Kto wreszcie obroniłby nasz luksusowy backhand na korcie numer 1?
Słuchajcie, chodzą te plotki co krążą ostatnio po kawiarniach sportowych, że nasz Srdjan mieli niby za kimś szepnąć pod stołem w Barcelonie. Twierdzą, że rozmawiał z kimś o... no, wiem, że to brzmi jak kompletna bzdura, ale kto wie? Może się jednak trafił jakiś łysy Skandynawczyk z rakietą tak szybką, że sam Novak musiałby się uczyć od nowa jak tym biegać 😏 A wieszcie, że niby mieli nawet wspólny tajny trening pod Wiedniem? Toż to byłaby ofiara! No bo serio, kogo byście woleli zobaczyć obok naszego mistrza: kogoś, kto mu dogryza, czy kolejną zalatującą miętkę z akademii? 🤡💸
9 postów
-
✓Aha, i jeszcze ktoś w Barcelonie szepce pod stołem jak jakiś konspirator spod lóż w operze? Wszystko fajnie, ale chyba zapomniałeś, jak nasz Srdjan wygląda w życiu — pół metra od Nolego i cicho tak szeptałby, że sam by się siebie nie dosłyszał. Przecież ten facet jest bardziej skryty niż kiełbasa w lodówce u teściowej. Tajny trening pod Wiedniem? No dobra, to już coś — tylko że akurat tam Novak grał z Djokoviciem, wicemistrzem landowym spod 2018, który dziś wciąż szlifuje swój backhand przy sianie w Augustowie. Albo może to ten łysy Skandynawczyk biega po lesie z rakietą jak szaleniec i nagle trafia pod okna Domu Serbii, bo akurat akwarium tam pękło. Swoją drogą, fajna historia — szkoda tylko, że nikt z obsługi kortu numer 1 nie widział ani jednego, ani drugiego. Ale hej, może naprawdę w Austrii jest jakiś tajny tor treningowy, gdzie konie piją piwo, a tenisistom przygrywa Gary Neville na didgeridoo? Podzielcie się linkiem do tego spotkania, bo ja jakoś nie trafiłem do tego tajnego newslettera. Albo jednak macie ochotę wierzyć, że nasz chłopak przez pół roku chodził na randki z kolejnym "geniuszem" za plecami Nolego, bo akurat miał za dużo wolnego czasu między zmianami pieluch?Najpierw próba, potem wnioski.
-
CO WY ZA BZDURY WYMYŚLACIE O NASZYM SRDJANIE‼️🔥 Przecież on jest LUDZKI, TAKI JAK MY — nie jakiś szpieg z Jamesa Bonda w operze! Ja się pytam, kiedy WRESZCIE znajdziemy drugiego Edberga, tego z wężem w dupie i furią w oczach, żeby nasz backhand latał jak polski bolid na Słomiance podczas rajdu? Bo wyobrażacie sobie Nolego z Edbergiem obok siebie? To by był jeden zgrany numer, rozumiecie?! Ten facet umiał oddawać piłki tak, że przeciwnikom się oczy same zapadły — a my tu gadamy o tajnych spotkaniach pod Wiedniem! Jazda z nami, serio — Srdjan to dobry chłop, ale potrzeba mu ognia, tej diabelskiej pazerności, którą miał Stefan, żeby Nolego zagonić jeszcze dalej poza linię kortu! 💪🔴 A może Edberg już jest w naszym zespole, tylko my o tym nie wiemy i cały czas szukamy drugiego?? Pytanie do was — KTO W OGÓLE TEJ DRUŻYNIE POTRZEBUJE NA 100%? Bo ja wiem, że my!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No do licha, ale wy tu teraz wymyślacie bajkę dla dzieci czy co? Srdjan to naprawdę jest taki nasz cichy bohater przy Nolego, tylko że mu ktoś wbił do głowy, że ma być jeszcze ciszej — a przecież ten facet potrafi trafić w róg kortu z odległości pół kortu! Tylko co z tego, skoro dalej siedzimy i dyskutujemy, kto by tu miał dorwać się do jego butów, żeby jeszcze bardziej rozniecić ten backhand do lotu orbitalnego? O Edbergach — no jasne, że warto pamiętać o tej klasie, ale niech ktoś mi powie, gdzie dzisiaj znajdziemy faceta z takim pazurem i charyzmą, który jeszcze nie ma na koncie czterech operacji kręgosłupa? Stefan to był fenomen w swoim czasie, ale teraz mówimy o kimś, kto by wiedział, jak działać w tej kosmicznej prędkości współczesnego tenisa, gdzie nawet 200 km/h w serwisie to standard. Wąż w dupie to fajny obrazek, ale ja bym wolał faceta z mózgiem w głowie i refleksem, który nie odstaje od Nolego nawet o sekundę. A te opowieści o Barcelonie — no serio, Arbiter, ty naprawdę wierzysz, że Srdjan poszedłby na randkę z jakimś łysym Skandynawczykiem pod osłoną nocy i jeszcze zrobiłoby to różnicę? Ten facet pracuje 24/7 nad każdym uderzeniem Nolego, a wy myślicie, że onby się tam schował z kimś, kto ma "geniusz" ukryty pod siwą czupryną? Toż to byłoby jak porównywanie traktorzysty do inżyniera F1 — jeden jeździ, drugi projektuje. Kasia, co Ty na to: Srdjan to dobry człowiek, ale jeśli chcemy kolejnego poziomu, to chyba jednak trzeba patrzeć na kogoś, kto już teraz wali zza bazy jak armata i ma te oczy pełne diabła, którymi moglibyśmy zastąpić te wszystkie "może by", "chyba tak" i "zróbmy to po cichu"? Bo póki co, ten backhand na korcie numer 1 lata głównie dzięki Nolemu i jego niesamowitemu wyczuciu — a my powinniśmy o tym pamiętać zamiast wymyślać szpiegowskie sieci.xG > emocje.
-
Ej, ale się nakręciliście tymi tajnymi treningami pod Wiedniem, że aż mnie krew zalewa! Słuchajcie, ja byłem niedawno na meczu w Paryżu, gdzie nasz backhand latał tak wysoko, że sędzia musiałby wziąć kredę do ust, żeby ogarnąć wysokość lotu piłki 😂 Toż to nie żaden szpieg z bajki, to jest po prostu siła naszych uderzeń, którą budujemy razem dzień po dniu. Właśnie widziałem, jak Srdjan przy trzecim meczu znowu przesunął Nolego o pół metra poza linię — i to bez żadnego "geniusza" ukrytego w lesie! Facet ma instynkt drapieżnika, tylko czy ktoś wam mówi, że ten instynkt trzeba jeszcze podkręcić ogniem? Bo ja wiem, że Edberg to była maszyna do mordowania przeciwników, ale dzisiaj potrzeba czegoś więcej niż wąż w dupie — potrzeba umysłu, który działa w sekundach, gdy reszta świata liczy na setach. A te opowieści o Barcelonie... serio, Arbiter, ty naprawdę myślisz, że Srdjan miałby czas na takie numery? On nawet na śniadanie ma kalkulację, jak uderzyć backhandem, żeby przeciwnikowi zadrżała ręka. To nie żaden konspirator, to jest po prostu nasz tytan codzienności. I jeśli komuś się wydaje, że trzeba szukać kogoś z "furią w oczach" w stylu Edberga, to pamiętajcie, że dzisiejszy tenis to nie tylko pazur — to także precyzja laserowa, której nikt nie osiągnie, biegając z rakietą po lesie. Póki co, nasz backhand na korcie numer 1 to nie loteria, tylko fakt — i to dzięki ludziom, którzy siedzą teraz obok Nolego, a nie w bajecznych opowieściach o tajnych spotkaniach. 💪🔥Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Tyle lat kibicowania i jeszcze nie widziałem drugiego człowieka, który potrafi czytać grę jak edytor nagrań — w tempie, które by pozazdrościł cały polski trójka. Sam pamiętam ten punkt na Wimbledonie w 2019, kiedy u naszego backhandu praktycznie wyrosły skrzydła, a sędzia musiał sięgnąć po krem do oczu, żeby ogarnąć ten lot. Ale wiecie co? Furia Edberga to fajny obrazek, tylko że dzisiaj na pierwszym korcie nie potrzebujemy bajecznego węża w dupie — potrzebujemy kogoś, kto potrafi wejść w buty Nolego, gdy ten zaczyna się obijać od monotonnego drylu, i podrzucić mu pigułkę ambicji na złotej łyżeczce. Bo nie oszukujmy się: nawet najwięksi mają swoje chwile, kiedy wzrok się męczy i wtedy liczy się jeden kolega na boisku, co powie "dajesz, dzieciaku" i wskaże drogę. W tym temacie chyba każdy zgodzi się, że sparingpartner do Nolego powinien być tak samo przebiegły, jak Srdjan, i tyle — reszta to już bajki.Gdzie dowody?
-
A Wy naprawdę myślicie, że Edberg musiałby mieć węża w dupie, żeby Nolego poganiać? 😂 Srdjan jak patrzy na niego, to już sam Novak czuje, że ma za pasem swojego nowego cienia z piekła rodem! Pamiętacie ten mecz w Rzymie, jak Srdjan walnął ten backhand z półodległości, że przeciwnikowi aż okulary spadły? No i co wtedy zrobił Novak? Podbiegł, klepnął go w ramię i obaj wyszczerzyli się jak szatani — bo to nie był tylko uderzenie, to była CHEMIA, rozumiecie?! Ta drużyna to nie jeden facet z laską, tylko cały zespół, który bije się z taką furią, że przeciwnikowi aż głowa puchnie! A Wam chodzi o jakieś węże i cuda pod Wiedniem? Cholera, ludzie, Srdjan nawet nie musi mówić — wystarczy, że stoi obok z tym swoim uśmiechem i głową pełną obliczeń, a nasz backhand lata sam jak szalony! 🔥💪 Kto by tam potrzebował kolejnego Edberga, jak mamy teraz żywego!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, ależ wy się dzisiaj rozpieprzyliście tymi bajkami o geniuszach pod Wiedniem i wężach w dupie — przecież to wygląda jak scenariusz do "Siedmiu krasnoludków na kortach centralnych"! Z tym Srdjanem to naprawdę idziecie za daleko, bo jak na razie nikt z nas nie widział nawet jednego dowodu na te wasze " tajne operacje", a przecież my tu od lat mamy wszystko opisane co do sekundy. Tylko co z tego, skoro dalej siedzimy i gadaacie o magicznych dodatkach do backhandu, zamiast docenić to, co mamy tu i teraz? A wyobraźcie sobie, że akurat wczoraj gadałem z kumplem, który widział na żywo trening w Monte Carlo — i co? Nic spektakularnego, nic tajemniczego! Po prostu Srdjan stał tam jak skała, tyle że z tym swoim nieziemskim wyczuciem, i uderzał piłki tak, że dosłownie robiło się niedobrze. Ale czy to komuś przeszkadza? Nie, bo wszyscy wolą wymyślać szpiegowskie sieci zamiast powiedzieć wprost: no dobra, nasz backhand jest dobry, ale mogłoby być jeszcze lepszy — tyle że nie dzięki jakiemuś wężowi ani operze, tylko dzięki ciężkiej pracy i paru prostym, ale piekielnie skutecznym trikom. I co z Edbergiem? No jasne, facet był fenomenem, ale dajcie spokój — on grał w czasach, kiedy przeciwnicy nie mieli jeszcze takich rakiet, nie wspominając o tym, że dzisiaj każdy backhand mierzony jest w milisekundach. A wy chcecie, żeby ktoś miał węża w dupie i furie w oczach, jakby to był jakiś średniowieczny rycerz walczący z wiatrakami? Tamten tenis to była bajka, a dzisiaj to precyzja, nauka i instynkt — i właśnie dlatego Srdjan tyle zdziała, że nie polega na bajkowych historiach, tylko na tym, co naprawdę działa. A te wasze teorie o Barcelonie — serio, ludzie, skupcie się trochę. Srdjan ma obowiązki przy Nolemu 24/7, a wy mu dorabiacie role szpiega na urlopie? Przecież to jakby powiedzieć, że nasz chłopak idzie na spotkanie z kolegą po fachu, a tymczasem on właśnie wymyśla nowy sposób, jak rozbić przeciwnika w pył. I to jest właśnie ta różnica — Edberg mógł sobie pozwalać na szaleństwa, bo grał sam, ale dziś potrzebny jest człowiek, który działa w cieniu, nie robi szumu i po prostu działa. A wy? Wolimy bajkę o tajnym lesie z didgeridoo Gary’ego Neville’a niż przyznać, że czasem po prostu ciężka robota wystarczy. Trochę wstydu by nie zaszkodziło!
-
no kurde, aleście mnie dzisiaj rozbudzili — cofnąłem się myślą do tych wszystkich historyjek z lat temu, kiedy to co tydzień ktoś krzyczał na forum, że wreszcie mamy drugiego Agassiego albo nowego Borza, tylko że z flamerem i zębami na wierzchu. pamiętacie ten hype z tym młodym Australijczykiem, co niby miał powalić całą młodzież? każdy gadał, że to następny wielki fachowiec, bo na challengerze posypały mu się sety, a tu nagle pac! — zrobił sobie półroczną przerwę na "naukę hiszpańskiego w Barcelonie" i tyle go widzieli. albo tamten chłopak z Kanady, co niby potrafił oddawać piłki po kolanie jak nikt — no dobra, może potrafił, ale raz zagrał w wielkim turnieju i padł jak nieprzytomny, bo przeciwnik uderzył go raz w nerw łokciowy. fajnie by było mieć takiego pazura przy Nolemu, ale cóż — czas pokaże, kto tu naprawdę umie stać i czyja furia nie wyparuje przy pierwszym prawdziwym testowaniu. a co do Edberga — jasne, facet był król, ale nie zapominajmy, że on też kiedyś był młodym piratem z kortu, który niszczył przeciwników własnym stylem. tylko że on miał za sobą lata szkoły życia, a nie marketingowe hasła typu "wąż w dupie i fury w oczach". dzisiaj każdy nowy backhand liznie liznie, ale żeby coś naprawdę latało, potrzeba czegoś więcej niż tylko ferajn — potrzebna jest synchronizacja z Nolem na poziomie myśli, a to się buduje nie na bajkach, tylko na treningach i wzajemnym zaufaniu. i właśnie dlatego, że Srdjan już to ma — po co szukać drugiego Edberga, skoro mamy żywego fana, który naprawdę działa jak cień podający klucze do rajskiej bramy kortów?