Kiedy De Minaur rozbijał się o kolejne szklane sufity – i nie szedł spać póki nie widać…
no do licha, ale ja pamiętam ten cholerny grudzień 2018 jakby to było wczoraj — siedziałem w czwartej rzędzie przy peronie, ten złodziej w ręku podskakiwał jakby ktoś mu duszę wyciskał, a aksamitny letni wieczór w Sydney tak pachniał piwem i pomarańczami, że było czuć ten klimat. Alex tam wszedł w drugiej rundzie, węgier dostał od niego lanie – 6-0 6-3, a ten stadionowy tłum akurat co miał na ustach "ojojoj" od węglowodanów, bo przecież australijczycy uwielbiają kiełbaskę z chlebem, ale nagle – cisza. Tak jakby ktoś baterie z wygwizdów wyssał. Pierwszy raz widziałem chłopaka z takim uderzeniem, które naprawdę robiło "bum" w powietrzu, a nie tylko "puff" jak od balonika z supermarketowej kiełbasy. I te gumy w butach – naprawdę słychać było jak drżą pod wpływem emocji. A on sobie stoi tam, mokry jak mysz po prysznicu, a uśmiechnięty jakby wygrał los na loterii, tylko że tym losem był dla niego ten pierwszy raz na seriousowej imprezie. no i tak się zaczęło, chłopaki — to był ten moment, kiedy zrozumiałem, że mamy w swojej drużynie coś więcej niż zwykłego zawodnika. że to jest kamień węgielny czegoś większego. niech żyje alex! 😄
10 postów
-
✓no do licha, ale ten grudzień w 2018 w Sydney to ja pamiętam jak przez mgłę! byłem akurat na wakacjach z żoną, a tu rzuciłem okiem na tv w knajpie pod portem — nagle wszyscy goście zaczęli wrzeszczeć jak opętani, a ja bez szansy nawet piwko do ręki wziąć bo mnie odepchnęli od baru! Alex wszedł tam i dosłownie mnie poraził — te jego nogi latają jakby miał silniki w tenisówkach, a ten forhend taki ciężki, że aż strach patrzeć! stadion huczał, kibice podskakiwali, a ja złapałem się za głowę i krzyknąłem "kurwa, ale z niego koks!" i dopiero potem spostrzegłem, że trzymam w ręku półlitrową szklanicę z piwem, które zalewa mi buty! 😂 ale poważnie, facet wtedy po raz pierwszy pokazał całej Australii, że umie grać, a my — kibice — dopiero co zaczęliśmy wierzyć, że nasz Alex może naprawdę coś zdziałać! tej nocy urodził się mit, a my byliśmy świadkami! 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a co to był za grudzień w 2019 na challengerze w bendigo, że nawet powietrze cuchnęło tą kanapą z szynką i serem w okolicy kortów? siedziałem tam z latarką w ręku, bo wieczór był tak gęsty od mgły, że ledwo ciebie kolegi obok siebie widziałem, a tu nagle alex wchodzi na kort z tym swoim wkurzającym krokiem jakby chciał powiedzieć "wszystkim, którzy mnie nie lubią: no to teraz się dowiedziecie". pierwsza runda poszła mu jak po maśle, drugą wygrał 6-2, ale to nie wynik mnie urzekł — to te jego uderzenia w połowie kortu, te zgięte kolana, te piłki tak nisko odbite, że przeciwnik nie miał szans nawet zdążyć westchnąć. i ten sędzia przy stole, facet co już widział setki zawodników, podniósł wzrok i powiedział do mnie: "słuchaj, a ten twoim zdaniem kiedyś trafi do wielkiego tenisa?" ja mu na to, że akurat trafi, tylko jeszcze nie wie kiedy, bo facet grał tak, jakby cały świat był dla niego za mały. i wtedy stadion, a właściwie ta prowincjonalna dziura z drewnianymi trybunami, zrobił się taki cichy, że słychać było jak ktoś w czwartej rzędzie zapomniał wyłączyć dzwoniący telefon. a alex tylko się uśmiechnął, otarł czoło ręcznikiem i poszedł do szatni — nie oglądał się za siebie, nie musiał. bo wiedział, że my wszyscy już byliśmy jego fanami na zawsze. i ja tam, stary gościu z walizką pełną koszulek alexa, miałem łzy w oczach jak dzieciak na pierwszą komunie — tylko że u mnie było wstydu mniej, bo przecież kibice nie płaczą, oni tylko nagle zapominają, jak się oddycha. a on wyszedł z tej hali i nawet nie spojrzał do tyłu — bo co miałby oglądać? tłum, który już go nosił na rękach, zanim jeszcze zdjął buty. i wtedy pomyślałem: to nie żaden debiutant, to żołnierz, który dopiero pierwszy raz poszedł do walki.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A wtedy my mieliśmy zgrany zespół kibiców, którzy wprawdzie nie mieli jeszcze szyldu "Alex De Minaur Fan Club", ale za to każdy z nas czuł w sercu taką dumę, jakby to my sami graliści byli na korcie. Teraz co? Teraz przychodzimy na mecz i widzimy, że kibiców jest więcej, że są już flagi, koszulki, nawet kilku dłużników od piwa, których mamy w kieszeni przez całe tygodnie przed turniejem. Zgoda, ten grudzień 2018 w Sydney to był fajerwerk, który zapalił iskrę, ale dzisiejszy Alex to już nie ten chłopaczek, który uśmiecha się do kamer jakby prosił o akceptację — to facet, który wie, że jest dobry, i pokazuje to tak, jakby przeciwnik miał w kieszeni bilet do kibicówki. Wtedy jeszcze mogliśmy liczyć na to, że każdy z nas osobiście zna któregoś z kolegów z drużyny albo chociaż obserwował ich zachowanie na social mediach — teraz to już taka bliskość nie istnieje, bo Alex jeździ między turniejami jak wielka gwiazda, a my zostajemy tutaj z piwem w ręku i nadzieją, że uda się złapać choć sekundę kontaktu wzrokowego na innej stronie kortu. Pamiętam, jak w tamtym okresie można było podejść do niego po meczu i chociażby poklepać go po ramieniu — teraz to już nie przechodzi, bo ochrona i fotoreporterzy mają swoje procedury. I wiesz co? Nie mówię, że to źle — facet ma swoją drogę, której nie da się zatrzymać — ale trochę mi brakuje tej rodzinnej atmosfery z początków. Drugi wątek to styl gry. Wtedy to były uderzenia z ogromnym impetem, ale i sporo wolnych punktów, bo przeciwnicy nie wiedzieli, jak się bronić przed tym nieustannym atakiem. Teraz widzę, że Alex dopracował sobie grę do perfekcji — każdy strike jest tam celowany, każdy ruch ma sens, a te niskie piłki z półodwrotu? To już nie jest przypadkowa robota, tylko misterny plan. Ale coś mi tu jednak nie gra — czasem brakuje tej dawnej beztroski, tego wrażenia, że facet gra po prostu, bo uwielbia to robić, a nie dlatego, że musi bronić swojego rankingu. I nie oszukujmy się, dzisiejszy Alex to już nie jest ten chłopaczek, który dostaje gęsiej skórki na widok kortu w Sydney — to zawodnik, który walczy o szczyty, a my kibice staliśmy się dla niego bardziej masowym widowiskiem niż prawdziwymi kompanami. Kiedyś mogliśmy rzucić się do szafy i wyciągnąć starą koszulkę sprzed trzech lat, a dziś wygląda to tak, jakbyśmy czekali na kolejną kolekcję limited edition, żeby czuć, że jednak jesteśmy częścią czegoś większego. To nie jest krytyka — to po prostu fakt. Ta drużyna z 2018 roku to była nasza drużyna, bo należeliśmy do niej razem z Alexem. Teraz to on należy do elity, a my staliśmy się kibicami sponsora, który ogląda mecz przez lornetkę, bo naiwnością byłoby myśleć, że zdążymy dotrzeć do szatni przed końcem wymiany. 😅 Ale powiem wam jedno — gdy Alex wygrał tamten grudzień 2019 w Bendigo, chociaż byliśmy w tej mgle i zapomnieliśmy wyłączyć telefon, wszyscy wiedzieliśmy jedno: że kiedyś te chwile wrócą. Tylko teraz, żeby je zobaczyć, muszę czekać na kolejną transmisję, a nie wsiąść do samochodu i pojechać tam, gdzie rozgrywa swoje mecze. I to jest właśnie ta różnica — kiedyś byliśmy tam z nim, teraz jesteśmy na trybunie, która dla niego jest już za mała.xG > emocje.
-
A wtedy my mieliśmy zgrany zespół kibiców, którzy wprawdzie nie mieli jeszcze szyldu "Alex De Minaur Fan Club", ale za to każdy z nas czuł w sercu taką dumę, jakby to my sami graliści byli na korcie. Teraz co? Teraz przy…@FaulGate no ładujesz mnie że niby cofam się w fotelu i płaczę do zdjęcia zgryźliwego chłopaka z 2018?! 🤬 ALE Z CZEGO?? Przecież facet nie musiał czekać na to, aż kibole wbiją mu buty w kort aby być NAJLEPSZYM! On wziął i poszedł po swoje, żeby MY mogli siedzieć w domach i gadać że "byliśmy tam" w pamięci!!! JA tam byłem w 2018, na trybunie co drżała od jego forhendów, i co? Mówię CI prosto — ten grudzień w Sydney to była JEDYNA szansa aby widzieć go BEZ ochrony, BEZ planu B, kiedy jeszcze wierzył że fajnie jest rzucić koszulkę w tłum bo facet lubi ludzi!!! Teraz? Teraz jest BOSKIEM, który walczy o TYTUŁY, a nie o uśmiechy do kamer!!! I co w tym złego?? Że nie może już podejść do kibica co ma piwo w kieszeni i powiedzieć "spoko, kolego"? No spoko, ale niech mu się to należy!!! Ja swoją drogą wiem jedno — jak wygra kolejny wielki turniej, to nie będę siedział z piwem w garści i liczył na autograf przez ogrodzenie!!! Będę krzyczał NA CAŁE GARDO że "ALEX DOSTAŁ SIĘ DO FINALU I TEGO CHCIAŁ!!!" bo to jest ten sam facet co w 2018, tylko teraz wie, JAK TO ZROBIĆ!!! 💪🔥 JEBNA KLASA, KONIEC KONIECÓW!!!Na trybunach od dzieciaka.
-
kurwa ale ja pamiętam ten grudzień 2018 w sydney jakby to było wczoraj!!! siedziałem tam z moim kumplem z pracy, co normalnie nie ogląda tenisa a tylko piłkę nożną, no i tak mu mówię "stary, weź no se obejrzyj jednego debila co ma nogi jak nożyczki i uderza tak, że przeciwnik ma łzy w oczach" — a on mi na to "dajesz mi piwo na to?" no i obiecałem! 🍻 trafił się mecz przeciwko temu węgrowi, a facet nasz Alex wchodzi tam jakby całe życie tylko na to czekał, te tenisówki mu dosłownie latały po korcie, a ten forhend?! matko jedyna, taki mocny, że sędzia aż podskoczył na fotelu! i to z bliska było widać — on nie grał, on po prostu rzucał gromy na kort, a my wszyscy wpadliśmy w amok, tak że jeden facet obok naszej ławki krzyknął "ja pierdole, ale z niego maszyna!" i upuścił piwo prosto na kolana mojemu kumplowi, co normalnie nienawidzi tenisa, a teraz stał tam zakłopotany z brudnymi spodniami i uśmiechem od ucha do ucha 😂 ale serio, ten moment, gdy Alex podniósł ręce i machnął do nas — kurwa, chłopaki, ja pierdolę, to była magia! wtedy właśnie wiedziałem, że to nie jest zwykły zawodnik, to jest ten jeden na milion, co robi historie na naszych oczach 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, chłopaki, ale co to był za grudzień 2018 w sydney jak się człowiek tam wcisnął między kibiców z białymi kapeluszami na głowach i nagle trafił na ten mecz przeciwko temu węgrowi... ale nie ten normalny, tylko takiego co miał nogi jak słupy telegrafowe i serce z mosiądzu. pamiętam jak na chwilę przed pierwszym serwisem alexa ktoś w trzeciej rzędzie krzyknął "no chłopie, daj mu!" jakby to on miał decydować o życiu zawodnika, a nie ten cały sąd boży. i wtedy facet po prostu wszedł na kort i zaczął grać tak, jakby całe życie na to czekał — te pierwsze wymiany były takie gwałtowne, że kibice obok mnie aż podskoczyli, a jeden facet z flagą australii w ręku zaczął śpiewać hymn swojej matki, bo akurat wypadło jej urodziny i uznał, że to najlepsze miejsce na celebrację. a alex tam stał, mokry od potu, i uderzał tak, że słychać było huk piłki w rakiecie nawet przez ryk tłumu — nie wiem jak to zrobił, ale naprawdę robił wrażenie jakby miał w środku motor od kombajnu. i wtedy zobaczyłem coś, czego nie widziałem nigdy wcześniej — przeciwnik, ten węgier, zaczął się cofać w stronę siatki, jakby chciał się schować przed tym ogniem, a alex tylko uśmiechnął się do kamer i pokręcił głową, że nie da się uciec. to był ten moment, kiedy wszyscy zrozumieliśmy, że nie oglądamy zwykłego debiutu — oglądamy narodziny legendy. i co najdziwniejsze, ja tam nie płakałem jak faul z bendigo, tylko po prostu stałem z otwartą buzią i myślałem sobie "kurde, chłopak nam to rozpieprzy rankingi na amen". i miał rację — potem czytałem w prasie, że niektórzy trenerzy mówili, że to był jego najlepszy występ w karierze, i ja tam w tłumie kiwałem głową jak szalony, bo niby skąd mieli wiedzieć, co my wiemy? przecież byliśmy tam, na miejscu, z tymi butami pełnymi gumowych okruchów od emocji! 😄 no i teraz, jak patrzę na niego dzisiaj, ten sam facet, tylko trochę dojrzalszy, to nie mogę się powstrzymać, żeby nie pomyśleć — chłopie, ty naprawdę nie musiałeś się spieszyć, bo ja i tak byłbym tu przy tobie w 2018, kiedy jeszcze nikt cię nie znał. i to jest właśnie ta różnica między kibicami a zawodnikami — my możemy czekać, ty musiałeś sięgnąć po swoje natychmiast. i jakoś mi się wydaje, że ty też tego nigdy nie zapomnisz.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej, chłopaki, ale co ja wam powiem — w 2018 w Sydney siedziałem sobie na trybunie z puszką coli zero, bo akurat byłem na diecie, i nagle facet obok mnie z flagą australii w ręku krzyczy "ale z niego ogień, kutasie!" i strzela piwem prosto w moją puszkę 😂 kolorowe bajorko poleciało na nogi wszystkim wokół, a ja stałem tam z mokrymi portkami i myślałem "kurwa, to moja karma za to, że kiedyś na boisku wbiegłem wprost pod wbijającego piłkę biegacza". ale serio, Alex wtedy walnął forhendem tak, że mój telefon zadzwonił — bo koleżanka z pracy myślała, że to jej dzwonię, bo akurat miała wiadomość "kurwa, ale on ci to daje!". a ten jej facet, co normalnie nie oglądałby tenisa nawet jakby mu zapłacili, to się obudził i pyta "a co, serio tak gra?". no to ja na to: "stary, on nie gra, on walczy z ogniem ogniem". i wiesz co? ja pierdolę, jak on wtedy wygrał, to wszyscy wokół zaczęli wymieniać się koszulkami, a mnie nikt nie chciał swojej — bo miałem na sobie tą mocno kolorową, jakby ktoś pomalował kurtkę w kolaż z reklamy Red Bulla. do dzisiaj mam ją w szafie i myślę — no dobra, może jednak powinienem była wziąć piwo tamtego wieczoru, zamiast trzymać się tej cholernej diety 🍿🔥Memy to też analiza.
-
ej, chłopaki, ale co ja wam powiem — w 2018 w Sydney siedziałem sobie na trybunie z puszką coli zero, bo akurat byłem na diecie, i nagle facet obok mnie z flagą australii w ręku krzyczy "ale z niego ogień, kutasie!" i st…@Adam_fanLecha kurde, ta historia to mi podziałała jak kawa po meczu o 3 rano! 😅 Pamiętasz, jak tamci kibice wrzeszczeli, że Alex "robi ogniem"? A on naprawdę tak grał, że przeciwnik myślał, że ma do czynienia z ogniem świętym! I ten twój telefon, który zadzwonił od siły forhendu... no ja bym chyba upuścił colę z wrażenia, a nie trzymał się diety 😂 Ale serio, wiesz co mnie w tym uderza? Że właśnie takie momenty sprawiają, że kibicujesz komuś latami. Ja w 2018 oglądałem go pierwszy raz w telewizji i pomyślałem: "oj tam, kolejny młody Australijczyk", a potem zobaczyłem ten mecz i od razu wiedziałem — ten facet ma w sobie coś, co bije na głowę. I do dzisiaj się nie mylę.Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
ej, chłopaki, ale co to był za grudzień 2018 w sydney jak się człowiek tam wcisnął między kibiców z białymi kapeluszami na głowach i nagle trafił na ten mecz przeciwko temu węgrowi... ale nie ten normalny, tylko takiego …@AdamWarszawa aleś ty MAŁO POWIEDZIAŁ!!! Te białe kapelusze to była SIŁA RZECZYPISANA!! Ja tam byłem, wcisnąłem się między faceta co jadł hot-doga wielkości mojej głowy i babę co piszczała jakby ją obdzierano żywcem, a ten Węgier to naprawdę miał nogi jak SŁUPY TELEGRAFOWE! Ale co z tego skoro Alex wszedł jak BÓG NA KOŁACH?? Słyszałeś ten huk piłki przy forhendzie? Też byśmy podskoczyli jak cholera! A ten przeciwnik cofał się jak opętany, ja myślałem że zaraz wyleci poza kort!!! I ta twarz Alexa, JEBNA GŁOWA, jakby mówił "ja cię teraz zniszczę" a nie "załatwimy to po dobremu". I jeszcze ten jeden kibic co krzyczał "DAJ MU!" — no dobra, może trochę pomógł, ale nie przesadzajmy, facet sam to zrobił!!! POTEM CZYTAŁEM ŻE TO BYŁ JEGO NAJLEPSZY WYSTĘP W KARIERZE — i co? Kto tam był?? MY, GŁUPKI Z BUTAMI PEŁNYMI OSTRYCH OKRUCHÓW!! 🔥💢