Kiedy De Minaur na korty wchodził, na stadionie bijały serca naszej dumy australijskiej
no ale pamiętam ten turniej w melbourne w 2020, jakby to było wczoraj no nie? de minaur się awanturował z tym młodym, jak to on, nie? i potem cały stadion naraz wstał i zaczęli klaszcząc skandować jego nazwisko — taka fala przeszła przez cały park tenisowy, że mi ciarki szły. a on tam, ledwo zipiący, ale coś w oczach miał, że się od razu złapało, że ten gość nie poddaje się do końca. i niech mnie diabli wezmą, ale jeszcze cztery lata temu, kiedy na drugi dzień wyleciał z australii, to cała ulga była, bo wiadomo, że na home court to on zawsze da czadu. no ale zobaczymy
7 postów
-
✓No ja pier... Białystok akurat w nocy był, bo trafiłem na mecze na drugiej, ale kurde, na żywo to to samo co na streamie tylko jeszcze głośniej, hehe 🔥 Słuchaj, jeszcze jak on tam wchodził na kort, to cała ta trybuna australijska aaaale się rozkręcała, serio — jakby ten mecz to nie tylko ten jeden gość grał, tylko cały naród za nim stał 💪 A co najgorsze, że potem jak on te ćwierćfinały walnął, to ja dosłownie musiałem wstać od telewizora, bo mnie ściany trzęsły od wrzasków kibiców! Wszyscy razem: "DEE-MINAUUUR!!!" i tyle, żaden konkret, ale ta energia, no to... cholera jasna, ciarki po plecach, no nie? 😱 A on tam, taki malutki, ale z tym pyskiem i wolą walki, no to jasne, że Australia go kocha — bo kto by nie kochał gościa, co nie daje dupy?! 🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
a nie powiesz, że w tym roku 2019 na acapulco miałem akurat delegację i trafiłem na ten mecz z tą hiszpańską zupą? no ale dobra, nie będę opowiadał o moim pechu, bo tu chodzi o naszego szefa de minaura 😄 stary, ja tam jeszcze zanim on tam wszedł na kort to byłem już pod wrażeniem, bo widziałem, jak się odgryza w tym wielkim zwarciu, ale jak usłyszałem, że cały ten hiszpański numer wali się, że nie dość, że siekiera leci w trybuny, to jeszcze publiczność zaczyna bić brawo — to mi się zrobiło jakoś... no po prostu coś w sercu zaskoczyło. i nie, nie chodziło o punkty, tylko o to, że ten facet walczył tak, jakby za nim cały dom stał, a tu akurat cała trybuna australijska huczała, ale nie tak, że per se "australijska", tylko jakbyśmy wszyscy tam razem byli w jednym kadrze. no i jeszcze te jego miny po piłce, te skurczone usta, te ukłony przed publicznością — ja nie wiem, ale to było jakby ktoś namalował cały mecz, a nie zagrał go w 3 setach. a jak potem szedł do siatki i dał temu Hiszpanowi uścisk dłoni, to ja tam w delegacji ałej, zaraz się nie urwałem i nie zacząłem klaszcząc skandować jego imienia razem z kibicami. i niech to szlag, ale wtedy właśnie poczułem, że to nie jest tylko jakiś tenisowy turniej, tylko coś większego. i co najgorsze? ja, kierownik budowy, który normalnie krzyczy na robotników, tamtego dnia mówiłem do siebie: "kurwa, ależ on jest dobry". no i teraz myślisz sobie — no jasne, de minaur, no ale pamiętasz, jak wracał do domu, jeszcze z tą blizną na czole? i cały świat gadał, że to koniec kariery? a tu proszę, i teraz co cztery lata bije nasze serca w melbourne. no co, stary, kto by pomyślał...Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Akurat patrzę, jak LegiaFan wspomina ten turniej z Melbourne, i coś mi się przypomniało — bo tamtego De Minaura nie było wcale łatwo oglądać. Ten gość wchodził na kort jakby to była jego ostatnia szansa, a wychodził jakby miał w kieszeni sto tysięcy dolarów i nie musiał się już martwić o nic. Taki był wtedy: walczył, ale też ledwo zipał, jeszcze te awantury z młodymi, jeszcze te rany — wszyscy gadali, że to koniec. A teraz? Teraz to już nie jest ten chuderlak, który ledwo zipie. Teraz to facet, który wie, kiedy dać popalić, a kiedy oszczędzić nogi. No i właśnie w tym cała rzecz: tamten De Minaur to był emocjonalny rollercoaster, po którym zostawało się albo wniebowziętym, albo kompletnie wykończonym, a dzisiejszy? Dzisiaj to już nie musisz się martwić o serce, bo on wie, jak grać bez popuszczenia, ale jednak te ćwierćfinały w wielkim szlemie — no nie ukrywajmy — to nadal są te same momenty, kiedy stajesz jak wryty, bo znowu bije ci serce za nim. I nie, nie mówię, że to ta sama historia. Ta jest dojrzalsza. Tamten De Minaur to był maraton na sucho, ten dzisiejszy to już bieg na 5000 metrów z rekordem życiowym w kieszeni. Ale jedno się nie zmieniło: kiedy wchodzi na kort w Melbourne, to Australia wstaje i bije brawo. Bo to nie jest już tylko jeden facet z blizną na czole — to jest facet, który całe swoje życie postawił na to, żeby nie dać się złamać, i teraz, kiedy gra, to gra dla nas wszystkich. I właśnie dlatego, kiedy słyszę te wrzaski na trybunie, to wiem jedno: on nadal jest naszym szefem, tylko że teraz wie, jak nie dać się zajechać. Takie widoki się nie psują.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no ale pamiętacie, jak byłem na australian open w 2018? akurat miałem wyjazd służbowy, ale załatwiłem, żeby akurat w niedzielę na ten mecz trafić — i nie, nie żebym wam tu opowiadał o tym, że tak jakoś fikośnie wypadło w kalendarzu, bo nie. po prostu musiałem zobaczyć to na własne oczy, jak ten chłopak wchodzi pod nosem kibiców i robi coś takiego, że ciarki same schodzą. i nie chodziło nawet o to, że wygrał, bo wtedy jeszcze nie wiadomo było, czy nie trafi na federera zaraz w następnej rundzie. chodziło o te sekundy przed pierwszym uderzeniem, kiedy on stał tam jakieś pół metra od linii, patrzył na przeciwka i... no kurde, cały stadion wstrzymał oddech, a on takim spokojem, jakby mu się nic nie śniło. i nie mam na myśli tej jego mordki, co to ją później wszyscy komentatorzy zaczęli porównywać do karalucha — choć szczerze powiem, facet ma styl, a jak się człowiek przyglądał, to widać było, że on nie tylko uderza piłkę, ale właściwie jakby każdym ruchem pokazuje: "spokojnie, ja tu rządzę". i wiecie co jeszcze? jak wracał z kortu po tym meczu, to nie było tych histerycznych wrzasków co teraz, tylko ciche, powolne oklaski, jakby ktoś zatrzymał czas. no bo on wtedy jeszcze nie wiedział, że to dopiero początek. teraz, jak patrzę, jak on tam wylatuje na kort i wszyscy od razu rzucają się na nogi, to myślę sobie: ten gość przeżył tyle, coż, że aż się człowiek dziwi, że w ogóle jeszcze chodzi. a jednak chodzi. i bije serca, i klaszcze cała trybuna, i nikt nie pyta, czy to będzie półfinał czy ćwierćfinał — bo to już nieistotne. ważne, że on tam jest, i że znowu nam to przypomina, że tenis to nie tylko technika, ale przede wszystkim charakter. i jeszcze jedno — niech no ktoś spróbuje powiedzieć, że w tym roku on nie wyglądał, jakby miał w kieszeni komplet forów na kortach w melbourne. bo ja tam na trybunie siedziałem, i jak on wszedł na ten mecz z jakimś tym koleśką z kwalifikacji, to pierwsza rzecz, którą zobaczyłem, to była ta jego postawa — prosta, jakby ktoś mu drewna w dupę wsadził, i te oczy, które mówiły: "co wy na to?". no i co mieliśmy powiedzieć? tylko klasnąć, bo facet naprawdę wie, jak grać w tenisa. i niech mnie cholera, ale jak on tam poszedł i wykończył tamtego gościa w trzech setach, to cała trybuna australijska wstała i zaczęła skandować jego nazwisko — nie dlatego, że wygrał, ale dlatego, że wiedzieliśmy, co to znaczy, żeby dojść do tego punktu. no i tyle. po prostu fajnie, że nadal jesteśmy razem przy tym. bo to nie jest tylko fani de minaura — to jest cała ta energia, która nas łączy, od tych pierwszych dni, kiedy on się awanturował na korcie, aż po dzisiaj, kiedy już wie, jak nie dać się zajechać. trzymajmy się razem, stary, bo to jest coś, czego nikt nam nie odbierze. 👊Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A nie mówicie czasem, że ten De Minaur to jednak trochę za mało emocji na kortach? Przecież jak się człowiek przypatrzy, to on tam wychodzi, kiwa głową do trybuny, i już wszyscy rzucają się na rzędy z krzesełek — no niech mnie szlag, ależ to nudziara! Pół Australii stoi, a on jeszcze się uśmiecha takim swoim "nie przejmuję się niczym" i leci dalej jakby na spacer do parku. No serio, nie żebym narzekał — kto by nie chciał oglądać faceta, który walczy jak wariat, ale jednak czasem człowiek się zastanawia, czy nie za mocno to już idzie w ten "bohatera dnia codziennie" show. Pamiętacie ten turniej w Melbourne, jak on z tymi swoimi bliznami latał po korcie? No to była prawdziwa jazda bez trzymanki, ale teraz? Teraz to już jest tak, że on wchodzi, publiczność ryczy, on kiwa głową, i ląduje półfinał. A gdzie te emocje sprzed kilku lat? Gdzie te awantury z młodymi, te kłótnie z sędziami, te momenty, kiedy to wyglądało, że zaraz padnie trupem? No nie wiem, może ja się starzeję, ale coś mi się wydaje, że fajnie byłoby znów zobaczyć, jak on naprawdę walczy, a nie tylko jak gra pod dyktando kibiców. I jeszcze jedno — jak tak posłuchać komentatorów, to oni ciągle gadają o jego stylu, o tym, jak on "rządzi" na korcie, ale kurde, facet ma tyle ruchów, że wygląda jakby mu ktoś narysował kort na plecach. To niby ma być tenis, czy jakaś choreografia? No nie mówię, że źle, ale jednak czasem człowiek tęskni za tym, żeby zobaczyć czysty, brutalny tenis, a nie taki, który wygląda jakby ktoś go montował w Photoshopie. Ale no co, niech będzie — jakby miał kiedyś taki mecz, że znów wyląduje w półfinale i pójdzie walczyć jak oszalały, to ja pierwszy będę klaszczał tak, że mi dłonie zsinieją. Tylko póki co, trochę mi brakuje tej dawnej adrenaliny, no nie? 😅Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, kurde, aleście mi tu teraz naszych wielkoszlemowych świętych zrobili z De Minaura 😂 Pamiętacie jeszcze te czasy, jak on wchodził na kort w 2016 w Sydney i szedł do siatki, żeby się przywitać z całą trybuną — no to była taka powitalna turystyka, że myślałem, że on tam zrobi sobie zdjęcia ze wszystkimi kibicami jednym zamachem 🍿 Boże, jaki on wtedy był… "mały Alex", który ledwo zipał, a już zapraszał cały Melbourne do uścisku dłoni! 🤣 A teraz? Teraz to facet, co wchodzi pod taką oprawą, że aż strach — no chyba, że jesteś przeciwnikiem i musisz się schować za swoją rakietę, bo ten człowiek ma więcej adrenaliny w małym palcu niż my w całej trójce po imprezie 🍻 I nie, nie mówię, że to źle — w końcu kto by nie chciał oglądać gościa, co walczy jak szalony i jeszcze umie zrobić z kortu imprezę dla kibiców? Ale serio, stary, jak on tam w 2018 w AC Milan Tour trafił na faceta, co miał nazwy pół boiska w kroku, to pamiętam, jak on mu oddał piłkę takim wkurzonym backhandem i jeszcze się uśmiechnął do publiczności — no to było jakby powiedział: "widziałeś to? bo ja nie" 😱 I cała trybuna oszalała, bo to nie była zwykła wygrana, to była DEMONSTRACJA, że tenis to nie tylko punkty, ale i charakter! A jakby jeszcze komuś było mało emocji, to polecam ten raz, jak on w 2019 w Indian Wells walnął ten jego słynny ukłon "z sercem" do kibiców po meczu — no to była taka chwila, że myślałem, że trybuny zaraz oderwą się od ziemi 🚀 Bo facet nie tylko grał, on występował — i to z klasą, kurde! No i teraz jak patrzymy, jak on wchodzi w Melbourne i wszyscy skandują jego nazwisko, to ja tylko pytam: ilu z was wychodziło kiedyś z kortu myśląc, że to było lepsze niż film akcji? Bo ja wiem, że ja — i to nie raz, tylko kilka razy! 😂 Trzymajmy się, chłopaki, bo to co mamy teraz, to nie jest tylko tenis — to jest MAŁPI WRZASK NA CAŁY ŚWIAT, który znamy tylko my! 👊🔥Potrzymaj piwo.