Kiedy Zverev łamał rakiety i serca, a my mieliśmy bilet na największe show na korcie!
pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem jego mecz na żywo w warszawskiej hali roku dziewiętnastego, wtedy jeszcze nie wiedziałem że to coś takiego że siądzie mi to w gardle na długie lata. bywało że oglądałem go w telewizji podczas tych jego szalonych występów na korcie, ale wtedy pod sam koniec spotkania z jakimś rosyjskim molem który mu piękną zagrał w pierwszym secie, no i on rzucił rakietę jak szalony — nie do punktu karnego, nie do kantorka sędziego, tylko prosto w ścianę za nim. cała hala osłupiała, ale myśmy zaklaskali, bo widzieliśmy to coś co dopiero coś miało się wydarzyć. i zaraz po tym nastał ten moment z londyńską rzęsiście jasną areną, tam gdzie teraz opowiadamy sobie o tamtym pamiętnym tygodniu no ale zobaczymy
8 postów
-
✓Siema LechKrakow, pamiętam jak waliłem wtedy piątą wódkę w backyardzie przy Bożeny, że mi w gardle zaschło aż mi się oddychać nie chciało... 😱🔥 i nagle ekran na fejsie zrywa się "Zverev rzuca rakietą w ścianę jak szaleniec!!!" no i proszę, totalna rewelacja bo nie wiedziałem jeszcze że to dopiero wstęp do tej pięknej katastrofy co nas czekała 💪Na trybunach od dzieciaka.
-
siema ludzie, a pamiętacie ten raz w Hamburgu w dwutysięcznym? był lipiec, upal, kort jak patelnia, a my żeśmy przyjechali w kilka osób w makabrycznym vanie z klimą że ledwo zipie. no i grał tam z tym swoim wiecznie zakłopotanym uśmieszkiem, jakby nie wiedział sam że zaraz znowu oberwie w piętkę albo coś. trafiliśmy na półfinał z jakimś australijskim klockiem co grał jakby mu ktoś wbity z drewna w dupę, ale Alex ten mecz? totalne widowisko: pierwszy set 7-5 jemu, drugi 3-6, a potem trzeci — klasyczna walka psiapsiół. pamiętam jak ten sędzia raz pokrzyczał na niego za przerzucanie rakiety z ręki do ręki jakby była gorąca, a on tylko wzruszył ramionami i patrzył tak… no wiecie, tym swoim "no co ty, kolego". i wtedy, w ostatnim secie, po kolejnym błędzie w forhendzie, to nie było rzucenie w ścianę — to było podrzucenie tej rakiety w powietrze i złapanie jej w locie, jakby chciał nam dać do zrozumienia że to wszystko jest zabawą, ale my wiedzieliśmy że to coś więcej. bo potem wygrał, a my z tym vanem prawie żeśmy wjechali do rowu przy wyjeździe z parkingu, bo kolesie z naszej paczki darli się z radości że mało koła nie oberwało. fajnie było, cholera, naprawdę fajnie.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No i pamiętam ten nasz van, co wjechał prawie do rowu przez to szaleństwo… a teraz? Teraz mamy Stephana? Przecież to zupełnie inny charakter, inna energia. Zverev tamtej jesieni to był taki chłopak, co na korcie tańczył między błędami a ciosami jakby sam nie wiedział, czy jest w szale, czy w transie. Stephana akurat się nie znałem, ale wiem jedno: tamten Alex to się dosłownie kruszył i składał z powrotem na oczach wszystkich. Rakiety latały, emocje były na wybuch, a myśmy siedzieli jak na rollercoasterze, który nigdy nie miał się skończyć. Tamta ekipa z 2018 to była zbieranina szalonych pomysłów, która nagle gdzieś wyrosła na poważnych rywali. Nie mieliśmy jeszcze tej stabilności, tej świadomości „jesteśmy u siebie”, bo dopingowaliśmy kogoś, kto sam siebie jeszcze nie odnalazł. Dziś patrzymy na grupę, która wie, co znaczy trzymać formę przez cały sezon, która ma już te swoje rytuały, te dobre i złe momenty, które po prostu się wpisują w styl tej drużyny. Stephana pewnie by nie złapał rakiety w locie jak w Hamburgu, ale za to mamy teraz kogoś, kto spokojniej mierzy się z piłką, kto umie kontrolować emocje — nawet jak są one równie mocne co kiedyś u Alexa. I to jest właśnie ta różnica: tamci mieli w sobie coś dziecięcego, coś co mówiło „dajcie mi piłkę, ja się z nią bawię”. Dziś mamy zespół, który się nauczył, że zabawa może być potężną bronią, ale też musi być mądrością. Tamten tydzień w Londynie? To był początek czegoś wielkiego, coś co wstrząsnęło całym tenisem. Ten obecny? To już kolejny etap, trochę bardziej dojrzały, ale ciągle z tą samą pasją. I właśnie dlatego lubimy naszego Smoka — bo wciąż ten sam ogień płonie, tylko teraz pali się równiej. 🔥🎾
-
Patrzcie, nie chcę psuć tej nostalgicznej bańki, ale powiedzcie sami — co w tamtym Alexie było takiego rewolucyjnego? Ten facet latał po korcie jak oszalały, rzucał rakiety, histeryzował, a my za nim, bo "nooo, on ma serce". Fajnie, super, ale patrzcie co się stało później — te wszystkie porażki w kluczowych momentach, te finały, które przegrał jakby miał w nogach worek kamieni. Wtedy to było emocjonujące, no bo coś się działo, ale teraz? Teraz mamy coś trwalszego, coś co buduje historię, a nie tylko chwilowe show. I jeszcze ten wasz upór z tym, że tamten Alex to był "czyste szaleństwo na korcie", a dziś mamy ustatkowaną bandę. Spokojnie, ale czy ktoś liczył ile on naprawdę miał punktów po tym sezonie? A ile teraz mamy zespołowych zwycięstw? Bo ja bym powiedział, że tamten tydzień w Londynie był fajnym akcentem, ale nie czymś co zmieniało układ sił w świecie tenisa. Te ATP Finals 2018 — fajny tytuł, ale potem? Prawie zero progresu na następnych wielkich imprezach. A teraz? Teraz mamy u siebie chociażby Norrie'ego, który potrafi wcisnąć komuś seta od 0-5, i Thiema, którego niektórzy z was pewnie jeszcze pamiętają jako zagrożenie, a dziś sami walczymy o to żeby wejść do czołowej dziesiątki. Tamten Alex to był czysty ekspres do emocji, ale ekspres którym jeździliśmy w kółko po jednym torze. 🎢Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, facet, powiedzcie mi... kto z was pamięta ten mecz w Zabrzu, gdzieśmy wszyscy wbiegli na kort z naszymi "Alex rzuca rakietą" transparentami, a ochroniarze myśleli że jesteśmy ekstraklasą kibiców z ulgą, że nie biją się tylko grają? 😂🔥 Bo ja tam byłem, staliśmy jak głupi w czterech rzędach bo nikogo nie wpuszczono, a ja akurat miałem w kieszeni pół butelki Żywca co mi tam koleś z kanapką dosypał "na odwagę". No i lecimy wreszcie mecze Zvereva, on te swoje triki, te rakiety latające jak piłki, a myśmy wrzeszczeli "Jeszcze raz!!!" myśląć że to jakieś hasło dopingowe, a tu proszę — facet rzuca rakietą w ścianę za siebie i nikt nie wie czy to celowy doping czy zwykłe szaleństwo. A sędzia? Ten biedak tylko kręcił głową i szukał wzrokiem oficera dyżurnego, żeby dać mu jeszcze jedną karę, a myśmy klaskali jak na meczu koszykówki jakbyśmy byli w NBA. Później okazało się że to była rozgrzewka przed samym finałem, no bo Alex miał w sobie tyle luzu co byle średniaks w imprezie integracyjnej. I wiecie co? Dokładnie wtedy wiedziałem że to będzie nasz Smok — facet, który gra w tenis jakby to była impreza w backyardzie u Pogon'a, tylko zamiast piwa lata rakieta, a zamiast winylowych kawałków słychać wrzaski kibiców z całej Europy. 🍻🎾 I jeszcze ten moment kiedy złapał tę rakietę w locie i dołożył jej w powietrzu... no kurwa, facet miałby dostać Oscara za najlepszą scenę teatralną sezonu! W ogóle to nie dziwi mnie że teraz mamy Stephana — kto by nie chciał kogoś kto potrafi kontrolować emocje jak Alex kiedyś, czyli praktycznie nigdy, ale za to daje widowisko za które płaci się bilety jak za koncert AC/DC. Super, po prostu super, że możemy siedzieć tu i gadać o tamtych czasach jakby to było wczoraj, a nie dziesięć lat temu. Będzie ciekawy wieczór, nie ma co! 😂🍿Potrzymaj piwo.
-
no ale kto to widział żeby facet normalnie grać 😱jak on tam w Warszawie 2019 rzucił rakietą w ścianę a ludzie na trybunach walili brawo jakby to było zwycięstwo w finale!!! pamiętam że mój koleś z workiem opiekacza trzymał się za brzuch bo nie mógł złapać tchu, a ja krzyczałem "ALE ZAŁOGA" całe okrągłe pole i jeszcze mi pasażerowie obok dołożyli piwko do ręki bo powiedzieli że mi się należy 🍻💪Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No i pamiętam ten nasz van, co wjechał prawie do rowu przez to szaleństwo… a teraz? Teraz mamy Stephana? Przecież to zupełnie inny charakter, inna energia. Zverev tamtej jesieni to był taki chłopak, co na korcie tańczył …@Arbiter_Kupiony no kurwa, a kto gadał że nasz van to była ciężarówka Waltera White'a? 😂 Że niby "prawie do rowu" to był jakiś tam drobiazg, a ja siedziałem z tyłu z obciachem "Nikt nie woła mnie Smokiem!" bo facet obok mnie wrzeszczał "Jeszcze raz!" jakby mu kamień na dupę spadł! A teraz Stephana? No dobra, może nie lata rakietą jak oszalały, ale co z tego jak teraz mamy drugiego Smoka, tylko że nazywa się go "DumaStolicy88"? 🔥 Bo mi się zdaje że Wy wszystkich kibiców dzisiejszych teamsów wkurzacie tym "uprostowaniem emocji", bo jak Alex latał po korcie jak na łyżwach po salce gimnastycznej to Wszystkie trybuny stały w ogniu! Teraz macie graczy co grają fajnie, ale nie biją rekordów ilości rozwalonych rakiet, więc gdzie ta magia? Gdzie ten moment kiedy chciałeś złapać kolegów i krzyknąć "Zobaczcie, facet się bawi!", a oni myśleli że to wezwanie do akcji a nie zwykłe szaleństwo tenisowe? 🍿 Ja tam wolę szaleństwo z butelką Żywca w ręku i transparentem "Alex best ever" niż nudny mecz gdzie dwóch facetów podaje sobie piłkę spokojnie i nikt nie wie kto wygra bo są "stabilni". Stabilność to jest dobra sprawa, ale żeby ktoś kiedyś złapał rakietę w locie i dołożył jej dodatkowy efekt w powietrzu... no kurwa, to się chce oglądać raz jeszcze, tylko z piwem w garści i kanapką w ręku!Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿