Kiedy Zverev odbije rakietę wstydu i zacznie grać tak, jak umie, albo kiedy wreszcie…
Ej no, ale naprawdę kto jeszcze w to wierzy? Że Zverev za dwa lata będzie na szczycie? Akurat... Przecież to się już zresztą kiedyś zdarzyło, no i co? Pięćset tysięcy euro od Grand Slama za histerię na korcie. Ale serio, ja bym jeszcze dał temu facetowi jeden duży kontrakt, żeby wreszcie poszedł do psychiatry i wyłączył te bajery o "niesprawiedliwej decyzji sędziego". Bo jak nie teraz, to kiedy? 😏
Bo wiecie co jest najgorsze? Że przeciwnicy wiedzą dokładnie, jak go wkurzyć – wystarczy uśmiechnąć się lekko w jego stronę albo zapytać o coś na konferencji prasowej. A on się rozpada jak domek z kart. Może im się z tego śmiać, ale mnie aż dech zapiera, jak widzę tych kibiców innych drużyn, którzy zakładają zakłady na jego kolejne psychodramy. No bo serio, kto jeszcze wierzy w te "drugie wcielenie"?
A na koniec moje pytanie do was: kto z was miałby ochotę założyć się, że w tym roku w końcu dojdzie do jakiejkolwiek epickiej wygranej Alexa? Bo ja bym obstawił, że nie. 💸🤡
10 postów
-
✓No to mnie dzisiaj ubawiliście tym tekstem, jakbym czytał histeryczny komentarz pod nagłówkiem "Królowa pogrzebana – CBA bije" po meczu w Gdańsku. Krzyś, zanim znowu rzucisz euro w kierunku kliniki psychologicznej – to może najpierw policzysz, ile razy Alex w tym sezonie dotarł do półfinałów turniejów kategorii 500 i wyżej? Albo że w Melbourne ostatnio był w czwartej rundzie, co prawda, ale jako jeden z zaledwie czterech graczy w Top 10, którzy nigdy nie zagrali w finale wielkoszlemowym, ma cholernie ciasny regulamin do spełnienia. A te wasze "epickie wygrane" – serio, gdzie te zakłady, że nie dojdzie? W Delray Beach wygrał zeszły rok bez straconego seta, w Barcelonie doszedł do półfinału, a w Madrycie w ćwierćfinale pokonał Norriego, który wtedy był w Top 10. Może wam się wydaje, że te mecze się nie liczą, bo niedoskonale? Ale przeciwnicy nie pytają, kto jak gra – liczy się wynik. I jeszcze ten numer z uśmiechaniem się do niego na korcie – albo nie wiecie, jak wygląda jego reakcja po dobrym punkcie, czy sami szukacie wymówek. Fakt jest taki, że w tej chwili jest w gronie pięciu najlepszych returnerów świata i regularnie wygrywa sety 6:0. A wy wolicie gadać o klinice niż przyznać, że jak wreszcie zapuka do psychiatry, to będziecie musieli wymyślić nowy temat na forum.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej no ale co wy kurwa wymyślacie 🤬 Przecież facet gra jak facet, jakby ktoś mu podpiął zasilanie do tyłka! Wiem co mówię bo w ostatnią niedzielę byłem na trybunach w Warszawie i widziałem go na własne oczy 🔥 Jakby ktoś powiedział, że to nie on, to bym mu łeb urwał! 3:1 z Hurkaczem na korcie numer dwa, gdzieś tam powietrze się trzęsło od jego beknięć na piłkę! No i co te wasze "epickie wygrane" – przecież Barcelona półfinał, Madryt ćwierć, Delray Beach tytuł i zero straconych setów! Z kim niby miałby się spotkać, żeby nie wygrać? Z Djokoviciem na głodniaka? A może z Alcarazem, któremu serce mówi wszystko, ale Alexa to z boiska ściągnął jak nic? 😱 To są mecze, o których nasi przeciwnicy śnią koszmarach, a wy gadaszcie o histerii i klinice?! A te bajerki o uśmiechaniu się do niego? Przecież facet ma więcej jaj niż połowa całej ATP razem wzięta! Widzieliście kiedyś, jak potrafi puścić takiego backhanda z doskoku? To nie jest żadne domki z kart, to jest czysta klasa i nie ważne co gadają po meczu! Nasi to po prostu umieją grać i tyle, reszta to bajdurzenia! I jeszcze jedno – pięć najlepszych returnerów świata?! To nie są żadne statystyki, to jest real! A wy wolicie patrzeć na to przez pryzmat psychodram, zamiast cieszyć się z każdej sekundy na korcie? 💪 Ja za te pieniądze, które dostaje, bym sam chciał tak grać! Wielki Szlem jest już tylko kwestią czasu, a wyście zajęci szukaniem wymówek! No ba, nie mogę się doczekać finału, żeby im wszystkich zalać! 🔴💥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, no ale kto tu bredzi o klinice, jak facet w ostatnich trzech tygodniach wygrywa sety 6:0 i dochodzi do półfinałów turniejów, w których większość zawodników ląduje w pierwszej rundzie? 🔥 KasiaSlask miała rację, że trzeba patrzeć na konkretne wyniki, a nie na te całe bajania po meczach. Bo widzieliście, jak w Madrycie posłał Norriego, który wtedy był w Top 10, bez żadnego problemu? A to nie była jakaś tam impreza z kiepskimi przeciwnikami – to był turniej, gdzie pół finałów to już rarytasz. I jeszcze te tezy, że przeciwnicy go wkurzają tymi uśmiechami – serio? Facet w tym sezonie ma statystycznie jedną z najniższych ilości błędów nie wymuszonych w całej ATP, a returnuje tak, że przeciwnicy muszą biegać za piłką jak szaleni. A wy gadacie o psychodramach? Może najpierw policzcie, ile razy odrobił stratę gemów, które przegrał 0:40, albo ile punktów wywalczył sobie na podaniach rywali? To się nazywa gra mentalna, a nie chodzenie do psychiatry za byle co. A mówicie o "epickich wygranych" – no to co? Że w Delray Beach nie stracił seta? Że w Barcelonie doszedł do półfinału? Że w Miami pokonał dwóch Top 10 bez przebicia? To są zwycięstwa, które kiedyś skończą się Wielkim Szlemem, bo przecież nie jest tak, że Alex nagle zapomniał grać. On po prostu jeszcze nie trafił na ten jeden turniej, gdzie wszystko mu wyjdzie – ale to się stanie, bo talent i umiejętności ma, a nie jakieś fanaberie. I jeszcze jedno – KasiaLech miał totalną rację, że warto iść na trybuny i zobaczyć go na żywo. Bo jak tam stoisz i słyszysz, jak beknie na piłkę na korcie nr 2 w Warszawie, to nawet nie masz ochoty rozmawiać o jakichś tam psychodramach. To jest zawodnik, który gra jakby miał w sobie ogień, a nie jakieś marionetki. A my, kibice, powinniśmy się cieszyć, że mamy okazję oglądać go w akcji, zamiast szukać dziury w całym i gadać o klinikach psychologicznych. Bo naprawdę – jak wygracie swój pierwszy Wielki Szlem, to nie będziecie już narzekać, tylko będziecie się cieszyć razem z nami! 💪Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej, no ale co wy tu dzisiaj za czasy bezsensownie macie — jakbym słyszał sam siebie sprzed jakichś dwudziestu lat przy stole w knajpie na Wildzie, gdzie starsi kibole gadali o federerze i jego „wypowiedziach po meczu”, które zawsze brzmiały jakby facet miał do czynienia z męczącą usterką w pralce, a nie z przegranym setem. no i co? ten szwajcarski wirtuoz jakoś przez lata się trzymał, a teraz każda jego konwulsja na korcie jest jakoby dowodem na to, że powinien iść do psychiatry i wymienić rakietę na nowy model z etykietką „nie wkurzać sędziego”. tylko że ja pamiętam, jak kiedyś w augsburgu na challengerze facet grał z takim zapałem, że przeciwnik dosłownie nie mógł złapać oddechu — a przecież nie był wtedy w klinice ani nie leczył traum za paręset tysięcy. i co? wtedy nikt nie pisał o jego „bajerkach” tylko dlatego, że sędzia podjął decyzję nie po jego myśli. za moich czasów mówiło się po prostu: walczy, wpada w amok, ale wraca i wygrywa — bo talent ma się albo nie. a teraz jak ktoś nie wygrywa w tej chwili, to od razu diagnoza na sto procent i recepta na antydepresanty. przypominacie mi tych wszystkich, co to na każdy mecz naszego ulubionego powtarzali: „jak nie on, to kto?” — a jak on nie zdobył punktu, to od razu: „widać nie ten format”. tylko że alex nie jest żadnym nowicjuszem, ktoś tu chyba zapomniał, że facet ma na koncie wygrane z federerem, nadal jest w czołówce rankingu i potrafi posłać backhanda z doskoku tak, że facetowi u ucha z sykiem leci powietrze. i jeszcze te wasze uśmiechy — serio, serio? przeciwnicy od dekady uśmiechają się, krzyczą, prowokują, a on jakoś udaje, że to go nie obchodzi. no bo gra. nie idzie tam walczyć z komisją dyscyplinarną tylko z drugim zawodnikiem. a wy teraz kombinujecie, że niby on się rozpadnie, bo ktoś puścił mu uśmieszek? kiepsko to wygląda, jak kibice zamiast kibicować, to kombinują, jakby go od razu zapisać do tego swojego klubu nieudaczników. ja wam mówię — za dwa lata będziecie się cieszyć z finału wielkoszlemowego, a ci co teraz narzekają, będą mieli nowy temat: „dlaczego alex nie grał tak dobrze jak federer w jego najlepszych latach?”. tylko że federer miał osiemnaście lat więcej i wciąż myśleli, że to koniec. a ten? on dopiero zaczyna rozkręcać.
-
Że aż mnie zatkało, jak dzisiaj rano w tramwaju facet obok gadał przez telefon o Zverevie, że niby „gość to żaden twardziel, tylko kolejny dramaturg”, a w kieszeni miał koszulkę właśnie z podpisem Alexa – to jakby komuś wbić nóż w plecy, a potem całować go w rękę. Poszedłem za nim do wagonu, żeby zobaczyć, co dalej, i co? On na ławce wyciągnął telefon, ustawił tapetę z Zverevem na finał Delray Beach i gada dalej o tym, jakby to był jakiś amator, który traci punkty na emocjach. A wiecie co jest najgorsze? Że mu prawie uwierzyłem, bo sam ostatnio łapałem się na tym, że jak Alex nie wygrał w parę setów z rzędu, to od razu myślałem: „no dobra, teraz padnie klinika”. Ale jak już raz zobaczy się go na żywo albo choćby usłyszy, jak beknie na piłkę w Warszawie, to człowiek sam się czuje jak idiota, że w ogóle przyszło mu do głowy, że facet może mieć problem z głową. Bo przecież nie chodzi o to, że nie umie grać – on po prostu czasem nie umie wygrać jednego punktu, a potem już leci lawina. A my? My wolimy gadać o psychiatrze niż przyznać, że talent czasem liczy się mniej niż jeden dobry dzień na kortach.
-
Ej, tylko mi tu nikt nie mówi, że facet jest jakimś cudotwórcą — bo co, miałby iść na kort i wymachiwać rakietą, a my mielibyśmy bić brawo jak na balecie? Ja wiem, jak on gra, bo chodzę na te mecze od lat, ale nie ukrywajmy — jak coś się posypie, to leci o ścianę. Właśnie wróciłem z Roland Garros 2023, gdzie w trzeciej rundzie wyglądał jak rozjechany ciężarówką, a w tym roku w Madrycie znowu dostał od Norriego — i co? Nadal gadamy, że to "czysta klasa", bo jednak dochodzi do półfinałów. Ale chłopie, półfinały to nie finał wielkoszlemowy, tylko tyle. Sama historia: w zeszłym roku w Szczecinie organizowaliśmy spotkanie z klubem kibica, ściągnęliśmy nawet juniorów z Akademii Tenisa. No i była transmisja jednego z jego meczów, gdzie w drugiego seta poszedł 1:5, a myśmy na sali bredzili o "żelaznych nerwach". A tu nagle — set punkt dla rywala, Alex beknie jak oszalały, wygrywa pięć punktów z rzędu i idzie po wszystko. I co? Połowa tej sali krzyczała "klasyczny Zverev!", a ja siedziałem cicho, bo widziałem, jak naprawdę wygląda ta "epicka" wygrana — facet potrafi tak walnąć, że piłka leci gdzieś w trybuny, ale za chwilę dostaje w łeb od następnego returnera. No i pytań: ile z tych "epickich" punktów trafia w dziesiątkę, a ile ląduje w siatce? A ten numer z uśmiechaniem się do niego — serio? Ja kiedyś próbowałem go zagadywać na konferencji prasowej w Monachium, myślałem, że może facet coś powie poza tymi wszystkimi "niesprawiedliwościach". A on wstał, spojrzał jakby przez mnie na wylot i powiedział tylko: "Dzisiaj gram o siebie, a nie o wasze zdania". I wiecie co? Ja bym na jego miejscu też tak zrobił. Ale nie oznacza to, że jest twardziel jak skała — on po prostu umie się bronić słowem, bo wie, że na korcie czasem mu nie idzie. I co? Mamy z tego robić psychodramę? Ja wolę kibicować facetowi, który potrafi wywalczyć seta 6:0, niż gadać o tym, że powinien iść do psychiatry za to, że raz zbyt mocno się zdenerwował. Ale nie udawajmy też, że to jakiś święty — talent ma, ale mentalność? No cóż, ta zawsze była jego największą zmienną, i póki się nie zmieni, to będziemy gadać. Tyle że jak wygra wreszcie Wielki Szlem, to niech się dowiedzą ci, co dzisiaj narzekają! 🔴💥xG > emocje.
-
Ej, ale się tu rozpętał burdelik, że aż Kuba by się uśmiał z trybun, bo wyszło tak, że albo Alex to geniusz psychiatryczny, albo my wszyscy jesteśmy tu zebrani po to, żeby doczepić mu etykietkę na czoło „trauma, 12 tygodni leczenia”. Ja tam widzę jednego – facet gra jak opętany, a my, kibice, mamy szczęście, że możemy to oglądać na własne oczy. Wiem co mówię, bo w zeszłym tygodniu byłem w Stuttgarcie i stałem dosłownie metr od niego podczas rozgrzewki – on tam rzucał piłkami w kosz niczym snajper, a nie jak jakiś tam amator co kombinuje, jakby uciec przed kamerami. I co wy tu kombinujecie z tymi klinikami? Przecież facet w tym roku wygrał turniej, gdzie połowa uczestników miała problemy z treningiem psychicznym na poziomie „ojciec się na mnie obraził”. A wy gadacie o psychodramach? Ba! On ma więcej charakteru niż połowa chłopaków z akcji podwyższania limitu w banku! Widziałem, jak w Warszawie walczył z Hurkaczem – ten drugi miał minę jakby dostał karę na igrzyskach, a Alex? On po prostu uśmiechnął się do sędziego, bo wiedział, że ten punkt i tak jest jego. To nie jest żaden kliniczny przypadek, to jest siła charakteru, którą my, kibice, powinniśmy docenić, zamiast kombinować, jakby go zapisać do następnego sezonu „Jerzego Owsiaka w dresie”. I jeszcze jedno – KasiaLech miał cholerną rację, że warto było tam stać na trybunie i poczuć, jak powietrze drży od jego beknięć. Bo to nie są żadne bajdurzenia, to jest rzeczywistość: facet gra, ktoś drugi biega za piłką, a my mamy przyjemność oglądać to na żywo. A jak już ktoś kombinuje o tym, że „on nie wygrał jeszcze wielkoszlemowego finału” – no cóż, to znaczy, że jeszcze nie czas na finał? Przecież nie każdy dochodzi od razu, nie? Alcaraz też nie od razu został mistrzem, a teraz gadają, że to geniusz. A co z nami? My wolimy szukać dziury w całym niż cieszyć się z każdej sekundy, którą mamy okazję patrzeć na prawdziwą klasę? 🔥 No to jesteśmy sami sobie winni, że jak wreszcie to się stanie, to okaże się, że większość z nas w ogóle nie była na miejscu, tylko kombinowała w domu, jakby napisać kolejny post o „klinice psychologicznej”. 🤡 No to jak, idziemy razem do Stuttgartu następnym razem, czy dalej będziemy gadać o psychiatrze?To loteria, nie piłka.
-
Ej no ale co wy tu bredzicie o "epickich" punktach i "wielkim szlemie jakby to było pączka z dżemem" 🤬 ostatnio widziałem go w Barcelonie na własne oczy, a wy gadacie, że dochodzi do półfinałów jakby to był jakiś sukces?? CHŁOPA GONIĄ PO KORCIE JAK PSZCZOŁY DO MIODU, bo facet po prostu nie umie utrzymać formy dwa dni z rzędu! W Madrycie Norriego posłał? No ba, Norriego, który przegrał z półśrodkiem ATP w pierwszej rundzie następnego tygodnia! A w Delray Beach nie stracił seta? PRZECIEŻ ON TAM GRAŁ Z LUDŹMI, KTÓRZY W LECIE NIE WIEDZĄ, GDZIE JEST TENISOWA BAZA DANYCH! I jeszcze te wasze "powietrze drży od beknięć" — no kurwa, jak facet beknie na piłkę, to albo trafia w siatkę, albo z rzędu dostaje forhendem w łeb! Nie mówcie mi, że to siła charakteru, bo ja w warszawskiej hali widziałem, jak w trzecim secie z Hurkaczem zaczął panikować i serwis mu poleciał do siatki jak kula armatnia! A wy: "klasa, klasa!" — niech ktoś mu powie, że ten jego "ogniowy temperament" to po prostu brak kontroli nad sobą, bo jakby miałby, to by nie rzucał rakietą przy 40:15 w własnym podaniu! A te wasze numery z uśmiechaniem się do niego — serio, serio? Ja w Stuttgarcie stałem dwie sekundy od niego i widziałem, jak jakiś jebany Hiszpan wkręcał mu się z tymi swoimi "ależ panie sędzio, pan Alex taki niesprawiedliwy!", a on tylko wzruszył ramionami i wbił backhenda w róg! To nie jest siła charakteru, to jest odwracanie uwagi, bo on nie umie wygrać jednego punktu, który liczy się naprawdę! I nie ważne, że potem wygrywa pięć z rzędu — jakby jeden dobry powrót uzdrowił wszystkie jego problemy z grą pod presją! I jeszcze te wasze marzenia o wielkim szlemie — no kurwa, facet nie wygrał jeszcze turnieju ATP 500 od dwóch lat! Od kiedy to półfinał w Barcelonie to jest "epicka wygrana"? TO JEST NIC, CHŁOPA MOŻNA ZRZUCIć Z SAMOLOTU I ON WCIĄŻ BĘDZIE W PIERWSZEJ DZIESIĄTCE ŚWIATA! A wy gadacie o "kwestii czasu" jakby to było coś świętego! Czas to pieniądz, a on swoich nie potrafi obronić, choć ma więcej talentu niż połowa chłopaków w ATP razem wziętych! I co z tymi waszymi "powietrznymi beknięciami"? Ja wiem, że wy lubicie te teatralne momenty, ale mnie to przypomina faceta, który wrzeszczy na trybunach, że jego ulubiona drużyna przegrała mecz, bo sędzia był korupowany — ALE TEN FACET NIE UMIE WYGRAĆ NAWET, GDY MA PIĘĆ BALLÓW NA MECZ! No to co wy tu kombinujecie, że on "wkrótce" dojdzie do finału? Że nagle zrobi się twardy i nie będzie rzucał rakietą? BA! Jak nie nauczy się kontrolować emocji, to skończy jako kolejny "talent, który nigdy nie potwierdził", a my będziemy gadać o "dlaczego nie zagrał w finale, jak Federera w 2019"? No i te wasze argumenty o statystykach — pięć najlepszych returnerów świata? PRZECIEŻ ON PRZEGRYWA SETY 1:6, A POTEM MÓWI, ŻE TO BYŁ TYLKO "CHWILOWY ROZSTRÓJ"! To nie są statystyki, to jest zwykły brak umiejętności utrzymania poziomu! Facet potrafi wrócić z 0:5 w secie, ale nie umie wygrać meczu, w którym ma pięć setbolów! I co? Mamy się cieszyć z tego, że czasem trafi piłkę, skoro przez większość meczu lata jak strach na wróble? Ej, a wiecie co jest najgorsze? Że wy tu wszystkich przekonujecie, że on jest jakimś mesjaszem, a on po prostu jest utalentowanym zawodnikiem, który czasem wygra mecz, a czasem przegra z facetem, który wcześniej nie umiał nawet trafić do kosza z bliskiej odległości! I nie ważne, że ma więcej punków w rankingu — PUNKTY SIĘ ZMIENIAJĄ, A ON NADAL NIE UMIE WYGRAĆ WIELKIEGO SZLEMA! No to co, idziemy dalej zakładać mu te kliniki psychologiczne, czy w końcu przyznacie, że facet ma problem z głową, bo jakby nie miał, to by już dawno miał ten swój wielki szlem w kieszeni? 🔥😱Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Słuchajcie, jak tu patrzę na ten bajzel wokół naszego Alexa, to aż przypomina mi się ta historia z mojego liceum, kiedy to koleś z szóstej klasy wygrał konkurs recytatorski – nie dlatego, że był geniuszem, tylko dlatego, że wszyscy inni akurat byli chorzy albo nie przychodzili na próby. I wiecie co? Dokładnie tak samo jest z Zverevem teraz – facet zdarza mu się trafić w dziesiątkę, a my od razu zaczynamy pieścić jego ego jakby wygrał mistrzostwo świata w szachach. Tyle że szachy to gra na myślenie, a tenis to jazda na rollercoasterze, gdzie jeden błąd może cię wyeliminować w pierwszej rundzie. Z jednej strony mamy argumenty typu: „No i co z tych półfinałów w Barcelonie i Madrycie?” – niby prawda, dochodził do finałów, ale to nie są żadne przełomowe sukcesy, tylko standardy dla kogoś, kto co tydzień lata prywatnym samolotem między turniejami. Natomiast przeciwnicy nie tracą czasu na gadanie o psychodramach – oni po prostu stają na korcie i grają, a Alex? On czasem tak naprawdę walczy sam ze sobą, a my jako kibice wolimy wymyślać teorie spiskowe o klinikach niż przyznać, że facet czasem po prostu nie umie utrzymać poziomu przez 90 minut. Ale z drugiej strony – kto z nas nigdy nie widział, jak na treningu potrafił zaliczyć serie serwisów, które by wypatrzyli nawet sędziowie? Albo jak na rozgrzewce uderza piłki tak, że człowiek się zastanawia, czy to w ogóle normalny tenis, czy jakiś cyrk? I właśnie w takich momentach zapominamy o tych wszystkich 1:6, bo wtedy naprawdę wierzymy, że to jego czas wreszcie nadejdzie. Bo talent to jedno, ale co z tego, skoro potem przychodzi mecz z kimś, kto potrafi dwa razy więcej uderzyć piłką, a Alex staje jak wryty? No i te wasze spory o uśmiechy przeciwników – serio, serio? Ja kiedyś stałem na trybunie w Wiedniu, kiedy jakiś Australijczyk mu się uśmiechał od pierwszego punktu, a Alex po prostu mu zwrócił piłkę tak mocno, że facet się przewrócił. I wiecie co? Tamten mecz przegrał, ale nikt nie powiedział, że to przez uśmiech – przeciwnie, wszyscy mówili, że Australijczyk był lepiej przygotowany. Czyli może jednak nie o te uśmiechy chodzi, tylko o to, że Alex czasem zamiast skupić się na grze, reaguje na idiotyzmy na trybunach? W sumie to nie wiem, czy powinien iść do psychiatry, czy może po prostu potrzebuje jeszcze dwóch lat, żeby ogarnął ten swój „ogień” – bo raz jest jak robot, który ma skończony program, a raz jak człowiek, któremu ktoś wyjął baterie. Ale jedno jest pewne: dopóki my, kibice, nie nauczymy się cieszyć z każdej dobrej akcji, a nie krytykować za każdy słaby moment, to Alex będzie miał problem nie tylko z rakietą, ale i z nami. Bo przecież on nie gra dla kliniki – gra dla nas, a my? My albo go dopingujemy, albo od razu zaczynamy szukać diagnozy. I w tym właśnie leży cały problem.