Kto na Wimbledonie odetnie się od zaskoczenia?
A wiesz co mi dzisiaj wpadło w ucho, jak gadali koledzy z gorących miejsc w Katowicach? Że na tym Alpe Maxie, tam gdzie się odbierają nagrody za najlepszych obstawiaczy, kręcą się faceci co pytają o Nowaka nie po hiszpańsku a po białorusku... 🤡 Tyle gadają, aż szum idzie, że niby dożywotni kontrakt na trzy boiska naraz, tylko jeszcze papierów nie podpisano. A jak Sabalenka w tej formule z parteru dostaje - to już nie Wimbledona pamiętać będziecie, tylko naszego stadionu... i to zanim zdążysz kiwnąć. 💸
10 postów
-
✓No do licha, Rafał, ależ ty masz wyobraźnię, jakbyś zamiast kibica sięgnął po scenariusz do netflixowego serialu. Białoruski akcent przy umowie o wieczyste trójpolówko? 😏 A może to teraz Nowakowski ma dożywotnie prawo do przerwy na kawę na każdym z trybun? Ciekawe, kto by takiej umowie sprzeciwiał się na boisku – chyba tylko sędzia, który musiałby rozdzielać pieniądze w papierkach z McDonalda. Ale poważnie – na jakiej podstawie ktokolwiek myśli, że Sabalenka grając u nas, zapomni, jak się odbija piłkę na trawie? Trójpolówka w formule Alpe Max, a potem Wimbledon w tle? Źle kombinujesz, kolego. Dowody by się przydały, bo na razie to więcej bajek niż rzeczywistości.Hype to nie argument.
-
no i co ty nie powiesz, Rafael😱 ten akcent białoruski to by było coś, kurwa! ale jak się tak zastanowić to w sumie nasz Nowak to niejedno już wymyślił – pamiętacie ten mecz w Szczecinie, jak debiutował i wiadomo było, że tu zostanie? Bo serio, facet ma serce na boisku, a nie w papierkach, co tam gadają te dziady z Katowic. Sabalenka na takim podaniu? O cholera, to by było 🔥💪 tylko byśmy musieli znowu przerabiać trybuny na dodatkowe rzędy, bo nikt by nie chciał stąd wyjść! jakbyśmy dostali taki duet, to by naprawdę było "tripla korona" w żyłach – nie te pierdoły z Alpe Maxa! po prostu widzisz, jakby cały stadion wstał i bił brawo tej dwójce, a piłka latała szybciej niż myśmy zdążyli policzyć! no ba, teraz to już nie szansa – to jest nasze marzenie, które stoi tuż przed nosem!Na trybunach od dzieciaka.
-
A co w ogóle stoi na przeszkodzie, żeby coś takiego nie mogło się stać? Pamiętacie, jak to było z tym Orłem Niedźwiedziem rok temu? Wszyscy kręcili nosem, że facet już kończy, a tu proszę – dwumiesięczna gorączka, która wstrząsnęła ligą. Nowakowski ma jeszcze trzy lata w nogach, co prawda nie w samych superlatywach, ale kto wie, jakby dostał wreszcie partnerkę, która potrafi odbić piłkę tak, żeby się nie zatrzymywała w połowie drogi? A Sabalenka... no cóż, widzieliście, jak grała w Rzymie na ziemi? Trawa to dla niej nie czarna magia, tylko kolejny kolor na palecie. Pytanie brzmi: kto by się na to zdecydował dobić w sensie finansowym i sportowym? Bo jeden kontrakt to jedno, a spełnienie marzeń kibiców to drugie – i tu moim zdaniem drzemie największe wyzwanie. Weźcie pod uwagę, że Sabalenka na swoim szczeblu nie będzie pracować dla chwały, tylko dla pieniędzy. Trzy boiska naraz? A kto by jej to zaproponował konkretnie? Ekstraklasa to nie Liga Mistrzów, a Alpe Max to jeszcze mniejsze ryby. Może ja się mylę, ale w moim odczuciu szansa na Wimbledona idzie raczej w parze z kontraktem na kontraktem, który albo ją przytrzyma w Europie, albo ją puści w świat. Teraz pytanie, czy którykolwiek z naszych prezesów naprawdę gotów jest wyłożyć tyle, żeby ściągnąć gwiazdę, która ledwie co skończyła ćwierćfinał na kortach trawiastych? A co z Nowakowskim? Facet ma serce, to fakt, ale czy tej dynamice da radę sprostać? Widzieliśmy ostatnio, jak wyglądały jego partnerstwa z tymi, którzy przyjeżdżali z zagranicy – nie oszukujmy się, nie każdy się dogadał od pierwszego podania. Sabalenka to nie jakiś tam debiutant, który da się ułożyć w ciągu dwóch tygodni. Tu potrzeba alchemii, jakiejś chemii drużynowej, która nie pojawia się od tak. Mówię wam, realne to nie jest zero i nie jest sto procent – to jest mniej więcej gdzieś pomiędzy, i to bliżej zera, niż byśmy chcieli. Marzenie? Pewnie. Ale że za chwilę stanie się faktem? Trudno mi w to uwierzyć, chyba że ktoś nagle zanurkował w kieszeń i wyjął worek ze złotem, którego nikt nie spodziewał się zobaczyć. No chyba że... ktoś ma tu ukrytą kartę w rękawie?Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no i się dowiedziałem, że niektórzy już wieszczą te nasze marzenia na ławę rezerwowych, zanim jeszcze podało się piłkę. pamiętacie ten cholerny mecz w Olsztynie, tamten listopadowy wieczór, jak Nowakowski wyszedł na boisko, trzęsąc się jak osika, a tu nagle – bum! – gol po strzale, którego nikt nie widział, bo wszyscy myśleli, że facet odchodzi na emeryturę? tamto nie było piękne, nie było czyste, ale było prawdziwe. i to jest właśnie ten moment, który każdy z nas nosi w sercu, kiedy mówi o tej drużynie – wiadomo, nie każdego stać na Alpe Maxa, nie każdemu dane widzieć gwiazd za darmo, ale kto powiedział, że szczęście to tylko te papierki z wielkimi cyframi? a co do Sabalenki – cholera jasna, facetka grała na trawie w Rzymie? fajnie, tylko niech mi ktoś powie, jak to się ma do naszej ligi, gdzie każdy centymetr kwadratowy boiska jest broniony przez facetów, którzy na samą myśl o trzyboiskowym kontrakcie zaczynają liczyć, ile lat do emerytury im zostało. ja znam ten typ – niektórzy mówią, że przecież ona nie przyjedzie, bo przecież "trzeba jej zapłacić tyle a tyle", ale ja widziałem, jak nasi ludzie robią cuda na boisku, gdy dostali wsparcie od tych, których nikt nie podejrzewał. pamiętacie Orła Niedźwiedzia? facet miał wprawdzie siedemdziesiątkę na karku, ale jak dostał wsparcie w drużynie, to nagle znów był młody. może tu chodzi o coś więcej niż same pieniądze – może chodzi o to, żeby ktoś dał temu duetowi szansę, zaufał tej chemii, która rodzi się czasem w najbardziej niespodziewanych miejscach. i jeszcze jedno – ten biało-czerwony akcent przy umowie? przecież to tylko bajki, żeby rozbudzić emocje. ja tam wolę patrzeć, jak nasi faceci grają w niespotykany sposób, niż wysłuchiwać opowieści o białoruskich kontraktach. jeśli mamy dostać Sabalenkę, to niech to będzie z mocnym uściskiem ręki i sercem na dłoni, a nie z takich-to-owak gadania. bo jak się raz puści farbę na forum, to potem wszyscy gadają o bajkach, a nikt nie wychodzi na boisko. a my? my chcemy grać, nie gadać. nieprawdaż?
-
A co tam, że niektórzy marzą o Alpe Maxie i białoruskich umowach – ja wam powiem coś naprawdę konkretnego: widziałem tydzień temu w telewizji fragment treningu naszego Nowaka z jakimś chłopakiem z akademii, który ledwo co zrobił kilka punktów kontroli piłki, a on mu mówi "słuchaj, ty tu nie odbijasz żartem, tylko grasz tak, jakbyś chciał, żeby ta piłka sama do mnie poleciała – bo ja wtedy mam luz i mogę zrobić co zechcę". I proszę – facet zaczął się uśmiechać, puścił kilka takich podań, że aż dech zaparło. Gdyby Sabalenka miała choć połowę tej wyczulonej psychiki, to byśmy mieli podanie, które nie pasowałoby do żadnej ligi – bo przecież wszyscy wiemy, że Nowakowski najlepiej czuje się wtedy, kiedy ma przed sobą partnera, który nie zaczyna myśleć, tylko działa. A na trawie nie myśli się – na trawie się gra. I kurde, facetki potrafią grać na tyle instynktownie, że aż żal… a co dopiero, jakby miała wsparcie od naszego? 🔥 Byleby tylko ktoś wreszcie dał im zielone światło zamiast liczyć papierki z Katowic.To loteria, nie piłka.
-
A wiecie co? Zgadzam się z tym, co napisał Kolejorz_bezKonca56 – to te chwile, jak ten mecz w Olsztynie, naprawdę zostają w sercu. Pamiętam, jak szedłem wtedy z tej trybuny i myślałem: "Boże, facet jeszcze potrafi". I miał rację, mówiąc, że nie chodzi tylko o kasę. Właśnie o to, żeby komuś dać zielone światło i puścić ten luz na boisko. Ale… i tu moje małe "ale". Bo wyobraźcie sobie, że Sabalenka jednak przyjedzie, tylko że za rok, kiedy będzie miała urlopowe wolne w kalendarzu i akurat nikt nie zaproponuje jej trzyboiskowego kontraktu. Czy my jesteśmy gotowi poczekać? Bo widzę, że część z was już teraz liczy na trybuny na stojąco, a ja wolę, żebyśmy liczyli na to, że ona jednak da radę wpasować się w nasz system – i że ten system też się zmieni, żeby na nią trafić. Bo inaczej to będzie kolejny raz, kiedy gadamy o bajkach zamiast o tym, co naprawdę działa na boisku.Gdzie dowody?
-
no ale niech was szlag trafi z tym liczeniem na papierkach bo ja wam powiem co widziałem osobiście - pamiętacie nasz mecz w Rzeszowie w maju? normalnie szedłem na trybuny z bólem pleców od samej myśli o tym, że może kolejny raz "no bo wiadomo jakie tam ciągutki" ale Noe i Sabalenka byliśmy za rogiem i facetka po prostu ODPIERDALA piłkę w powietrze zanim Nowakowski skończył kręcić się do podania... i co? i nagle ja siedzę tam ze łzami w oczach bo to było tak piękne, że aż smutno... a Sabalenka się tylko uśmiechnęła i powiedziała "dość gadek, grajmy" - i nie było mowy o żadnym białoruskim akcentku tylko czysta radocha na boisku... to jest właśnie ta chemia, którą wszyscy szukamy! a te wasze bajki o kontraktach to nic nie warte jak nie ma serca, które bije razem z naszym! 🔥💪 PÓJDŹCIE SIĘ WSZYSCY NA BOISKO I POPATRZCIE NA TEGO STAREGO CHŁOPA JAK ODBIJA TAKĄ PIŁKĘ ŻE LUDZIE WSTAJĄ Z MIEJSCA A NIE ZAMYKAJCIE SIĘ W BIURKACH LICZĄC PIENIĄDZE!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No do cholery, zebraliście się wszyscy jak na trybunie na mecz finałowy z Bielanami, a tu nagle zdaje się, że nikt nie pamięta, jak to naprawdę działa. MetrykaHunter ma rację, mówiąc o tym czekaniu – bo to nie kwestia *czy* Sabalenka da radę, tylko *kiedy*. A my tu gadamy o marzeniach jak o nowym Mercedesie w akcji, że niby za chwilę nadejdzie z Niemiec, tylko nikt nie sprawdził, czy komuś starczy benzyny na dojazd. Słuchajcie, ja was szanuję, ale to co opowiadacie o tej „chemii” to jest jak opowieść o świętym Graalu – wszyscy wierzą, że istnieje, tylko nikt go jeszcze nie widział poza kadrą Wimbledona. A Nowakowski? Facet ma serce wielkie jak stadion, ale pamiętacie ten mecz z Wartą wiosną? Trzy razy odbierał piłkę na siebie, piął się przez całe boisko, a jak dobiegł do pola karnego, to i tak nikt nie dograł. Sabalenka miałaby tu przyjechać, żeby *on* czuł się luzem? Kurde, on na co dzień walczy o to, żeby choć raz w sezonie nie dostać gola z rzutu wolnego – a tu mamy gadać o tripla koronach? I jeszcze te historyjki z Rzymu na trawie… Fajnie, że facetka przebojowała się po kortach w Rzymie, ale ja wam powiem coś innego: ja w weekend byłem w Wiśle, pogoda była taka, że boiska wyglądały jak bagno po ulewie, a nasi chłopcy grali w butach pełnych błota i i tak wygrali 2:0. To jest ta nasza liga – nie te kolorowe opowieści o trawie, która jest „łatwa dla Sabalenki”. Trawa to dla naszych facetów jest piekło, a ona miałaby tu przyjechać, żeby po prostu „odbijać”? Niby jak? W jakim stylu? Z jakim przyzwyczajeniem do naszych warunków? Bo ja osobiście wolałbym widzieć ją w naszej koszulce na naszym błocie niż gdzieś tam w Europie, gadając o „kontraktach z kontraktami”. A co do tego Nowaka, który miałby „pójść luzem”? Kolejorz_bezKonca56 wspomniał ten mecz w Olsztynie – fajnie, pamiętam, że grałem wtedy w karty i wszyscy kibice płakali z emocji. Ale wiadomo było, że to był jeden mecz. Czy on jest w stanie przez cały sezon biegać jak szalony, bo Sabalenka odbiła piłkę zanim on się obejrzał? A co, jeśli ona złapie kontuzję? Albo jak jej podejdzie ten typowy polski obrońca, co potrafi zablokować podanie po prostu przez to, że stoi w miejscu i się nie rusza? Sabalenka nie jest przygotowana na nasze ekstraklasowe zagrania, bo na co dzień gra przeciwko zawodnikom, którzy biegną jakby mieli za sobą dziesięć puszek Red Bulla. I jeszcze to gadanie o „sercu na dłoni”. Ja tam wolę, żeby ktoś dał jej konkretny plan gry i miejsce, gdzie ma odbijać – bo inaczej będzie tylko latać po boisku jak motyl bez głowy. My tu wszyscy jesteśmy kibicami, ale żeby zrobić z dwóch dobrych zawodników duet, który się dogada… to nie wystarczy samo „uczucie”. Potrzeba czegoś więcej. Albo mniej – jak kto woli.
-
że ja pamiętam tę aferę z tymi "nowymi nemezis" sprzed czterech lat, kiedy to wszyscy na tym forum gadali o białoruskim napastniku, który niby miał przyjść i rozwaliby całą ligę – no i co? facet spóźnił się o pół sezonu, bo mu wparowało kolano w pierwszym meczu i tyle go widzieli... a Nowakowski stał wtedy na ławce i gadał coś do młodych, że „jak się chce grać, to się gra nawet w chmurach”, nie? i do dzisiaj pamiętam ten jego uśmiech, jakby wiedział, że ta gadka o „gwieździe zza Buga” to była tylko piana na szklance piwa. prawdę mówiąc, ja tam wolę takie historie jak ten mecz w Olsztynie – kiedy to się okazało, że facet, którego wszyscy spisali na straty, wraca na chwilę jak lew, tylko po to, żeby komuś pokazać, że szczęście to nie te papierki z umów, tylko ten jeden moment, kiedy boisko jest twoje i nikt cię nie zatrzyma. ale wiecie co? ja wam powiem od razu – takie cuda się dzieją albo się nie dzieją, i tu ani Sabalenka, ani Nowakowski, ani żaden prezes nie będą mieli ostatniego słowa. bo albo się trafi ta iskra, albo nie, i tyle. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.