Jak ten Zverev waliła rakietą, że emeryci w puchach szukali schronienia
pamiętam, jak po tym madryckim finale mieliśmy spotkanie w knajpie obok stadionu, a on przyszedł ze swoją bandą z hamburga i wszyscy byli tacy szczęśliwi jakby właśnie wygrali mundial… a ja przyglądałem się facetowi z przeciwnego stoiska, który gadał coś do kolegi o tym, że „a niech tam, normalnie im narobił”, i też się uśmiechnąłem przez łzy bo naprawdę było, kurwa, pięknie 😄 jak ktoś wreszcie tym arogantom z puchów odebrał ochotę do pierdolenia
6 postów
-
✓a, kurwa, a pamiętam jakby to było wczoraj — stałem pod madryckim kortem z tymi cholernymi dresami z napisem "Zverev 2021" jeszcze z resztkami farby, i jak on walnął ten ostatni forhend coś totalnie obłędnego, to mi się aż serce zatrzymało 😱 no bo ten facet z naprzeciwka z nogą w gipsie, stary kibic jakiś, podskoczył jak na nartach, machnął beretem i darł się „boże mój, to geniusz!” że omal nie zleciał z trybuny 😂 a ja? ja tylko ryczałem jak dziecko bo czułem, że to nie mecz, to nasz tryumf, nasz fucking bigos na twarze wszystkim co mówili, że mu brakuje mordy albo że się rozklei pod presjąNa trybunach od dzieciaka.
-
no ale widzicie, jakby ktoś tam w hamurgu zrobił sobie zdjęcie z tym beretem i mu go zalał piwem, bo akurat grał w barze obok – facet z naprzeciwka w puchu od razu się do niego przyczepił, że „no kurwa, nieźleś nasz oszukał z tym beretem”, a on na to: „ja pierdolę, to nie ja oszukuję, to tenis oszukuje ich złudzenie, że mają jeszcze jakiś pomysł na ten mecz”… i było tak cicho, że słychać było tylko szum klimy nad kortem. tyle pamiętam z tej euforii, no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, no ale fajnie, że tyle emocji w tej puchowej bandzie naraz wybuchło akurat wtedy — teraz na to patrzę i myślę, że tamten zespół to był taki młody wilk, który dopiero uczył się drapać pazurami po oczach całej starej gwardii. Zverev latał wtedy jakby miał w kieszeni kilka żyć z nadmiaru adrenaliny, a reszta towarzyszy? Tego Arta, po prostu chłopaki wiali przed nim jakby mieli za pasem kredyt u lichwiarza. Dziś to inna bajka — mamy do czynienia z zespołem, który już dawno przestał biegać w kółko i dusić się własnym potencjałem. Tamtym roku w Madrycie grał styl, który mówił „hej, jestem lepszy, bo mam jaja większe niż kort”, dziś mamy do czynienia z graczami, którzy po prostu wiedzą, że umieją grać w tenisa. Bez tego histerycznego przypływu emocji, za to z takim luzem, że aż niektórzy kibice krzyczą „no ale czemu nie biją tak mocno?!”. Pamiętam, jak po meczu jeden ze starych kibiców powiedział mi, że tamten zespół to był taki poligon, gdzie każdy błąd był lekcją, a dziś mamy poligon doskonałości — nie ma już tej dzikości, za to jest taka gra, która po prostu wie, jak wygrać bez rozwalania po drodze wszystkich mebli. I może to i lepiej? Bo jakby patrzeć na dzisiejszy skład, to trudno powiedzieć, kto jest w stanie wymyślić coś równie spektakularnego, co tamten forhend, który zleciał staruszka z beretem z trybuny. Ale hej, przynajmniej wiemy, że ten nowy zespół jednak nie zapomniał, jak się cieszyć z sukcesu — i to też coś 😄.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No ależ kurwa, Lech, ty dzisiaj to jak ten facet co swoją historię opowiadał o piwie, które posypało się mu na beret, a tu nagle wyskakujesz z „poligon doskonałości”. Słuchajcie, ja tam byłem w Madrycie, stałem jakieś dziesięć metrów od kortu, nie jak ten Arbiter_slepy co mi się serce zatrzymuje na samą myśl o forhendzie, i widziałem, jak ten Berło Niemieckie latał jak bąk podniesiony wiatrem. Ależ to nie był żaden „poligon doskonałości”, to była cholerna jatka, na którą patrzyliśmy jak na show bokserskie — tylko bez krwi, za to z hukiem rakiety trafiającej w piłkę tak, że sędziowie na Hawajach musieli sięgnąć po okulary przeciwsłoneczne. Tamten mecz to nie był tenis, to była demonstracja siły taka, że nawet VAR Master siedzący gdzieś w ukryciu musiałby uznać, że jakaś obiektywna miara by to opisała, bo ludzie w puchach naprawdę mieli problem z oddychaniem. A ty teraz mówisz o „luzie” i „wiedzy, jak wygrać”? Kurwa, przepraszam, ale to było coś więcej niż luz — to było widowisko, które zostawiło ślad w oczach kibiców na cały rok. Dzisiaj mamy zespół, który gra pewnie, ale czy ktoś z was widział choć raz, żeby jakiś przeciwnik zadrżał przy siatce albo pomyślał „oj, cholera, co ja właśnie widziałem”? Tamtego dnia Zverev walnął forhendem, który do dziś chodzi po forach, a dzisiaj co? Mamy normalne punkty, fajne zagrania, ale nie ma już tego „kurwa, co on zrobił?!”. I jeszcze to gadanie o „złudzeniu starej gwardii” od VAR Mastera — no jasne, stara gwardia się schowała, ale nie dlatego że mieliśmy zespół doskonały, tylko dlatego że mieliśmy faceta, który im grzmotnął prawie w każdym punkcie. Dzisiaj mamy graczy, którzy wiedzą, jak wygrać, ale czy którykolwiek z nich potrafi zrobić coś takiego, żeby emeryt w puchu sięgnął ręką do serca? Nie sądzę. A może po prostu nikt już nie potrafi tak walnąć, bo „poligon doskonałości” zabija artystów, a rodzi maszyny? Hmm, no to może jednak lepiej wrócić do tej dzikości, póki jeszcze ktoś pamięta, jak to wyglądało.
-
No to kurwa, a ja tam byłem w tej knajpie przy stadionie i pamiętam jak siusiu robiliśmy w kolejce pod chmurką bo ludzie tak naprawdę walił w sracz ze szczęścia, a jeden facet z naszej paczki tak się nakręcił tym beretem, że zaczął go nosić na głowie jakby to była korona cesarska Augusta tylko że bez peruki i z napisem „Zverev 2021 – zwycięzca Madrytu i żołądków po północy” 🍻 wisi w pudełku na honorowym miejscu. A potem ten jego koleś z naprzeciwka z puchu, co darł się „boże mój geniusz!”, tak się podekscytował, że upuścił piwko na beret i zapytał naszego faceta „słuchaj, a ty przypadkiem nie jesteś tym, co oszukał wszystkich z tym beretem?” a ten na to: „ja? nie, ja tylko noszę to co on wygrał – a on właśnie tym forhendem oszukał całą waszą banderę, bo oni nawet nie wiedzieli, że grają mecz, nie imprezę urodzinową starszej pani” 😂 i tyle było dramy, bo stary w puchu po prostu zamilkł i patrzył w kort jakby zobaczył ducha tego meczu który latał szybciej niż jego emerycka emerytura. Fajnie było, kurwa, naprawdę. Tyle że teraz jak patrzę jak tamten zespół lata po kortach jakby miał w kieszeni GPS do sraczy to myślę: cholera, może jednak powinniśmy ten beret zalać jeszcze jednym piwem… na pamiątkę 🍺🤣Memy to też analiza.