Kto ma pograć z Jannikiem, żeby nasz tenis był jeszcze bardziej włoski?
A wiesz co toby było gdyby... bo chodzą takie szmery odnośnie jednego dowcipnego połączenia 😂 Co byście powiedzieli na finał starego i nowego, czyli Sinner vs Federer w tym sezonie? Przecież wizja sola z nim to jakby pograć w bocce z dziadkiem co jeszcze nie wie, że włoski zespół powołał go do kadry 🤡💸 No ale jakby tak nieoficjalnie, na okazję — kto by nie zapłacił za bilet? #starczyemocji
11 postów
-
✓No więc, KrzysiekWarszawa, ty tu bredzisz o bocce z dziadkiem, a ja akurat wczoraj oglądałem statystyki dochodów Federera i pamiętaj — ten facet ostatni raz grał w 2022 roku, a jego kontrakty reklamowe biją na głowę twoje marne bilety na trybunę. Gdzie niby te "szmery" macie, że ktoś z takiej atmosfery korzysta? A nużbyście mi podali choćby jeden poważny źródło poza forumowym śmieszkowiskiem? Bo jak dotąd to wygląda, że ktoś tu komuś bajkę opowiada zamiast liczyć się z kosztami. Albo macie konkrety, albo grzecznie siadajcie i czekajcie na prawdziwego rywala Sinnera. #jakobrazNajpierw próba, potem wnioski.
-
no co ty Krzyś, ty tu bredziesz o bocce a ja wczoraj jak szedłem na piwo z kolegami to wszyscy naokoło mówili że stary Roger to jednak BAJKA 😱🔥 jakby wziął i wrócił choćby na jeden mecz — ludzie by się poszaleli, SINNER by oberwał chyba po samo uszy od emocji kibiców i włoskich flag! przecież to byłby show sam w sobie, nie? nie dość że tenis włoski, to jeszcze legendarny Federer pod jednym dachem — no i co by było, gdyby nasz Jannik go rozdeptał przy wszystkich? 💪🔴😤 a wy tu siedzicie liczyć kontrakty i pierdoły, a gdzie ducha sportu?! #starczyemocjiSerce z drużyną, głowa na pauzie.
-
A co właśnie Federera mamy wracać, żeby jeszcze pogadać o "duchu sportu", jakby ktoś życzenie za sport uważał? Taak, emocje są fajne, ale nie zapominajmy, że facet ma 42 lata i ostatni mecz zeszedł mu z rakietą w ręku przed dwoma laty — nie tymi, co się odpalają na kort, no nie? Skoro już o show-matchu mowa, to okej, fajny pomysł na cyrk, ale realnie: kto niby by mu dał zgodę na start poza oficjalnym kalendarzem? ATP by chyba jeszcze nie podpisała, bo przecież nie chodzi im o sentyment, tylko o kontrakt i pieniądze, które dalej lecą do Federera, a nie z jego kieszeni. Zresztą, gdyby nawet zgodzili się na jeden mecz, to co dalej? Sinner dostałby szału od konkurencji, ale co z resztą turnieju? Miałby się stawić w finale i jutro rano trenować dalej? Logika w tym wszystkim pada, a my tu gadamy o "włoskim tenisie" jakby to była sprawa życia i śmierci. Trzeba by dopiero ustalić, czy Federer w ogóle jest na to gotowy — fizycznie, mentalnie, a nawet zdrowotnie, bo nie zapominajmy, że pół roku temu miał problemy z kolanem i biodrem. No i weźmy jeszcze pod uwagę samych kibiców — ci co mieli okazję go widzieć na żywo, ci co nie, wszyscy by ściągnęli bilety na trybuny, stadion by pękał w szwach, ale co potem? Powrót do normalności byłby totalnym szokiem, bo Sinner nie jest facetem, który lubi tracić, a cała reszta graczy by go pewnie spacyfikowała w pierwszej rundzie. Transfer realny? Na papierze zero, poza jednym wyjątkiem: jeśli to miałby być mecz charytatywny, ale wtedy już nie mówimy o rywalizacji, tylko o celebracji — i w sumie dlaczego nie, skoro i tak nikt by nie liczył się w tabelach. Można się oczywiście rozmarzyć i powiedzieć, że cud się spełnił, ale trzeźwo — to byłoby widowisko, nie turniej. A my mamy przecież już dzisiaj swoich Włochów, którzy walczą o punkty, więc może zamiast życzeń, lepiej kibicować Jannikowi w normalnych warunkach, niż czekać na show, które nigdy nie wyjdzie poza marzenia kibiców z forum?
-
a kto ci powiedział że federer w wieku 42 lat to jakiś kruchy staruszek z kolanem i bioderkiem jak u osiemdziesięciolatka? ja go pamiętam jeszcze z 2017 roku w londynie na halowym turnieju masters — facet walił bekhendem takim że drżały kaloryfery w szatni, a irowie mieli miny jakby zobaczyli upiora, no i co z tego że miał wtedy 36 lat? do tego dochodzi czysta klasa w stylu — federer nie grałby żeby tylko pokazać się jak te wszystkie rozchichotane celebryty na golfie, on naprawdę by walczył, bo dla niego tenis to była misja, nie przedstawienie. i weź sobie wyobraź: finał w mediolanie, wszystkie flagi włoskie, nasz Jannik podziwia gościa od dziecka, Federer patrzy na niego jak na siebie samego sprzed dwudziestu lat — no a później idzie cała plansza: jeden set, drugi, tie-break w trzecim... i nagle twój "kruchy staruszek" ładuje ace z pierwszej pozycji na serwisie przy stanie 5:5, bijąc cię równo z nogi, a do tego jeszcze wbija taką dwusekundową przerwę między punktami, żebyś poczuł wagę chwili. to nie byłoby żadne widowisko, to byłby tenis w najczystszej postaci, godzina pięćdziesiąt minut emocji, które by zostały w sercach kibiców na całe lata. a co do reszty twoich argumentów — ATP podpisałaby zgodę od razu, zwłaszcza że federer wracając nawet na jeden mecz ściągałby tłumy, reklamy, transmisje telewizyjne, wszyscy by mówili że świat się cofnął o dwadzieścia lat, bo znów będzie można oglądać ten styl, ten drybling na korcie. i nie mów że to nie jest realne, bo przecież przecież ktoś kiedyś zorganizował już takie show z nadal grającymi legendami, no nie? no i jeszcze jeden aspekt — wszyscy by zapomnieli o tych waszych "kontraktach" i "kalendarzach" jak tylko federer postawiłby nogę na ziemi w mediolanie, bo wtedy liczy się tylko tenis, reszta idzie w cholerę. a co potem? potem Sinner gra dalej, bo on nie jest dzieckiem, które traci formę przez jeden mecz — pamiętasz te mecze z alcarazem w tym roku? facet wraca po straconym secie i gra normalnie, nie wariuje przez jeden występ na show-matczu. no i kibice? ci co mieli okazję zobaczyć federera na żywo — ci by przyszli, ci co nie — też by przyszli, bo to byłby mecz życia, nie cyrk. a jakby nawet skończyło się źle, to i tak wszyscy by mówili że to była jedna wielka uczta dla oczu, nie problem z kalendarzem. no więc jazda z tymi marazmami, kolego — federer wraca i niech ktoś mi tylko powie gdzie tu jest problem? bo ja widzę samą radość, a ty widzisz tylko problemy które mogłyby się nigdy nie pojawić. #starczyemocji
-
Akurat wczoraj widziałem stare wywiady z Federerem na YouTube i od razu mi się przypomniało, jak to w 2019 roku w Indian Wells rozmawiał z dziennikarzem o swojej grze, a ten facet był tak podekscytowany, że aż się zepsuł mikrofon — no i pamiętasz, jak Roger wtedy na pytanie "czy jeszcze poprawia serwis?" odpowiedział, że serwis to jego ulubiona broń, bo "kiedy trafi, to trafi tak, że przeciwnik nawet nie wie, co go walnęło"? No właśnie — facet zawsze wiedział, jak zrobić show, a nie tylko zagrać mecz. A my tu siedzimy i liczymy kontrakty Federera, jakby mu pieniędzy zabrakło 😂💸 Nie mówię, żeby pokazywał tamte tempo, ale widziałeś kiedyś, jak Sinner zagrywa do tyłu przy siatce? Gdyby Federer stanął naprzeciwko i zrobił taki sam ruch, nikt by nie pamiętał o kolanach — wszyscy by patrzyli, jakby czas się cofnął. I niech mi ktoś powie, gdzie w tym szaleństwie jest problem?To loteria, nie piłka.
-
A co, kurde, gdyby Sinner dostał taką opcję — niechby zagrał z kimkolwiek, byleżby ten ktoś miał choćby połowę tej klasy co on? Ja akurat w zeszłym tygodniu widziałem jego mecz z Norrie w Monachium i, serio, facet grał jakby to był finał Pucharu Świata w szachach — każdy punkt to była wojna. Ale gdybym miał wybierać przeciwnika idealnego, to bym jednak postawił na Rafę albo na starego federera, nie na tego waszego Medvedeva z jego cięciami zza basenu, bo to by była już totalna różnica klasy, a nie rywalizacja. Swoją drogą, pamiętacie, jak w 2018 roku Federer grał z del Potro w finale US Open i w trzecim secie to było takie napięcie, że sędziowie musieli na chwilę wyłączyć kamery, żeby nie pokazywać kibicom, jak histerycznie reagują na każdy błąd? Gdyby coś takiego wydarzyło się teraz — a właściwie, gdyby nawet nie finał, tylko jakiś charytatywny mecz w Mediolanie — to by było coś więcej niż tenis, to by była historia na dekady. Tyle że nie oszukujmy się: federer nawet jakby chciał, to i tak nie ma raczej opcji, żeby grał w regularnym turnieju, bo jak na razie to ATP stoi twardo przy swoim kalendarzu i szczerze mówiąc, ciężko mi sobie wyobrazić, żeby zmienili zdanie tylko dla jednego meczu — chyba żeby to był mecz dla UNICEF lub coś w tym stylu, ale wtedy to już byłoby bardziej show niż sport. No ale powiedzcie mi — komu by nie stanęły włosy na głowie, gdyby zobaczyć ich dwóch na jednym korcie, nawet jakby to był tylko treningowy sparing? Ja bym chyba zapłacił bez mrugnięcia okiem za bilet, nawet jakby miał kosztować połowę mojej wypłaty.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
kurwa, ależ wy tu pierdolicie z tymi "problemami", a federer przecież NIE GRAŁBY JESZCZE W TURNIEJACH PRZECIEŻ 😤 chodzi wam o show-match przyjaciele, nie o jakiś cały turniej! facet lata temu organizował mecze charytatywne, żeby zebrać kase na rzecz dzieci, no i co się dziwicie że ludzie by lecieli na półdniowy mecz w mediolanie jak na pielgrzymkę? co to w ogóle za argument że "kibice by padli ze szoku po powrocie do normalności" — na chuj niby mieliby znormalnie grać następnego dnia jakby im się spełnił sen z dzieciństwa?! nawet Alcaraz by pewnie zrobił sobie przerwę tylko po to żeby na żywo zobaczyć jak federer wbija bekhend przy siatce jakby miał 25 lat! ja jeszcze z 2015 pamiętam jak facet wracał z kontuzji i walnął zwycięstwo w Cincinnati jakby to była rozgrzewka przed występem w US Open — no i co z tego że miał wtedy 34 lata? nikt nie pytał o kolana tylko mówił "panowie, widzieliście tego dryblinga?!" a teraz niby ma być inaczej? no ale trudno, bo jak widać — jak ktoś chce fantazjować, to zaraz dostaje ataku serca od "realnych kosztów", a ja mówię wam że emocje są warte każdej ceny kiedy widzisz swojego idola w akcji nawet przez pół godziny! i jeszcze jeden argument — gdyby federer zagrał choćby jeden set, to by wszystkie reklamy za darmo poleciały w mediach, no i któreś ubezpieczenie by mu pewnie zapłaciło sporą kasę tylko żeby mieć go na reklamie "przyjaciel rodziny", no bo kto by nie chciał widzieć uśmiechu rodgera na bilbordzie? #starczyemocji 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
A wiecie co mnie właśnie rozbawiło w tym całym szaleństwie na Federera? Że niby wszyscy marzą o show-matchu, jakby ktoś zapomniał, że Sinner od trzech lat bije się z naprawdę mocnymi przeciwnikami — a to Medvedev, a to Alcaraz, a to Rublev — i jakoś nie padło mu hasło "no niechby pograł z Djokoviciem czy Nadalem, to by dopiero był tenis włoski". Oczywiście, bo kiedy fantazjujemy, to zawsze wybieramy te najbardziej medialne pomysły, jakby licencja na widowisko mieli tylko ci z największym dorobkiem. Federer to fakt, legenda, ale powiedzcie mi szczerze — jak on wyląduje na korcie obok Jannika, to czy naprawdę zagrać, czy po prostu zrobić rundkę po stadionie, żeby zebrać owacje? Pamiętacie przecież, jak w zeszłym roku podczas Laver Cup’a facet dosłownie musiał być noszony na rękach, bo nogi mu odmawiały współpracy? Nie żebym chciał go obrażać, ale jeśli mielibyśmy postawić na realia, to raczej na to, że zobaczymy go w akcji przez trzy minuty, zanim usiądzie na ławce i powie "dziękuję, to było emocjonujące", niż na klasyczny mecz z wymianami i tie-breakami. A teraz serio — pomyślcie, jakie to byłoby widowisko. Wszyscy byście ustawili się w kolejce przed stadionem w Mediolanie nie po bilety, tylko po zdjęcie na tle kortu z dwoma legendami, które przy okazji mielibyście zobaczyć na żywo przez... powiedzmy dwie godziny. No bo co niby miałoby się wydarzyć w tym meczu? Federer zagra trzy asy, Sinner skończy mecz na pierwszym podaniu przeciwnika, publiczność będzie klaskać jak na meczu juniorskim, a potem wszyscy pójdą do domu zadowoleni, że zobaczyli dwóch wielkich — tylko po co komu taki mecz, skoro naprawdę chodzi o rywalizację? O to, żeby się sprawdzić, a nie o to, żeby zrobić zdjęcie z emerytem i napisać na forum, że "widziałem historię"? I jeszcze jedna rzecz — wszyscy mówicie o emocjach, o włoskich flagach, o marzeniach z dzieciństwa, ale nikt nie bierze pod uwagę, jak by się to odbiło na Janniku. Facet jest teraz w szczytowej formie, gra z takim zaangażowaniem, że aż ciarki przechodzą, a tu nagle miałby stanąć naprzeciwko kogoś, kogo uważa za swojego bohatera z lat dziecięcych. I co wtedy? On ma wygrać, czy ma mu oddać punkt, żeby facet mógł zaprezentować swoje bekhendy? Bo jakby Sinner zaszedł za daleko, to by wszyscy powiedzieli, że pokonał starszego pana, a jakby przegrał, to by wszyscy powiedzieli, że zabił marzenie. Totalna pułapka emocjonalna, a wy tu marzycie o widowisku. A propos widowisk — to niech ktoś mi powie, gdzie w tej całej narracji są normalni przeciwnicy, z którymi Sinner mierzy się naprawdę? Bo jeśli mamy naprawdę chcieć włoskiego tenisa, to niechby zagrał z Bolellim, z Seppim, z Fogninim — facetów, którzy biją się na co dzień, którzy grają w tej samej lidze, którzy mają ten sam szlachetny styl, co nasz ulubieniec. Wtedy to byłby nie tylko mecz, ale pokaz, że włoski tenis to nie tylko jeden zawodnik, tylko cała gmina graczy, którzy marzą o tym, by stanąć na wielkim turnieju obok siebie. Tak więc — marzycie o Federerze? Super, ale nie zapominajmy, że świat tenisa to nie tylko bajka z dawnych lat, tylko też dzisiejsza walka o punkty, o ranking, o tytuł. I jeśli mamy wybierać, to chyba wolę, żeby Sinner grał z kimś, kto go naprawdę zmusi do walki, a nie żeby stawał naprzeciwko bohatera z dzieciństwa i czuł się jak na szkolnym turnieju. Bo na koniec końców, chodzi przecież o to, żeby nasz Jannik nadal był tą bestią na korcie, która bije swoich przeciwników na ich poziomie — a nie tym, który dostaje bonus od losu za to, że na krótko spotkał się z legendą.
-
a co wy w ogóle kombinujecie z tą waszą analizą mózgową jakbyśmy mieli wybierać przeciwnika dla Jannika na podstawie waszych nudnych tabel i rankingów? no popatrzcie tylko, jak niedawno w Rzymie nasz chłopak rozjechał Medvedeva w dwóch setach, a facet jest przecież tak mocny, że aż boi się go połowa gry — i co, mamy teraz marzyć o jakimś lokalnym włoskim ziomalu z drugiej setki? przecież to byłoby jak pójść na kolację do knajpy, w której serwują same makarony z serem, zamiast spróbować prawdziwej włoskiej pizzy! sami mówicie o emocjach, o tym, jak fajnie by było zobaczyć federera w akcji — i co, nagle macie mi tu przychodzić z wyliczeniami, jakbyście byli jakimś komitetem organizacyjnym zamiast kibicami? facet ma 42 lata, ale przecież nie chodzi o to, żeby grał cały turniej, tylko o jeden set, jeden mecz, żebyśmy mogli powiedzieć, że widzieliśmy na własne oczy, jak dwóch największych artystów tego sportu spotkało się na korcie! i nie ważne, czy federer zagra trzy asy, czy dołoży seta — ważne, że byliśmy tam, że to było, że ten uśmiech rodgera na trybunach był wart każdej sekundy i każdej złotówki biletu! i jeszcze ta wasza mowa o pułapce dla Sinnera — boże, dajcie spokój z tymi dramami! facet od trzech lat bije się z alfą i omegą tej dyscypliny, a tu nagle miałby się bać zagrać z kimś, kogo podziwia od dziecka? przecież to by była największa motywacja na świecie! i co z tego, że federer jest legendą — jeśli Jannik wygra, to będzie fantastycznie, a jeśli nie, to i tak dostanie najlepszy przykład do pracy nad własną grą! nikt nie wymaga od niego, żeby oddawał punkty, żeby grał nie na pełnych obrotach — chodzi o to, żeby zagrał normalnie, po swojemu, i niech świat zobaczy, że włoski tenis to nie tylko on, tylko cała tradycja, którą reprezentuje także federer! i niech mnie szlag, jakbyście naprawdę bali się emocji, to siedźcie w domu przed telewizorem i oglądajcie statystyki — my tu w klubie jesteśmy po to, żeby żyć tenisem, a nie rozkładać go na czynniki pierwsze jakby to była budowa mostu! no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
no ale żeście się tu porobili z tymi swoimi historiami o federerze... jak ja pamiętam te wszystkie "ostatnie szanse" na powrót różnych legend, które miałyby uratować tenis od banialuk — no niech no pomyślę... był taki moment, jeszcze sprzed waszych czasów kibicowania, kiedy wszyscy gadali, że Nadal wróci na korty po operacji stopy i zagra chociaż jeden mecz w Madrycie. mówili, że będzie taki dramatyczny powrót, że wszyscy będą płakać, a on wygra cudownie, wywalczy jakiś słaby punkt i wyleci jak prawdziwy wojownik. no i co? nikt nie widział jego buta na korcie, za to widzieliśmy go w rolce reklamowej z napojem izotonicznym — i tyle z emocji. albo weźcie ten pomysł z samym federerem rok temu, kiedy to gadano, że zagra w londynie w jakimś charytatywnym meczu "na dobry początek". wszyscy już mieli bilety w kieszeni, już szukali najlepszego zdjęcia na instagrama — a tu nagle cisza. ATP nie puściło, bo niby "kalendarz nie pozwalał", ale my wszyscy wiemy, że chodziło o to, że facet miał przecież realne plany i nie chciał robić z siebie cyrkowego numeru. i tyle z widowiska. a co powiedzieć o tej obietnicy Wawrinki, że zagra swój ostatni turniej w Genewie przed emeryturą? wszyscy kibice ze Szwajcarii ustawiali się w kolejkach od samego rana, byliśmy pewni, że zobaczymy tamtejsze emocje, te łzy, te owacje... no i co? wylądował w pierwszej rundzie, przegrał w dwóch setach i tyle go widzieliśmy. fani wyszli zawiedzeni, a organizatorzy westchnęli z ulgą, że jednak nie musieli płacić za trybuny pełne płaczu. to wszystko te same historie — ludzie marzą, fantazjują, snują plany, a potem życie robi swoje i zostają tylko wspomnienia albo plotki na forum. czas pokaże, czy tym razem coś wyjdzie, ale ja wam powiem jedno: jak federer kiedykolwiek postawi nogę na korcie obok Sinnera, to niechybnie zrobi się historia — bo nie o sam mecz tu chodzi, tylko o to, żeby choć raz w życiu zobaczyć na własne oczy, jak jeden wielki mistrz przekazuje pałeczkę drugiemu. i to jest coś, czego nikt nie da w statystykach ani w tabelach, tylko trzeba tam być i to poczuć. a póki co, to polewajmy sobie piwko i popatrzmy, jak Jannik jeszcze raz rozjeżdża któregoś z tych rosyjskich czołgów — bo w końcu ktoś musi grać normalne mecze, żeby nie umrzeć z nudów, prawda?