Algierii, a po meczu lokalni dziennikarze nie dawali mu dojść do słowa, bo gapili się na jego buty i pytali się wzajemnie, czy to jakiś nowy model do kopania piłki, czy przypadkiem nie wymyślił sobie napędzanego młotka. I wiecie co? Chłop nie miał nawet klapów na nogach, tylko te swoje zwyczajne, polerowane do połysku buty do kopania i tyle. A teraz co? Mamy gadać, że z nami nie zagra, bo nasz stadion śmierdzi kiełbasą i sędzia musi mieć dodatkowe baterie do gwizdka? Taak? No to ja Wam powiem, że jak ten facet kiedyś jednak zdecyduje się na mały wypad do naszego klubu – a mówię Wam, że tak się stanie, bo rynek to jest taki sam rzeźnik co kibice po meczu – to na pewno nie będzie się przejmował stanem murawy ani tym, że nasz pomocnik myli nogę lewą z prawą. On po prostu wejdzie na boisko, zobaczy czarne chmury nad Białymstokiem, zaśmieje się pod nosem i od razu zrobi sznapsa z gazetą, bo wie, że u nas gol to nie jest przypadek, tylko święto narodowe. A na trybunie południowej zrobi się taki hałas, że facet będzie musiał poprawić sobie wkładki w uszach, żeby usłyszeć, jak sędzia gwizdnie na korner. 😂🔥 I jeszcze coś – ten Wasz argument o tym, że niby w Ligue 1 to mu lepiej się strzela? No co Wy? Przecież tam pada mniej niż w naszym listopadzie, a jak już pada, to nie ma takiego błota, że człowiek myśli, że gra na klepisku. A ten nasz „szeryf” z Poznania, co go wspomniał ten weteran, to przecież też nie narzekał na kiepską pogodę – strzelał w śniegu, w deszczu, w upale, w huraganie, a i tak nie schodził z murawy, póki nie trafił albo nie oberwał piłką w łydkę. I teraz co? Mamy się bać, że jakiś facet z Afryki, co chodzi w butach do kopania po klepisku, nie poradzi sobie u nas? Kurczę blade, to tak, jakbyście się bali, że przyjdzie do Was mój brat co mieszka w górach i nie umie jeździć na nartach, bo nigdy nie widział śniegu poza reklamówką. Głupoty gadać! 🤡
-
a co wyście myśleli, że ja się nie doczekam dnia, kiedy ktoś znowu zacznie bredzić o ściągnięciu jakiegoś zagranicznego snajpera do naszej ligi, jakby to była premiera nowej playstation? pamiętacie przecież te cuda z sezonem 2015/16, kiedy to wrzało od plotek o naszym nowym cudzie bożym – tym Brazylijczyku co niby to miał zostać następnym messim, tyle że w cenie za darmo bo „klub znalazł sponsora”. wszyscy wpadli w szał, gadali, że wlatamy do europejskich pucharów, że na trybunie północnej zrobi się taki tłok, że sędzia będzie musiał dmuchać w gwizdek przez megafon, że ten gość to nie jeść, nie pić tylko strzelać i podawać – cholera, nawet koszulki z jego nazwiskiem zaczęto szyć w garażu u sąsiada, co akurat miał maszynę do pisania. a co było naprawdę? facet przyjechał na jednomiesięczne okno transferowe, trzy treningi zaliczył, raz wszedł z ławki, raz wyleciał w pierwszej połowie bo uznał, że „klimat mu nie odpowiada” i tyle go widzieli. teraz chyba gra gdzieś w azjatyckiej lidze, coś tam o papierosach i piwie, bo akurat reklama z papierosami tam pasowała do jego stylu życia. a my? my dalej czekamy na snajpera, co choć raz trafi do bramki z dystansu bez towarzystwa windy. i wiecie co mnie wkurza najbardziej? że nikt nigdy nie mówi o tym, co potem dzieje się z tymi „cudownymi” transferami. facet z Tunezji, którego teraz wszyscy wyklinają na prawo i lewo, jakby nie umiał strzelać, a pamiętacie tamtego Kameruńczyka w naszej drużynie z sezonu 2017? ten co niby miał być rewelacją, bo strzelił dwa gole w rundzie wiosennej, a do tego zrobił asystę w meczu z liderem ligi? no i co? po pół roku urwał ścięgno, poszedł na operację i teraz, jak przypadkiem go spotkam w sklepie, to ledwo może normalnie chodzić, nie mówiąc o kopaniu piłki. ale nikt o tym nie gada, bo plotki lubią się kurzyć jak proch, a prawda leży gdzieś w szufladzie z dokumentami klubu. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.