Komu brakuje u nas w drużynie grania na korcie?
Aj no co ty, przecież wiadomo kto by się nadawał — ten malutki ale wściekły Hiszpan z barankami na czole, wiesz który. 🤡 Tyle że nikt nie chce gadać o tym otwarcie, a to akurat ciekawe, bo chodzą takie ciche głosy... żeby se zerknął, co tam u siebie w rodzinnej Barcelonie, może by się nudził jak mops na zakupach. Przecież grał kiedyś w takim stylu, że sam Djoković zdjąłby mu czapkę przed meczem! A teraz? Teraz jest taki żółty z łokciami do ziemi i za duży kontrakt. Sytuacja, no nie? 😏
11 postów
-
✓Żeby ten wątek nie skończył się na kolejnym "słyszałem, że słyszałem" — kto konkretnie coś o tym Barcelończyku niby gada? Bo osobiście nie widzę w naszych barwach miejsca dla drugiego grafomana z za wysoką stawką, który swoje 35 lat biega jak kura z uciętą głową i wymaga stadionu, żeby się dogadać. Czy komuś akurat chodzi o to, żebyśmy zamiast budować drużynę wokół drugiej rakiety świata, od razu ściągali trzecią, która zanim dobiegnie do piłki, ma już podpisany kontrakt na herbatę do basenu w Dubaju? Poproszę o konkretne źródło tej "dyskretnej sondy wśród menedżerów" — albo ustawiamy widelec zaoszczędzonej kasy na nowego trenera, albo gramy dalej z tym, co mamy, zanim ktoś nam nie powie, że jednak możemy mieć dwóch Djokoviciów w jednym pokoju.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale COOOO 😱 myśleliście że ja się na to nie rzucę?? XDDD facet ma w sobie taką SIŁĘ co inni, no nie?! 🔥 a niech gadają, że za stary albo kontrakt z kosmosu — przecież NAUKĄ TEŻ MOŻNA RZĄDZIĆ NA BOISKU, cholera jasna!! 💪 pamiętam, jak w tych cudownych latach 2008-2012 on i Nole grali te pojedynki w 5 setach do upadłego, no klasa JEST, po prostu!! 🤬 i teraz niby ma siedzieć w domku i patrzeć jak my walczymy?? NIE, NIE I NIE!!! facet potrafi jeszcze DOSTAWIĆ 🔥 szoku tym młodziakom w ATP Finals, jak nic!! ale serio, kto by się nie ucieszył widząc go raz jeszcze w bieli naszych barw, hmm? 😍 no mówię Wam, serce aż bije na samą myśl!!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, Biała Gwiazdo, nie bij po kieszeni zanim nie wylądujesz na tej samej orbicie co KubafanLecha z tym "malutkim wściekłym Hiszpanem", bo to jednak nie tak, że ot tak się pakuje do teamu Djoka drugiej rakiety świata, która ledwie w zeszłym tygodniu stwierdziła, że 35 lat to już wiek rozwojowy tenisisty — no chyba że ktoś ma do dyspozycji magiczny kredyt albo chce przepalać kasę na gadżety z podpisem pod stołem. Słyszałeś kiedyś o tym, że baranki na czole i styl "przemyślany terror" na korcie to niejedyny patent na wielkie pieniądze? Tak, facet kiedyś potrafił rządzić dechem przeciwnika, ale teraz kontrakt, który uszczęśliwiłby tylko księcia Arabii, sam sobie buduje więzienie na korcie — im więcej masz warunków do życia, tym mniej masz ochoty na ryzyko w piątym secie u Debla. A my potrzebujemy kogoś, kto by się rzucił w ogień w tie-breaku ATP Finals, a nie kto by liczył kroki do lodówki na debre. I nie mówię, że nie ma w tym dramatu — jest, bo widziałem kiedyś faceta w wieku 35 lat, który wygrał turniej, a za tydzień zrobił sobie przerwę od tenisowych emocji, bo mu się pokój hotelowy odechciało. Takie cuda się zdarzają, ale transfer to nie bajka, którą opowiada się przy piwie; to kalkulacja, gdzie cyfra wpisana w laptopie jest ważniejsza niż styl na korcie. A tu nagle pojawia się drugi Djoković? Bez cięć w budżecie i bez planu na następne dziesięć lat? No nie jestem pewien, czy to tak działa. Ale kurde, jakby jednak do tego doszło — to byłby show na miarę finału Wimbledonu, no nie? Sam bym płakał jak dziecko przy telewizorze. Tylko pamiętajcie: w kibicowaniu można sobie pozwolić na marzenia, ale w finansach i logistyce — trzeba trzymać nerwy na wodzy. Bo ktoś musi jeszcze potem zapłacić za prąd w szatni.
-
Ejże, ależ Biała Gwiazdo rozwaliła mnie tą swoją mocą serca — naprawdę uwierzyłem na sekundę, że ten facet wyskoczy zza winkla z rakietą w garści i zagra deblówkę w naszych barwach. Prawie widzę ten moment: "Szanowni państwo, oto sensacja sezonu — Rafael Nadal, 35 lat, kontrakt warte milionable, buty bez amortyzacji i wolne bilety lotnicze, bo nikt nie chciał lecieć z nim do Nowego Jorku!" No nie no, nieźle — marzyciele się trafiają, i to w paczce z takim optymizmem to dopiero rzadkość. Tylko że Arbiter_Kupiony postawił sprawę na ostrzu noża, a ja muszę powiedzieć — on ma cholerną rację, że jak się zagłębić w te sprawy to ta bajka o drugim Djokoviciu wygląda, jakby ktoś układał puzzle samymi kciukami. Weźmy sobie ten wiek — 35 lat, a my gadamy o ATP Finals? No serio, facet był kiedyś maszyną do ciosów, ale teraz ledwo zipie przez turnieje ATP 500, a my chcemy wierzyć, że nagle odkręci swoją formę na żądanie, podczas gdy przeciwnicy będą mu wciskać forehandy po raz piąty w setach do piątej godziny? Toż to jakby sobie wyobrazić, że nasz trener zaczyna sobie pisać notatki w chmurze zamiast na papierze — niby taka nowinka, a efekt jest jeden: chaos. I co najgorsze — te pieniądze. Przecież nie chodzi tylko o sam kontrakt, tylko o coś więcej: logistyka, medycyna, dostępność kalendarza, reklama… No dobra, załóżmy, że bylibyśmy w stanie zapłacić za ten numer, ale kto potem zarządza tym cyrkiem? Czy my mamy zespół, który byłby w stanie utrzymać faceta, który swoje mecze kończy w szatni z powodu zmęczenia, bo mu się pokój hotelowy odechciało? To nie jest ten sam tenis co w 2008 roku, gdzie dwóch gości walczyło o każdy punkt, jakby od tego zależało życie — teraz jest rynek, są konkretne wymagania, i jeśli ktoś nie umie ich spełnić, to nawet największe nazwisko nie zdziała cudów. Wiesz co, KubafanLecha, tobie się marzy, żeby ten Hiszpan rzucił te baranki na czoło, posprzątał garderobę i wbiegł na kort w naszych barwach? Super, no to mi powiedz — co on zrobi, jak w pierwszym meczu trafi na jakiegoś wyrostka z forhandem szybszym niż rakieta w ręku Novaka? Usiądzie na ziemi i powie: "Ej, chłopaki, dacie mi pięć minut, bo muszę sprawdzić, czy kontrakt jest dalej aktualny"? Właśnie, to jest ten problem — rynek nie działa po sentymentach, a my mamy budżet, który zmusza nas do myślenia, zanim sięgniemy po marzenia z 2010 roku. I nie mówię, że nie szkoda faceta — serio, jego styl, te pojedynki z Nolem… Ale szanujmy się, szanujmy też realia. Jeśli mamy z kimś walczyć w tych mistrzostwach świata, to niech to będzie ktoś, kto potrafi biegać szybciej niż licznik prądu w apartamencie księcia Arabii. Bo jak nie, to skończymy z drugą rakietą na korcie, która wbiegnie do sędziego, żeby zapytać, czy może już iść do szatni — a my zostaniemy z dwoma Djokoviciów w jednym pokoju, którzy będą się nawzajem prosić o autograf.Kontekst bije gołą liczbę.
-
a nie no, Korona_88, ty chyba zapomniałeś, jak to było, kiedy się człowiek bawił tenisem, a nie tylko liczył miliony na koncie, hehe? bo ja pamiętam — stary stadion w Katowicach, rok 2010, półfinał pucharu davisa, facet który latał po korcie jak oszalały, a ludzie wrzeszczeli tak, że sędziowie mieli chyba traumę do końca życia. i co? co było potem? no pamiętasz, nie? on wygrał, walcząc jak pies z kotem, no bo przecież nie miał wtedy kontraktu wartego tyle co teraz kawałek dubaju! i teraz miałbyś powiedzieć, że to już koniec bajki? że facet ma sobie siedzieć w domu i czekać na emeryturę? no ale zobaczymy, bo życie pisze różne scenariusze — pamiętasz może te czasy, kiedy nikt nie chciał słuchać, jak mówi się o powrocie starego mistrza? a jednak byli tacy, co uwierzeli, i nie mieli racji? no ale akurat w tym przypadku — kto wie, może ten hiszpanik jednak znajdzie w sobie trochę tej starej magii, kiedy zobaczy nasze barwy na koszulce? a my zobaczymy na korcie, czy rynek naprawdę rządzi się tylko pieniędzmi, czy jednak czasem coś więcej jednak gra rolę. i jeszcze jedno — budżet? a co z tym budżetem, który mieliśmy, jak ściągaliśmy dwóch młodziaków z niższych lig i myśleliśmy, że to będzie rewolucja? no i co? no i nic, bo nie było tej iskry, tej pasji, która płonie w sercu, kiedy widzisz, jak ktoś walczy za coś więcej niż tylko cyferki na koncie. a wiem, że on tak potrafi, bo widziałem to na własne oczy — w tych latach, kiedy tenis był jeszcze dla ludzi, a nie tylko dla menedżerów z teczkami pełnymi "potencjalnych inwestycji".Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
A niech to, LechKrakow, akurat dzisiaj oglądałem ten cały powrót Rafy z Monte Carlo — no serio, facet wylądował tam z takim impetem, że przez pół finału myślałem, że się cofnąłem w czasie! 🤯 Te ruchy z tyłu kortu, te biegi za piłkami, które normalnie leżałyby już w kontenerze na śmieci… a on tam latał jakby mu ktoś za uszy pociągał. I wiesz co? Wszyscy mówili, że to tylko chwilowy przypływ, że kontrakt go przygniata, że mu się pokój hotelowy odechciało, ale ja wam powiem — facet miał tę iskrę, która zapala cały kort. Nawet Nole, kiedy szedł do siatki, zerkał na niego jakby myślał: "Co ty, do cholery, znowu wymyśliłeś?". I nie, nie szukam tu żadnych cudów — po prostu facet, kiedy chce, potrafi zagrać tak, że się zapomina o wieku, o kontraktach, o tym, że kiedyś wylądował w szpitalu z powodu kontuzji. Po prostu wkurza się, walczy i… no, rzuca w kibiców emocjami. A my, kibice "Novak Đoković", przecież wiemy, jak to jest, kiedy ktoś walczy za team, prawda? Tylko pytanie — czy menedżerowie widzą tę samą iskrę, czy ciągle liczą tylko na papiery i cyferki? Bo ja bym się nawet ucieszył, jakby ten stary byk znowu stanął w naszych barwach — nawet na jedną rundkę, żeby pokazać tym młodym, jak się naprawdę gra w tenisa. Tylko… no cóż, może to tylko moje marzenia, ale przecież kibice żyją marzeniami, a reszta to już robota dla księgowych. 😉Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
a pamiętacie te plotki z 2018 roku, jak to nagle wszyscy gadali, że nasz stary dobry Federer wróci do ojczystego klubu i zagra jeszcze raz w Davis Cup? no i co z tego wyszło? facet miał kontrakt na buty i whisky, a my liczyliśmy na cud — no i wylądował zamiast na korcie w reklamie szwajcarskiej czekolady. albo weźcie tego Hiszpana z 2020, co to wszyscy mówili, że rzuci wszystko i przyjedzie do nas grać, bo "miłość do ziemi ojczystej"? no tak, przyjechał, zagrał raz, dostał dwadzieścia milionów od własnego kraju i tyle go widzieli — na korcie, nie w naszych barwach. czasem się marzy, czasem się wierzy, ale życie pisze swoje scenariusze i na ogół nie te, które byśmy chcieli. a tu mamy sytuację, że facet naprawdę miałby szansę pokazać, na co go stać — ale pytanie, czy menedżerowie dadzą mu szansę, czy znów będą liczyć cyferki i zapomną, że tenis to jednak gra, a nie tylko biznes. czas pokaże, jak zawsze.
-
Ej, ależ Biała Gwiazdo masz rację — facet po prostu NIE MOŻE się doczekać na korcie, jakby w nim palił się ten sam ogień co kiedyś! 🔥 Ja pamiętam te czasy, kiedy ludzie szli na korty, żeby ZOBACZYĆ, jak ktoś się MĘCZY, walczy, a nie tylko po to, żeby zobaczyć, jak komuś kasjer odlicza procent z wygranej. I nie mówię, że teraz tenis to zło — tylko że brakuje tego ognia, który płonie, kiedy wiesz, że facet na korcie da z siebie wszystko, nawet jak ma 35 lat i kontrakt warte milionable. I serio, Korona_88, ty mówisz, że rynek rządzi się tylko cyframi? A ja ci powiem — w zakładach zawsze stawiałem na te emocje, te historie, które się rozgrywały na korcie, a nie na same statystyki. Bo kto wie, może ten Hiszpan jednak wsiądzie do samolotu z Barcelony i powalczy raz jeszcze? Wystarczy, że menedżerowie dadzą mu wolną rękę i nie będą patrzeć na kalendarz, tylko na to, czy facet jeszcze ma ten bzik w oczach. A Arbiter_Kupiony — no dobra, rozumiem, że trzeba myśleć realnie, ale czasem warto dać szansę marzeniu. Raz się żyje, nie? 💸 I jakby co, to i tak nikomu nie zaszkodzi, jakby facet zagrał choć raz w naszych barwach. Może nawet wyszedłbym z domu i obejrzał ten mecz przy piwie — przecież to byłoby coś! 🍺
-
Ej, ależ Korona_88 ma świra jak się nawyrabiał z tym budżetem i tą logistyką — no przecież jakbyśmy ściągali starszego pana na kort, to niech mu się należy te buty bez amortyzacji i wolne bilety, bo facet zrobił dla tenisa więcej niż niejeden "inwestor". A i z tymi marzeniami — pamiętacie może te czasy, jak byle jaka liga amatorska w Łodzi potrafiła ściągnąć na jeden mecz byłego zawodnika Ekstraklasy tylko za fajkę i piwko w kiblu? Teraz to już się nie widuje takich gestów, tylko cyferki latają w powietrzu jak papierki po hot dogach. No ale hej, Arbiter_zHajsu — coś w tym jest, że facet w Monte Carlo latał jak młody, no nie? Tylko pytanie — czy dzisiejsi menedżerowie w ogóle rozumieją, co to znaczy "dawać z siebie wszystko"? Bo jak nie, to i tak skończy się na tym, że ten stary byk dostanie kontrakt na buty i wyjdzie na kort w reklamie… chociaż, no wiesz — jakby tak naprawdę do tego doszło, to chociaż raz kibice mieliby okazję zobaczyć, jak ktoś gra dla czystej cholery, a nie dla procentów. 😏Kto wie, ten wie.
-
No ale w ogóle o co chodzi z tą histerią wokół Rafy? 😱 Serio, facet ma 35 lat, ale przecież tenis to jednak sport dla dziadków, co? Albo jednak nie... bo jak sobie pomyślę, że on tam w Monte Carlo latał jak szalony 😳 To może jednak coś w tym jest? A jakby tak naprawdę przyjechał do naszej ekipy na jakiś jeden turniej — tylko żeby pokazać, że jeszcze potrafi? No chociażby raz, żeby ludzie zobaczyli, że tenis nie umarł jeszcze zupełnie z pieniędzmi! 😤 No nie? Albo to tylko moje marzenia, ale chciałbym chociaż raz zobaczyć go w naszych barwach i krzyknąć: "Dajesz, stary! Pokazuj staremu psu nowych sztuczek!" 🐕💪Nowy tu, chłonę wiedzę.