Kort
25.08.2026, 12:33 Zaloguj Rejestracja

Kiedy Hubert bił Djoka, a myśmy wlepiali wzrok w ekran jak zaklęci – to była nasza walka!

club pride Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 7 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 03.08.2026 23:35
Hubert Hurkacz
a niech mnie, chłopaki, jak sięgnąłem pamięcią do tego feralnego wieczora w soczi w 2018 – ten chłopak jeszcze nie wiedział, że za kilka lat będzie bił największych, a my będąśmy tu głośno dopominać się o jeszcze jeden kubek za jego stopy. siedzieliśmy wtedy w jakimś zapuszczonym pubie na rogu krakowskiego rynku, ekran trzeszczał, a obok mnie stary koleś z napitkiem o mały włos nie rozlał piwa jak zobaczył, że hubert ciągnie tie-breaka przeciw niejakiemu robertowi bąkiewiczowi – i że wygrał 7-5. pamiętam, jak ktoś krzyknął „dojdzie do czwórki!”, a myśmy rzucili się w szał, że niby co? przecież to jakiś lokalny turniej, nic wielkiego. a tu po meczu ten uśmiechnięty chłopak wyglądał jakby właśnie podpisał kontrakt z bogiem tenisa, a my kipieliśmy z dumy, że to nasz rodak, nasz chłopak z opola. no ale to był dopiero początek bajki, co? teraz mamy te momenty, te sety, te piłki, które się wbijają w pamięć jak zaklęte. i wiecie co? kto by pomyślał, że kiedyś będziemy siedzieć przed telewizorami, żuć chipsy i walczyć z emocjami przy każdym zagraniu, jakby chodziło o naszą własną szansę na wielką wygraną. no ale zobaczymy
LE LechKrakow Nowicjusz 03.08.2026 23:35

7 postów

  • A niech mi będzie, że ja siedziałem wtedy w szczecińskim "Czwórce" jakieś cholernie szczęśliwe wrześniowe wieczór 2019, akurat na meczu z Gasquetem czy kimś tam, bo akurat akcja była na drugim ekranie. Byłem z kumplami z budowy, piwo leciało strumieniami, a nagle komuś strzeliłoby do głowy krzyknąć "hurraaa, jaki backhand!", no i jakby z kosmosu – ekran zrobił się biały od naszych wrzasków, bo ten gość z Gasquetem robił 4:1 i nagle Hubert wraca jak nic?! Zrobił 7-5 i drugi set 6-3 kurwa, a my z tymi facetami tańczyliśmy po całej knajpie jak opętani, bo nikt nie wierzył, że to naprawdę się dzieje! Stary facet z szynku nawet za darmo nam drinki nachylił "bo takie chwile się nie powtarzają", a ja myślałem tylko: "o kurwa, to dopiero nasz chłopak z Opola, co teraz bije najlepszych wpadkami na oczach całego świata". Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że za rok on zetrze Djoka na miazgę... ale jebany światobóg, jak on szedł tamtej nocy do szatni z tym uśmiechem na twarzy – wszyscy wiedzieliśmy, że to dopiero początek. 🔥💪😱
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 04.08.2026 01:53 Cytuj
  • a pamiętacie jeszcze ten lipiec 2019 w warszawskiej fabryce trwogi? nie, nie ten zatemowym finałem w parku, ale ten mniejszy, co jeszcze nikt nie wiedział, że chłopak z opola na dobre wbije się w tenisową stolicę świata. siedziałem z kumplami w jakiejś piwnicznej knajpie przy pl. trzech krzyży, bo akurat coś tam leciało na drugim ekranie z tymi amerykańskimi meczami, a tu nagle – jakby ktoś wcisnął guzik "przyspiesz film" – zobaczyliśmy huberta w ćwierćfinale challengera przeciw kimu tam, już zapomniałem, ale pamiętam ten jego wzrok, jakby mówił "dziś nie mam litości". i ten backhand na korcie nr 3, na którym akurat padło słońce prosto w oczy sędziemu, a on jeszcze do tego strzelił drugą piłką, takim wślizgiem, że komentator aż zaniemówił. ludzie, ja pierdolę, podskoczyliśmy od stołów tak, że jedna flaszka wylądowała na dywanie, a ktoś krzyknął "toż to nasz polak debilu!". a potem ten mecz 6-2 6-1, jakby gość grał z kimś z drugiej ligi, a tam byli faceci, którzy normalnie w pierwszej połowie roku dochodzili do finałów w ATP. i wiesz co? nazajutrz w gazetach ani słowa, bo to był przecież challenger, a myśmy siedzieli w tej dziurze i mieliśmy łzy w oczach, bo wiedzieliśmy – choć nikt inny nie wiedział – że oto dzieje się historia. a teraz? teraz cały świat drży przy jego zagraniach, a my tylko machamy piwkiem i przypominamy sobie, jak to było, gdy jeszcze nikt nie biegał z transparentami "hurkacz na tron". no ale hej, chłopaki – kto pamięta numer tamtego challengera? ja ciągle mam ten mecz w pamięci jak coś swojego, kurwa, własnego 😄🍻
    Hubert Hurkacz tennis fans
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 05.08.2026 01:32 Cytuj
  • Właśnie wtedy, jak Lech powspominał ten pub w Krakowie, a Pogon ten cholerny września w Szczecinie, to naprawdę było jakbyśmy razem przeżywali wszystkie te pierwsze łzy wstydu i dumy. Siedzieliśmy w takich miejscach, gdzie nikt nie wiedział, kim jest Hurkacz poza nami, a jednak krzyczeliśmy do ekranu jakby to była nasza własna walka o przetrwanie. Byliśmy małym plemieniem – miejscówki śmierdziały piwem i chipsami, a radość była taką niedoskonałą, brudną radością ludzi, którzy wiedzą, że ktoś im pokazuje świat, w którym marzenia mogą się ziścić… choćby w maleńkim zakątku. Teraz? Kurwa, teraz patrzymy na niego tak, że cały świat woła „hurra” razem z nami, ale w tej chwili jest coś smutnego w tym, bo już nie jesteśmy tymi dzikusami z zapomnianych pubów. Teraz on gra w finałach wielkiego szlema, a my siedzimy przed telewizorami z szampanem zamiast piwka z plastiku, komentujemy zagrania jakbyśmy byli dziennikarzami, i tracimy tę pierwotną, brudną dumę kibica, który jeszcze nie wierzy, że jego chłopak naprawdę tam jest. To nie jest tak, że było lepiej dawniej – ale tamte momenty miały smak niepowtarzalnego cudu, kiedy to on jeszcze musiał udowadniać, że ma prawo być wśród najlepszych. Pamiętacie, jak w Warszawie w tej piwnicznej knajpie pod Trzema Krzyżami ludzie płakali, bo challenger okazał się meczem życia? Dzisiaj nikt nie płacze, bo jesteśmy przyzwyczajeni – no bo niby jak? Przecież teraz on bije Djoka, a nie jakiegoś lokalnego bohatera. Ale może o to właśnie chodzi – że ten cud stał się codziennością, a myśmy stracili ten szał, który pchał nas do tańca po całym lokalu. Kibicowanie to już nie skakanie po stołach, tylko śledzenie zegarka, żeby nie przegapić startu, bo on ma przecież harmonogram jak futbolowy europejski gigant. No dobra, nie jestem aż taką marudą, żeby ubolewać – przecież facet bije największych na świecie! Ale czasem, kiedy widzę te ujęcia z trybun US Open, gdzie polskie flagi latają jak szalone, to myślę sobie: „No kurwa, chłopaki, jeszcze niedawno było nas kilku, a teraz ten cały świat jest nasz”. I to jest właśnie ten paradoks: im większa sława, tym mniej jest tej dzikiej, zakłamanej radości z bycia jednym z „swoich”, którzy wierzyli, kiedy nikt inny nie wierzył. Ale za to mamy co wspominać – i to naprawdę jest coś. 🍻🔥
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 05.08.2026 03:22 Cytuj
  • kurwa, a ja akurat pamiętam ten strzał wracający zza głowy w Warszawie przy Placu Trzech Krzyży, jakbym go jutro widział! Siedziałem z kumplami w tym samym miejscu, co Widzew, i ten backhand przeciw temu francuskiemu gościowi... nie wiem, kto to był, ale facet miał minę jakby zobaczył ducha! A Hubert? Jeszcze nie chudł, nie nabrał tych ruchów, które teraz ma, ale te nogi! Jakby latał po korcie! No i ten punkt, kiedy ten drugi facet już myślał, że wygrał, a tu nagle – "hurkacz zagrywa!" – i świat stanął, bo wiedzieliśmy, że coś się dzieje. Pamiętam, jak jeden koleś zapił się do takiego kaca, że obudził się rano z resztką chipsów w kieszeni i kartką z numerem meczu napisanym na serwetce. A teraz? Teraz ten numer wisi u mnie w pokoju, żeby pamiętać, że nawet jak nie było transmisji, to my byliśmy tam, gdzie historia się rodziła. No ale trudno, chłopaki – dzisiaj on bije Djoka, a my tylko patrzymy i liczymy na jeszcze jeden moment, który nas wszystkich znów poderwie od stołów 🔴💪😱
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA Kamilkibic Nowicjusz 05.08.2026 22:02 Cytuj
  • a ja wam powiem, że ten set w nowojorskim US Open to była najczystsza magia, którą w życiu widziałem na własne oczy – nie w pubie, nie w knajpie, tylko w garstce zapaleńców, którzy zebrali się akurat przed telewizorem w domku na obrzeżach lubelskiej dzielnicy. bydlęta akurat mieliśmy u siebie w ogródku tego wieczora zgranie internetu od sąsiada, bo ten cholerny huragan coś tam rzucał w kable, więc ekran raz gasł raz się włączał, a myśmy i tak klaskali przy każdej wygranej piłce huberta jak oszalali. pamiętam, jak moja stara wychodziła co chwila z wiadrem chipsów i mówiła „no dobra, dajcie mi na chwilę spokój, bo te wasze wrzaski zagłuszają jej serial”, a potem i tak siadała obok i też kibicowała – choćby zębami. ten 6-4 w ostatnim secie był takim momentem, że dopiero jak hubert kopnął podawaną piłkę w nogę sędziego i jeszcze się odwrócił z uśmiechem, zrozumiałem, że to już nie jest nasz lokalny cud, tylko coś, co cały świat musiał zobaczyć na własne oczy. no i zobaczył – a my tylko machaliśmy rękami, jakbyśmy sami grali w tym finale, nie jakiś obcy na drugim końcu globu. kurde, najlepsze piwko tego wieczora smakowało jakby prosto z browaru nieba 🍻🔥
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 06.08.2026 00:32 Cytuj
  • A niech mnie, chłopaki... to wasze wspominki to dla mnie jak puszka coli bez gazu – smakuje, ale czeka się na ten pierwszy "pssss" co powie: "taaa, ale teraz!" 😂 Pamiętam swój debiut kibica – był 2017, pub "U Jędrusia" w Nowej Hucie, mecz z jakimś Amerykaninem trzeciej ligi. Byłem takim zielonym, że myślałem, że backhand to jakiś nowy trend ubraniowy. Siedziałem przy barze, piłem swoją pierwszą w życiu żubrówkę (prawie się podlałem), a facet z ekranu walnął tego szlagiera, że aż szyba w oknie drgnęła. Ja na to: "No i co, ten chłopak gra fajnie, nie?" a barman na to: "Kurde, panie, to ten Hurkacz co w niedzielę bije Djoka?" A ja, głupi, że "no niby tak, ale przecież to była trzecia liga, co tam!" 🤣 Dopiero jak wyszedłem na ulicę, zobaczyłem napisany kredą na chodniku: "HURKACZ NA TRON – PREMIERA W KIOSKU PRZY GAJOWEJ!" I wtedy zrozumiałem, że nie jestem kibicem – jestem członkiem sekty, której guru właśnie zaczął zjadać świętych na oczach całego boiska. Ale spoko, chłopaki... dzisiaj on bije Djoka, my pijemy szampana, a jutro? Jutro będzie kolejny challenger w miejscowości, której nazwy nikt nie wymówi. Bo kto wie, może za pięć lat będziemy wspominać dzisiejszy finał tak, jak dzisiaj wspominamy te wszystkie pijalnie piwa, które ledwo pamiętamy przez łzy wzruszenia i ilość wypitych płynów 🍻🔥 A na koniec – kto pamięta mój debiutancki zakrzyk "ALE SZANSA!" pod koniec meczu z tym Amerykaninem? Żebym wiedział, że już wtedy było słychać ziarno wielkości! 😂
    Hubert Hurkacz tennis player
    Potrzymaj piwo.
    WI Widzew_doKonca Nowicjusz 06.08.2026 03:14 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.