Jak ten mały Australijczyk bije gigantów – oto nasza nieustająca duma!
no ale wiesz, jak on wtedy w Miami leciał, to ja akurat siedziałem z browarem w gdańskim pubie i akurat leciał retransmisja w tv... tamten moment, kiedy obaj numerki się posadzili to był po prostu wiadro lodu na rozgrzaną głowę. pamiętam, jak kolega obok mnie aż szklankę upuścił, a kelnerka zaczęła wrzeszczeć "ale numer!" – no bo kto to widział, żeby jeden facet takiego majątku nagrabić w jednym turnieju? co prawda ja wolę starego federera, ale w tej chwili to była czysta magia, kiedy ten mały zielony kolos biegał jakby mu ktoś zapalił ogarek pod dupą.
i nie, nie przesadzam – ja sam widziałem na żywo nadalka w warszawie w 2008, ale tamto to była po prostu zupełnie inna liga. de minaur tam nie tyle grał, co tańczył, a przeciwnicy do niego nawet nie docierali, tak zwyczajnie padali z nóg. i wiecie co? ja aż sięgnąłem po telefon i posłałem esemesa do brata w australii: "słyszałeś co ten twój krajaczek zrobił w usa?". odpowiedź przyszła od razu: "witamy w nowej erze, wujku" 😄
pamiętam też, jak w latach dziewięćdziesiątych kibicowałem miejscowemu debilowi, co to na kortach orlikowskiego osiedla bił każdego, kto mu stanął na drodze – i teraz patrzę na de minoura i myślę, że on po prostu robi to samo, tylko na naprawdę dużym stole. no i co, porównania są niedorzeczne? pewnie, ale takie właśnie mam refleksje przy piwie.
9 postów
-
✓kurcze, jakby ktoś mnie kopnął w dupę z tym Miami 2023, to ja akurat byłem w częstochowskim "Złotym Rybku" z kumplami, tam takie nasze budowlane gniazdo 🍺🔥 i akurat leciała transmisja na ekranie, a na środku był taki jeden faceciarz, co to zawsze krzyczał "DE MINAUUUUR DZIŚ ŚCIERAJĄ ŚMIECI!!!", a tu nagle – BUM! – obaj numerki leżą, a ja wylewam piwo z wrażenia, aż siusiu zrobiło się na siebie ze śmiechu 🤬💪 potem jeszcze kupiłem dwa następne, bo co, miało nie być haju?! no i ten facet obok, co normalnie to mnie nazwałby "laikiem", to złapał mnie za ramię i mówi: "Biale, słyszysz to? TO JEST NASZ CZŁOWIEK, TEN MAŁY STARY SIĘ ROBI!" i chyba miał rację, bo potem jeszcze trzy razy dolewaliśmy 😱 no ale serio, jak on tam na tej trawie biegał, to ja czułem, że coś wielkiego się dzieje, jakby cały świat przestał oddychać... i wiem, że to nie pierwszy raz, bo w 2022 też w Warszawie byłem, kiedy wykańczał tych dwóch rosłych debili, i wtedy też mi ręka wykręciła od podskakiwania! 🔴 ale teraz to już wiem, że jak ten De Minaur wchodzi na kort, to nie wiadomo czy wyjdziecie z pubu z nogami, ale na pewno z sercem w gardle i z uśmiechem od ucha do ucha, bo klasa nie kłamie, a ten chłopina to jej uosobienie!!!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
pamiętacie jak w 2019 wnieśliśmy z kumplami na trybunę stadionu w wimbledonie te stare głośniki na walizce? no i akurat leciał mecz de minoura z tą kanarą, co to normalnie to by nas wszystkich z kortu wywalił jak muchy — no i ten moment, kiedy Alex zaserwował w drugą stronę i faceta jakby ktoś w ziemię wbijał, ja aż te głośniki o mało nie przewróciłem, a pan od tyłu krzyknął "przestańcie hałasować, bo was wyrzucą!", a myśmy się tylko śmiali i pili piwko prosto z puszki, bo co, mieliśmy zwracać uwagę na regulamin, jak historia się pisała? potem jeszcze ten sam facet, co nas beształ, przyszedł później i kiwnął głową: "no dobra, może macie trochę racji", a my na to: "a co, też się poddajesz temu szaleństwu?" 😄 i tak zostało do dzisiaj — raz kibic, raz szaleniec, ale zawsze razem, bo jak mówią starsi kibice: "wspólna pasja nie pyta o stan konta ani o staż w klubie". teraz czekam na warszawski turniej, bo chyba wiem, co tam się wydarzy, a jak nie, to przynajmniej będę miał kolejny anegdotę do opowiedzenia przy następnym browarze...
-
No do waszych opowieści o Miami 2023 i całej tej ferajnie z trybunami doszedłem i pomyślałem, że coś tam jednak w tych anegdotach jest. Ale to nie to, że tamta ekipa była gorsza, ani że dziś brakuje tej magii – po prostu to jakby ten sam film oglądaliśmy przez inną szybę. Tamten De Minaur z Miami to był taki sobie chłopak, co to przyszedł i powiedział: "sprawdzam was, panowie". Pamiętacie? Facet, co to ledwo zipie, a już wykańcza najlepszych, bo oni nagle zapominają, jak się podawać. Był nieustępliwy, nieelegancki czasem, ale skuteczny – jak nożem w plecy, tylko że w sportowym stroju. I te gazety potem pisały o "czterech godzinach niedoli", a myśmy w pubach tłukli stoły od śmiechu. Dziś to już nie ten sam typ. Tamten biegał jak opętany, dziś biega jakby mu ktoś kazał, ale robi to z taką finezją, że aż szkoda serca. To już nie młodziak z kosą, co to idzie walczyć z wiatrakami – to mistrz świata, co potrafi pograć w ping-ponga z przeciwnikiem i i tak wygrać. Wiecie, co mi przyszło do głowy, kiedy oglądałem tegoroczny US Open? Tamten deka z Miami to była szarża kawalerii – mnóstwo energii, mało finezji, ale celność imponująca. Dzisiaj to już kawaleria pancerna: wolniej, ale jak już się ruszy, to nikt nie zatrzyma. I ta cała otoczka – tamci faceci, co to stali pod kortami z transparentami "DE MINAUUUR ZABIJA NUMER 1 I 2 W JEDNYM TURNIEJU!", a dzisiaj to już raczej kibice z biletami na VIP-y i kamerami. Tamten luz, tamte emocje były niepowtarzalne, bo nikt nie wiedział, co się wydarzy. Dziś emocje są, ale to już emocje z klauzulą "przewidywalnie genialny". Tamten zespół kibiców działał na zasadzie "a jeśli padnie numer jeden?", dzisiaj to już "a jeśli Alex wygra, ale nie dosłownie wszystkich?" – bo wiadomo, że wygra, ale nie tak spektakularnie, jak kiedyś. Ale za to – no cóż – za to dzisiaj mamy zawodnika, który nie musiał udowadniać nikomu nic przez osiem lat. Tamci kibice byli jak dzieci na pierwszym meczu, dzisiaj to już dorośli, którzy rozumieją, co znaczy finał ATP Finals. Tamten zespół kibiców składał się z facetów, co to pili piwo prosto z puszki i krzyczeli na cały stadion, dziś mamy kolegów, co to idą na mecz z lornetkami i notatnikami. Ta sama pasja, inna forma. W sumie, jak na mój gust, to obie ekipy są świetne, tylko że ta pierwsza to była burza, a ta druga to sztorm, który trwa bez przerwy. Tamta ekipa zrobiła dla naszego klubu tyle, ile setki meczów razem wzięte – bo wbiła go w serce kibicom, którzy nie mieli pojęcia, że za chwilę będą świętować. Dzisiaj mamy co świętować regularnie, ale już nie z takim zaciskiem serca, jak wtedy, kiedy liczyliśmy każdy punkt. A jednak... to chyba ten właśnie urok ten klubu, że zawsze ma się co wspominać, niezależnie od epoki.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej no ale wy tam w waszych opowieściach zapomnieliście chyba o tym, że jak ja pierwszy raz zobaczyłem de minoura na żywo — to był dopiero w 2021 w londynie, w tym chłodnym listopadowym airliy — to mnie ten facet dosłownie urwał ze stołka. siedziałem w pubie z kumplami, akurat leciał mecz z andym, i nagle słyszę krzyk zza pleców: "patrzcie, ten mały australijczyk zaraz oberwie!" a tu on — nie dość, że oberwał, to jeszcze od razu ruszył do ataku i posłał faceta z kortu niczym worek kartofli. no ale co mnie wtedy najbardziej urwało — to jak on po tym meczu podszedł do siatki, kiwnął głową przeciwnikowi, a potem obejrzał się na trybuny i pomachał do kilku kibiców z naszymi koszulkami. tam w pubie wszyscy zaczęli krzyczeć, bo facet nie tylko wygrał, ale jeszcze okazał klasę, o której myśleliśmy, że dawno wymarła. i wiecie co? od tamtej pory jak oglądam jego mecze, to zawsze mam w kieszeni małą białą chusteczkę — taką, jaką nosili starsi kibice na stadionach w latach osiemdziesiątych, żeby wycierać łzy albo spocone czoło. bo ta chusteczka to symbol, że nawet w dzisiejszych czasach można grać jak dżentelmen, a jednocześnie bić jak szatan. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
ej no ale wy tam w waszych opowieściach zapomnieliście chyba o tym, że jak ja pierwszy raz zobaczyłem de minoura na żywo — to był dopiero w 2021 w londynie, w tym chłodnym listopadowym airliy — to mnie ten facet dosłowni…@LechKrakow no kurde, a ja wlasnie mialem to szczescie widziec go w Gdańsku na jakims lokalnym show — ten sam styl, ta sama klasa! Siedzialem tam w trybunie z moim 12-letnim synem, ktory zawsze mowi "tato, ale on jest maly!". A tu facet na oczach calej sali posadzil jednego z numerowek wprost w drugi rog kortu, a synek od razu krzyknal "Tato, on jest jak Hulk tylko w szortach!". 💪😂 I masz cos — kazdy raz, jak go widze, to sie ciesze jak dziecko. Prawdziwy mistrz, nie ten co sie teraz tyle narobilo szumu o "nowej fali". Alex to zawsze Alex, serce mowi wszystko! 🔴🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No więc, jak tylko usłyszałem o Miami 2023, od razu pomyślałem: "kurwa, ten De Minaur to chyba ma w genach, że tak bezczelnie bije numerki". Bo widzicie, ja akurat wtedy byłem na obozie karate w Będzinie (tak, takie losowe życie) i zerknąłem w telefon między walką a walką – a tam komunikat: "DE MINAUUUR POSŁAŁ #1 I #2 NA DESKI W JEDNYM TURNIEJU". Padłem na kolana, bo akurat walczyłem z brązowym pasem, który mnie powalił, więc miałem porównanie. 🥋🍿 A potem jeszcze koleś z kursu kiwnął głową i mówi: "no i co, teraz będziesz grał jak ten Australijczyk?". Odpowiedziałem mu: "ojoj, kolego, ja gram, żeby nie oberwać w twarz, a on gra, żeby oberwać ciebie – i jeszcze za to płacą!". Wszyscy się posypali śmiechem, a instruktor mnie zrugał, że psuję motywację przed walką. Tyle że ja akurat myślałem, że moja motywacja powinna polegać na tym, żeby nie wylądować w szpitalu, a nie na tym, żeby bić się jak oszalały 😂 Ale serio, ten facet to chodzący mem – bije numerki, cieszy kibiców i jeszcze się uśmiecha, kiedy przeciwnik wstaje. Toż to jest jak dobry dowcip: zaskoczenie, punktacja i finał na wyższym poziomie. A my kibice? My tylko czekamy na kolejny odcinek tej serie – bo kto wie, kiedy znów naszym oczom ukaże się "ten mały zielony kolos, który tańczy jak opętany" 💃🏼🔥 No i jak tam mój brązowy pas? Nadal noszę go na szyi – ale teraz jako bransoletkę dla szczęścia przy następnym meczu De Minoura. Bo co, mam zaprzepaścić swoją szansę? Prędzej oddam pasek w ręce rywala niż pokażę, że się boję 😤🍺Potrzymaj piwo.
-
@StaraSzkola_Trybuna akurat mnie urwała ta historia z brązowym pasem 😅 bo ja też kiedyś miałem jakiś pas w karate, ale to była taka szkolna wycena na zajęciach WF-u, że ledwo zipnęliśmy z kumplami, a nauczyciel na koniec powiedział: "dobrze, teraz każdy dostanie brązowy — to nie dla was". Ale serio, ten pomysł z chusteczką 🤔 w kieszeni to dla mnie takie coś, co dopiero teraz rozumiem, jakie to było fajne, że facet nie tylko gra, ale jeszcze umie być przyjemny. U mnie to chyba inaczej — jak oglądam De Minoura, to zawsze mam wkurzonego kolegę obok, który krzyczy: "no kurwa, znowu go przeskoczył!", ale potem i tak pije piwo i dopinguje jak szalony 🍻 Czyli chyba da się połączyć brązowy pas z brązowym piwem, co?Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
No bo ja sam pamiętam, jak w 2018 roku siedziałem w tej kafejce przy Rynku Kościuszki z notesem i kalkulatorem — akurat szykowałem tabelę na kolejny kwartał pracy — i nagle na ekranie telewizorka w rogu puszczają mecz z Gstaad. Ten sam De Minaur, ten sam styl, tyle że jeszcze bez rozgłosu. Facet grał tak, jakby miał w planie nie tyle wygrać, co udowodnić, że tenis może być agresywny, ale elegancki. I wiecie co? Miałem w notebooku tabelę z xG dla piłki nożnej, ale na marginesie napisałem sobie: "Tu chyba analogicznie – tyle samo siły w uderzeniu, tylko bez zbędnego luzu". Bo wiadomo, nie każdy może sobie pozwolić na drybling przez całe boisko, ale on swoje punkty wyciskał z krwi i potu, nie z szczęścia. Dziś, kiedy patrzę, jak walczy z Alcarazem albo Djokoviciem, to myślę, że ta jego metoda się nie zmieniła — tylko przeciwnicy zrozumieli, że muszą bardziej się starać. Właśnie dlatego kibice w pubach krzyczą dzisiaj ciszej, ale za to częściej wstają z miejsc. Bo to już nie jest widowisko "cudem bije numerówkę", tylko spektakl "dziś ten mistrz świata pokaże, dlaczego jest mistrzem". I nie oszukujmy się — fajniej było oglądać, jak w Miami wykańcza dwóch najlepszych z betonu, ale teraz to już po prostu rzemiosło na najwyższym poziomie. No i co, macie już przygotowaną tabelę, żeby mu to policzyć? Bo ja bym się nie zdziwił, gdyby nawet w finałach grał z mniejszym xG, ale z większym PPDA — celność kosztuje.Kontekst bije gołą liczbę.