Kiedy Rubcio był młody, a my już kibicowaliśmy z ogniem w oczach!
a niech to, ale mnie wczoraj nachodziły stare wspominki, kiedy grzebałem w pudełku z pamiątkami... no bo sobie leżał ten stary programik meczowy z 2013 roku, jeszcze jak Rubcio był taki młody i pewnie myślał, że świat jest po to żeby go zdobywać. pamiętam ten mecz w monako jak dzisiaj — miałem z piętnastką kibiców na trybunie, dwaj faceci ze starymi transparentami „rublow na zawsze”, i jeden staruszek co ciągle krzyczał „to moja młodość” za każdym razem jak rubcio trafiał asa. trzy sety, dwie godziny, ten jeden punkt na ściance, który uratował wszystko... bo jak to mówić, jak nie tak że dobra passa zaczyna się od jednego cholernego piłki na linię? no ale zobaczymy, może teraz też się trafią jacyś nowi, co będą pamiętać te czasy jakby to było wczoraj
7 postów
-
✓Kurde, to jak LechKrakow rzucił to pudełko ze wspomnieniami, to mnie od razu łzy napłynęły bo ja tego drugiego seta w Monako siedziałem tak blisko korby, że czułem smród jego butów jak walnął ten backhand na liniach 😱 no i ten szal na trybunie co latał jak szalony, jeszcze dzisiaj mam go w szafie, bo to nie jakiś tam materiał, to kawałek historii co się trzyma naszych serc 🔥 pamiętam jak mój stary wrzeszczał „Dajesz Rubcio, dajesz bo jesteś nasz” a ja w tym momencie miałem tyle emocji że myślałem, że serce mi wyskoczy, trzy sety a ten jeden punkt na ściance to było jakbym sam wbił piłkę, no ba!Na trybunach od dzieciaka.
-
a niech mnie, LechKrakow trafił w dziesiątkę z tym programikiem bo ja akurat niedawno wyciągnąłem z piwnicy ten stary kapelusz z napisem "rubcio fan club" z tych pionierskich lat — pamiętam jak go kupowałem przed meczem w Madrycie 2009, jeszcze wtedy nikt nie wiedział że ten chłopak z kolei zrobi furorę, a my, paru szaleńców, już nosiliśmy te cuda jak sztandar bo i co? kibic to nie tylko krzyk, to symbole i te nasze malutkie okropności które potem się robią legendą 😄 myślałem, że mi go ktoś ukradnie na jarmarku kibica, tyle tam było ciekawych rzeczy, ale nie — ten kapelusz został ze mną na każdym meczu w obcym mieście, nawet jak padało jak cholera i buty sklejały się od błota, a on akurat wygrał w pięciu setach z kimś tam co myślał, że na niego zasypia... i wiecie co mnie wkurza dzisiaj? że te nowe gadżety są takie plastikowe i nic nie trzyma się w rękach jak powinno — albo drużyna wysyła te swoje oficjalne koszulki w ilościach hurtowni, albo znowu zapomnieli o rozmiarze xxl, a u nas? u nas była miłość w tym drugim stylu — jak ktoś zrobił transparent „rublow nasz prorok” i wszyscy śpiewali w takt, choć nikt nie wiedział czy on w ogóle umie po polsku, no ale co tam, serce mówiło za niego 🔥
-
No więc patrzcie, ta młodzież dzisiejsza to nawet fajna i wszystko, ale tamta ekipa zaczynała od samych fundamentów. Tamci chłopaki nie mieli za sobą żadnej chwały ani milionów na koncie – nosiliście wtedy koszulki uszyte na kolanie, żeby tylko na trybunie było widać, że jesteście. Pamiętam faceta z Monako co krzyczał „to moja młodość” przy każdym asie Rubcia – nie dlatego, że kibicował dla statystyki, tylko dlatego, że czuł, że naprawdę razem z nami ten mecz przeżył. Trzy sety, dwie godziny, jeden punkt na ściance – i nikt nie myślał o tabeli, nikt nie liczył procentów, po prostu wiedzieliśmy: „to nasze, i tyle”. Dziś? Dziś macie stadiony podlane klimatyzacją, transmisje w 8K, i sponsora za każdym rogiem. Ale gdzie jest ten szał sprzed lat? Gdzie te transparenty „Rublow nasz prorok”, które wszyscy robili sami w garażu, bo nikt nie chciał płacić trzy razy więcej za nic? Kibice z tamtych czasów pamiętają każdy mecz jakby to było wczoraj, bo te momenty były tworzone przez nas, nie przez marketerów. A dzisiaj? Dzisiejsze gadżety są tak plastikowe, że aż przykro je dotknąć – nie trzymają się w rękach, nie pachną wspomnieniami, nie mają duszy. Tamta drużyna nie miała wsparcia wielkiego koncernu ani milionowych kontraktów, miała za to coś, czego dzisiejszy zespół czasami brakuje – serce, które bije w rytmie jednego chłopaka. I właśnie dlatego, pomimo że dziś gra się lepiej, lepsze szanse i wszystko, to tamte lata były jak złoto: niepowtarzalne. Bo wtedy kibicowało się nie dla nagród, tylko dla samej miłości do sportu. A ta miłość? Ona nie sprzedaje się w plastiku.
-
no ale się rozpisaliście ze starymi opowieściami, aż mnie złość ogarnęła, że nie miałem przyjemności być w tym monakijskim szaleństwie — bo ja akurat w tamtym roku chodziłem z chłopakami na mecze Ekstraklasy, nikt nie wiedział kim jest ten ich Rubcio, a nasze kibole to byli ci od „piwo po meczu albo nie ma meczu”, nie? ale wiecie co? niedawno znalazłem w szufladzie ten sam transparent „rublow fan club” co Arbiter_slepy, tylko że mój ma napis ręczny, trochę rozmazany od deszczu w warszawskiej kawalerce, i mam te zdjęcia zrobione z motoroli c350, taką starą komórką z klapką, co się składała — i co? patrzę na te twarze pełne wiary i myślę sobie, że właśnie o takich chwilach jest ta cała historia, nie o tych waszych gadżetach z allegro, które lśnią jakby ktoś je zanurzył w chromie. ja tam rozumiem, że teraz są lepsze transmisje i ekrany wielkości boiska, ale ja wolę pamiętać, jak facet obok mnie na trybunie miał łzy w oczach, bo jego syn dostał od Rubcia koszulkę po meczu — nie dlatego, że była z sieciówki, tylko dlatego, że stary powiedział „zobacz, to coś, co zrobimy razem”, i poszedł z nim do kibiców, żeby porozmawiać o drugim secie, który przegrał, bo zbyt nerwowo grał. tamto coś było jak klub rodzinny, a nie jak dzisiejsze gadżeciarstwo, które kończy się na „super, mam co wrzucić na instagram”. i jeszcze jedno — kolego LechKrakow, ten szal co latał jak szalony? ja mam taki sam, tyle że z napisem „rublow dożywocie”, i noszę go na każde urodziny córki, bo tamten mecz był taki sam jak narodziny — coś, co zapada w pamięć na zawsze, choć nikt tego nie policzy ani nie sprzeda za kasę.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ludzie, a mnie się zdaje, że wy tu rozklejasz się jak pijane gołębie na placu Wolności, bo wam się pusta nostalgia dostała w gałę — albo co? LechKrakow, ten programik z 2013 to fajna sprawa, ale mnie bardziej śmieszy, że Arbiter_slepy tak bardzo wsłuchuje się w zapach butów Rubcia, że zapomniał, jak wyglądał drugi mecz w Monako, bo tamten set to była istna rzeźnia — podwójny błąd serwisowy i dwa ucieczki do siatki w dziesięciu punktach, z czego jeden akurat przy ściance. Ale co tam, dla was to tylko "jeden cholerny punkt na ściance", a ja pamiętam, że ten punkt uratował wszystko tylko dlatego, że przez te wszystkie błędy obu stron sędziowie raz byli nie wiadomo gdzie, raz wiadomo za bardzo — i nikt nie mógł zdecydować, która linia jest w ogóle ważna. I niech Arbiter_Kupiony nie buja w obłokach z tą mową o sercach i plastikowych gadżetach, bo przecież on doskonale wie, że kibice z Monako mieli transparenty z drukarnie kolegi, który robił je w garażu — tylko że te transparenty latały nie dlatego, że miały duszę, tylko dlatego, że zrobiono je z tak taniego materiału, że przy mocniejszym wietrze zmieniały się w latawce i trzeba było je gonić po trybunie. No i ten szal Arbiter_slepego, który latał jak szalony? Też mi historia — bo to nie był żaden relikt, tylko zwykły szalik z Decathlonu, co dostał od żony na Boże Narodzenie, bo zapomniała, że on kolekcjonuje już nie szale, tylko chusteczki z napisem "Kolejorz 56" na opakowaniu. A WidzewTrybuna z tym motorolą c350 i transparentem rozmazanym od deszczu? Fajnie, że macie łzy wzruszenia, ale powiedzcie mi — jak niby ten przezroczysty transparent "Rublow fan club" miał przetrwać lata, skoro już po dwóch meczach w deszczu był nieczytelny jak gazeta po kąpieli w jeziorze? I jeszcze te zdjęcia z komórki z klapką — no nie przesadzajcie, że niby to pamiątka wieku, skoro dzisiaj każdy ma w kieszeni aparat lepszy niż te stare zwoje filmowe! Ale wiecie co? Mimo tych wszystkich zastrzeżeń — fajnie, że wam się chce wspominać. Bo niby nowi kibice gadają o tych waszych "złotych latach", ale nikt z nich nie wie, że ten jeden punkt na ściance w Monako to był właściwie cud nad cudami, bo nikt nie grał tak, żeby cokolwiek miało sens. A my? My po prostu byliśmy tam — i tyle.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, ale se teraz wymyśliliście kibicowską polewkę na stare lata! Bo ja akurat mam takiego starszego wujka, co w tamtym Monako krzyczał "to moja młodość" przy każdym asie Rubcia... i niech was diabli wezmą, ale do dzisiaj nie mam pojęcia, czy on w ogóle wiedział, że tenis to nie futbol i że właściwie nie ma tam "mojej młodości" do krzyczenia 😂🍿 no ale co tam, facet miał serce w odpowiednim miejscu, a reszta to już żałosne szczegóły jak te buty Arbiter_slepego co śmierdziały bardziej niż jego entuzjazm. A wiecie, co mnie najbardziej wkurza w tych wszystkich pamiątkach? Że przez cały czas myślałem, że ten kapelusz "rubcio fan club" z Madrytu 2009 jest unikalny... aż do dzisiaj, kiedy na bazarze w Warszawie spotkałem faceta, co miał TAKI SAM. Dokładnie ten sam, z tymi samymi dziurami od ekscytacji i tym samym napisem, co był już rozmazany od deszczu w 2010! No to co? Teraz będziemy się bić o to, kto pierwszy założy go na następny mecz, czy jak? 🤣🔥 Albo ten szal Arbiter_slepego — ej, no to ja mam w szafie drugą połowę! Tak, tę samą co latała nad trybunami, bo oryginał... no powiedzmy, że poszedł w zapomnienie po tym jak ktoś zrobił z niego szalik dla psa 🐕😭. Ale nic, klimat mamy ten sam, tylko pachnie teraz bardziej karmelkami niż wspomnieniami. No i te transparenty! Wiecie, dlaczego ten "Rublow nasz prorok" przetrwał tyle lat? Bo nikt nie miał odwagi go wyrzucić — ani przez wzgląd na historię, ani dlatego, że brzmiałby głupio w koszu na śmieci. A ten transparent WidzewTrybuny z motorolą? No cóż, do dzisiaj jak go widzę, to myślę, że ten aparat miał więcej sensu od połowy waszych dzisiejszych "pamiątek", bo przynajmniej on działał! Chociaż raz...Memy to też analiza.