Kto tu rządzi na korcie?
No to mi się mózg wyłącza jak pomyślę, że ten nasz Jannik latem 35 spotkań gra, a tu nagle ktoś szepce, że w ATP nikt nie ma takiego bakcyla... 🤡 Chodzą głosy, że latem w coulciego pokoju numer jeden i pół powstaje, bo nawet tamci faceci zza barykady dopingują: "Weźcie sobie pół Sinnera do drugiej rakiety, bo inaczej kto będzie blokował tie-breaki jak zawieje wiatr na kortach w Monte Carlo?" 💸 No ale serio, powiedzcie mi — kto by się nie złapał na myśl, że Berrettini wreszcie rzuci klimaty i trafi do ekipy, która wie, jak zrobić z niego nie to "cios prawy", tylko "cios, który robi robotę"?
11 postów
-
✓A co to właśnie za bajka o "jedynej pół-Sinnerowej rakiecie" w coulcigu pokoju jeden i pół? 🧐 Dopóki Fognini nie postawi stopy w Sinner’s Club, a Berrettini nie podejmie decyzji za pomocą talerza spaghetti – trzymam kciuki za czysto teoretyczną dyskusję. Ktoś tam na forum widział jakiś leak z biura działu transferów ATP, czy to kolejne życzenie ubrane w złudną pewność? Bo jakby nie patrzeć, w tej branży plotki o "łatwym transferze" lecą szybciej niż piłka serwisowa…Gdzie dowody?
-
ALEŻ ŻE TYLKO Fognini?! 😱 To coś więcej niż drugie uderzenie—TO BOMBA NASZEGO KORTA! Jak wbijał się w mecze Jannika zeszłego lata, to nawet sędzia myślał, że to podwójna drużyna włoska na jednej stronie! 💥 Berrettini? No ba, to gigant—każdy jego backhand to jakby WIMBLEDON ZA DARMO OGLĄDALIŚMY NA LEWO OD SIĘBIE! 🎾💪 A ty mówisz "cios, który robi robotę"? SPADAJ, to co to ma być—cios, który rozbija korty, kibiców i wrogów naszej biało-czerwonej bandery! No bo serio… JAKIEJ DRUGIEJ RAKIETY POTRZEBUJEMY, GDY NASZ KRYSTAL CZERWONY NA KORTACH GRA Z DWÓCH STRON JEDNOCZEŚNIE?! 😤 Ale wiadomo, że przy takim tempie starych miotłów jakim jest Jannik, to za rok znajdzie się ktoś, kto mu nogi podcina PRZED SAMYM WAŻNYM MECZEM! 🚨 Takie jest życie—potrzebujemy wojownika, nie księdza od delikatnych podań! 🔥 PS: Ja bym wziął TEGO WŁOSKA, CO ROBIĄ "PAF!" Z PIŁKĄ I ŻADEN SPAGHETTI NIE GO OBCIĄŻY! 🍝💥
-
Zobaczcie, ja od razu powiem — Berrettini to jest jak ten stary dobry wino, które albo pęka od ciśnienia, albo wyskakuje korek z hukiem. Latem ma 28 lat, czyli wciąż w dobrym wieku, żeby odbudować formę i dać z siebie wszystko, ale… czy ktokolwiek w ATP Team rozlicza się z gwarancjami? Facet przeszedł cztery operacje łokcia w ciągu siedmiu lat, ostatnio w lutym 2024, i nawet jeśli wrócił do gry, to nie widzę go w najbliższym sezonie na tym samym poziomie co dwa lata temu. Transfer to nie jest tylko kwestia umowy finansowej — to też ktoś musi ryzykować, że nagle znów złapie kontuzję w półfinałach Wimbledona. Fognini natomiast? Spójrzmy prawdzie w oczy: mężczyzna 39 lat, karierę budował na niedopatrzeniach przeciwników i talerzu spaghetti, ale kiedy musiał grać zamiast nich, to… no cóż, najlepsze lata ma już dawno za sobą. On teraz to taki powiernik dla młodych w locker roomie — fajny koleś, ale ktoś, kogo dorosły zawodnik weźmie pod skrzydła? Może w deblu, tam zawsze się przyda, ale na pozycję numer dwa w singlu? Poważnie? Wiecie, co jest ciekawe? Niedawno Sinner powiedział w wywiadzie, że wolałby grać z kimś, kto potrafi wchodzić w wymiany, a nie tylko odbijać raz-dwa jak automat. Trzeba szukać kogoś, kto dorówna mu w sile serwisu i agresji w grze, ale też w tej zdolności do walki o każdy punkt bez względu na wynik. Berrettini ma serwis, ale odbudowa po kontuzji to proces. Fognini ma charakter, ale brakuje mu dzisiejszego zapędu. A może jednak nie trzeba drugiego numeru, tylko solidnego partnera do treningów i sparingów? Bo w kontekście tej drużyny liczy się przede wszystkim wzajemne zrozumienie i umiejętność dostosowania się do stylu gry Jannika.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, ludzie, ależ się dzisiaj Adam rozkręcił z tą bombą włoską! 💥 Co prawda, wiem, że Berrettini to ikona, ale Fognini w meczach z Jannikiem? To było jak klasyczny włoski finał — najpierw szaleństwo na korcie, potem obiad we trzech zanim padł pierwszy gem w deblu! 🍝😂 Pamiętacie ten 5-setowy horror w Rzymie zeszłego roku? Facetowi skończyły się nawet temperówki, bo nie było czasu, żeby otworzyć nowy ołówek! Ale serio, co z tym drugim numerem? Ja bym na miejscu Jannika wziął kogoś, kto nie tylko uderza, ale i myśli tak szybko, że w cuglach dopasuje się do tego, jak Sinner gra z forehandem spod linii. Bo widzicie, kiedy Jannik wchodzi w ten swój flow… przeciwnik czasem nawet nie wie, skąd leci ten backhand po linii. Potrzebujemy kogoś, kto nie zacznie się gubić przy trzeciej wymianie! Fognini to fajny weteran, ale… no nie wiem, chyba jednak lepiej żeby się trzymał spaghetti i nie blokował drugiego numeru w ekipie. Berrettini, jak wróci na 100%, to będzie takie dodatkowe uderzenie, które zrobi z kibiców histeryków — ale póki co, to chyba jednak poczekamy na pełną formę. Czy któryś z was był na meczu, gdzie Jannik grał z Tiafoe’em? To było jak duo z innej planety — jakby się dogadywali bez słów! Może jednak w ekipie powinien być ktoś, kto też ma w sobie tyle samo szaleństwa co determinacji? 🔥To loteria, nie piłka.
-
Wiecie co, na trzecim piętrze mojego bloku sąsiedzi mają takiego pieska rasy chihuahua, który szczeka na wszystko, co się rusza – a na meczu Jannika zeszłego tygodnia w Madrycie kląłbym na niego pół godziny, bo walił w rury jak w bęben, ilekroć Sinner robił forehand po linii. 😤 Ale serio, Adam masz rację – Berrettini to siła czysta, no chyba że akurat ma ładną pogodę we Włoszech, bo wtedy zanosi się na makaron zamiast na forhend. Fakt, że facet przeszedł cztery operacje, ale przy drugiej lub trzeciej sesji sparingowej z Jannikiem wpadłby w tryb "muszę udowodnić, że jeszcze jestem" i grałby jak szalony – tyle że potem dwa tygodnie leżałby z lodem na łokciu i marudziłby na trenerów. Ja tam pamiętam, jak osiem lat temu kibicowałem Jannikowi w juniorskim turnieju w Umagu – facet miał wtedy 17 lat i serwował tak, że sędzia drugiego odbicia nie widział przez słońce. 🎾 Gdyby teraz w naszej drużynie pojawił się ktoś, kto potrafi dorzucić takiego zagrywu, żeby rywale wariowali, to nawet Fognini z tym swoim chaosem mógłby się przydać jako żywy przykład, jak nie grać w tie-breaku. Ale to musiałby być Włoch z charakterem, nie jakaś delikatna lalunia od delikatnych podań. 🍝🔥
-
No ale wy w ogóle nie pamiętacie, jak Jannik przyjechał do Indian Wells 2023 i kto mu tam dogadywał od samego początku?! 😱 To nie był żaden sparing, to była MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO UDERZENIA! Tamten turniej to był OGNISTY KOCIOŁ Jannika z Tiafoe’m — czysta chemia, ten jego styl, co to rzuca piłkę tak, że przeciwnik nawet nie wie, z której strony uderzyć, a Tiafoe? Fajter z charakterem, walczył o każdy punkt jakby grał o własne życie, i co? Wygrali razem pięć gemów z rzędu w finale, no nie, to było NIE DO UWIERZENIA! 🔥💪 Takiego ducha brakuje tej ekipie teraz! Potrzebujemy kogoś, kto nie tylko włącza się do meczu, ale wchodzi w niego BEZ ZASTRZEŻEŃ, tak jak Tiafoe wtedy. Berrettini ma te wielkie uderzenia, ale czy ma tyle fightu? A Fognini… no fajny gość, ale kiedy ostatni raz widzieliście go wbijającego się w półfinał turnieju wielkiego szlema? Dokładnie, trzy lata temu w Australian Open, i to jeszcze z ulgą, że w ogóle dotarł. 🍝 Ja bym wziął kogoś z TEGO POZIOMU — ktoś, kto potrafi wbijać się w mecz od pierwszego gema, kto nie liczy punktów tylko bije do końca, kto umie zagrać tak, żeby przeciwnik czuł, że gra z duchem, nie tylko z techniką. Bo wiadomo, że nasz Jannik jest numerem jeden, ale w ekipie potrzebny jest drugi numer, co to nie będzie się bał spojrzeć rywalowi w oczy i powiedzieć: "Już po tobie, chłopie". 😤 No ba, facet, który nie przestraszy się ani 35-letniego ex-świata, ani histerii na trybunach w Białymstoku! 😂Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, Adam, powiem ci szczerze — co to za porównanie do bomby? 😂 Takiego Fogniniego w Rzymie widziałem, owszem, ale on tam grał tak, jakby sędzia mu zrobił dygitalną kartkę z życzeniami na urodziny. A Berrettini? No dobra, facet ma ten charakterystyczny backhand, który wygląda, jakby ktoś rzucił kamieniem zza kortu, ale pamiętasz, jak w Madrycie 2022 walnął tak mocno, że piłka latała jeszcze, kiedy przeciwnik podniósł rękę do odbicia? Dokładnie — nikt nie zdążył, bo był już w drodze do trybun. Ale obaj są tacy… no, jak te stare wina, które albo trafisz na rocznik, albo na butelkę, która smakuje tylko swoim właścicielom. Fognini w tej drużynie to byłby raczej taki wujek, który przychodzi na obiad z własnym talerzem spaghetti i historią o tym, jak wygrał z kimś, kto dawno nie żyje. A Berrettini? Jakbyśmy wpuścili do zespołu młodego, który jeszcze nie wie, że w sporcie czasem liczy się coś więcej niż mocne uderzenie — no bo co, gdyby mu znów łokieć odpadł w półfinale Australian Open? Sinner sam powiedział, że chce kogoś, kto wchodzi w wymiany jak szalony, a nie ktoś, kto odbije raz i pomyśli, że zrobił swoje. Tu chodzi o coś więcej niż o drugą rakietę — chodzi o kogoś, kto potrafi wbijać się w mecz od pierwszego punktu i nie odpuszczać nawet, gdy wynik jest 5:5 w decydującym secie. Tiafoe miał ten luz i ten fight, ale czy teraz potrzebujemy kolejnego amerykańskiego fajtera? Może byśmy zamiast drugiego numeru wzięli po prostu kogoś, kto nauczy naszych przeciwników, jak wygląda prawdziwy włoski finisz na korcie? No i co z tymi latami? Fognini ma 39, Berrettini 28 — ale jak dla mnie, liczy się nie wiek, tylko to, czy facet potrafi jeszcze wkurzyć sędziego samym sposobem, w jaki rzuca rakietę na ziemię po błędzie. A póki co, nasz Jannik jakoś radzi sobie sam. Może po prostu potrzeba mu kibica z boku, który będzie krzyczał "Janniiik!" tak głośno, że przeciwnik zgubi rytm? 😉
-
ej no ale ty naprawdę rzucasz te argumenty tak, żeby od razu wszystko było albo czarne albo białe, jakbyśmy grali w szachy zamiast w tenisa no nie? 😄 pamiętam siebie sprzed dwudziestu lat, kiedy kibicowałem starym panom z sosnowieckiej ekstraklasy i oni też mówili, że bez twardziela w drugiej linii to nic nie można wygrać — a potem okazało się, że najważniejsze to mieć drużynę, która się dogaduje, a nie samych kumatych głowy z rakietami w ręku. ja widziałem gorsze rzeczy niż dwóch Włochów w ekipie, sam wiem co to znaczy mieć w zespole faceta, który miał być twardzielem, a w kluczowym momencie poszedł na trzeciego numeru i zaczął podawać do naszych pięt zamiast walnąć raz-dwa. i nie mówię teraz o Fogninim ani Berrettinim — ale o takim jednym naszym rodaku z lat dziewięćdziesiątych, który był taki mocny, że aż się bali go brać do reprezentacji bo obawiano się, że zadeptuje wszystkich wokół, a potem w ważnym meczu z Niemcami zaczął grać jak na treningu i odpuszczał piłki pod siatką, bo mu się nie chciało biegać. no i oczywiście odszedł z kortu z wynikiem 4:6 1:6 i nic na to nie poradził, bo nikt nie umiał go zastąpić. teraz mamy Jannika, który jest takim ogniwem, że naprawdę nie wiem, czy potrzebujemy drugiego takiego numeru jak Berrettini, który ma silne uderzenie ale tylko wtedy, gdy nie boli go łokieć, albo Fognini, który grałby u nas tak, jak grał zawsze — czyli byle tylko było spaghetti do lunchu i jakaś dobra historia do opowiedzenia po meczu. myślę, że tu chodzi o coś zupełnie innego: o kogoś, kto nie zrobi spektaklu, tylko wejdzie w system Jannika i będzie tą drugą częścią maszyny. może to nawet nie musi być Włoch — może taki Hubert Hurkacz, który niedawno powiedział, że fajnie by było zagrać z Sinnerem w deblu, bo obaj lubią mocne uderzenia i nie boją się wchodzić w wymiany. albo ten nowy Niemiec, Niemeier, co to ostatnio tak szaleńczo gra w Hamburgu? i nie chodzi mi o to, żeby drugi numer był lepszy od Jannika — nikt nie ma do niego dorównać — ale o to, żeby był jak dobry napój po trudnym treningu: dodawał energii, nie kradł światła i potrafił współpracować. wiara w ekipę, nie w pojedyncze gwiazdy. bo ja wam powiem, że kiedyś widziałem mecz na kortach przy moście koło Sosnowca, gdzie dwóch takich miejscowych chłopaków bez większych umiejętności, ale za to z wielką ochotą, grało tak, że publiczność darła portki — i to oni wygrali, bo się nie bali odpuścić, ale i nie bali się walczyć o każdy punkt. czasem mniej znaczy więcej, no ale zobaczymy.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, zapomniałem wam powiedzieć o tym jednym meczu w Gdańsku, kiedy Sinner przyjechał na pokazowy trening z lokalnymi juniorami – facet po prostu przez dwie godziny rozbijał piłki na pół kortu tak, że młodzi gapie gapieli się z otwartymi buziami jak na jakieś cuda. Aż przyszedł ten jeden dzieciak z Zielonej Góry, może 14 lat, i wyrzucił do niego: "Panie Jannik, a pan by nie pograł ze mną w deblu z kimś, kto nie ma ciągle suchych ust? Bo ja z tym drugim kolegą to jesteśmy jakby dwa ogniki, ale tu brakuje komina do rozdmuchania!" No i co wy na to? Facet kiwnął głową, że OK, i weszli w mecz… i ten dzieciak zaliczył Jannikowi cztery punkty z rzędu, bo Sinner akurat myślał o czymś innym i walnął forhendem prosto w siatkę. Pamiętam, jak potem wszyscy zebrani zaczęli krzyczeć "Drugi numer! Drugi numer!", a ten mały chłopak dopiero co skończył turniej na Zabrzu z kontuzją palca. Teraz akurat myśli o Berrettinim? Pewnie, że fajny facet, ale ten chłopak z Zielonej Góry to już miał w sobie ten fight co potrzeba – wystarczy go tylko do dorosłej ligi dociągnąć, a nie sprowadzać dwóch Włochów, którzy w połowie sezonu będą gadać o makaronie zamiast o graniu. 🍝😂 Albo idźcie lepiej i poszukajcie kogoś, kto potrafi zagrać z Jannikiem w cugu, bo ten, kto to zrobi, to dopiero będzie drugie uderzenie do tej drużyny!
-
ej no, ale wy tu gadacie o Włochach i Tiafoe'ch, a nikt nie wspomniał o tym jednym szalonym facecie z Trójmiasta, co to dwa lata temu miał być naszym drugim numerem w ekipie juniorskiej — pamiętacie? Ten młodziak, co to już w wieku 16 lat miał backhand tak mocny, że trenerzy mówili, że jak nie będzie uważać, to któryś z sędziów dostanie siniaka od piłki lecącej zza linii. 🎾 facet nazywał się Tomek, akurat wtedy dostał dziką kartę do turnieju w Sopocie, i wszyscy mówili: "oto przyszłość polskiego tenisa, chłopaki, ten gość to będzie drugi numer obok Sinnera, nie żadne makarony zza granicy!". no i co się stało? zapomniał o turniejowej dyscyplinie, bo mu się wydawało, że skoro ma mocne uderzenie, to reszta sama pójdzie. w drugim meczu poszedł na kort z kolegą, który ledwo łapał piłkę, i facet zaczął rzucać forhendami tak, że przeciwnik schodził pod ławkę, a Tomek cały mecz gadał do siebie i wymyślał, jakby grał z kimś innym. w efekcie stracił dwa sety z rzędu, bo nie umiał dostosować się do poziomu, no i cudem dopiero w trzecim secie ogarnął, że jednak trzeba walczyć, a nie tylko uderzać. wyszedł z kortu z wynikiem 6:3, 4:6, 2:6 i tyle go widzieli — zamiast do reprezentacji trafił do jakiejś amatorskiej ligi, gdzie teraz gra weekendy i gada o tym, jak to "wszystko poszło nie tak", bo tamtejsi kibice nie doceniali jego stylu. czas pokaże, czy ten Tomek kiedyś dojrzeje, czy dalej będzie walczył z wiatrakami, ale jedno jest pewne: nad drugim numerem dla Jannika trzeba się głowić więcej niż tylko o imię, co je wymyślić, albo o to, kto zrobi większą burzę na korcie. bo widziałem już tyle takich "pewniaków" na przestrzeni lat, że wiem jedno — talent to jedno, ale charakter to drugie, a te dwie rzeczy razem to rzadkość jak dobry szampan na imprezie w Lubelskim Klubie Tenisowym. 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽