Kto uratuje nasz backhandowy koszmar raz na zawsze?
A co, nagle mnie olśniło podczas meczu Legii w Pucharze Polski! Bo wiecie, kiedy Lechia Gdańsk wbijała nam gola z kontry, to myślałem sobie: „Jakby tak Rybakina dostała solidny bekhend od nowej podpory, która by ją kryła przed emocjami.”
Chodzą słuchy, że jakiś anioł z Taszkentu miałby się wpakować do ekipy, co? Coś o szalonych forhendach i stabilnym serwisie, ale… no, plotki krążą, jak to plotki. Fajnie by było, żeby nasza Jela nie musiała dźwigać całego backhandowego świata sama, co nie? 🤡💸
6 postów
-
✓No to mi tu ktoś wciska bajkę o tajemniczym aniele z Taszkentu, który niby ma rzucić posadę przy forhendzie Jeli. 😂 Co to właściwie za „plotki”, że ten dobry człowiek nie dość, że umie serwować, to jeszcze backhand jakoś magicznie naprawi? Serio, skąd niby to cudowne dziecko miałoby się wziąć i dlaczego w ogóle o nim nikt nic konkretnego nie pisze poza jakimś „słyszałem-się-będzie”? A może mi ktoś wreszcie pokaże choćby jednego meczu z tym cudem w akcji? Bo póki co to brzmimy jak kibice Legii gadali o Lechii Gdańsk — dużo haju, zero twardych faktów. Albo jakiś sensowny tweet od kogokolwiek z władz drużyny, albo chociaż plotka od kogoś, kto ma dostęp do środowiska trenerskiego. Bo póki co, to mi się zdaje, że ktoś tu próbuje ukraść nam radość z oglądania naszej Jeli w pojedynkę z tym nieustannym backhandowym łamigłówkowaniem. I na to nie pozwolimy, co?Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no ale serio, gdzie jest ten facet z Taszkentu 😱🔥 czy naprawdę myślicie, że Jela sama ma walczyć z całym światem? jakieś 4 lata temu oglądałem mecz na US Open, wiem, co to znaczy dźwigać ten backhand jak worek kamieni - totalny koszmar, kto by na to nie zwariował ale fajnnie by było, żeby ktoś wreszcie podszedł do niej od tyłu i krzyknął "heej, dajemy temu spokój, jazda z nami!" - taki typ, który nie tylko przytrzyma forhend, ale jeszcze sam z siebie zrobi serwis po dwudziestce. bo rozumiem, że 100% backhandu to trochę jakby grać nożem zamiast rakietą - to się po prostu nie sprawdza na dłuższą metę i pamiętacie ten turniej w Warszawie zeszłego lata? kiedy Jela walczyła z tym Sloane Stephens i miała 0:5 w trzecim secie, ale ostatecznie wygrała? pomyślałem wtedy "kurwa, to dopiero show", ale też "boże, jaka ona musiała być zmęczona". potrzeba kogoś, kto weźmie tę pałę na siebie, a nie tylko kibicuje zza siatki 💪🔴Swoich się nie zostawia.
-
A, no dobra, ale serio — zastanawialiście się kiedyś, jak to wygląda od strony klubu? Bo ja znam jednego faceta, który przepracował lata w mniejszych ligach i teraz patrzy na tenis jak na remont domu: trzeba mieć plan, budżet i trochę szczęścia, żeby nie oberwać po głowie. Transfer do takiej ekipy jak Rybakiny to nie jest kupienie nowego mikrofalówki na promocji — to operacja wymagająca trzech warunków: wiek, pozycja w rankingu i chemia w zespole. O tym trzecim mówi się najmniej, a jest kluczowe, bo nawet najlepiej grający zawodnik, jeśli nie dogada się z resztą, to skończy jak ten wasz anioł z Taszkentu — czyli sam w kącie z rakietą i dwoma nogami. Ten facet z Taszkentu miałby, cytując was, „solidny bekhend i stabilny serwis” — fajnie, ale w jakim wieku? Bo jeśli ma 25 lat, to jeszcze pół biedy, ale jeśli 28 i powoli schodzi z TOP50, to kto mu zagwarantuje, że nie zrobi z naszego backhandu jego ostatniego rycerskiego gestu przed odejściem na emeryturę? A pozycja w rankingu? Jeśli jest poza TOP30, to koszt transferu plus pensja to kwota, która w realiach niewielkiej ekipy (nie oszukujmy się — nie jesteśmy nikim innym niż drużyną w cieniu wielkich brandów) uderza prosto w budżet na nowe okna w garderobie albo wyjazd na zgrupowania. Największy problem to ten klimat wokół tej całej „tajemnicy”. Plotka to plotka, dopóki nie dostanie twarzy i nazwiska. Pamiętacie te sezony, kiedy krążyły pogłoski o Kvitovej, że idzie do innego klubu? No i co? Owszem, zmieniła drużynę, ale to było pewne, bo miała kontrakt i medialny ciąg dalszy. Tutaj mamy nic — zero potwierdzonego ruchu, zero statementu, tylko szum w mediach społecznościowych. To brzmi jak te fora Legii, kiedy gadali o Lechii Gdańsk — dużo emocji, zero merytoryki. A propos emocji — Krzysiek, masz rację, że Jela dźwiga ten backhand jak worek kamieni, ale rozwiązaniem nie jest ściąganie kolejnego zawodnika, tylko inwestycja w system gry. Dlaczego nie zaczniemy od analizy jej meczów pod kątem, gdzie właściwie tracimy punkty na backhandzie? Może da się poprawić technikę, może zmiana taktyki przyjmowania podań? Czasem nie trzeba nowego zawodnika, tylko lepszego planu. I jeszcze jedno — ten mecz z Sloane Stephens. Wtedy Jela miała za sobą tydzień ciężkich treningów, a i tak musiała walczyć jak lwica. Gdyby była wsparciem fizycznym i psychicznym, mogłaby grać jeszcze agresywniej, bo wiedziałaby, że ma kogoś, kto ją wyręczy w tych najcięższych momentach. Ale znowu — nie chodzi o ściąganie dowolnego zawodnika, tylko o takiego, który wpasuje się w jej styl. Bo jak przyjdzie ktoś z podejściem „ja tu jestem, żeby wszystko naprawić”, to obaj wrócimy do domu z bólem głowy. Na koniec — jeśli ten tajemniczy anioł istnieje, to niech się ujawni albo przynajmniej da jakiś sygnał, że trenuje z ekipą. Bo póki co, to wygląda na to, że ktoś chce nam wmówić, że mamy znaleźć cudotwórcę z Taszkentu, podczas gdy my powinniśmy skupić się na tym, co mamy pod nosem: Jeli, jej trenerach i sprawdzonych metodach. I nie, nie jestem przeciw transferom — jestem za tym, żeby były przemyślane, a nie oparte na emocjach kibiców, którzy chcą już raz na zawsze rozwiązać problem bekhendowego koszmaru. Bo ten koszmar to nie jest problem jednej osoby — to problem całej ekipy, i on się nie rozwiąże samym ściągnięciem nowego zawodnika.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Patrzcie, coś mi się przypomniało z meczu w Dubaju rok temu — siedziałem zbyt blisko ekranu, żeby to widzieć normalnie, więc musiałem oglądać na drugiej kamerce. Rybakina przyjmując backhandem na 15:40 w drugim secie, zupełnie na luzie, trafiała w róg bez problemu. Tylko że następnego dnia na treningu widziałem, jak jej ręka drży po dziesiątym forhendzie z rzędu. I to nie drżała od wysiłku — drżała jakby miała tam ładunek. Taką samą historię opowiadał mi kiedyś kolega z akademii tenisowej, jak u nich jeden zawodnik poszedł na operację łokcia przez przeciążenie backhandu. To nie jest kwestia techniki, tylko biologii — te mięśnie po prostu nie dadzą rady wiecznie utrzymywać takiego napięcia. Zgadzam się z Koroną — zamiast szukać cudotwórcy z Taszkentu, którego jeszcze nikt nie widział na oczy, lepiej by było, żeby trenerzy wreszcie zaczęli poważnie myśleć o rotacji serwisowej. Bo to, że Jela dźwiga cały backhand, nie wynika z braku wsparcia w zespole — wynika z tego, że każdy serwis, który nie trafia w forhend przeciwniczki, ląduje prosto na niej. A to jest strategia, a nie fatalizm. I co z tego, że teoretycznie mamy „ekipę”, skoro nikt nie wymyślił, jak rozładować ten backhandowy bunkier? Wystarczy popatrzeć na tenis innych topowych zawodniczek — one mają partnerki do gry, które krążą przy forhendzie, podczas gdy one same zajmują się czyszczeniem backhandu przeciwniczki. U nas ten schemat nie istnieje, bo nikt nie chce uznać, że Jela nie jest wszechmogąca. Ale co do Krzysia — masz rację, że można zwariować patrząc, jak ktoś dźwiga cały ciężar, ale niekoniecznie pomogą tu nowe twarze. Pamiętam, jak mój stary zagrał kiedyś w amatorskim turnieju i połamał trzy rakiety w jednym meczu, bo nie miał partnera do rozgrzewki. Transfer nie załatwi wszystkiego, ale system tak — czyli ktoś, kto codziennie stanie z nią na korcie i powie: „Daj spokój, ja się tym zajmę, ty się skup na swoim forhendzie”. Bo póki co ten backhand to naprawdę wygląda jakby nosił cały kort na plecach.Gdzie dowody?
-
słuchajcie, no ale wiecie jak to jest z tymi plotkami — jeden raz pamiętam był ten gość z Brazylii co niby ma cudowny backhand i leci do Madrytu, no i proszę, gdzie on teraz jest? gra w jakimś turniejku ITF na drugim końcu świata i po sezonie wszyscy zapomnieliśmy nawet jak on się nazywa albo weźcie tę historię z tym młodym Australijczykiem sprzed paru lat, co niby idzie do wielkiego klubu, bo jego forhend leci na 190 km/h i backhand jest równo cięty jak nożem — a tu się okazało, że facet nie umiał utrzymać rakiety w ręce przez trzy miesiące, bo miał jakiś problem z nadgarstkiem od samej młodzieńczej próby przebicia się do czołówki. nieładnie to brzmiało, jak sobie o tym przypominam, bo kibice wtedy zaraz wymyślili mu nowy kontrakt, a on ledwo zipał przy siatce na następnym challengerze. i pamiętacie jeszcze te opowieści o tej Amerykance, co niby ma zmienić całą strategię obrony w tenisie kobiecym? plotki szły jak burza, że idzie do ekipy federacyjnej, że dostanie dla siebie cały sztab fizjoterapeutów, a tu się okazało, że została w swoim macierzystym klubie i dalej traci punkty jakby grała w warcaby zamiast w tenis. czasem takie historie mają więcej wspólnego z marzeniami kibiców niż z rzeczywistością, no nie? tymczasem nasza Jela cały czas walczy, a my siedzimy i czekamy na anioła z Taszkentu, który niby rozwiąże jej wszystkie problemy jednym bekhendem. no cóż, czas pokaże, ale ja bym na jego miejscu już dawno wystawił ogłoszenie „poszukiwany zawodnik do pomocy przy bekhendzie — stabilny serwis mile widziany, ale niekoniecznie”. bo póki co bardziej wygląda to na to, że ten anioł to taki sam miraż jak tamci — ładny z daleka, ale w blasku stadionowego światła okazuje się po prostu kolejnym zawodnikiem, który nie spełnił oczekiwań.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽