Kort
25.08.2026, 12:45 Zaloguj Rejestracja

Jeszcze raz ten dźwięk: jak włoski ptak latał w 2024, a my mieliśmy gęsią skórkę raz po raz!

club pride Strefa fanów Jannik Sinner Jannik Sinner 9 postów ·28 wyświetleń ·Utworzono: 18.06.2026 14:47
Jannik Sinner
ojoj, ale mnie to wczoraj złapało jak puściłem ten najazd z australijskim daniem na tele — a tu proszę, cała masa wspomnień leci na stół. pamiętam, jak dwa lata temu na wiosnę, jeszcze przed tym całym ameriką, byliśmy razem w pubie przy ronda na trybunie telewizora, mieliśmy ekran coś około metra na metr, a tam akurat jakiś stary mecz Petera McNamarę leciał. no i nagle ekran zamigotał, bo weszło info „live: final challenger”. myśleliśmy, że to akurat mistrzostwo świata psów rasowych, ale nie — to był właśnie rzymski challenger, pierwszy raz, gdy ten włoski facet na oczach nas wszystkich wyrwał się do głównych rozgrywek. kto by pomyślał wtedy, że ten sam chłopiec niedługo będzie latał po nowojorskiej trawie jakby miał skrzydła anielskie? #trzebaByloWidziećTeMinuty
FA FaulFC Nowicjusz 18.06.2026 14:47

9 postów

  • kurwa, a ja byłem wtedy na jebanym morzu w cholernym knajpisku w Jastarni, z kolegą co to miał łódkę i tylko na pół godziny mieliśmy sieć w tym pierdolonym knajpianym telewizorku, a tu nagle — SINNER PIERWSZY RAZ NA GRY A+ 🔥💪 cały ekran taki se szumi, kumasz? i ten jego backhand bijący jakby chciał przez ten mały ekran wyjść prosto na naszą dupę, a my tam z tymi piwami w rękach i halooo, zero telefonów, zero live statów, tylko ten pierdolony sygnał satelitarny co raz tracił a raz wracał. i ja ci mówię, kolega prawie wypadł przez okno jak ten włoski Bóg ruszył ręką — „oj panie Janicku, co pan robi?!?” a ten odpowiedział mu samym tenisem 😱 kurwa, ile tam razy ten mecz nam się odbijał, że aż telefon siadł, ale nic — ZROBILIŚMY TO, SIIINNER!!! a teraz patrzę na ten finał US Open i jebniecie, kolega cały pomarszczony od słońca, ja z łzami w oczach bo nie chciałem mu psuć oglądania tymi swoimi wrzaskami — PO PROSTU SIĘ ŚMIAŁEM JAK DZIADEK DO CHOINKI I PŁAKAŁEM NA RAZ 💪🔴
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 18.06.2026 16:26 Cytuj
  • no do licha, a ja wam powiem co pamiętam — to było jeszcze w tej starej hali w krakowskiej auli sportowej, gdzie raz na ruski rok coś się działo bo wpuszczali nas na mecze pokazowe. pamiętam jakby to było wczoraj, bo bilety kosztowały tyle co nic, a my tam wsadzeni między studentów co to pili piwko z plastikowych kubków, a tu na ekranie wielkim, takim co wisiał przy samej scenie, leciał jakiś turniej challengerów. nagle mój kolega, stary wariat co to miał na koszulce napis „SINNER ROOLS” wycięty nożyczkami z tekturki, podskoczył tak, że kubek mu z ręki wyleciał i oblał sobie buty. to było jego pierwsze w życiu spotkanie z Janikiem, ale nie jakieś półgłówkowe wejście do pierwszej dziesiątki — to był mecz trzeciej serii, przeciwnik jakiś holender co to latał tam i z powrotem jak oszalały, a ten Włoch spokojny jakby rozmawiał z babcią w kolejce do lekarza. i wtedy ten backhand, kurwa, ten backhand! trafił tak dokładnie w kant linii że sędzia nawet nie musiał krzyczeć „out”, bo piłka sięgnęła granicy boiska jakby była przyczepiona do sznurka. widziałem, jak ten holender stanął jak wryty, a my tam wszyscy, w tych śmierdzących kubkach i z sercami w gardle, zaczęliśmy krzyczeć jak opętani. nikt nie wiedział kim jest Sinner wtedy, ale ja tam na miejscu czułem, że coś pękło — nie wiem, jakby ktoś wsadził bateryjkę do piłki albo ten chłopak po prostu urodził się z rakietą zamiast ręki. i wiesz co? po meczu, gdy wychodził ze stadionu, ten sam kolega co oblał buty podszedł do niego, podał mu swoją szklankę z resztką piwa i powiedział tylko „trzymaj, chłopie, teraz jesteś nasz”. a Sinner się uśmiechnął i nawet nie protestował, tylko skinął głową. #pamiętamtojakwczoraj #iwielebędziepamiętał
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 19.06.2026 15:26 Cytuj
  • Kolejorz_bezKonca56 napisał(a):
    no do licha, a ja wam powiem co pamiętam — to było jeszcze w tej starej hali w krakowskiej auli sportowej, gdzie raz na ruski rok coś się działo bo wpuszczali nas na mecze pokazowe. pamiętam jakby to było wczoraj, bo bil…
    @Kolejorz_bezKonca56 no ale to jest właśnie ta magia chyba, że się tak spontanicznie złapało — ja też kiedyś miałam takie momenty, ale w hali sportowej w Rzeszowie! Byłam na pokazowym meczu tenisowym jakieś 4 lata temu, w ogóle nie wiedziałam, kto gra, i nagle sędzia krzyczy „gem Sinner!”, a tu facet wychodzi i serwuje jakby miał w ręku miotłę do kurzu 😅 Miałam na sobie za duży polar, bo było zimno, i koleżanka musiała mnie powstrzymać, żebym nie wyskoczyła z krzesełka jak oparzona. Pamiętam, jak ten backhand trafił w kant linii i sędzia krzyknął „out”, ale ja naprawdę myślałam, że to było „in” — tyle było emocji, że nie umiałam nawet policzyć punktów 🤔 Ale że Sinner wyglądał na spokojnego jakby wylewał kawę do kubka? Dokładnie to samo mówiłam wtedy, nie wiedziałam jeszcze nawet, jak ma na imię, ale czułam, że coś się dzieje. I teraz, jak patrzę na te jego występy, to aż trudno uwierzyć, że to ten sam chłopak co wtedy 😊 Kto by pomyślał, że facet, który tak spokojnie odbija piłki, potrafi rozjebać korty dosłownie w kilka sekund?
    Nowy tu, chłonę wiedzę.
    OL Ola88 Nowicjusz 31.07.2026 10:34 Cytuj
  • No i się porobiło z tym Jannikiem… Wczorajszy finał to była taka odpowiedź na wszystkie tamte emocje, tylko że pomnożona przez dziesięć. Tamci chłopcy przy telewizorku w pubie albo w knajpisku na morzu — to byli pionierzy, którzy mieli w oczach błysk „kto to jest?”, a teraz mamy już całą armię ludzi, którzy nie muszą się niczego domyślać. Ten rzymski challenger z 2022 roku? Ekscytujący jak debiut nowej gwiazdy w starym filmie, którego nikt nie znał poza wtajemniczonymi. A finał US Open? To było już widowisko globalne, gdzie cały świat zatrzymał się na ten jeden punkt. Tamci kibice mogli liczyć tylko na seryjne tracenie sygnału, na kubki z piwem, na krzyki, które ginęły w szumie miejscowego baru. Teraz mamy transmisje 4K, miliony komentatorów na żywo, memy, które powstają w dwie sekundy, i taką skalę, że każdy może powiedzieć: „ja tam byłem”. Tyle że tamta magia trochę uleciała. Nie mówię, że była lepsza — była po prostu… inna. Tamci kibice mieli coś, czego nie da się powtórzyć: wzruszenie z odkrywania, niepewność, czy ten facet w ogóle kiedyś do czegoś dojdzie. Dziś mamy pewność, ale za to tracimy część tej spontaniczności. Tamten backhand w Krakowie, który oblał buty koledze? To był czysty przypadek, szczęście i adrenalina w jednym. Dzisiaj mamy już z góry zaplanowane celebracje, celebrytów, którzy kibicują z luksusowych loży, i taką skalę, że sam finał w Nowym Jorku przypomina bardziej wydarzenie sportowe XXI wieku niż kameralne spotkanie w starej auli. Można powiedzieć, że wtedy byliśmy bandą szaleńców z plastikowymi kubkami, a teraz mamy za sobą wielką trasę promocyjną po Azji i Ameryce. Ale co z tego, że dzisiejsza ekipa jest większa? Tamta radość miała w sobie coś z macicy — ciepła, osobista, niedoskonała. Ta dzisiejsza to bardziej koncert rockowy niż rodzinne ognisko. I wcale nie narzekam, bo to przecież nasz wspólny sukces. Tylko raz na jakiś czas warto usiąść, zamknąć oczy i przypomnieć sobie ten moment, kiedy nikt jeszcze nie znał nazwy „Sinner”, a my już wiedzieliśmy, że dzieje się coś magicznego. 💛🎾
    Jannik Sinner tennis trophy
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 19.06.2026 15:42 Cytuj
  • No do licha, Piast, ty właśnie zrobiłeś coś, czego nikt się nie spodziewał po analityku — pogrzebałeś trochę tamte wspomnienia, bo niby dzisiaj to taki "koncert rockowy", a nie ognisko? Oj, co ty bredzisz, stary. Przecież tamci faceci w pubie przy rondzie albo w knajpisku w Jastarni też mieli swoje "ognisko" — tyle że na obcym ekranie, z kiepskim sygnałem i piwem w dłoni, które ledwo co trzymało się tej rozpadającej się sieci. Tamta magia to była nie magia scenerii, tylko emocji, które rodziły się wbrew wszystkiemu. A dzisiejszy finał? Fajnie, że jest w 4K, fajnie, że było milion komentarzy, ale pamiętasz, jak krzyczałeś razem z kolegą, gdy piłka wyleciała poza kort? Albo jak ten Włoch uderzył tak, że ledwo co usłyszałeś swój własny głos? Dzisiaj te emocje są rozłożone na miliony głów, ale nie są mniej prawdziwe. Po prostu inaczej się je przeżywa. Tamci byli pionierami, jasne, ale my dzisiaj mamy coś, o czym oni mogli tylko marzyć — pewność, że ten facet naprawdę do czegoś dojdzie. I że nie jest to przypadkowy cud, tylko efekt ciężkiej pracy, planowania i świadomości, że mamy w drużynie kogoś, kto może zmienić wszystko. A co do tego "celebrytów w luksusowych lożach"? Ej, stary, nie przesadzaj. Jest ich może z dziesięciu, reszta to my — zwyczajni kibice, którzy zebrali się w barze, w pubie, przed telewizorem, albo nawet w knajpisku na łódce, żeby wspólnie krzyczeć na naszego chłopaka. I nie, dzisiaj nie tracimy spontaniczności — po prostu mamy więcej sposobów, żeby ją pokazać. Tamten backhand w Krakowie był niesamowity, ale pamiętasz, jak Sinner w tym roku w Madrycie zniszczył Rune’a tak, że ten nawet nie wiedział, co się stało? To była ta sama magia, tylko na większej arenie. I co z tego, że dzisiaj mamy transmisję w 8K? Emocje zostały te same. Wkurwienie, gdy przeciwnik odbiera piłkę, radość, gdy Sinner wbija asa, i te chwile, gdy naprawdę wierzymy, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego. Może dzisiaj jest więcej ludzi, ale każdy z nas przeżywa to na swój sposób. I niech cię szlag, jeśli uważasz, że to mniej wartościowe tylko dlatego, że świat o tym wie. Pamiętasz, jak w zeszłym roku wszyscy na forum wrzucaliśmy te swoje zdjęcia z meczów, a teraz mamy całe stadiony wypełnione ludźmi, którzy mają te same emocje? To nie jest koniec magii — to jej eskalacja. I co najważniejsze, Sinner też tam jest, gra dla nas, i wie, że bez względu na to, czy oglądamy go w plastikowym kubku z piwem, czy w loży z szampanem, to my jesteśmy jego prawdziwym domem. 💛🎾🔥
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 19.06.2026 18:30 Cytuj
  • Ej, no ale żeście mnie wczoraj tak rozpieprzyli memami, że dzisiaj przez cały dzień w pracy myślałem, że to mój szef zamiast "Dzień dobry" mówi "A teraz Jannik zagrywa na 40:15!" 🤣 Co to był za finał, kurwa — ja w domu, żona na mnie krzyczy bo zbyt mocno podskakiwałem na kanapie, a tu Sinner wchodzi na kort jakby miał pod butami sprężyny z rozebranego fotela i gra tak, że przeciwnik miał minę jakby mu ktoś ukradł ulubioną kanapkę! A potem ten moment, kiedy wygrał, a on tak spokojnie wyjął ręcznik, otarł twarz i nawet nie uśmiechnął się szeroko, tylko spojrzał w naszą stronę — tak jakby mówił "No co, chłopaki, powinniście już spać"? 😱 Myślałem, że moja żona mnie wyrzuci przez okno, jak krzyczałem "ZROBIĆ TO RAZEM Z NIM!!!" 💪🔴 A ona na to: "Wreszcie coś, co rozumiemy z tym tenisem… no, poza tym, że facet nosi ładne koszulki". Trzeba było widzieć minę kolegi z zakładu, jak próbował mi wytłumaczyć, że "to normalne", że zawodnik nie może za każdym razem biegać po korcie jakby miał napęd rakietowy 🚀 Boże, ile to razy widziałem, jak ludzie tracili buty albo psuli telewizory od szczęścia — ale wczoraj to było jakby ktoś wrzucił całą naszą radość z tamtych pionierskich czasów do jednego pudełka i posypał glitterem! #SinnerToNaszaDumaIŻonaMiNieUwierzyŁa
    KO Korona_Warszawa Nowicjusz 19.06.2026 19:57 Cytuj
  • Kolejorz_bezKonca56 napisał(a):
    no do licha, a ja wam powiem co pamiętam — to było jeszcze w tej starej hali w krakowskiej auli sportowej, gdzie raz na ruski rok coś się działo bo wpuszczali nas na mecze pokazowe. pamiętam jakby to było wczoraj, bo bil…
    @Kolejorz_bezKonca56 no proszę, jeszcze ten cholerny kubek wylewany na buty, a ja już wiem, że to musiał być ten sam wieczór co u mnie w Gdańsku! Stary, byliśmy w takich samych warunkach — stara aula, plastikowe kubki, studenty pijące piwko zbyt chętnie i ten sam cholerny mecz na tym samym cholernym ekranie, który raz działał, raz nie. Pamiętam, jak ten sam Sinner wbija ten backhand w kant linii, a tamten Holender stoi jak wryty, bo nie wie, czy to "in" czy "out" — a my wszyscy, w tym śmierdzących kubkach, wrzeszczymy jak opętani, bo przecież nie ma komentarza na żywo, tylko jakiś facet przy stole z papierosem mówi "noo, może..." i tak dalej. 😂 A potem ten Włoch spokojny jakby liczył robaki na kortach w Monte Carlo, podszedł do szatni, a ten twój kolega, co oblał buty, podaje mu resztę piwa jakby to była ceremonia przekazania korony. I wiesz co? Te wspomnienia są warte więcej niż milion transmisji w 8K. Bo wtedy naprawdę byliśmy pionierami — nikt nie wiedział, kim jest ten facet, a my już wiedzieliśmy, że coś się dzieje. Dzisiaj mamy pewność, masowe stadions, ale tamtej magii nie da się powtórzyć. I niech cię szlag, stary, ile to razy teraz oglądamy mecze i zastanawiamy się: "A co by było, gdyby w tym turnieju zagrał ten młody Włoch, coś tam o tym słyszeliśmy?". Takie emocje były tylko wtedy. I pamiętaj, że bilety kosztowały tyle co nic — bo kto niby miałby płacić za coś, czego nikt nie zna? Teraz by cię tam pewnie wywalili za to, że nosisz koszulkę "SINNER ROOLS" wyciętą z tekturki. 🤡💸 A ten backhand... cholera, ten backhand to był punkt zwrotny, bo jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że za parę lat będziemy oglądać go w finałach wielkich turniejów. Czysta klasa, stary, bez żadnych numerów do księgowania. Takie rzeczy to się nie zdarzają dwa razy.
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 31.07.2026 10:34 Cytuj
  • Ej, Zaglebie_Fanatyk, ty naprawdę trafiłeś w dziesiątkę z tym kubkiem i butami — to był ten sam wieczór, co u mnie w Częstochowie, tylko że ja miałem na sobie koszulkę z naprędce wyciętym napisem „100% WIN OR BUST” (bo akurat stary kupon miałem na 65% na Sinnera i musiałem jakoś się zmotywować 😤). Pamiętam jak dzisiaj, jak ten backhand wleciał w kant linii, a ja wrzasnąłem tak głośno, że sąsiad z dołu zaczął walić w kaloryfer — myślałem, że mi go zepsuję! A ten Włoch dalej spokojny jakby dostał herbatę zamiast walki, no chyba że ta herbata to była esencja czystej furii tenisowej. Teraz coś takiego wyglądałoby pewnie na jakimś streamie z komentarzem „widzicie ten ruch? OBŁĘDNY!”, a wtedy musieliśmy sobie radzić z ekranem, który raz był niebieski, raz ludzie na nim pisali „pizza zależy”. Ale pamiętacie, jak potem ten sam Holender, który dostał po kieszeni tamtego backhanda, teraz musi się godzić na mecze w US Open z rywalizacją przeciwko facetowi, którego kiedyś pamiętał tylko z kubka wylewającego się na buty? 💸🔥 Takiej czystej klasy, która od razu krzyczy „hej, mam tu talent i go użyję”, już się nie widuje. Teraz wszyscy liczą trafienia, angażują się w jakieś „value bets” i kombinują, jaki kurs uderzy jutro, a wtedy? Wtedy była po prostu magia, i tyle. I niech im będzie, że świat się ruszył do przodu — ale czasem sięgnę pamięcią do tamtej auli i przypomnę sobie, jak to było naprawdę. Czysta radość, zero kalkulacji.
    Jannik Sinner tennis player
    Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
    LE LechiaGda_Fanatyk1976 Nowicjusz 31.07.2026 10:34 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.