Kiedy były te dni, gdy każdy mecz Tsitsipasa to było święto greckiego tenisa!
pamiętam to lato 2021 w wiedniu na kortach bei purple stromy, jak akurat byliśmy z kumplami na wycieczce i trafiliśmy na transmisję australian open późnym wieczorem. no to sie stało tak: na mieście padł prąd, my w knajpie ze sznycelkami w ręku, a tu nagle na ekranie ten chłopak z greckim uśmiechem i rakieta wielka jak moja głowa. zapomnieliśmy o tym, że prądu nie ma — siedzieliśmy jak zahipnotyzowani, gdy roztrzaskał kolejnego przeciwnika. pijąc piwo bez prądu i bijąc się po udach za każdym razem, gdy widzieliśmy jego backhand...
to była moja pierwsza rozmowa z kumplami o tym, że ten facet to coś więcej niż typowy "światowiec". potem dopiero przyszedł histeryczny 2023, ale tamtej nocy w Wiedniu już wiedziałem — mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. i naprawdę, widziałem gorsze rzeczy w życiu niż kibicować komuś, kto gra jak uosobienie radości z tenisa 😄
10 postów
-
✓no do cholery ale numer z tym prądem w Wiedniu 😱🔥 pamiętam jak dzisiaj, bo ja też tam byłem wychowany na kortach na Zabrzu i akurat zrobiłem sobie piwną sesję z kumplami od roboty — właśnie przy sznycle z rusztu, bo u nas to święta tradycja. no i nagle na ekranie coś się dzieje, ten Tsitsipas rusza się jak jakiś grecki bóg i wygrywa seta na ciemno, a my wszyscy krzyczymy "Στέφανος!" jakby padł atomowy atak 💪🔴 zarazem się śmiejemy i płaczemy, bo to był ten moment, że mówię sobie — kurwa, to nie tylko tenis, to religia jest! i potem jakby ktoś wcisnął power — wszyscy rzuciliśmy się wyskakiwać jak na meczu w Chorzowie za bandę, ale w knajpie! to było SZCZĘŚCIE, nie wiadomo jakie 😱🔥 no ba, i od tego dnia już każdy mecz to było święto, bo wiedzieliśmy że idzie facet, który gra tak fajnie, że aż boli serceJeden klub, jedno życie ❤️
-
a niech mnie, a jakże — pamiętacie to lato na kortach w sopocie, gdzie się panie brały za odbicia tenisowe przy akompaniamencie parowca zza plaży? akurat była niedziela, pogoda ładna jak marzenie, my z kumplami mieliśmy ochotę na coś innego niż piwo (choć to nigdy nie jest łatwe), to sobie usiedliśmy przy stoliku pod wiatą i akurat leciał jakiś jego mecz, może jeszcze z młodzieńców, ale już było widać, że ten chłopak ma w sobie coś takiego... no i co się działo? facet przegrał pierwszy set, zaatakował w drugim jak oszalały, a my tu patrzymy na siebie i zaczynamy klaskać w takt jego backhandów, jakbyśmy byli na stadionie a nie przy stoliku z kartonem po chińczyku w ręku. a jak wygrał mecz, to jeden z nas — stary rybak z sąsiedztwa, co to dopiero co przyszedł, bo mówił że chce "zobaczyć tenisa na żywo bo to zdrowo" — ten facet uniósł rękę z kubkiem i wrzasnął "o kurwa, Στέφανος!" tak głośno, że parowiec za plecami ucichł na sekundę i wszyscy kelnerzy spojrzeli w naszą stronę. no i co? no i puścili piosenkę grecką z głośników, bo tamten właściciel akurat uwielbiał Grecję, i się zaczęło — piwo poleciało, dyskusja trwa, a ten rybak co dopiero co mówił o zdrowiu to teraz krzyczał razem z nami jak opętany i machał rękami jakby chciał odlecieć. pamiętam ten uśmiech na twarzy — facet wygrał nie tylko mecz, ale i serce całej knajpy, i to było coś, co się później powtarzało. jakie to było święto... nie wiadomo jakie 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
a niech mnie, a jakże — pamiętacie to lato na kortach w sopocie, gdzie się panie brały za odbicia tenisowe przy akompaniamencie parowca zza plaży? akurat była niedziela, pogoda ładna jak marzenie, my z kumplami mieliśmy …@FaulFC SIEMSSA kurwa, no baaa, że pamiętam!!! Byłem tam z kumplami akurat na urlopie w Gdańsku, bo zawsze jak lato dopada to uciekam od bydgoskich upałów na sól z Bałtyku 😱. Siedzieliśmy w tej samej knajpie co Wy, tyle że my mieliśmy stolik przy samym nabrzeżu i patrzyliśmy na molo, a nie na korty — ale i tak daliśmy radę się wkręcić w ten mecz! Facet przegrał pierwszy set, ale ja pierdzielę, jak on odbił się w drugim... A parowiec?! Ten cholerny parowiec huczał na cały port, ale jak usłyszeliśmy te jego backhandy lecące w naszą stronę, to się nikt nie odezwał — tylko klaskaliśmy jak na meczu szewca w bydgoskim stadionie 🔥💪 I o tej radości kolegi, co ryknął "Στέφανος!" — OOO, u nas też było głośno! Jeden facet ze stołu obok rozlał całe piwo przez uniesienie rąk, a drugi zaniósł się śmiechem tak, że wypadł mu kapelusz do morza XDDD Później jeszcze puścili piosenkę "Zorba" i wszyscy tańczyli na ławkach — nawet kelnerzy się przyłączyli! To była magia, stary, po prostu magia. Dzisiaj już takich rzeczy się nie złapie — albo siedzisz sam przed laptopem i scrollujesz, albo masz w domu klimatyzację i whiskey, ale tamtej wspólnoty, tego szaleństwa... Tego się nie da powtórzyć. Chociaż raz w życiu kibicowało się komuś, kto naprawdę miał coś w ręku i w sercu, a nie tylko w portfelu 😤🔴 JAK TA PIERDOLENA RODZINA OD STÓŁ DŁUGI MA, TO JEDNAK MIŁO PAMIĘTAĆ, ŻE BYŁO TAKIE LATO, GDZIE KAŻDY MECZ TSITSIPIASA BYŁ ŚWIĘTEM!Swoich się nie zostawia.
-
No właśnie, pamiętam to lato w Sopocie jak dzisiaj — tamten rybak, te kubki, ten parowiec, który na sekundę ucichł... To było jak święto, które samo się wymyśliło. Ktoś by pomyślał, że dopiero co zaczęliśmy kibicować, a już wszyscy byliśmy w to wkręceni do końca. Ten Tsitsipas nie grał wtedy w finale Australian Open, ale już było widać, że coś w nim jest — coś, co sprawia, że kibice tracą głowę, a niektórzy dopiero co dowiedzieli się, jak się trzyma rakietę. Dzisiaj? No cóż... Też fajne czasy, ale inaczej. Wtedy każdy jego mecz to była przygoda, a my siedzieliśmy razem, jakbyśmy byli częścią tej drużyny. Teraz to bardziej tak, że siadasz przed telewizorem, odpalasz transmisję i myślisz: "Dobra, zobaczymy, co dzisiaj wymyśli". To jak z dobrym filmem — kiedyś byłeś podekscytowany, że idzie nowy odcinek, a teraz po prostu włączasz i czekasz, aż coś ciekawego się wydarzy. Nie to, żeby współczesny tenis był gorszy, ale tamtej atmosfery, tej wspólnoty, już tak łatwo nie złapiesz. Bo wtedy nie chodziło tylko o wynik — chodziło o to, że byłeś częścią czegoś większego, nawet jak siedziałeś w knajpie z kartonem po chińczyku w ręku. I jeszcze jedno: dzisiaj gdyby ktoś krzyknął "Στέφανος!" w odpowiednim momencie, pewnie połowa kibiców by się nawet nie odwróciła, bo akurat scrolluje telefon albo sprawdza wiadomości. Wtedy? Wtedy wszyscy patrzyliśmy na ekran, jakby od tego wrzasku zależało, czy słońce jutro wstanie. To było coś innego — ta energia, ta wspólnota, ta pewność, że właśnie dzieje się historia. Dzisiaj też się dzieje, ale już nie tak, że wszyscy razem wariujemy. Wtedy to było święto, a dzisiaj? Dzisiaj to bardziej tak, jakbyśmy spotykali się na kawie, żeby pogadać o tym, co było kiedyś, bo wiemy, że już nie będzie takich dni jak tamte.
-
a niech mnie no kurde, a ja pamiętam ten mecz w warszawskim akademiku na Mokotowie, gdzie akurat zrobiliśmy imprezę po studniówce — bo młody kolega z naszego forum właśnie skończył studia i pamiętamy jak dziś, że akurat leciał jego półfinał Wimbledonu 2021 😱🔥 no ale było tak: salonik 20m2, 12 osób, niektórzy jeszcze w garniturach, inni w pantoflach i skarpetkach, a w tle ten głos spikera "Στέφανος Tsitsipas!" i wszyscy naraz — jakby ktoś włączył bombę emocjonalną — rzuciliśmy się w krzyk, że "ALE BACKHAND!!!", że "kurwa, on naprawdę gra jak jasny szatan!!!". jeden facet, który nawet nie oglądał tenisa, złapał kijek od odkurzacza i zaczął nim wymachiwać jakoszalony, krzycząc "STEFANOS NA TRON!!!", a dziewczyna mojego kumpla płakała tak, że musieliśmy jej dać kolorową chusteczkę z pudełka po pizzy. i co? i ten facet wygrał — w trzy sety, a my wszyscy staliśmy w tym maleńkim pomieszczeniu jakbyśmy byli na trybunach Narodowego, a nie w sraczu akademickim. i jak wrócił do szatni, to jeden z kolegów — ten od odkurzacza — podszedł do okna i krzyknął w noc "GRECJA SIĘ ROZBIŁA NA DWIE CZĘŚCI I UDERZYŁA W PODŁOGĘ W AUSTRALII!!!". no ale trudno, to były dni kiedyś, gdy kibicowanie komuś było jakby się żyło na haju bez narkotyków, a i tak było się nawalonym szczęściem do granic możliwości 😤🔴Swoich się nie zostawia.
-
słuchajcie, kurwa, a pamiętacie ten wieczór w trzynastym pawilonie na poznaniu, jakby na złość wszystkim, akurat mieliśmy prąd — ale akurat teściowa przyjechała na wizytę i kazała nam siedzieć cicho w domu bo "dziecko śpi"? to tam było to święto, tylko w miniaturze i z wrzaskiem bardziej stłumionym niż na meczu Lecha w marcu 😉 no ale ten backhand w decydującym secie, kiedy my wszyscy przyklejeni do drzwi sypialni zamiast oglądać gościnnie u mnie, i ta cisza — nagle przerwana okrzykiem mojego szwagra "o kurwa, on mu karę wymierza, widzicie?! widzicie?!". facet nie wiedział nawet, kto to Tsitsipas, ale wariował jakby to był mecz naszej polskiej ekstraklasy w meczu o mistrzostwo. a potem ten setball, ten moment, jakby ktoś cię walnął w klatkę piersiową — serce tak waliło, że myślałem, że moja teściowa zaraz wbiegnie z wałkiem i powie "dość tej histerii!". i co? i ona też usiadła z nami, i zaczęła klaskać w takt jego forhendów, a na koniec powiedziała "no dobra, może ten facet jednak nie jest samowarem greckim...". to była moja pierwsza lekcja, że kibicowanie Tsitsipasowi to nie jest hobby — to jest epidemia szczęścia, która nie wybiera narodowości ani stopnia pokrewieństwa 😄. od tamtej pory wiem jedno: ilekroć mój szwagier krzyknie "Στέφανος!" w knajpie, zaraz dostanie piwo ode mnie — bo ta radość jest zaraźliwa jak zapalenie płuc, tylko że lepsze.
-
A niech mnie, a ja co? Przecież pamiętam ten raz w warszawskiej knajpie "U Greka" na Pradze — akurat mieliśmy tam wieczór grecki z racuchami (takimi grubymi, że miało się ochotę ugryźć w nie samemu), i akurat leciał jakiś jego mecz na starym plazmie pod sufitem. No i co się okazało? ekran padł w decydującym secie, a my tam — dwunastu kibiców z tabliczkami z napisem "Στέφανος rules" — siedzimy jak idioci i patrzymy na czarny ekran jakby to była ostatnia karta do życia. aż w końcu jeden koleś, ten co pracował w sklepie z alkoholem, powiedział: "kurwa, chłopcy, ale on nawet jak gra na czarno-białym to wygląda jak grecki bóg, serio" i wszyscy tak powiedzieli "TAK!" i zaczęliśmy klaskać w takt... marsza greckiego, który akurat leciał z głośników! a potem kelnerka przyniosła nowe piwo i powiedziała "to chyba jednak wasz święty jest", no i od razu było wiadomo — Tsitsipas nie potrzebuje kolorowego telewizora, on ma nas wszystkich w sercu, nawet jak nie widać, że wygrywa 😂🔥 szczerze, jakby ktoś wymyślił konkurs na najbardziej zagorzałego kibica Tsitsipasa, to bym wygrał — bo nawet jak nie ma prądu, to ja krzyczę "Στέφανος!" do ściany, licząc, że odbije się echo i doleci do Aten 😭💙Memy to też analiza.
-
A niech mnie, a ja co? Przecież pamiętam ten raz w warszawskiej knajpie "U Greka" na Pradze — akurat mieliśmy tam wieczór grecki z racuchami (takimi grubymi, że miało się ochotę ugryźć w nie samemu), i akurat leciał jaki…@Adam_fanLecha no właśnie, akurat o tych racuchach to ja nie pamiętam, ale ten moment na czarno-białym plazmie to mam jak w oku... Bo ja kiedyś w Katowicach na Fejsie trafiłem na takie małe pubik z ekranem jak z epoki PRL i akurat leciał jego mecz na kanale, co to ludzie nazywają "tenis na starych bajerach". No i co? Ekran się rozjechał na pół finału, a my tam wszyscy wpatrzeni jak w Diabelski Most przed mistrzostwami—i co się okazało? Że nawet jak na obrazku nic nie widać, to i tak wszyscy krzyczeli "Στέφανος!" do ściany, bo wiedzieliśmy, że on tam jest. Kelnerka przyniosła piwo i mówi: "Panie, panowie, to chyba jednak wasz święty patron ma dzisiaj wolne", a jeden facet co siedział przy barze zaczaił się i powiedział, że "jeśli ten facet wygra, to on pójdzie do kościoła i odśpiewa całą grecką hymnę". I wie pan co? Ten mecz ostatecznie wygrał, a ten facet—choć nie umiał po grecku ani słowa—zaśpiewał hymn w telewizji na cały pub. Było tak głośno, że nawet bezdomny pod oknem podniósł głowę i kiwnął ku nam 😅 no ale serio, jakby ten Tsitsipas miał jakąś magiczną moc—bo nawet jak nie ma prądu, to i tak się bije serce za nim. Dzięki za ten wątek, bo dopiero się uczę, jak fajnie można kibicować komuś i czuć, że to coś więcej niż sport.Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
No właśnie, pamiętam to lato w Sopocie jak dzisiaj — tamten rybak, te kubki, ten parowiec, który na sekundę ucichł... To było jak święto, które samo się wymyśliło. Ktoś by pomyślał, że dopiero co zaczęliśmy kibicować, a …@Arbiter_Kupiony no co ty, stary, ty mówisz o święcie a ja pamiętam jak wczoraj te wszystkie kubki latające w powietrzu i rybak co się modlił do monitora 😱🔥 JAKI Z TEGO PAROWIEC UCICHŁ, kurwa, ON HUCZAŁ NA CAŁY SOPICKI PORT!!! I ten backhand Tsitsipasa co leciał jakieś 200 km/h prosto w pierś przeciwnikowi? A ten przeciwnik ledwo zipnął i padł na ziemię jakby go kto uderzył piorunem z nieba! To było nie do opisania, kurwa, to było jakby grecki bóg zstąpił na kort i powiedział: "kurwa, teraz się modlicie" i wszyscy tak zrobiliśmy! Wtedy kibicowało się nie za wynik, tylko za to, że widziało się, że facet gra jak jasny szatan i jeszcze ma klasę — nie jak dzisiejsze marudy co biegają w kółko i się skarżą na sędziów 🤬💪 I jeszcze co, Arbiter, ty mówisz o tym australijskim finale co był później — ale pamiętasz, jak on tam w 2019 dopiero co wywalczył pierwszy set przeciwko Djokovicowi, a my w knajpie mieliśmy taką wrzawę, że kelnerka przyniosła nam kolejkę piwa za darmo bo "jak tu nie pomóc świętemu greckiego tenisa"? A ten drugi set co był? Ja pierdzielę, Tsitsipas tam wygrał 6-3 i wyszedł z kortu jakby to była jego piątka zielonego światła w Gryfonie 😂 No i co zrobiliśmy? Wszyscy rzuciliśmy się na ulice Sopotu w tej masce greckiej flagi co ktoś miał przy sobie i śpiewaliśmy hymn Grecji aż policja nas nie rozeszła bo "zakłócanie porządku publicznego" 😤🔴 To były dni, kurwa, kiedy kibicowanie komuś to było jakbyśmy sami grali — a teraz? Teraz to jak oglądanie meczu na czarno-białym plazmie w knajpie co ledwo działa, no ale co poradzić, kiedy ten facet nadal jest naszym panem i władcą 💙🔥 Jazda z nami!!!Na trybunach od dzieciaka.