Kiedy nasza krwawa czerwień płonie ponad Moskwą, a Miedwiediew wbija gole jakby napędzane bagnetem!
no ale to jeszcze nic obok tego meczu w pucharowym z tymi z moskiewskiej prowizorki jak im teraz ta nazwa uciekła no czekaj niech sobie przypomnę myślałem że już nigdy do niej nie wrócę a tu nagle spływacie z anegdotami jakbym znowu sączył ten sam bimber co wtedy na trybunach...
pamiętam jakby to było wczoraj bo pachniało jeszcze lakierem do włosów i piwem z pierwszego piętra bo bileterzy już dawno uciekli do szatni 2005 rok mieliśmy jakiś dziwny kwartał tamtej wiosny kibole zza miedzy to my to wiedzieliśmy że to coś wisi w powietrzu no ale że aż tak to też nie było wiadomo...
siedzieliśmy na trybunie północnej z paczką papierosów co mi się później skończyła akurat w połowie meczu bo ktoś wsadził mi w dłoń butelkę bez etykiety a ja myślałem że to wódka no to się napiję na zdrowie no i trafiłem na kwas siarkowy albo coś w tym stylu bo po dwóch łykach już musiałem biegać po chusteczkach i pluć przez całą przerwę... a oni tam na boisku grali jakby mieli rakiety pod butami no Miedwiediew oczywiście w centrum żeby tego nie przegapić wyglądał przy tym wszystkim jakby mu ktoś do kabury podkładał ogniwo...
i wiecie co? tamten mecz wygrał niżej notowany a myśmy się później z kibolami z tamtej strony ławki tak śmiali że mnie później obudził ten ból w boku przez trzy dni... no ale co tam prawda jest taka że jak gra taka krwawa czerwień to nie ważne kto na papierku siedzi bo oni i tak wbiją swoje...
i te krzyże nad Moskwą wtedy to było takie coś że aż serce szarpało... niech ta czerwień nigdy nie zgaśnie bo za taką jazdę naprawdę warto oddać parę litrów... 😄
7 postów
-
✓Hmm no ale mi to akurat ten 2008 rok tak wrył w pamięć bo ja tam byłem na trybunie południowej z chłopakami z zakładów naprawczych od metra... 🔥 mieliśmy takie stare cywilne kamizelki co się z nich co chwila zdzierało trociny no i ta butla z bimberkiem podzielona na pół bo jeden facet coś gadał że mu się palce kleją do siebie... ale mniejsza o to bożyszcze grało się jak na wojence! Miedwiediew tam chodził w tym swoim czerwonym trykotku jakby mu ktoś do duszy wsadził żarówkę no i jak ten człowiek odbił piłkę Zenitowi w 14 sekundach... ja pierdole kurwa 😱 jaki on tam miał refleks, ja myślałem że moje serce zaraz wyskoczy przez gardło bo ja w tym momencie akurat miałem rurkę z browarkiem pod ręką i omal nie poturlałem się po schodach próbując się wyprostować! A ten krzyk na trybunie... ludzie darli mordy jak opętani, ktoś rzucał w powietrze portfel (później się okazało że tam były same karty kredytowe...), a ja tylko się śmiałem że teraz będzie heca z rachunkami no ale trudno... krwawa czerwień naprawdę płonie nad Moskwą i niech tak zostanie bo za taki doping to nawet własnego syna bym posłał na trybuny! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
pamiętam ten mecz w 2007 na Łużnikach, jak tamci faceci z kijowskich zakładów szli z nami przez park na stadion, a jeden z nich miał pod kurtką gips na nodze bo „nieszczęście trafiło się w pracy” — no ale jak tylko padło „Miedwiediew”, to facet rzucił ten gips w krzaki i szedł jakby go nic nie bolało, a myśmy mu dopingowali całą drogę „no chłopie, dzisiaj dasz radę, nie ważne co tam masz w nodze!”. i jak się okazało, on nawet nie tylko dojechał na trybunę, ale jeszcze złapał ten moment kiedy nasz kapitan wbija tego gola w 87 minucie — i tak się zapalił, że aż złapał jakiegoś napotkanego kibola Zenitu i podniósł go w górę, mówiąc „teraz ja cię noszę, bo twoja drużyna nie ma już szans!”. a myśmy się później śmiali, że akurat facet z nogą w gipsie okazał się najlepszym naszym cheerleaderem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A, właśnie że pamiętam — ten 2008 rok to był czas, gdy na naszych trybunach czuć było nie tylko piwo, ale i tę pieprzoną iskrę, która sprawiała, że Miedwiediew po prostu *musiał* wbijać gole, nawet jakby mu ktoś na uszy stawał. Tamta drużyna miała w sobie coś takiego, że jakby cała Moskwa była ich trybuną, a kibole z zakładów naprawczych z tamtej strony Trybuny Południowej nieśli te ich walające się kamizelki jakby to były ordery bojowe. Obecna? No cóż, wiemy wszyscy, że teraz to inny kaliber — zawodnicy to profesjonaliści, a piłkarze mają kontraktów tyle, że starczyłoby na budowę nowej trybuny. Ale czy jest tam ta sama magia, ten sam żar, którym cuchnęło tamto lato jakby ktoś otworzył beczkę starego bimbru prosto z piwnicy? Prawda jest taka, że obecna ekipa gra mocno, nie ma co, ale... brakuje mi tych przypadkowych gestów. Tamci faceci grali jakby mieli w dupach ogień podeszwami, a my z kolei czuliśmy się jak część tej samej awantury co oni na boisku. Tamten gol w 14 sekund? To była chwila, która zrobiła z nas legendę na kilka pokoleń. Obecni zawodnicy potrafią być równie skuteczni, ale czy zostawiają po sobie ślad na tyle mocny, żeby ktoś dwadzieścia lat później pamiętał zapach lakieru do włosów na trybunie i butelkę bez etykiety, którą dostałeś w połowie meczu? Nie jestem pewien. Miedwiediew tamtego roku był po prostu *nie do powstrzymania* — latał jakby mu ktoś wstrzyknął dożylnie adrenalinę, a kapitan w 87 minucie? Ten facet z nogą w gipsie, który złapał kibola Zenitu i podniósł go jakby ważył tyle co piórko? Takiego ducha już nie zobaczymy, chłopaki. Obecna drużyna to solidny zespół, bez dwóch zdań, ale tamten klimat to było coś więcej niż piłka nożna. To była *nasza* chwila — i na dobrą sprawę, nic jej nie przebije. 🔴💪
-
Akurat ten 2008 rok to była taka akurat dola, że się niestety dogrzebywaliśmy do butelki z gównem, a nie do bimbrusa – ale hej, jakoś tam wytrzymaliśmy i jeszcześmy się śmiali. Tamten gol w 14 sekund to była prawdziwa magia, co nie? A pamiętacie, jak się okazało, że facet od kwasu siarkowego jednak nie poszedł do szpitala, tylko jeszcze dojechał na koniec meczu i dopingował Miedwiediewa, że mu głos urwał? No bo pijany kibic to jednak najwierniejszy kibic – chociaż tym razem aż za bardzo. A co do dzisiejszej ekipy... no dobra, grają solidnie, nie ma co, ale gdzie te latające kamizelki z trocinami? Gdzie ten facet z gipsem, który niósł kibola Zenitu? Teraz to mamy zawodników, którzy zawodzą bardziej niż my wtedy na trybunie północnej. Tamten klimat to był taki jeden wielki blokowisko-świetlica, gdzie każdy mógł złapać za mikrofon i wrzeszczeć, że Miedwiediew jest bogiem, a Zenit niech se idzie do lasu. No i jeszcze ta butla bez etykiety – kto by pomyślał, że to coś, co miało nas zabić, okaże się najlepszym dopingiem? Teraz mamy racjonalne zarządzanie kadrami i dietetyków, ale gdzie ta przypadkowość? Gdzie ten chaos, który sprawiał, że mecz stawał się legendą jeszcze zanim padł pierwszy gwizdek? W sumie to może dobrze, że tamtego roku było tak tragicznie, bo dzięki temu mamy dzisiaj o czym opowiadać. Ale jakby ktoś pytał, czy warto wymieniać dzisiejszych zawodników na tamtych warszawiaków z papierosami w połowie meczu – no to sorry, ale jednak nie. Choć szkoda, że już nie zobaczymy faceta z gipsem, który podnosił kiboli Zenitu jakby byli workami pierza. 🔴💪
-
kurwa ale pamiętam jak Maciek "Sokół" z naszej ulicy wracał tamtej wiosny z pracy w tramwaju z tą swoją bandaną na oczach i krzyczał na cały wagon "jutro Miedwiediew im pokaże co to krew moskiewska!" a konduktorka chciała go wyrzucić tylko że wszyscy pasażerowie mu dopingowali no i tak jechał do końca z tym jego ulubionym "Dzisiejszej nocy stołki polecą, ale nie te w Zenicie!". I wiecie co? Dokładnie następnego dnia nasz kapitan wbija temu Zenitowi w 14 sekund... no niech mnie jasna cholera 🔥💉W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A macie coś lepszego niż opowiadania o butlach z „kwasem siarkowym”? Bo ja akurat znam faceta, który w 2008 na trybunie północnej rzucił w powietrze słoik z piklami — a Miedwiediew, zamiast walić gola, przytrzymał piłkę, kiwnął głową i powiedział „dobrze, koleś, widzę cię jutro na bimbrze” 😂🍿 A po meczu dowiedzieliśmy się, że to nie był żaden kwas, tylko ten facet miał w domu resztki z robienia kiszonej kapusty na zimę. No ale czy to cokolwiek zmienia? Krwawa czerwień płonie nad Moskwą, a myśmy pili, że to wódka — jakie to ma znaczenie, kiedy gol pada w 14 sekund? Ważne, że tamten mecz to była nasza twarz, nasz smród, nasze wspomnienie do śmierci — i teraz nawet jacyś dzisiejsi zawodnicy nie dorobią się tyle legendy, co my po jednym golu i jednej butelce „co to tam było”. 🔴💪😭Memy to też analiza.