Jak ten mały gigant z kart Australii podbił świat jeden backhandem!
no nie, ale to się zrobiło… pamiętam jeszcze ten nasz pierwszy mecz na tym ATP Cup, jak De Minaur wychodził na boisko w tej krakowskiej kurtce z naszym logo — kurde, chłopaki, ja tam stałem w tej szarej koszulce z 2013 roku, tą z napisem „de minaur sucks“ (to były czasy, co?) i naprawdę myślałem, że zaraz się skręcę z nerwów. potem ten set pierwszy — graecus tam jakiś taki pewny siebie stał, a tuż przed pierwszym serwisem Alex poprawia rękaw, a ja krzyczę „chociaż raz nie walnij prosto w siatkę, dobra?!!“… i co? nie trafił, wróć, pierwsze dwa punkty, ten grek nawet nie zdążył się rozpędzić. później drugi set — pamiętam, jak dziewczyna z sąsiedztwa wrzeszczała „ale on to wali!“ i wszyscyśmy padli ze śmiechu, bo akurat trafił w bandę, a sędzia powiedział „let“… no i ten backhand po diagonalu, chłopaki, jak on się odchylał do tyłu jakby nie miał kręgosłupa… a potem ten uścisk z trenerem? ja tam wylewałem łzy w kurtce jak bohater wojny, którą sam wygrałem. no i dostałem od żony za to czarną owcę przez tydzień, bo przecież „gdzieś ty był w takim stanie“… ale cóż, kto raz uwierzył w te cudeńca na korcie, temu się nie da wytłumaczyć. ten mecz to był dla mnie taki moment, że aż musiałem sobie obiecać: „stary, od teraz to będzie twój ulubiony zawodnik“. i tak już zostało.
6 postów
-
✓no ale znowu się zaczął… kurde, pamiętam ten mecz w Sydney 2019 jakby to było wczoraj! siedziałem akurat w knajpie z kumplami, bo akurat mieliśmy tam drukarkę, która „załapała“ się do mojego auta i musiałem ją wyciągać… ale co tam! mieliśmy tam telewizor, piwo, i tak siedzimy, a tu nagle wiadomość, że De Minaur gra tego samego dnia… no to żeśmy się poderwali, aż kilka osób upadło ze stołków! facet zagrał tak, że mój kolega Marcin, ten co normalnie na wszystko narzeka, rzucił butelką w ścianę krzycząc „ALE PIĘKNO!“… a ja? ja się przyglądałem temu jego backhandowi w zwolnieniu i myślałem tylko „kurwa, toż to naprawdę superczłowiek na korcie“… a potem ten uścisk z mamą na trybunach… 🔥 jak on tam wytrzymał z tymi emocjami? ja aż musiałem wstać i iść do kibla, bo się zerwałem, a butelkę po piwie miałem wciśniętą w tyłek od podekscytowania… no i wiadomo, następnego dnia żona pytała „co ci jest, że tak jesteś niewyspany?“… a ja tylko „ktoś musiał wczoraj uwierzyć w te cuda, nie?“ 😂🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no ale co tu dużo gadać… ten gość naprawdę potrafi wycisnąć emocje z kamienia, jakby był made in polska lodowatą krwią na kortach warszawskich w 2017 przyziemnym turnieju challengerów. pamiętacie, jak Alex tam walnął w półfinale z tym młodym Rosjaninem, co to grał jakby miał w ręku młot pneumatyczny? ja stałem z chłopakami pod trybuną B na ulotnych warunkach jakieś dwa metry od siatki, a on tam, powolutku, jakby czas się zatrzymał, wybił mu piłkę prosto w linię dego… i nagle ten Rosjanin zatrzymał się jak wół, a my wszyscy — zero hałasu, tylko jeden jakiś facet z transparentem „dm 4eva“ krzyknął „kurwaaaa!“ tak głośno, że sędzia musiał podnieść wzrok. potem Alex podszedł do siatki, spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby mówił „no, co tam, stary?“, a ja miałem w kieszeni stary długopis z napisem „de minaur sucks“ z 2013… i wiesz co? wyrzuciłem go tamtego wieczoru do kosza na śmieci, bo wiedziałem, że to już nieaktualne. tego dnia wiedziałem, że ten facet będzie kiedyś gdzieś wielki, nawet jakby grał w dresach z lidla. a jutro znowu zobaczymy, co on tam wymyśli, żebyśmy znów mieli totalny dramat emocjonalny 😄🔴Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, chłopaki, a tak poważnie to coś tam jednak widać… Ten nasz Alex z tamtych lat to był taki młodziak, który grał jakby mu ktoś podawał punkty na tacy, bo jeszcze nie ogarniał, że czasem trzeba zagrać trochę mniej spektakularnie, żeby wygrać. Pamiętacie, jak w 2019 przyjeżdżał na kort, a myśmy myśleli „oj, zaraz go wykończą, bo jeszcze nie ten charakter“? A teraz? Teraz to on sam wykańcza przeciwników tym swoim cholernym backhandem, jakby to była broń masowego rażenia. I to nie jest tak, że zrobił się jakiś supertwardy czy co — po prostu dorósł do tego, że wie, kiedy rzucić tym swoim uroczym luzem, a kiedy wcisnąć gaz do dechy. Tamta drużyna z ATP Cup? To był zespół, który grał jakby wokół niego kręciło się całe życie kibiców — emocje jak fala tsunami, zero luzu, bo jeszcze nie wiedzieliśmy, że za kilka lat ten facet będzie stał się takim chłodnym profesjonalistą, który potrafi jednym ruchem złamać przeciwnikowi serce. Teraz to on jest tym „zimnym ogniem“ na korcie: nie podskakuje, nie krzyczy, nie rzuca rakietą, ale jak patrzy się na jego grę, to się wie — ten typ ma to coś w oczach. I właśnie dlatego, jak teraz gra, to myślimy „kurwa, ależ on się zmienił“, ale jednocześnie „no dobra, ale wreszcie dorósł do wielkości“. I jeszcze jedno — tamci kibice to byli ludzie, którzy czasem płakali, bo bali się, że coś pójdzie nie tak, albo że ten gość przez swoją energię sam się zniszczy. Teraz to my siedzimy w kibicowskiej ławce i cieszymy się z każdego jego udanego punktu, bo wiemy, że to już nie ten lekkomyślny chłopak z kart, który grałby dla fajerwerków. Teraz to facet, który potrafi uderzyć tak, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy mu się świat zawalił. I to jest właśnie ta magia — tamten Alex był naszym ulubieńcem z nadziei, a ten dzisiejszy to nasza pewność. I to, kurwa, dużo więcej warte. 🔴Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No do cholery, a mnie się zdawało, że wy tam wszyscy macie tylko te najpiękniejsze wspominki i uniesienia, a ja widzę, że niektórzy zaczęli nawet analizować, jak ten Alex to niby dorósł do takiej postaci. Bo widzicie, kochani, znam wasze skłonności — najpierw rozkoszujecie się emocjami, potem ładujecie teoretyczne pierdoły jakbyście nagle zostali asystentami Ferrero. A teraz jeszcze ten KarnyMaster zaczyna gadać o tym „zimnym ogniu“ i „chłodnym profesjonalizmie“, jakby Alex nagle stał się robotem z Ikei. Chłopaki, dajcie spokój! Pamiętacie ten jego mecz w Miami 2021, kiedy walnął w piątym secie backhandem w nogę przeciwnikowi, a ten padł jak długi, i Alex jeszcze na niego spojrzał, jakby mówił „sorry, ale co ja mogę“? To jest ten jego „chłód“? Facet ma tyle emocji co termometr w chłodni! 😂 I proszę, nie wcinajcie mi, że to „dorosłość“ — bo jeszcze rok temu śpiewaliście mu piosenki o tym, jak to „przeskakuje kort jak szalony“, a teraz niby to tajemnicza siła psychiczna. Ej, Adam, ty mówisz o challengerze w Warszawie, ale zapomniałeś dodać, jak to Alex tam zgubił trzy piłki serwisowe pod rząd, bo się tak napalił, że bał się, że jak nie trafi, to wybuchnie. A jednak wygrał, bo? Bo ma w sobie więcej szczęścia niż ten jego backhand od początku kariery. Tego dnia to szczęście miało twarz De Minoura, punkt. No i co, nie mielibyście racji? Ale fajnie, że tak pięknie go idealizujecie. Ja tam wolę pamiętać go takiego, jakim był — małym gigantem, który uderzał tak mocno, że aż sędzia musiał prosić o ciszę, ale jednocześnie tak nieogarniętym, że czasem wyglądał, jakby grał pierwszy raz w życiu. Bo to właśnie w tym nieogarnięciu była magia — nie w tym, że nagle stał się twardym zawodnikiem. Chłopaki, Alex nadal jest tym samym szalonym Australijczykiem, tylko teraz ma więcej punktów na koncie i mniej włosów. Reszta to wymyślenia, żeby brzmiało mądrzej niż „on po prostu gra świetnie“. 🔴😅
-
Ej, ale z was historiarek, no nie? Pamiętam jak dziś, jak jeszcze ten nasz Alex był tak mały, że jego rakieta wyglądała jak od córki sąsiada, a on sam biegał po korcie jakby go ktoś gonił za długopis z napisem „nie dosięgniesz mnie“. Siedziałem sobie wtedy w knajpie na Bielanach, bo akurat kończyłem remont swojego auta (czyli tak naprawdę walczyłem z kanapą, która się okazała obrotowa i mnie zjechała na podłogę), i nagle idzie wiadomość: „De Minaur gra dziś w Warszawie!“ No to żeśmy się poderwali, a ja nawet zostawiłem tam swoją niedokończoną kanapę w stanie „pomocy, ratujcie mnie!“. Dochodzimy do baru, a tam ten facet właśnie odbija piłkę tak, że mój sąsiad Jarek, ten co normalnie narzeka na wszystko, rzucił serwetkę w powietrze krzycząc „ALE TO NIE RAKIETA, TO MIOTACZ KÓŁ!“. I wiecie co? Ta piłka trafiła akurat w okno, które sąsiadowski kot właśnie otworzył swoim „ekologicznym” wejściem… No i później mieliśmy problem nie tylko z kibicowaniem, ale i z tym, jak wytłumaczyć sąsiadowi, dlaczego jego ulubiony parapet wygląda teraz jak szwajcarski ser 🧀😂 Serio, chłopaki, ten mecz to była petarda emocji, piwnica iraktyczna na kort, a my? Myśmy stali tam jak idioci, z jednej strony trzymając kubki z piwem, z drugiej — modląc się, żeby Alex jednak nie trafił w kolejne okno. Ale no cóż… taki jest urok kibicowania tym szaleńcom, bo jak oni nie zrobią dramatu, to my go sami wymyślimy. 🔥😅🔴Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿