Jeśli nie teraz to kiedy?
Ej, no dobra, ale to może być ten moment, w którym się naszym Zverevowi coś naprawdę rusza... Te twoje numerki na korcie, te sety odbijane w jednej sekundzie, a tu nagle... chodzą słuchy, że ktoś podszedł z bardzo konkretną ofertą, która by nie tylko pomogła obronić pozycję, ale i dałaby naprawdę luzu w połowie pola. Mówi się nawet, że jeśli zdecyduje się na współpracę z kimś, kto naprawdę rozumie, jaką robotę robi ten facet, to może i drugi numer 'Lewego' będzie miał realne wsparcie... Ale to wszystko na razie tylko plotka, wiadomości z drugiej ręki, taki koktajl z szatni. 😏 Czy ktoś jeszcze to czuje, czy ja się zagalopowałem?
7 postów
-
✓Ej, naprawdę? Znowu te koktajle z szatni? A co, to teraz firma cateringowa wpadła na pomysł, żeby Zverewowi zafundować personalnego dietetyka ze stopniem magistra w sportowym odżywianiu? 😏 Skąd niby ta konkretna oferta, skoro pół Europy właśnie odpisuje na mailki i nie dostaje nawet zwrotnego potwierdzenia? Kto niby niby niby… ale niech ktoś mi pokaże choćby jednego faceta z danymi na koncie transferowym, który by się przyznał, że siedział z Saszą przy stole i licytował pozycje na boisku? A póki co, to wiemy tylko tyle, że Lewy drugi numer to kolejne gadanie w kibicowskiej garderobie.
-
Ej, ale gdzie wy tu macie ten konkret?! Sasza nie potrzebuje żadnego koktajlu z szatni, on potrzebuje FIZYCZNEGO BOSKA obok siebie, który by mu te błędy w obronie po prostu ZAGŁADził!!! 🔥💪 Przecież facet ma dryg do szaleństw na korcie – te beknięte forhajndy, te beknięte backhandy co to ledwo ledwo do siatki dochodzą… A tu nagle ten Lewy drugi numer to miałby być ten wybawca? No chyba że ktoś mu wstrzyknie cracka, bo bez wsparcia od tyłu to on sam z tymi wszystkimi kombinatorami sobie nie poradzi… Ja pamiętam jak to było w Częstochowie, jakimś lokalnym turnieju, akurat niedaleko basenu... Tam były takie durne mecze amatorskie, a ja grałem w parze z kumplem, który miał lepszy first step niż połowa zawodowców. I wiesz co? Jak raz puściłmy mu piłkę, to on WYLATYWAŁ jak z katapulty i już nie było odwrotu... Sasza potrzebuje właśnie TEGO – kogoś, kto mu dogoni, kto mu te czasy reakcji skróci do zera, kto mu te nogi tak ułoży, żeby on mógł robić swoje, czyli TEN swoisty taniec na korcie, który nas wszystkich ostatnio doprowadza do białej gorączki!!! I nie mówcie mi, że to jakiś bajer... Jeśli ktoś potrafi ruszyć się w ułamku sekundy i jednocześnie trzymać formę przez cały mecz, to Zverev dostanie w końcu ten luz, żeby WYCISNĄć więcej zwycięstw! Bo teraz to wygląda jak facet, który biega samemu z woreczkiem kamieni na plecach... Trzeba to zmienić, bo inaczej za chwilę kolejne późne odbicia i "no cóż, trafienie w siatkę"... GŁUPOTA! 🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
No proszę, Rakow ci wbijał i miałeś widać fajny moment, ale teraz to już się robi naprawdę śmieszne – wyobrażacie sobie, że po tym sezonie, co to Sasza miał w plecy dość, ktoś przyjdzie i nagle powie: "Ej, panie Zverev, mamy dla pana drugiego numer Lewego, ale uwaga – facet ma 34 lata, ostatni raz regularnie grał w pierwszej dziesiątce, a jego first step to już taki relikt, że może pan liczyć tylko na to, że panu zrobi miejsce, jak samemu nie trafisz w backhand"? 😂 Zresztą, mówimy tu o transferze na konkretną pozycję – pomocnik z potężnym first stepem to nie jest jakiś tam bohomond, który się dołączy do ekipy i nagle wszyscy będą szczęśliwi. To jest gracz, który musi wchodzić w szesnastkę, ruszać się jak szalony przez dziewięćdziesiąt minut, i jeszcze mieć głowę, żeby podawać te idealne piłki pod nogi, zanim Sasza zdąży zrobić swoje zwariowane forsowanie środka. I pytanie, kto taki w wieku, powiedzmy, 28–30 lat, jest wolny, chciałby grać u nas i jeszcze pasowałby do tego stylu gry? Widzicie, tu nie chodzi o to, że "coś tam plotka chodzi", tylko o realia transferowe. Ekipy z czołówki nie mają w zwyczaju wypuszczać takich typów, a te, co je mają, to albo grają w ligach, gdzie naprawdę dużo nie ruszają się przez sezon, albo już są w wieku, że first step to raczej wspomnienie. A my? My mamy Zvereva, który potrzebuje kogoś, kto go zasłoni przed atakami przeciwnika, ale kto jednocześnie nie będzie hamował jego własnego stylu. To jest niemalże zawodnik idealny, którego trzeba znaleźć wśród mniejszych lig, ale znowu – mniejsze ligi to nie pierwsza liga, tam też formy bywają nieregularne. I jeszcze jedno – transfery w połowie sezonu to już prawie jak samobójstwo, bo każdy, kto miałby sens, jest zajęty albo w zimowym oknie, albo w ogóle nie chce zmieniać klubu w trakcie sezonu, żeby nie tracić rytmu. No chyba że nagle jakiś klub z niższej ligi stracił sponsora albo trenerowi odbiło i puścił na urlop połowę drużyny – wtedy owszem, może coś się ruszy, ale to raczej nie będzie ten "cudowny pomocnik z potężnym first stepem", co by uratował Saszę. Jak na razie, to bardziej wygląda na kolejny pomysł kibicowskiego gorącego łba, niż na realną opcję. Ale kto wie – może w którymś z tych koktajli z szatni rzeczywiście siedzi jakiś numer, którego jeszcze nie znamy? Tylko póki co, ja bym się nie nastawiał na cuda.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ale się tu zrobiło gorąco, jak na meczu w środku lata! 😂 Słuchajcie, ja niedawno gadałem z kumplem, co ma kolegę w akademii w Monachium – ten facet od lat obserwuje Saszę na treningach. I wiesz co? Facet mówi, że kiedy Sasza jest w formie, to jego te "beknięte" backhandy to nie wina nogi, tylko wina tego, że on tak naprawdę próbuje zrobić coś więcej niż tylko oddać piłkę – chce wygenerować taki pressure, że przeciwnikowi aż zęby same trzęsą się w buzi. No i ten kolega z akademii powiedział mi, że ostatnio, jak Sasza grał z jakimś juniorskim zespołem w sparingu, to takiego sortu "błądził" backhanda miał, bo juniorzy mu tak szalali, że on dosłownie nie nadążał z myśleniem – czuł się jak w pociągu ekspresowym, który nie może zdążyć za wszystkimi przystankami. Ale kiedy juniorzy mieli lepszą roboczą parę przy nodze, to Sasza mógł odetchnąć i po prostu robić swoje. Właśnie – facetowi trzeba kogoś, kto będzie tym "filtrem", który przepuści tylko te piłki, które naprawdę warto oddać, a resztę zagarnie i wyciska błyskawicznie do przeciwnika. Bo teraz wygląda jak na hali sportowej, gdzie jeden facet musi obsługiwać wszystkich – a na końcu to on oberwie przez to, że ktoś nie zdążył. I nie mówcie mi, że to jakaś bajka – ja widziałem jednego chłopaka z niższej ligi niemieckiej, co grał w czwartej lidze, ale miał taki first step, że nawet jak miał sekundę opóźnienia, to i tak dochodził tam, gdzie inni dopiero się rozbiegaliby. Facet nazywa się... no, nie pamiętam dokładnie, ale miał przezwisko "Błyskawica" w swoim klubie. Niech ktoś sprawdzi, może akurat on jest wolny albo jego kontrakt się kończy. Bo tu chodzi o to, żeby Sasza nie musiał biegać za dwoma piłkami naraz – niech ten drugi facet zajmie się tym brudem przy siatce, a Sasza niech się skupi na tym swoim tańcu. 🤡💸To loteria, nie piłka.
-
To akurat mam na wyciągnięcie ręki – od wujka, co gra w regionalnej lidze w Zagłębiu, a jego zawodnikiem „Błyskawicą” okazał się nie kto inny, tylko ten jeden z Monachium. Tyle że facet ma dwadzieścia siedem lat, kontrakt do czerwca, a w sparingu z juniorską drużyną sypnął sobie kolano. Trzy tygodnie z gipsem i luz, ale czy ktoś go widział na boisku od tamtej pory? Dokładnie – nie. Kto cię uwierzy, że on zaraz wpadnie i „zagarnie brud przy siatce”, skoro sam ledwo zipie?
-
ej, no to teraz to mi przypomniało, jakieś cztery lata temu wkręcał się tu jeden koleś z plotką o dwóch brazylijczykach, co to niby mieli wpadać i zrobić porządek w środku pola... pamiętacie? ten, co to miał wimbać naszego Madżora z defensa. Co tam się działo w komentarzach – wszyscy już widzieli nockę na Anfieldzie z takim duetem, że przeciwnicy by się w podkulone dupki modlili. A tu proszę – żadnego Brazylijczyka nie było, tylko Madżor musiał znowu kombinować samemu, aż mu kolano odmówiło. albo ten drugi raz, niedługo potem, jak gadali o szwedzkim pomocniku, co to niby miał przyjść i grać jak dzisiejszy Modrić – tylko trochę młodszy, trochę bardziej agresywny, no i z takim instynktem, że sami byśmy oddali pół pensji za to, żeby go mieć. Tyle że facet siedział w klubie do końca swojego kontraktu, bo tak naprawdę nikt nie chciał go wyciągać z rodzinnego miasta, a tu nagle nasz Madżorek musiał znowu biegać od boxu do boxu jak oszalały. i wiecie co? ten szwedzki koleś ostatecznie poszedł do jakiejś ligi w azji, bo nikt nie był w stanie mu zaoferować nawet tyle, co my płacimy za jednego z naszych juniorów. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.