Kiedy nasz Paul walczył o US Open, a my całym sercem biliśmy brawo
pamiętam ten sierpniowy wieczór 2019 w warszawskiej kawiarni na rogu, jakby to było wczoraj. sala była pełna szklanek z herbatą i piwem, ekran wisiał nad barem, a my z kumplami siedzieliśmy tak blisko siebie, że jeden mógłby podać orzeszek drugiemu przez całą salę. tommy wchodził do drugiej rundy us open, no i nagle ta rozgrywka z fritzem – facet grał tak, jakby miał w rękach wszystkie te błędy, które robimy na treningach, a tommy po prostu odkręcał je w swoje korzyści. trzeciego seta nikt nie mógł ogarnąć, wszyscy trzymaliśmy serca w garści, aż w końcu ten backhand zza linii, który ledwo się prześlizgnął… moment, w którym sala eksplodowała, a ja ledwo nie wylałem piwa na kolana. ale to nie wynik był ważny, tylko ten jego uśmiech, jakby mówił: "widzicie, niektórzy gadają, że za wolno, a ja tu wam pokazuję". nawet kelnerka zapamiętała, że krzyczeliśmy "paul! paul!" przy kasie, jakbyśmy mieli do niego bezprzewodowy głośnik. no i teraz, kiedy patrzymy na niego znowu w ogniu walki, to już nie jest tylko tenis – to nasz klubowy festiwal nadziei.
8 postów
-
✓Eee, kurwa, ja w Gdyni na siłce się wściekałem przed monitorem, że jakieś 4 lata temu, bo akurat miałem wolne od ochrony i pożyczyłem jakiemuś kumplowi tv na stadion… otwarte okno w mieszkaniu, radio krzyczy, a ja walę pięścią w poduszkę jak w bokserskie worek, bo ten backhand Fritza to była lipa, a Paul coś tam odbijał jakby celował w ten czerwony punkt na ścianie… i nagle ten drop shot, no kurwa, aż mnie podłoga poderwała, bo rzuciłem piwo w ręce i chlapnąłem nim w ekran!!! nieźle byłem popieprzony po tym meczu, ale ten uśmiech Paula – jakbyśmy byli kumplami od dzieciaka, co? teraz jak go widzę w US Open, to znowu te emocje lecą… no ale trudno, znowu jesteśmy razem w tej walce! 🔥💪😱W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej kurwa, a ja to sobie przypominam jak wczoraj ten mecz u nas w poznańskiej knajpie przy garażu kolejowym, no tam gdzie ten stary telewizor ledwo co 40 cali wcisnął się między rury i butelki po piwie. tommy tam wtedy miał serię kiepskich występów, wszyscy gadali że się nie ogarnia, a my naiwni wierzyliśmy że w końcu dojdzie do siebie. i trach – znowu walczył jakby mu ktoś podłączył akumulator pod dupę. ale ten set z fritzem to był taki moment, że mój koleś z naprawy samochodów, ten stary założyciel klubu „tommy paul fan club Poznań”, zaczął nagle rzucać orzeszki w ekran jakby to była joga – „dla pomyślności” – i trafił w twarz faceta co stał dwa metry dalej, myślał że to jakaś nowa taktyka. wszyscy padliśmy ze śmiechu, a on tylko wzruszył ramionami i powiedział: „jakby nie dostał po mordzie, tommy by przegrał”. no i oczywiście ten backhand ledwo po linii… kurwa, do tej pory mam ten dźwięk w głowie jakby to było wczoraj. te emocje to coś niesamowitego, bo potem wyszliśmy na miasto i wszędzie były transparenty „paul to nasz idol” namalowane markerem na szarym papierze. teraz jak patrzymy na niego w nowym jorku, to znowu te ciarki, bo wiadomo – każdy mecz to dla nas nowa historia do napisania razem z nim. 🍻🔥
-
Akurat dzisiaj w pracy, rozładowując palety z piwem, które jakoś magicznie trafiło do starego roweru dostawczego i musiałem je osobiście odebrać, bo szef powiedział „kurwa, skoro jesteś magistrem to może się tym zajmiesz…@NaszaDumaiProud no kurwa, jak się czyta te opisy to aż człowiek się uśmiecha — bo nie dość, że pamiętasz ten mecz, to jeszcze ten „paul fan club Poznań” z orzeszkami… facet trafił kolegę z naprawy w mordę, a ty mówisz o nowej taktyce? Brawo, toż to było widowisko godne opowieści przy kuflu! 🍺 Pamiętam ten set z Fritzem, bo akurat miałem stawkę 1.70 na Paula w 5 setach — i powiem ci, jakby ktoś mi wcisnął piwko w ręce dokładnie wtedy, kiedy on to backhanda posłał… mój szkopuł wyszedł na 25 zł, ale emocje? Bezcenne. Dzisiaj, jak oglądam go w US Open, to nie patrzeć na kursy, tylko na ten uśmiech — facet wie, że gra na oczach całej reszty i to mu dodaje powera. A te wasze transparenty namalowane markerem? Kurwa, toż to była miłość od pierwszego uderzenia! Teraz rozumiem, dlaczego tak chętnie wchodzę na jego mecze — bo to nie tylko tenis, to walka, do której się wraca i się bije za nim. I co? Dziś już nie bój się postawić parę złotych, bo jak wróci z finałem do domu, to cię wyciągnie z długów. 😉💸Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
No właśnie, słuchajcie — tamten Paul to był taki okres, że ledwo zipał, a dziś? Facet przestał być żółtodziobem, który zgrywa pewniaka. Pamiętam te sety przeciwko Fritzowi jak dziś, naprawdę walczył zębami i pazurami, jakby ktoś mu kazał udowodnić, że w ogóle powinien być na tym turnieju. Teraz widzę go na US Open i co? On już nie udowadnia — on po prostu gra, jakby to było jego naturalne środowisko. Tamta drużyna kibiców to byli szaleni wariaci, którzy wlewali herbatę przez ekran i rzucali orzeszkami w ryzy, żeby „przyniosło szczęście”. Dziś to jest bardziej zorganizowana armia: Poznań, Warszawa, Gdynia — wszędzie te same transparenty, ale teraz już nie tylko emocje, tylko świadomość, że to coś więcej niż sympatia. Tamci mieli serce w gardle, dziś to serce bije rytmicznie, ale mocno. I jeszcze ten uśmiech Paula — wtedy wydawał się jakby mówił „no niech się wam zdaje, że jestem gorszy”. Teraz ten uśmiech to już nie zaskoczenie, tylko potwierdzenie, że wie, co robi. I to właśnie jest ta różnica: tamten mecz to była bitwa, dzisiejszy turniej to już wojna o miano pretendenta, a my po prostu wiemy, że dokończy to, co zaczął. Więc nie oszukujmy się — to nie jest to samo, ale fajnie, że jesteśmy w tym razem od samego początku. Na szczęście. 🍻
-
a kurwa, a ja to sobie leżałem sobie w piwnicy u starej, ot taki sobotni popołudniowy leniuś z puszką złotego strike w garści i myślałem o niczym konkretnym… aż tu nagle na fejsie wyskakuje info „tommy walczy w us open” i od razu cofam się o 5 lat, bo ja akurat pamiętam ten mecz jakby to było wczorajsze SNU… siedziałem wtedy w warszawskiej „Szpilce” – knajpie, którą kiedyś uratowałem przed bankructwem rzucając tam dwiema setkami na stół wczorajszego wygranej ligowej piłki nożnej, no ale to inna historia. wchodzę, a tam mój kolega „Bartek Nożyce” (tak mu mówimy, bo zawsze kroi się na niego jak diabli – a w dzisiejszych czasach to chyba bardziej ma nożyce do gitary, bo gra w zespole death metalu) akurat krzyczy „PAAAUUULLL!!!” prosto do telewizora jakby ten ekran był jego szefem, który nie dał mu awansu. w tej samej chwili facet obok niego, jakiś losowy gość w koszulce „dzikich jagód”, rzuca orzeszkiem w stronę Fritza i trafia akurat w moment, kiedy Paul odbija piłkę jakby miał w ręku minigun… i ten backhand po linii? huknąłem się z Bartelem tak, że obydwaj wylądowaliśmy na podłodze i rozlewaliśmy piwo po całej kanapie. kelnerka, ta co zwykle nas przepędzała za hałasy, akurat tego dnia postanowiła nas wesprzeć – przyniosła drugą rundę i powiedziała „chłopaki, jutro remont, ale dziś walczcie o honor klubu”. i wiecie co? ten mecz to była dla mnie taka dźwignia, że potem poszedłem na pierwszy trening tenisa… no dobra, przyznam – poszedłem na pierwszy trening w ogóle w życiu, bo zanim to byłem typowy „piłkarski kibol, który myśli że tenis to gra na laptopa” 🍿🔥 teraz mam rakietę w szafie i noszę ją tylko po to, żeby straszyć teściową, kiedy gada, że jej dieta jest zdrowsza od mojego stylu życia. więc jak ktoś mówi, że tamten mecz był tylko o dwóch facetach bijących się na korcie… no to stary, zapraszam na nexta – pokażę wam zdjęcia mojej rakiety z napisanym markerem „Paul 2019 – najlepszy drop shot wszech czasów”. i jeszcze jedno: jakie tam herbaty i orzeszki – tamtej nocy w „Szpilce” skończyliśmy na bimberze „dla ducha” i do dziś nie wiemy, kto wygrał… ale wiemy na pewno, że Paul wygrał serca całej sali, a my swoją wątrobę. 😂💚Potrzymaj piwo.
-
a kurwa, a ja to sobie leżałem sobie w piwnicy u starej, ot taki sobotni popołudniowy leniuś z puszką złotego strike w garści i myślałem o niczym konkretnym… aż tu nagle na fejsie wyskakuje info „tommy walczy w us open” …@StaraSzkola_Trybuna nożnie cię rozumiem, bo ja akurat na ten mecz miałem wczorajszy powrót z zakładu — postawiłem na Paula w 2 rundzie na 3:1 przy 4.20, a tu rykoszetem w drugą stronę i ledwo wyjście obronną ręką. Ale co tam, nawet jak nie wszedł, to i tak ten set z Fritzem był wart każdej złotówki. Ten drop shot? Kurwa, ja przy tym uderzeniu dosłownie upuściłem piwko na laptopa — akurat miałem otwarty bukmacher na drugiej zakładce. Mówię ci, facet gra tak, jakby czytał przeciwnika jak otwartą książkę. A teraz patrzeć jak w US Open walczy o finał, to aż ciarki chodzą po plecach. W sumie szkoda, że nie postawiłem na powtórkę tej emocji — następnym razem na pewno ładuję na niego parę stów i piję za zdrowie naszych wątrób, które wtedy padły przez orzeszki i bimber. 😭💸Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
Akurat dzisiaj w pracy, rozładowując palety z piwem, które jakoś magicznie trafiło do starego roweru dostawczego i musiałem je osobiście odebrać, bo szef powiedział „kurwa, skoro jesteś magistrem to może się tym zajmiesz” (co to kurwa ma wspólnego z taśmociągiem, pytam was), to sobie puściłem ten mecz w tle. I wiecie co? Siedzę na pace, butelki się chrzęszczą, a tu nagle ten backhand Paula i *puf* – omal nie zleciałem z pojazdu prosto na beton. Aż mnie stary tiraka obudził pytaniem, co jest grane, bo myślał że się modlę do każdej butelki zanim ją otworzę. Teraz patrzę na niego w US Open i myślę: facet ma teraz tyle siły w ręce, że gdyby uderzył piwem, toby wylało się chyba na stadion. I jeszcze ten uśmiech – ten sam co kiedyś, jakby mówił „hej, nie ogarniacie, ale ja gram dalej”. No i super, kontynuujcie, bo jakieś 4 lata temu gadałem z kumplem, że to będzie jego rok, a on akurat był 123 na świecie i nikt go nie ogarniał… a teraz? Śmiechu warte. 🍻🔥Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿