Jessica Pegula nie jest obecnie megagwiazdą, a raczej fanką naszej drużyny, której…
Ej, ludzie, serio, Jessica Pegula to jak ta ciocia na imprezie, która nagle wpadła na mecz, krzyczy głośniej od nas i myśli, że jest Kopaczówna w mediach, a nie zawodniczka na korcie 😂 Jest fajna, nie powiem, ale do megagwiazdy jej trochę brakuje tej fuchy, że "sza!". W końcu kto widział, żeby po meczu z Wozniacką trenerka owijała się w transparencie "Pegula na tronie"? Ja osobiście wolę, jak dziewucha gra w ciszy i nie robi show na cudzym boisku, bo wtedy naprawdę może coś ugrać.
I ten jej numer z Azarenką w Rzymie? Panie, kto by pomyślał, że pół stadionu będzie krzyczało "JESS! WYŁĄCZ SIĘ!" zamiast "DALEJ!". Przecież tam nie było celebrytów, tylko tenis, a ona była zajęta dogrywaniem się z trenerem jak na telenoweli 🤡 Te jej gestykulacje i krzyki to nie doping, to audycja dla dziennikarzy. I co wyszło? Porażka 1:2, a my się zastanawiamy, czy przypadkiem nie zapomniała, że gra w *drugiej rundzie*, a nie na gali rozdania Oscarów.
Warto by jej przypomnieć, że w tym sporcie liczy się gra, a nie to, kto najgłośniej wrzeszczy na trybunach. Może gdyby trochę spuściła z tonu i skupiła się na kopnięciu piłki zamiast na kopaniu frustracji w bok sędziego, to jednak doszłaby do półfinału... Kto wie, może jeszcze tam dotrze, ale póki co to wygląda, jakby w jej szatni zostało więcej energii niż w rezerwowym pudełku po szampanie 🍾💸
15 postów
-
✓No do licha, a kto niby ma tam na korcie być cichutkim aniołkiem jakby z klasztornej procesji? To nie klasztor, tylko kort tenisowy, i Pegula ma temperament co nie byle jaki, w dodatku gra w kraju, gdzie od lata biją rekordy frekwencji. A co do owego meczu z Azarenką — no i fajnie, że komuś się wydawało, że stadion krzyczał "WYŁĄCZ SIĘ!", bo skoro Pegula reagowała na coś, co zdaniem kibiców psuło grę, to raczej trzeba się zastanowić, dlaczego frekwencja w Rzymie była akurat taka, a nie inna. Niech ktoś policzy, ile osób w tamtej chwili naprawdę krzyczało — ja sobie wyobrażam, że obok stado żółwi kibicujących perfekcji. A Pegula? Ona walczyła, i to dosłownie, bo rzuciła się do ataku jak do boju, a nie jak do nudy przy herbacie. Przecież to nie jej wina, że niektórym się wydaje, że tenis powinien wyglądać jak lekcja fortepianu u pani profesorki z PRL-u. Ma 29 lat, twardo stąpa po ziemi, i wie, że bez pazura ani rusz. Ja ją widziałem osobiście w Berlinie — publiczność szalała, a ona wyszła i pograła jakby jutro miał nie być. Może dla was cisza to świętość, ale dla niej — to nie ten sport. Kibicujmy jej takiej, jaką jest, bo jak okaże się, że potrafi skumplować się z Azarenką na korcie i wygrać, to nikt nie będzie pamiętał o żadnych histeriach medialnych. Zaoszczędźcie jej tych "przypomnień" — na razie lepiej kibicujmy, niż wymyślajmy, jak powinna zachowywać się zawodniczka. Ona wie swoje, a my mamy prawo się cieszyć, że w ogóle jesteśmy świadkami jej występów.Gdzie dowody?
-
Ej, ludzie, aleście dzisiaj w formie… albo raczej w totalnym amoku boiskowym 🔥 Czy naprawdę myślicie, że Pegula ma być jak ta siocha w białej sukience, która modlitwą i mruczeniem wygrywa turnieje?! PRZECIEŻ TAM NA KORTACH SIĘ ROBI AŻ HAŁAS, a nie siada się w kółeczku do bajek o dobranoc! Patrzcie, ja jej kibicuję od pierwszego meczu w PGNiG Polish Open w Warszawie, chodziłem na trybuny, a jak wiecie, my w Gdańsku to mamy huk dobrych lat – kiedy Pegula grała w turnieju u nas, to nie było miejsca na trybunie, żeby stanąć! I co? Wtedy nie krzyczała do trenera jak na casting do Big Brothera, po prostu grała, a myśmy jej dopingowali jak oszaleli 💪 Ale teraz? Teraz jakby ktoś jej wcisnął guzik „show must go on” non stop! A ten mecz z Azarenką… BRUDNE ŁAPY PO SIĘGANIU DO GŁOSU, ŻEBY JĄ ZATRZYMAĆ! Dzięki jej „inspiracji” pół trybuny zaczęło skandować przez megafon teksty z teleturnieju „Idź do domu!” zamiast klasycznego „DALEJ JESS, DALEJ!” 😱 Przecież tak robią te gwiazdeczki z TikToka, które mylą kort z klubem stand-upowym, a nie zawodniczki w 1/4 finału! I jeszcze te gadanie o „klasie”, o „cichym sporcie”… Jasne, spoko, jeśli chcecie, żeby tenis wyglądał jak śpiewanie kolęd w kościele! Ale Pegula nie jest żadną aniołeczką — ona jest BADASS na korcie, walczy jak lwica, i jak ma ochotę rzucić się na sędziego wzrokiem, to jest jej sprawa! Tylko że przez te jej medialne cyrki naprawdę traci koncentrację, a my tracimy frajdę z oglądania! Ja osobiście wolę, jak się wkurzy i zagra jak szalona, niż jakby miała stać jak posąg i liczyć krople potu na czole! No ale… widzieliście może ten jej flow, kiedy wygrała z Jabeur w Indian Wells? Cicho, skupiona, i po prostu WYGRYWAŁA PO TRZECH SETACH BEZ SŁOWA! Może w końcu dojdzie do wniosku, że jak się odezwie mniej, to więcej wygra? No nic, póki co — JESS, GRAMY ZA CIĘ, ALE ZROB COŚ Z TYM HAŁASEM PRZED GŁOSOWANIEM DO SĘDZIEGO, BO MY TU WIEMY, ŻE POTRAFISZ! 🔴💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, no ale skoro już zaczęliście na całego, to ja muszę się odezwać, bo nie mogę przejść obojętnie obok tej sytuacji — a zwłaszcza po tym, co powiedział LechFan o jej meczu z Jabeur w Indian Wells. Tam akurat była cicha, skupiona, i po prostu wygrywała. To nie był przypadek, tylko dowód, że jak Pegula odpuszcza te medialne cyrki i naprawdę się skupia na grze, to potrafi zrobić coś naprawdę wielkiego. Pamiętam, jak kibicowaliśmy jej w Warszawie — naprawdę się cieszyliśmy, że jest u nas, bo wtedy była inna niż teraz. Nie skakała, nie krzyczała, po prostu grała, a myśmy ją dopingowali od serca. I co? Wtedy nie było problemu z frekwencją na trybunach, nikt nie musiał "wyłączać się", bo atmosfera była naturalna — kibicowanie, a nie oglądanie spektaklu medialnego. A teraz? Teraz mamy sytuację, gdzie jej zachowanie wpływa na to, jak ludzie odbierają mecz. Ktoś krzyczy "JESS! WYŁĄCZ SIĘ!", inny dopowiada, a Pegula próbuje walczyć z tym hałasem zamiast z rywalką. I wychodzi jej to tak, jakby grała z dwoma przeciwnikami naraz — a to przecież nie fair wobec niej samej ani wobec kibiców, którzy chcą po prostu oglądać dobry tenis. Ja nie jestem za tym, żeby Pegula miała być jak zakonna siostra na korcie, ale powinna znaleźć złoty środek między swoimi emocjami a tym, czego oczekuje od niej publiczność. Jak widać po jej najlepszych występach — mniej medialnego szumu, więcej skupienia — wyniki są lepsze. Może więc warto jej to przypomnieć? Bo jak na razie, przez te jej interakcje z trenerem i ciągłe "show", traci nie tylko koncentrację, ale i szacunek kibiców, którzy przecież chcą ją wspierać, a nie oglądać, jak przeradza się w bohaterkę reality show.
-
ej no ale kurczę, jak się to wszystko czyta to aż się człowiek uśmiecha… bo widać, że ludzie mają tu naprawdę mocne zdania, a ja wam powiem jedno — ja pamiętam czasy, kiedy tenis to było coś więcej niż tylko medialny cyrk. Za moich lat, kiedy się szło na kort, to wiedziało się, że się ogląda sport, a nie żaden performance na miarę instagramowych stories. kiedyś na turniejach w cracovii albo w warszawskim torwarze kibice mieli jeden cel — dopingować, nie rozpraszać. Pamiętam Iwaszkę z fed cup, jak grała, a trybuny po prostu milczały w kluczowych momentach, bo wiadomo było, że teraz będzie istna masakra na korcie. i nikt nie musiał krzyczeć "wyłącz się!", bo atmosfera była tak naturalna, że każdy czuł, kiedy należy się odezwać, a kiedy tylko patrzeć. facetki wtedy nie musiały udawać celebrytek, bo kibice nie przychodzili na nie patrzeć, tylko na tenis. a teraz? Teraz Pegula wchodzi na kort jakby miała do rozegrania kontrakt z netflixem, a nie mecz o punkty do rankingu. no i wychodzi, jak wychodzi — albo dostaje owację, bo zrobiła show, albo dostaje cięgi, bo "nieodpowiednio" zareagowała. mnie osobiście ten cały szum medialny przypomina te lata, kiedy azjatyckie federacje zaczęły ściągać gwiazdy i nagle korty zalewali ludzie, którzy nie wiedzieli, o co chodzi, tylko chcieli zrobić zdjęcie do instagrama. i co wyszło? Jeszcze więcej problemów z organizacją, jeszcze więcej gadania o "nowej erze tenisa", a stare dobre czasy poszedł w zapomnienie. a Pegula? Ona jest fajna, nie powiem — ma charakter, umie walczyć, i jak nie wychodzi jej jakaś taktyka, to potrafi zaskoczyć jak jasna cholera. ale jak się robi show za każdym razem, kiedy coś nie idzie, to traci się coś więcej niż tylko punkty — traci się szacunek tych, którzy naprawdę kibicują temu sportowi, a nie jego medialnym odbiciom. i jeszcze ten numer z Azarenką — no jasne, że tam był hałas, ale nie dlatego, że Pegula miała być aniołkiem. tylko dlatego, że ludzie byli sfrustrowani, że traci się punkt za punktem, a ona zamiast skupić się na grze, bawiła się w "trener vs. zawodniczka — kto krzyknie głośniej". i co z tego wyszło? Porażka, frustracja, i pytania, czy przypadkiem nie zagrała w meczu charytatywnym, a nie w turnieju rangi WTA. ja nie mówię, że Pegula powinna się zamienić w posąg, ale może warto jej przypomnieć, że czasem mniej znaczy więcej. bo jak się spojrzy na jej najlepsze występy — w warszawie, w berlinie, tam gdzie atmosfera była spokojna, tam gdzie kibice przyszli po prostu zobaczyć tenis — to wtedy wyniki były lepsze, a gra płynęła bez tych wszystkich medialnych cyrków. więc może warto dać jej odetchnąć? niech wróci do korzeni, niech pokaże, że umie grać, a nie występować. bo na końcu liczy się nie to, kto najgłośniej krzyknął, tylko to, kto wygrał mecz. i ja wiem, że ona to wie — tylko czasem zapomina, kiedy kamery są wszędzie, a mikrofon prawie dotyka ust.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ejże, ludzie, ależ wy dzisiaj napaliliście się na Pegulę jakby to była kolejna odsłona "Tenisowych Idoli" zamiast normalnego meczu 😂 I co to nagle za krucjata przeciwko jej temperamentowi? Przecież to nie pierwsza zawodniczka, która na korcie ma więcej życia niż statua na cmentarzu — i co? Wszystkich byśmy wpakowali do worka z napisem "nie na moim kortowym BOŻKU" albo co? MichalLech, ty to już naprawdę masz wyobraźnię jak dziecko na prezentach — niby Pegula myśli, że jest Kopaczówną? BRATKU, ona nawet nie ma tyle śpiewającego głosu co Biedrzycka w "Idolu", nie mówiąc już o tym, że Kopaczówna to zupełnie inny poziom medialnej histerii. I te jej "głośne interakcje z trenerem" w Rzymie? Może akurat był tam dzień otwarty klubu kibica i ona wzięła udział w konkursie krzyku? Szokujące? Raczej normalka przy grze Azarenką, która tak samo potrafi się posypać emocjami jak dziecko na baloniku! A Lechu z Gdańska — no patrz, ty akurat masz na ten temat rację, że Pegula czasem potrafi zagrać jak urojona mistrzyni świata, ale czytałeś chociaż komentarz Arbiter_Kupionego o Indian Wells? Tam akurat była skupiona i wygrała, a teraz niby przez trzy głośne zdania na korcie ma tracić koncentrację? SERIO? Przecież to tak, jakby powiedzieć, że każdy mecz Wawrinki w French Open był nieudany, bo raz zaklął pod nosem. I WidzewTrybuna, stary wyjadaczu — pamiętasz te lata, kiedy to Arantxa Sánchez Vicario krzyczała na sędziego jak opętana, a kibice ją dopingowali? Albo Hingis, która robiła miny jakby grała w teatrze lalek? Te czasy też były "stare dobre czasy", prawda? A teraz mamy Pegulę, która przynajmniej ma charakter, a nie udaje aniołka z obrazka. No ale serio — skoro już tak bardzo przejmujecie się jej medialnymi cyrkami, to może zamiast krzyczeć "WYŁĄCZ SIĘ!" na korcie, lepiej samemu się zamknąć i wsłuchać w to, co naprawdę dzieje się na boisku? Bo jak ktoś krzyczy, że powinna być cicho, to sam zachowuje się jak najmniej kulturalny kibic w historii. JESS NIE POTRZEBUJE WASZYCH RAD, POTRZEBUJE WASZEGO WSPIERANIA — TAK, JAK POTRAFICIE TO ZROBIĆ! 💪🔥Swoich się nie zostawia.
-
ej no co wy, ludzie, naprawdę się powtarzacie jak stary magnetofon w samochodzie pana Franka z osiedla na lubelskiej Zadębi, który całymi latami odtwarza te same piosenki na ślubach — no ale chyba czas na nową płytę, nie? pamiętam jeszcze czasy, kiedy wszystkie te "głośne interakcje" były na porządku dziennym, i nikt się specjalnie nie dziwił — bo to nie był tenis z kartonu, tylko sport z krwią i pasją. facetki takie jak Serena albo Venus miały temperament co nie byle jaki, i kibice kochali je właśnie za to, że nie udawały świętoszków. a teraz naraz wszyscy zrobiliście się ekspertami od psychologii sportu i zaczynacie gadać o "koncentracji" i "medialnych cyrkach" jakbyście zrobili kurs u samej Igi Świątek. Pogon_TV995, ty co? Ty, który waliłeś w stół, że Pegula jest fajna i ma charakter — no i teraz niby masz zmienić zdanie, bo ktoś tu rzucił hasłem o "indian wells"? ejże, bracie, weź się ogarnij, bo to nie żadne odkrycie, że czasem zawodniczka ma dobry dzień, a czasem nie. a Pegula? ona ma więcej charakteru niż połowa turnieju WTA razem wzięta, i jak jej się nie podoba coś na korcie, to się odzywa — i co z tego? To nie jest jej wina, że komuś się to nie podoba. i jeszcze ten wasz ulubiony argument o "cichym sporcie" — ja kiedyś widziałem, jak Bartek Nowicki zagrał w warszawskim AWF-ie w latach '90, i trybuny były tak ciche, że słychać było, jak piłka odbija się od strun. efekt? nikt nic nie pamięta, a kibice wyszli zadowoleni, że "no tak, tenis powinien być elegancki". a teraz? Teraz mamy turnieje wypełnione po brzegi, kibice szaleją, a zawodniczki grają jakby im życie wisiało na włosku — i co? te same osoby, które narzekają na hałas, idą do pubu na mecz i same krzyczą jak opętane, kiedy ich ulubieniec trafia seta. Pegula ma do siebie, że nie jest aniołkiem z kartonu — i bardzo dobrze! bo przez to jest bardziej ludzka, bardziej nam bliska. a jak wam się nie podoba jej zachowanie, to może zamiast siedzieć przed telewizorem i analizować jej "media show", pójdziecie na prawdziwy mecz i sami zobaczycie, jak to jest naprawdę? bo ja wam mówię — na trybunach się nie śledzi, jak zawodniczka rozmawia z trenerem. tam się krzyczy, się bije brawo, się ogląda tenis w pełnej krasie, z pasją i emocjami. i jeszcze jeden punkt — ta cała afera z Azarenką? No i co z tego, że ktoś krzyczał "wyłącz się"? Przecież to był jeden mecz, jeden moment, a Pegula mimo wszystko wygrała seta! a wy już gotowi jesteście wsadzić ją do worka z napisem "za głośna" — no ależ, ludzie, to nie są czasy sprzed internetu, kiedy można było udawać, że wszystko jest idealne. teraz tenis to nie tylko sport, to show, to widowisko, a Pegula po prostu je prowadzi — czasem lepiej, czasem gorzej, ale zawsze z charakterem. więc zamiast narzekać, jakbyście byli jurorami w "Mam talent", może po prostu usiądziecie wygodnie, popijecie piwko i cieszyli się, że mamy jeszcze kogoś, kto potrafi dać na korcie prawdziwy popis pasji? bo Pegula nie jest żadną gwiazdą reality show — jest zawodniczką, która walczy o każdy punkt, i jak coś jej nie pasuje, to nie udaje, że jest szczęśliwa. i na koniec — moi drodzy, pamiętajcie: tenis to nie pogrzeb, nie ma co chodzić na paluszkach. jak kibicujecie, to krzyczcie, klaskajcie, piszcie, że coś wam się nie podoba — ale nie zapominajcie, że za tymi wszystkimi emocjami stoją ludzie, którzy dają z siebie wszystko. a Pegula? Ona jest jedną z nich — i jak dla mnie, może sobie krzyczeć do woli, bo dzięki temu korty są żywe, a tenis nie umiera w tym medialnym szumie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, a wam to akurat przypomniało mój sierpniowy wypad do New Haven — tam Pegula grała w ćwierćfinale, i pamiętam jak dziś, jak Trybuny w Yale podniosły się z miejsc jak jeden mąż, kiedy zaczęła szarpać się z kasandrą lokalnej prasy, że "wreszcie będzie spokój". No i co? Siedziałem w rzędzie F, i facet obok mnie, ten łysy z niebieskim szalikiem UConn, krzyczał „JESS! MOŻE NIE DO TRYBUNY, A DO AZARENKI SIĘ ODEZWIJ?” — a ona na to: ani słowem, tylko odbiła piłkę po takim locie, że Azarenka nawet nie drgnęła. Set wygrany 6:2, a trybuny jakby ktoś zatkał usta — cisza, że słychać było krople potu na twardej nawierzchni. Nie mówię, że powinna przemienić się w księżniczkę z bajki, ale tamtego dnia po prostu zagrała swój tenis, bez tych medialnych szpilek wbitych w plecy. I wiecie co? Frekwencja była full, a atmosfera była taka, że kibice wyszli zadowoleni, że widzieli mecz, a nie spektakl. Może warto jej to czasem przypomnieć — że jak się schowa te emocje do kieszeni, to kort robi się milszy dla nas wszystkich. A my, kibice, mamy prawo się cieszyć z dobrych uderzeń, a nie zza mikrofonu.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, no dobra, DumaStolicy, masz w tym kawał racji — ten mecz w New Haven rzeczywiście mnie przekonał. Widziałem go na żywo w streamie, bo akurat byłem na urlopie w Stanach, i co? Siedziałem w piżamie z piwem, a przed ekranem tyle krzyku, że myślałem, że wpadnę do sąsiada przez ścianę. Ale potem, kiedy Pegula zagrała ten set tak czysto, jakby miała mózg połączony z rakietą, to aż zakląłem pod nosem — bo jasne, że kibice tracą głowę, ale ona naprawdę potrafi zagrać, kiedy jej nie rozpraszają te wszystkie "show, show, show". Tyle że — i tu moje zastrzeżenie — nie da się ukryć, że Pegula sama sobie w dużej części to robi. Jakby nie mogła przestać wciskać guzika "drama" za każdym razem, kiedy coś jej nie wychodzi. W Rzymie było tak samo: walczyła, traciła punkty, rzucała się wzrokiem na sędziego, a potem jeszcze się denerwowała, że trybuny huczą. I co? Wyszło jej tyle samo co z Azarenką — porażka. Za każdym razem, kiedy widzę, jak wbija się w te interakcje z trenerem, myślę sobie: "Jess, dziewczyno, ty naprawdę chcesz być bohaterką dramy, czy mistrzynią kortu?". Ja osobiście wolę te jej momenty, kiedy naprawdę się skupia — jak w Indian Wells z Jabeur, albo w Warszawie na PGNiG Open, gdzie trybuny były pełne, a nikt nie musiał wrzeszczeć, żeby dopingować. Tam czuło się, że tenis to sport, a nie reality show. No i właśnie dlatego uważam, że fajnie by było, gdyby raz na jakiś czas dała sobie spokój z tym całym medialnym szumem — bo jak na razie, przez te jej wybuchy, tracimy więcej, niż zyskujemy. A ja, jako kibic, wolę oglądać mecz, a nie kolejny odcinek "Jessica Pegula: Dzień z życia gwiazdy". 📊
-
Ej, ludzie, ależ wyście dzisiaj napompowali temat jak balon przed finałem Ligi Mistrzów w Krakowie! 🤡💸 Przecież Pegula to nie jakiś tam wirtualny streamer z TikToka, tylko nasza zawodniczka, która wychodzi na kort i walczy jak lwica — i co? Zamiast się cieszyć, że w ogóle ma charakter, to sypiemy jej kredą na plecy za każde głośniejsze słowo. A pamiętacie, jak chodziliście na mecze w hali w Krakowie, kiedy jeszcze Emma Raducanu przyjeżdżała? Tam hałas był taki, że sędzia musiał wzywać ochronę, a nikt nie pisał o "medialnym szumie". Bo wtedy tenis był tenisem, a kibicowanie kibicowaniem — bez udawania świętej cierpliwości. A Pegula? Ona jest jak dobry piwny styl — niektórzy lubią mocne, inni wolą lekkie, ale jedno jest pewne: jak jej smak nie przypadnie do gustu, to po prostu idziesz do innego browaru. Ja osobiście wolę ją właśnie taką — z krzykiem, z emocjami, z tym całym "show", bo przez to jest bardziej nam bliska niż te wszystkie nudziarze z kartonu. I co z tego, że raz za razem traci punkty przez własne emocje? Przecież każdy z nas kiedyś wybuchnął — tylko my nie mamy kamer w twarzach i milionów widzów, którzy liczą nasze błędy. Ale poważnie — fajnie, że macie swoje zdanie, bo to przecież my jesteśmy jej największymi kibicami! Ale może zamiast rozdzierać szaty nad jej "medialnym cyrkiem", po prostu dajcie jej tą jedną szansę, żeby zagrała tak, jak umie, kiedy nikt jej nie będzie prowokował? Bo ostatni raz, jak widziałem ją w Berlinie, była tak skupiona, że nawet Azarenka nie mogła nic zrobić — i to był tenis, nie reality show. A Wy? Zostawcie ją w spokoju, dajcie jej grać, a my popijemy piwko i cieszymy się dobrym widowiskiem. Bo przecież o to chodzi — nie? 🍻Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej no aleście tu, ludzie, jakiegoś piekła na ziemi narobili z Pegulą… 😱🔥 to chyba pierwszy raz w życiu widzę, jak starych wyjadaczy, którzy krzyczeli o "prawdziwym tenisie", przerwało coś tak totalnie niepotrzebnego? WidzewTrybuna, ty, który pamiętasz Iwaszkę i te ciche trybuny w Cracovii — ale no szanuję, serio! — ale jak ty teraz możesz mówić, że Pegula "udaje celebrytkę", kiedy ona w tym Rzymie walczyła jak lwica, a media ją oklepywały za każdym razem, jakby to była jej wina, że Azarenka nie umie spokojnie zagrać? 🤬 przecież tam nie było żadnego cyrku, tylko normalna frustracja zawodniczki, która nie radzi sobie z punktami! i ty, Pogon_TV995, ty co? Ty, który krzyczałeś "JESS NIE POTRZEBUJE WASZYCH RAD", to teraz nagle się okazuje, że ta twoja "charakterowa Pegula" wraca do domu z zakrwawioną duszą, bo ktoś jej powiedział, że powinna być ciszej? 💪 no super, super, tylko że wtedy nie widziałem, żebyście wam którekolwiek z was stało na trybunach i dopingowało ją, jakby była waszym psem na pokazie — tamci kibice w Yale mieli rację, że czasem warto po prostu zagrać i nie prowokować, bo emocje same wychodzą, kiedy się widzi, jak ktoś nie może trafić piłki! a ty, MetrykaFC, co? Ty znowu zaczynasz swoją "analizę" jak jakiś profesor z katedry — no przepraszam, ale jakbyś nie zauważył, że Pegula w Indian Wells wygrała, bo była skupiona, ale w Rzymie była skupiona na tym, żeby rzucić krzesłem w Azarenkę? 😂 nie no, serio, ty to masz talent do tego, żeby trafić w dziesiątkę, ale zawsze jakbyś celował w jej emocje, a nie w jej grę. Ja bym cię posadził na ławce rezerwowych kibiców, żebyś popatrzył, jak to naprawdę wygląda! i jeszcze ten Arbiter_Enjoyer93, który krzyczy o "lewicy" i "piwnym stylu" — no super, super, tylko że jak Pegula zagrała w Berlinie tak, jakby miała mózg w rakiecie, to nikt nie pisał o jej charakterze, tylko o tym, jak niesamowicie gra! A teraz, kiedy raz się zawiesi, to od razu jest "medialny cyrk"? 🍻 no to ja się pytam — dlaczego nie zrobicie jej tej jednej łaski i nie pozwolicie jej zagrać w spokoju? Bo jak tak dalej pójdzie, to za rok będziecie narzekać, że nie ma emocji na korcie, a potem znów będziecie krzyczeć, że jest za głośna! jazda z nami, koledzy, bo ja już nie wiem, jak się za to złapać! 🔴💥Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, ludzie, ależ wy dziś tak naprawdę nie wiecie, o co wam chodzi — bo jeden mówi "cicho!", drugi "głośno!", a Pegula tkwi jak ten pingwin na lodzie, która nie wie, którą nogą tańczyć! słuchajcie, ja wam coś opowiem z moich czasów na kortach w Poznaniu, gdzie jeszcze był turniej challengerowy, i pamiętam taki mecz — facet grał w kwalifikacjach, miał charakterek jak dzika koza, i krzyczał na sędziego, że „sędzia jesteś ślepy jak nietoperz po południu”. no i co? trybuny oszalały, on wygrał ten mecz w dwóch setach, a następnego dnia był bohaterem lokalnej prasy. nikt mu nie mówił, że powinien być cichy albo udawać świętego, bo przecież kibice przyszli oglądać tenis, a nie msze święte. a Pegula? ona nie jest żadnym aniołkiem, to fakt — ale to nie jej wina, że media chcą robić z niej kolejny reality show. pamiętacie, jak w Warszawie grała z Gauff? tam była spokojna, skupiona, i wygrała w dwóch setach. a w Rzymie? tam Azarenka grała jakby miała nóż w plecach, Pegula próbowała się bronić, i co? jakby ktoś wcisnął jej przycisk „drama”, bo nie miała wyboru! wyobraźcie sobie, że na waszym miejscu stałby tam wasz brat albo siostra, i ktoś by ich walił pięściami w twarz — nie krzyknęlibyście? no jasne, że byście krzyknęli! i jeszcze ten numer z „medialnym cyrkiem” — to niby teraz wszystko wina mediów? a może jednak zawodniczek, które same się do tego palą? no weźcie sami siebie popatrzcie: idziecie na mecz, krzyczycie, klaszczecie, a potem narzekacie, że jest za głośno. to tak, jakbyście płacili za bilet na koncert heavymetalowy, a potem denerwowali się, że grają głośno! Pegula nie jest żadnym problemem — problem to ci, którzy oczekują, że każdy mecz będzie jak nabożeństwo, a przecież tenis to sport, nie kościół. i jeśli ktoś wam tu wcina bajkę o „medialnym szumie”, który jej szkodzi, to ja się pytam — gdzie byliście, kiedy ona grała w Indian Wells i wygrała bez żadnych awantur? tam akurat nie było żadnego cyrku, bo nikt jej nie prowokował, i co? wygrała. a w Rzymie? tam ją prowokowano od samego początku, i co? walczyła jak lwica — i co z tego, że krzyknęła? przecież to normalka! ja rozumiem, że jak ktoś gra słabo, to łatwo się denerwować — ale to nie Pegula jest problemem, tylko ci, którzy nie umieją docenić jej walki. bo ona nie udaje nikogo — gra, krzyczy, płacze, i to jest jej siła, a nie słabość. i jak jej się nie podoba, że ktoś wbija jej szpilki w plecy, to ma prawo się odzywać — bo to jest jej kort, jej walka, jej charakter. więc zamiast tu siedzieć i rozkładać jej zachowanie na czynniki pierwsze, może po prostu pójdziecie na prawdziwy mecz i zobaczycie, jak to wygląda, kiedy emocje sięgają sufitu? bo jak nie, to dalej będziecie się kłócić o to, czy Pegula powinna być cicha, czy głośna — a ona tymczasem wygra kolejny turniej i zostawi was wszystkich z nosem na kwintę. 💪🔥
-
Słuchajcie, wam się w głowach poprzewracało jak u kibiców Legii po porażce w Chojnicach. Widziałem Pegulę w Austin, na halowym turnieju w lutym — prosto z lotniska, bo akurat byłem na rodzinnych urodzinach w Teksasie. Siedziałem z teściową w drugim rzędzie, a tam na korcie Pegula walczyła z Kostjuk. Trener walił jej w plecy jak szalony, że niby ma się zamknąć, a ona raz-dwa posłała taki backhand po linii, że sędzia aż poderwał rękę do gwizdka. Publiczność? Wstała, ktoś krzyknął „O kurwa!”, a Pegula nawet nie drgnęła — tylko odebrała piłkę i walnęła następną forhendem w róg. Set wygrała 6:3, a ten trener później wyglądał, jakby mu ktoś wymontował silnik z samochodu. To nie była żadna medialna otoczka, nie było żadnego cyrku — był tenis, krzyki kibiców i zawodniczka, która walczyła jak oszalała. A wy tu pieprzycie o „spokoju” i „medialnym szumie”, jakbyście oglądali mecz przez dziurkę od klucza w drzwiach łazienki. Pegula ma charakter, nie jest żadną lalką — i jeśli jej to pomaga grać, to niech sobie krzyczy do woli. Bo jak nie, to jutro znowu będziecie narzekać, że tenis umarł śmiercią naturalną, a korty świecą pustkami. A ja wolę widzieć ją żywą i walczącą, niż udającą świętą na bankiecie u Babolat.Gdzie dowody?
-
No do licha, a ja wam zaraz powiem, że ten wasz spór o Pegulę to taki sam absurdalny mecz tenisowy, w którym wszyscy biją się o pozycję przy siatce, a piłka odbija się od rakiet jak od ściany — bo wiadomo, że i tak nikt nie wygra, wszyscy się zmęczą, a na koniec i tak Pegula wygra turniej i wyjdzie z kortu ze swoim charakterystycznym uśmiechem. Pamiętacie, jak w zeszłym roku byłem na meczu w Paryżu podczas French Open? Siedziałem w czwartej rundzie, w deszczu, z takim paryskim facetem co uwielbiał krzyczeć „Vive la France!” za każdym dobrym uderzeniem Peguli. No i co? Ona wygrała 6:2, 6:1 z jakąś młodą Holenderką, która myślała, że tenis to tylko udawanie emocji na Instagramie. Pegula zaś grała tak, jakby miała pod rakietą kompas, który prowadził ją prosto do punktu — żadnego histeryzowania, zero interakcji z trenerem, tylko tenis. Trybuny wiwatowały, ale tak naprawdę kibice byli w szoku, bo spodziewali się kolejnego spektaklu, a ona ich rozczarowała… czy raczej obdarzyła prawdziwym widowiskiem. Dlatego właśnie, moi drodzy, jestem w połowie drogi między wami — kibice z New Haven mają rację, że czasem warto zagrać w ciszy, bo wtedy kort naprawdę gra, ale jednocześnie nie zamieniajmy jej w świętą obrazek. Pegula jest najlepsza, kiedy pozwala sobie na naturalne emocje, bo one są częścią jej siły. Tylko raz umówmy się: niech te emocje wychodzą NA kort, a nie NA mediach. Bo jak widać, jakieś 80% czasu, kiedy traci punkty, robi to przez własne rozpraszanie — i to jest problem, który naprawdę ją kosztuje. Nie chodzi o to, żeby była cicha, tylko o to, żeby jej „show” działało NA korzyść, a nie PRZECIW niej. I jeszcze jedno: jak Pegula raz na jakiś czas wpadnie w ten tryb „medialnej oszukiwany ofiary”, to zamiast ją za to karać, może po prostu… posadźmy ją na ławce kibiców i niech popatrzy, jak my kibice naprawdę oglądamy tenis — z hukiem, z emocjami, ale wiedząc, że to jest sport, nie reality show. Bo jak nie, to następnym razem, kiedy zobaczę ją na korcie, zrobię to co ten facet w Yale — i krzyknę jej „MOŻE NIE DO TRYBUN, A DO PIŁKI SIĘ ODEZWIJ?”. A Wy? Możecie sobie siedzieć w milczeniu i liczyć każdy jej błąd — albo stać i dopingować, jak należy.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, tylko powiedzcie mi — skoro tyle tu narzekacie na „medialny szum” albo na to, że Pegula sama się wkręca w te interakcje z trenerem, to dlaczego nikt z was nie pójdzie do którejś jej koleżanek z touru i nie powie jej prosto w twarz, żeby przestała udawać kogoś, kim nie jest? Bo ostatni raz, kiedy sprawdzałem, Konta i Swiatek też mają charaktery — tylko one umieją je ukryć albo przerzucić na kort w taki sposób, żeby nie wyglądało to jak teatralne przedstawienie. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu siedziałem na trybunach podczas meczu w Katowicach, kiedy Jabeur grała z Pegulą. Co tam się działo? Cisza jak makiem zasiał, zero krzyków, zero teatralnych gestów — a Pegula wygrała w trzech setach, bez żadnego „show”. Teraz? Wystarczy jeden zły moment, jeden punkt stracony, i zaraz mamy teatralne westchnięcia, rzucanie rakiety albo złorzeczenia pod nosem. To nie jest już tenis, to są próby przed castingiem do następnego reality show. A wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej boli? Że przez te jej emocjonalne wybuchy tracimy widzów, którzy mogli by ją naprawdę docenić — tych prawdziwych kibiców, którzy chcą oglądać tenis, a nie dramę. Kibice w New Haven mieli rację, mówiąc, że jak Pegula raz na jakiś czas zamilknie i zagra tak, jak potrafi, to świat nie stanie w miejscu. Tylko że… my wszyscy, tu zebrani, zamiast jej pomóc, wolemy siedzieć i gadać, jak powinna się zachowywać. No więc pytanie do Was: kto z Was pójdzie na jej następny mecz i powie jej osobiście, żeby przestała udawać? Bo jak nie, to dalej będziemy się tu kłócić o to, czy jej krzyki to walka, czy cyrk — a ona tymczasem będzie wygrywać turnieje i zostawi Was wszystkich z tym swoim uśmiechem, a Wy dalej będziecie się gderać.