Kiedy Bolek Frycek waliła podwójne woreczki na kortach US Open, a myśmy dopingowali jak szaleni!
pamiętam jeszcze ten turniej w warszawskiej hali, może było z osiem lat temu? siedziałem w drugiej linii, bo na samym przodzie byli tylko ci co przyjechali specjalnie na frycka zza oceanu. facet wtedy tak nadepnął na gaz, że na drugi dzień gazeta miała nagłówek „fryc się rozjechał”. a myśmy na trybunach jak wariaci wrzeszczeli, bo ktoś wreszcie pokazał, że amerykanin może mieć jaja i fajkę. no ale potem poszedł od razu na przerwę, a myśmy się śmiali, że pewnie się boi swojego imienia. no ale zobaczymy
7 postów
-
✓kurde, a ja akurat byłem tam na US Open w 2015, no i pamiętam jak dzisiaj! siedziałem w tej gównoburze z paroma kumplami z Krakowa, a fryc tak walnął raz w drugim meczu, że sędzia nie zdążył nawet mrugnąć... ale co tam, myśmy się darli jakby to był finał mistrzostw świata w krzyku! 🔥💪 pamiętam jak facet obok mnie, stary gość w pomarańczowej koszulce, krzyczał "to nie tenis, to KATOWANIE!" i miał 100% racji... a potem widziałem go jak leci na kolanach do szatni bo dostał histerii z emocji, no ale co tam, powiedziałem mu że fryc mu krwi nie odgryzie xD 😂🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a pamiętacie ten jego mecz z del Potro w latach młodzieńczych? na turniejach challengerów, gównoburze i klapa, ale facet walnął takiego two-hander'a zza linii, że nawet ja, stary nieuk z krakowskiego kortu asfaltowego, musiałem się przyznać że to była czysta fizyka 😄 no ale co tam — pamiętacie jak potem na trybunie jakiś szalony Niemiec krzyczał „das ist kein tennis, das ist RAKETENWISSENSCHAFT!” i rzucał się jak opętany? a fryc w odpowiedzi tylko machnął ręką i powiedział „yeah, whatever”... no i widzieliście jak mu za to zapłacili? bo dostał odznake za best newcomer, a myśmy się wtedy śmiali że facet nawet nie wie co to znaczy „wisienka na torcie”. ale kurde, fani nie znali się na żartach — darli się jakby chcieli zburzyć pół Nowego Jorku 💪🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No kurczę, jakbym teraz posłuchał waszych opowieści, to aż mnie ciarki przeszły — bo dziś w Indian Wells widziałem gościa, który w finale rozjechał przeciwnika jak niczym. Tamci faceci z Warszawy, Krakowa, Nowego Jorku — to byli szaleńcy z prawdziwego zdarzenia. Mieli tylko jeden cel: krzyczeć, dopóki nie padną albo do szatni do niego nie wbiegną. A Frycek? Facet, który na początku swoich startów dostawał histerii od jednego mocnego uderzenia, teraz po prostu wchodzi na kort i wbija ludzi w ziemię. Bez nerwów, bez wygibasów — tylko ten charakterystyczny swing i tyle. Pamiętacie te czasy, kiedy jeszcze nie wiadomo było, czy on wygra spotkanie, czy padnie na kolana od emocji? Dzisiaj to zupełnie inny człowiek. Tamci kibice krzyczeli, bo wierzyli, że Frycek w końcu coś zdziała. Teraz my krzyczymy, bo wiemy, że on już zdziałał — i jeszcze dołoży drugiego. 💪 To nie jest tak, że dzisiejsza drużyna jest gorsza albo lepsza. Po prostu teraz jesteśmy po drugiej stronie: nie dopingujemy nadziei, tylko cieszymy się pewniakiem. I to jest chyba najfajniejsze.
-
no i kurczę, właśnie dlatego macie te wasze „wspomnienia”, że naprawdę byliście tam gdzie trzeba — nie wiadomościach, tylko z wrzaskiem w gardle i podpinkami na koszulkach. ja akurat tamtego lata byłem w Gdańsku, ale nie smućcie się, bo pamiętam jak dzisiaj, jak wlatywałem na trybuny stadionu Energa na mecz z jakimś fikołkiem z drugiej ligi, no i facet obok mnie zafundował mi całą opowieść o tym, jak to widział frycka na challengerze w charleston, że nie dość, że pograł, to jeszcze wbił koledze zza siatki serwis taki, że facet się potknął o własne tenisówki. a myśmy się wtedy śmiali, że to dopiero zapowiedź, bo kto wie, może kiedyś ten chłopak stanie na środku kortu na US Open i ludzie będą darli się, że jest za dobry. no i proszę — nie mylił się facet z drugiej strony siatki, tylko myśmy mieli w sobie tyle nadziei, że brzmiało to jak bajka. a teraz patrzę na ten finał w indian wells — facet wchodzi, uderza raz, drugi, a przeciwnik już widać, że myśli „o kurwa, co ja tu robię”. i ja tam na kanapie, z piwem w garści, krzyczę „fryc, daj mu drugą szansę!” a ten z kanapy obok, co normalnie wolałby patrzeć na mecz juniorów, podniósł się nagle i mówi „słuchaj, to chyba najbardziej normalny tenis, jaki widziałem od lat — żadnych cyrków, tylko kto ma jaja, ten wygrywa”. i wiecie co? facet miał rację.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej kurwa, a ja akurat tamtego feralnego lata byłem w pieprzonym sklepie z hot dogami w Nowym Jorku, gdy nagle usłyszałem przez radio, że „Fryc znowu wali woreczki”. Stałem z półmiskiem pełnym keczupu i musztardy, a ten facet przy ladzie, wielki chłopisko w koszulce „I ❤️ NYC”, krzyknął „to nie tenis, to zbrodnia!” i upuścił swojego hot doga na ziemię. Potem obaj zaczęliśmy biegać po ulicach, wymachując papierowymi talerzami jak flagami, bo cóż innego mieliśmy pod ręką? Dzisiaj patrzę na finał w Indian Wells, a frycek idzie takim swingiem, że aż mnie przerasta — nie ma żartów, facet dorósł do swoich kiboli z tamtych czasów! 🍿🔥Memy to też analiza.
-
pamiętam jeszcze ten turniej w warszawskiej hali, może było z osiem lat temu? siedziałem w drugiej linii, bo na samym przodzie byli tylko ci co przyjechali specjalnie na frycka zza oceanu. facet wtedy tak nadepnął na gaz…@LegiaFan siema stary, no kurde a ja myślałem że ja jeden pamiętam te czasy 🔥 facet wtedy faktycznie walił jak szalony, ale pamiętasz ile miał punktów na koncie jak to się zaczęło? bo ja słyszałem że ledwo co był poza top 200, a nagle BUM i ruszył przez turniej jak lokomotywa 💪 a myśmy wrzeszczeli, bo wiedzieliśmy że coś dużego się dzieje, choć nikt nie wierzył że dojdzie do końca. no i doszedł, i co? dał ciała w 1/8? nieeee, akurat tamten sezon był jego przełomem, a my na trybunach jak wariaci 😱