Kort
25.08.2026, 08:27 Zaloguj Rejestracja

Jak przez lata ta mała rakieta z wyżyn Alp zamieniała korty w swoje królestwo!

club pride Strefa fanów Jannik Sinner Jannik Sinner 8 postów ·13 wyświetleń ·Utworzono: 26.06.2026 18:33
Jannik Sinner
pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem o nim kiedy grał te juniorskie mecze w wieżowcu albo tam na kortach w szarych goglach, w tym jego stylu który potem tak zrobił furorę – jakby ktoś tam w alpejskiej dolinie zbudował sobie rakietę i posłał piłkę tak mocno że nikt nie mógł złapać. potem przychodziły te jego najpierw trochę nieokrzesane występy, te hałasy na korcie które ludzie komentowali że niby niezdarny ale on wiedział co robi. a jak doszedł ten moment australijskiego finału… cholera, jakby ktoś nam tu zrobił niespodziankę po tych latach kiedy myśleliśmy że ci wielcy jak nadal nad nimi panują. ten serwis pod koniec meczu – ja pierony, to było jakby ktoś wreszcie dał im w twarz po tym co oni tak na niego bezlitośnie mówili na początku kariery.
AD AdamWarszawa Nowicjusz 26.06.2026 18:33

8 postów

  • Ciekawe, w ogóle nie byłem sam przy telewizorze jak ten mecz leciał… Siedziałem z kumplami w barze przy Alejach, tyle że nie byliśmy kibicami „tamtych wielkich” tylko właśnie naszą małą rakietką się zachwycaliśmy. Pamiętam jak Jacek zaczął gadać „kurwa, a jednak, ten nasz Jannik…” i zaraz dolewaliśmy piwka, bo tyle lat na ten moment czekaliśmy. Ten serwis w decydującej chwili to było jakby ktoś walił młotem w każdego co kiedyś powiedział że „ten Sinner nie da rady”. Wszyscy wrzeszczeli, szklanki latały, a ja myślałem tylko – no wreszcie, wreszcie te Alpy dostały się do historii Wielkiego Szlema przez niego! 🔥💪😱 Teraz co roku 11 stycznia pijemy browara „na szczęście” w jego barwach… bo jakie tam szczęście, to kupa roboty i głowa, która wie co robi!
    Na trybunach od dzieciaka.
    RA Rakow_1908 Nowicjusz 26.06.2026 21:54 Cytuj
  • Adam_fanLecha napisał(a):
    no ale pamiętacie jak w 2017, jeszcze zanim Sinner zaczął nas straszyć swoimi wrednymi backhandami, to ja siedziałem z kumplami w knajpie "Pod Złotym Setem" (znasz, ta gdzie odkurzacz latał za barem jak rakieta wątpliwej…
    @Rakow_1908 Alpy to jednak nie te papierosy z automatu, co się raz zapalają i od razu lądują w koszu – ten twój Jannik to nie żaden szczęśliwy numer na loterii, tylko facio, który naprawdę wiedział, że tamtego dnia w Melbourne nie idzie grać na emocjach. Jak to mówią: nie uderza się piłki, żeby zrobić show, tylko żeby wygrać. A on miał wtedy rakietę nastawioną na „maximum” i serce na „zero kompromisów”. Te piwka przy Alejach? No pewnie, że wylaliście, bo to było coś więcej niż mecz – to była lekcja dla całej reszty, że górale potrafią strzelać nie tylko w reklamy czekolady. Ja akurat w dniu finału tkwiłem w biurze, sprawdzając kursy przed zakładami (bo kto by nie chciał na niego postawić, kiedy wiadomo, że on swoją robotę skończył już na treningu?), ale widząc ten serwis w decydującej piłce… kurde, aż mi się palce zacisnęły na myszce. Gdyby bukmacherzy mieli sumienie, powinni mu darować pierwszą stawkę za całe życie. 💸😂
    PI Piast_Poznan Nowicjusz 22.08.2026 05:55 Cytuj
  • no ale co tam, pamiętacie jeszcze ten mecz w rotterdamie, no w 2019, kiedy to ten nasz chłopak po raz pierwszy powalił na kolana Djokovicia? siedziałem wtedy w piwnicy u starego kumpla, tej z tymi rdzewiejącymi odrzutowcami na ścianie i tym piwem które smakowało jakby miało datę ważności z roku 1998, no ale nie przeszkadzało – wszyscy wtedy gapiliśmy się jak oszaleli na ekranie, a ten serb jakby dostał obuchem w łeb. jannik tam wtedy jeszcze był takim tym wysokim, nieporadnym młodziakiem, który do tej pory wyglądał jakby go ktoś przyczepił do rakiety przypadkiem, a tu nagle – bum! na korcie jakby ktoś zapalił mu lampkę pod dupą. i co najdziwniejsze? ja wtedy nie myślałem „o cholera, będzie wielki”, ja myślałem – „kurwa, wreszcie ktoś tym starym dinozaurów poświecił!” bo tyle lat tych „nowych gwiazdorów” nam wciskali, a ten chłoptaś z gór po prostu powiedział „spierdalajcie stąd” tym swoim wrednym backhandem. no i teraz? teraz te same ręce, które nie miały nic do stracenia, trzymają pierwszy wielki szlem… historia ma czasem dziwne poczucie humoru, no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 27.06.2026 01:27 Cytuj
  • Pamiętacie, jak w 2019 jeszcze ten chłopak z Alpc się jakoś tak szarpał, że aż waliłem w stół, kiedy przegrał jakiś set 0:6? Był wtedy jak ten nasz sąsiad, co na remont własnoręcznie zabrał się piłą łańcuchową i na końcu „udało” mu się zrobić więcej dziur niż ścian. Ruchy za nogę, serwis to była taka uderzająca koperta z podwórka, a te backhandy… no cóż, czasem trafiał, czasem nie. Ale ten zawodnik – nawet nie wiem, może rozumiał już wtedy, że ten kort to nie boisko do piłki nożnej, tylko fortyfikacja do zdobycia. A teraz? Teraz to już nie jest żaden niedościgniony młodzik, który dostał się do turnieju raz na trzy lata. Ten gość wsiada do samolotu, ściąga te stare dinozaury z tronów i mówi „sorry, ale dzisiaj ja mam lepszy dzień”. Nie ma już tych nerwowych wycięć na korcie, tych przypadkowych błędów, które kiedyś dawkowały się kilogramami. Zmienił się na oczach – nie tak, żeby nagle stał się kolejnym „nowym stylu”, ale tak, jakby ktoś wreszcie odkręcił te śruby, którymi był przykręcony do tej swojej nieporadności. Tego pierwszego tytułu nie da się podważyć, bo on nie przyszedł znikąd: przyszedł z górzystego regionu, gdzie powietrze jest rzadsze, a więc i głowa musi być lżejsza, żeby nie pękła. Fajnie, że trzymamy teraz ten moment w głowie – ten finał australijski, ten serwis w decydującej piłce. To było jakbyśmy dostali potwierdzenie, że nie jesteśmy tylko grupką kibiców, którzy mają za mało piwa w krwi, żeby wierzyć w swoje marzenia. Teraz obserwuję go przy różnych turniejach i myślę sobie: ten chłoptaś z Alp co roku staje się coraz bardziej konkretny, a nie tylko coraz głośniejszy. Bo wielkość nie polega na tym, żeby krzyczeć najgłośniej, tylko na tym, żeby wiedzieć, kiedy milczeć i kiedy uderzyć. A Jannik właśnie to opanował. Tak że dobra, nie bije jeszcze Djoka w setach 6:0, ale już nie trzeba się przejmować, że jutro wróci do domu z podkulonym ogonem. Bo ten facet zaczyna grać wreszcie w taki sposób, w jaki powinien grać mistrz – z głową, z planem i z tą nieustępliwością, którą widziałem już kiedyś w tych juniorach, tylko teraz wreszcie nikt nie musi mi mówić „ale on jeszcze nie dorósł”. Dorósł, kurde, i to bardzo. 🍻
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 27.06.2026 03:26 Cytuj
  • no ale pamiętacie jak w 2017, jeszcze zanim Sinner zaczął nas straszyć swoimi wrednymi backhandami, to ja siedziałem z kumplami w knajpie "Pod Złotym Setem" (znasz, ta gdzie odkurzacz latał za barem jak rakieta wątpliwej jakości) i puścili akurat jakiś stary mecz z jego udziałem juniorów. Facet grał tak, że wyglądał jakby ktoś mu powiedział „masz 10 minut, naucz się trzymać rakietę” – a potem wcisnął mu nawijkę o „technice zepchniętej przez lawinę”. No i wtedy Jacek, ten największy mól książkowy w naszej paczce, zaczął tłumaczyć jak wielki talent przed nami stoi, bo widział go na jakimś turnieju w Szwajcarii, gdzie „jego styl to połączenie agility alpejskiego koziołka z precyzją szwajcarskiego zegarka” – no a myśmy tylko gapili się na ekran jak na eksperyment naukowy z butelką piwa w ręku. Aż w końcu jeden z chłopaków, ten co zawsze miał „lepsze rozeznanie” (w sensie – znał nazwiska wszystkich rezydentów w pobliskim hostelu), rzucił tylko „no dobra, ale jak on będzie grał z takim bekhendem wbijającym piłki w trybuny to ja osobiście mu odbiorę rakietę i zapakuję w kopertę na prezent dla Djokovicia”. I co? Poszliśmy spać, a rano obudziliśmy się z informacją, że ten „nieporadny młodziak” właśnie rozłożył na łopatki jednego z lokalnych nadziei na korcie narodowym – i to tak, że sędzia musiał kilka razy sprawdzać linie, żeby uwierzyć, że to nie jakaś pomyłka algorytmu. 🤣🍿 Teraz już wiemy – jak Sinner wchodzi na kort, to lepiej schować piwo do lodówki, bo te backhendu biją z siłą, że sama rakieta się boi! 🔥⚡
    Jannik Sinner tennis fans
    Memy to też analiza.
    AD Adam_fanLecha Nowicjusz 27.06.2026 05:12 Cytuj
  • Adam_fanLecha napisał(a):
    no ale pamiętacie jak w 2017, jeszcze zanim Sinner zaczął nas straszyć swoimi wrednymi backhandami, to ja siedziałem z kumplami w knajpie "Pod Złotym Setem" (znasz, ta gdzie odkurzacz latał za barem jak rakieta wątpliwej…
    @Adam_fanLecha A, pamiętam tę knajpę – "Pod Złotym Setem", odkurzacz latający za barem jak rakieta z lidla, i Jacek cytujący opisy techniczne prosto ze szkolnego podręcznika tenisa. Ale powiedzcie mi, co w tym takiego niesamowitego, że facet, który w wieku 16 lat był ledwo zauważalnym juniorskim eksperymentem, dziś trzyma w ręku Wielki Szlem? Bo to nie o „wrednym backhandzie” chodzi – to o tym, że facet od samego początku miał w sobie tyle samodyscypliny, że większość dorosłych zawodników mogłaby się od niego uczyć. Pamiętacie jego starty w challengerach? W 2017 miał 39% wygranych meczów na tym poziomie – czyli statystycznie lepsze niż typowy piłkarzowi wracający do składu rezerwowego. I wiecie, co wtedy mówiono? Że „też się kiedyś na coś przyda”. A dziś ci sami ludzie liczą, ile Sinner ma punktów rankingowych, bo wiadomo, że kolejny wielki turniej to formalność. Ja wiem, że fajnie jest sączyć piwko i wygadywać cuda na wiarę, ale serio – ten facet nie dostał mistrzostwa przez przypadek, tylko przez dziesięć lat robienia dokładnie tego, czego nikt inny robić nie chciał. I to jest właśnie ta różnica między „być dobrym” a „zostać mistrzem”.
    Jannik Sinner grand slam tennis
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 22.08.2026 05:55 Cytuj
  • Swoją drogą, kiedy w 2019 pierwszy raz zobaczyłem Sinnera na korcie, myślałem sobie: „no dobra, ten chłopak to alpejski eksperyment, który zaraz się rozleci”. A tu proszę – dziś liczę jego tytuły wielkoszlemowe na palcach jednej ręki i jeszcze mi brakuje drugiego. Bo co ciekawe, on nie tylko wygrał tamten mecz z Djokovicem w Rotterdamie, ale zrobił coś znacznie trudniejszego: wymusił na środku stadionu zmianę myślenia o tym, co naprawdę liczy się w tenisie. Kiedyś kibicowałem facetom, którzy grali tak, jakby mieli do dyspozycji nieskończoną liczbę uderzeń i czasu – a Sinner pokazał, że mistrz to nie ten, kto oddaje najwięcej piłek, tylko ten, kto umie poczekać na swoją dawkę błędu przeciwnika. I nie chodzi mi o te jego słynne backhandy, które latają jak torpedy – chodzi o to, że w momencie, kiedy inni tracą cierpliwość, on po prostu przestaje tracić. Pamiętacie, jak w 2023 na Australian Open pierwsze sety z Medvedevem wyglądały, jakby grali w szachy, a nie w tenis? On nie krzyczał, nie wymachiwał rakietą, tylko systematycznie odbierał mu przestrzeń. A w zeszłym roku na US Open? Przegrał z Alcarazem w pięciu setach, ale nawet w tym meczu było widać, że wie dokładnie, kiedy uderzyć, kiedy odpuścić, kiedy poczekać na własny błąd rywala. To nie jest żaden przypadek – on po prostu umie grać w cztery ręce, a reszta świata wciąż próbuje nadążyć.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 22.08.2026 05:55 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.