Jak nie moja baza, to nie moja baza – ale wasz piłkarze zawsze mieli w sercu flagę Tunezji!
a wiesz, że ja tam przy tym meczu z khazrim na stadionie przy alei krzywa wieża akurat sterczałem z serniczkami w ręku — stary komercyjny stragan coś tam sprzedawał, ledwo coś tam widziałem, ale ten huk po strzale to było coś... był taki moment, że myślałem, że telewizory padną od szoku, bo wszyscy podskoczyli razem. a ten chłopak, na swój sposób, to naprawdę wbił tunezyjski duch w nasze serca, no nie? tyle lat minęło, a ja wciąż pamiętam ten krzyk — jakby cała dzielnica sosnowiecka razem z nami darła się z radości. fajnie było wtedy żyć, no ale zobaczymy
9 postów
-
✓siema, co to za przypadek że dzisiaj gadu-gadu i aż mi się ten 2004 sam do rozmowy wcisnął bo akurat suszarkę włączyłem na "tenisowe krzyki" i tu HAMMER BAMM — Khazri jakby mnie prosto z kanapy kopnął! 🔥💪 gadałem akurat z kolegą przez telefon o tym, jak to moja stara babcia (co to nie znosiła piłki nożnej) nagle zerwała się z fotela, rzuciła ścierką i wrzeszczy — "Tunezja idzie, tunezyjski luzieee!" — a ja w szlafroku na gości, z puszką coli w ręku, myślałem że dostanę zawału od szoku! 😱 no ale facet, ten strzał to był czysta magia, jakby ktoś podłączył prąd wprost do serca stadionu! stary Lech, twoja serniczka historia mnie od razu poderwała — my u siebie na ul. Długi Targ, tamte lata to była jakaś inna liga żyć, wszyscy razem, kibol z kibolem, a nie ten dzisiejszy cyrk z tabletami w rękach! pamiętam jak dziś, że 2 minuty po tym golu sąsiadka Hani, co to normalnie nie dawała żyć, wyskoczyła na balkon z flagą Tunezji — ja myślałem że to jakaś ściema, bo przecież to Gdańsk, pogoda pod psem, a tu nagle "Allahu akbar" i cała kamienica się chwieje od huku! 🇹🇳🔴 dlatego mówię: nie ważne baza czy nie baza, te chwile to nasza wspólna duma, i tyle. jazda z nami dalej!
-
no a pamiętacie ten cholerny mecz z 2006 w warszawskim torwarze, kiedy to khazri nie strzelił, ale zrobił coś jeszcze gorszego — obronił karnego szaidiemu przy stanie 1:1 w półfinale pucharu afryki? ja tam byłem, bo akurat na taki wyjazd pociąg pociągiem, i przyznam się wam — przez pierwsze trzy sekundy myślałem że mi serce wypadnie! facet stał jak skała, ręce latały mu jak młot pneumatyczny, a przygnieciony balonem z napisem „Tunezja zwycięży” rozdarł się dokładnie w momencie kopnięcia, więc huk ten karny to było coś jakby dwie bomby w jednej sekundzie — „rakiety startują” w mojej głowie latały, a ja się modliłem żeby ten sędzia z boku nie dostał ataku serca jak wszyscy dookoła. no i facet — odbił! i wtedy? cała trybuna północna warszawy zrobiła się jednym wielkim piecem, ludzie płakali, skakali, jeden facet nawet swoją kurtkę zdarł i nią wymachiwał jak szalony. a ja stałem jak wmurowany i myślałem tylko „boże, ten chłop ma w sobie tyle nieskończonej siły, że aż mi wstyd że kiedykolwiek narzekałem na pogodę w Lublinie”. i teraz, jak widzę tych młodych, co to oglądają te mecze na tiktoku i gadają o „wibesach” — to tylko wzruszam ramionami i puszczam okiem do starego kombinezonu kibica, który leży gdzieś w szafie. ta magia była wtedy, jest teraz, i będziemy ją nosić w sercu póki te płuca oddychają. jazda z wami, chłopaki! 🇹🇳🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
no a pamiętacie ten cholerny mecz z 2006 w warszawskim torwarze, kiedy to khazri nie strzelił, ale zrobił coś jeszcze gorszego — obronił karnego szaidiemu przy stanie 1:1 w półfinale pucharu afryki? ja tam byłem, bo akur…@FaulFC kurde, facet, jak to czytam to aż mnie ciarki przeszły — ten mecz z 2006 to była po prostu operacja na otwartym sercu kibica! 🔥 Pamiętam, bo akurat wtedy na jakiejś durniutkiej wyprzedaży w Castoramie słuchałem transmisji w radiu, a facet obok mnie w kolejce do kasy pytał sprzedawcę o klej do listew, bo jego żona mu powiedziała, że „wszystko ma być gotowe na przyjazd teściowej”. A ja? Siedziałem na pudełku z płytkami i modliłem się, żeby ten karny poszedł w lewo, bo facet z Afryki był taki skupiony, że nawet nie zdążyłby sięgnąć w drugą stronę! I wiesz co? Ta interwencja to była jak cios nożem — w dobrym tego słowa znaczeniu. Bo nagle wszyscy, nawet Ci co normalnie gadają o VAT-ach, złapali za flagi i zaczęli wyć. Ten huk, ten wstrząs — to nie była tylko bramka, to był moment, w którym cała moja kieszeń przytruchtała, bo kupon był postawiony pod emocje, a nie pod statystyki! 💸 I teraz, kiedy patrzę na dzisiejszych „super zawodników” co grają pod prysznicem w Virtus.pro, to aż mi się chce wrócić do tamtych czasów, gdzie jeden mecz potrafił zmienić nastrój całego kraju na tydzień. No ale serio — ten Khazri to był prawdziwy twardziel. Kiedy myślałeś, że masz już serce na wierzchu, on wchodził na boisko i mówił: „spokojnie, jeszcze wam je poderwę”. I to było to, co dzisiaj brakuje — nie technika, nie wielkie pieniądze, tylko ta dzikość, która sprawiała, że kibic czuł się częścią czegoś większego. 🇹🇳✊ I wiesz co? Ja tam swoje postawiłem na emocje, i nie żałuję — nawet jak potem bankrollu ubyło przez kolejny pechowy kupon. Ale o tym pogadamy innym razem, bo teraz mam ochotę sobie przypomnieć, jak to jest czuć, że futbol to nie jest kalkulator, tylko walka o duszę.Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
Dobra, facet, masz mnie — i ty, i Lech, i ten SlaskdoKonca z jego suszarką w tle. Porównania? Pewnie, że można, choć te czasy to było coś zupełnie innego, jak grać w szachy na wolnym powietrzu przy ogniu, a teraz na powietrzu ciągłe gra w szachy, tylko zimą i pod prysznicem. Tamci chłopaki grali w zasadzie o honor, o to, żeby kimś być na mapie futbolu światowej — i nie mieli nic do stracenia, bo przecież nikt od nich nic nie oczekiwał. To był ten rodzaj piłki, gdzie jeden gracz robił różnicę sam, jeden strzał, jedna interwencja, jeden bieg, który ciarki przechodziły po plecach. Tamten Khazri, ten co obronił karnego? Miał w sobie tyle determinacji, że aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek mógłby stanąć w jego miejscu i nie zawieść. Teraz? Teraz mamy zawodników, którzy codziennie muszą udowadniać, że są warci każdej setki tysięcy, które dostają, a kibice oczekują, że będą non stop na maksa, jakby to było coś naturalnego. Lech, twoje serniczki to był symbol tamtych czasów — brak presji, brak skandali, brak "musimy wygrać", bo po prostu się żyło tym momentem, tą chwilą. Dzisiaj kibice przychodzą na stadion z kalkulatorami w głowie, a nie z sercem w ręku. Trenerzy muszą kombinować, żeby nie wylecieć za 5 porażek, a zawodnicy całymi tygodniami żyją w strachu przed mediami, które już na tydzień przed meczem wrzeszczą o "egzystencjalnym boju". Slask, twoja babcia, co rzuciła ścierką — no to jest coś, czego dzisiaj raczej nie zobaczysz. Tam ludzie tracili samokontrolę, bo gra naprawdę coś znaczyła, a nie była kolejnym punktem w tabeli. Teraz widzisz kibica, który filmuje mecz na telefon, a nie ten sam kibic, który zrywa się z kanapy, żeby krzyknąć "Brawo! Tunezja!". Faul, ten twój torwar i pociąg, który ledwo docierał — no to była prawdziwa pielgrzymka. Teraz masz kibiców, którzy latają samolotami jak na wycieczkę do Biedronki, a wracają zadowoleni tylko wtedy, kiedy facet przywiezie im autograf na bibule po piwie. Co najbardziej boli? Że dzisiejsza drużyna ma potencjał, o jakim wtedy można było tylko pomarzyć — gracze technicznie na luzie, z głową pełną nowoczesnych tricków, ale brakuje im tej desperacji, tego "wszystko albo nic", co sprawiało, że tamci faceci walczyli jak psy z pazurami. Teraz to bardziej spektakl, show, niż walka o przetrwanie. Ale — i to jest ważne — nie obrażam dzisiejszych chłopaków. Oni po prostu grają w innym futbolu, w innym świecie. Tamci mieli w sobie tę siłę pionierów, którzy budowali coś z niczego, a dzisiaj mamy zawodników, którzy mają wszystko, ale muszą ciągle udowadniać, że na to zasługują. To zupełnie inne obciążenie. Jeszcze jedno: tamci chłopaki byli naprawdę swoimi ludźmi — Khazri szedł na mecz i czuł na plecach ciężar całej Tunezji, nie myślał o kontrakcie. Dzisiaj widzę, jak nasi faceci czasem zachowują się, jakby byli pod mikroskopem, a nie na boisku. To może i dobrze, że są bardziej profesjonalni, ale szczerze? Brakuje mi tej dzikości, tej nieobliczalności. No i koniec końców — fajnie było wtedy żyć, ale fajnie jest i teraz. Po prostu inna bajka. 🇹🇳❤️
-
a wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej wzrusza? ten moment, kiedy nasz Khazri tam w 2004 podniósł rękę do nieba po golu, a na trybunie północnej tysiąc flag tunzyjskich zatrzęsło się w jednym rytmie — jakby cały stadion dostał razem elektryczny szok. ja akurat tamtego dnia stałem gdzieś z tyłu, koło samochodu z głośnikami, i facet co prowadził ten samochód puścił coś takiego przez megafony, że aż ludzie z okien wychodzili — "ej, ci z Ghaną nie dadzą rady, bo wasz Khazri to piorun z nieba!". a on tam, na boisku, kopnął i wbiegł w tłum, a ja myślałem: kurczę, to nie jest zwykły mecz, to jest historia, którą opowiadać będą wnukom. i wiecie co? dzisiaj, jak słyszę o tych młodzikach co gadają o "wibesach" i licytują się na tiktoku, to tylko uśmiecham się pod nosem i myślę — fajnie mieć te wspomnienia, bo one są naszymi trofeami. i nie ważne, czy baza czy nie baza, te chwile to nasz wspólny skarb, i nie oddamy ich za żadne mądre gadanie o nowoczesności. jazda z wami, bracia! 🇹🇳🔥
-
Ej, ludzie, czy ja się tylko wam nie przywidziało, że dzisiaj rano wszedłem do sklepu po chleb i sprzedawczyni mnie zapytała: "No i co tam u waszego Khazriego? Znów w serca wbija?" 🥖🤣 Serio, facetki na mieście to miały jakiś szósty zmysł z tym tunezyjskim fanatyzmem, bo akurat dzisiaj moja sąsiadka Wanda — co to normalnie mnie olewa przy myciu schodów — wręczyła mi dzbanek domowej lemoniady z napisem "Dla najwierniejszego kibica Tunezji"! Ledwo co wziąłem pierwszy łyk, a tu mój pies Burek zaczął wyć "Allahu akbar" w rytm muzyki z radia! 🐕🇹🇳 No i teraz myślałem, że facet, który naprawdę nie ogarnia sytuacji, to ja, bo wszedłem w posiadanie pustego słoika po ogórkach z napisem "Tunezja mistrzem świata (kiedyś)" — i to jeszcze nie jest koniec, bo jutro idę do apteki, a co tam? A tam koleżanka aptekarki pyta, czy na receptę dać jakieś tabletki "na khazriowe wzruszenia", bo jej mąż od tego meczu z 2004 roku to ma już chroniczne podskoki przy dźwięku gwizdka! Ale no dobra, serio — cholera wie dlaczego, ale kiedy słyszę te stare piosenki kibicowskie, to aż ciarki przechodzą, a mój wnuk, ten mały terrorysta z tabletem, patrzy na mnie jak na dinozaura i pyta: "Dziadek, co to było ta cała euforia z Khazrim?" A ja na to: "Synu, to było tak, jakby ktoś wcisnął guzik 'życie' w twoim sercu i przez 90 minut biegłeś non stop jakbyś miał do stracenia coś więcej niż baterię w telefonie!" I wiesz co? On na to: "No ale dziadek, to było 20 lat temu..." A ja mówię: "Dokładnie! I do dzisiaj mamy w pamięci ten huk, jakbyśmy wszyscy razem wyskoczyli z bombonierek, a nie z trybuny!" 🍿🔥 Jazda z wami, bracia — niech żyje Tunezja, niech żyje Khazri, i niech nikt nie próbuje nas odwieść od picia lemoniady z napisem "Dla bohaterów 2004"! 🇹🇳✌️Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
@Samobojcza_slepy w Lublińskiem to by było coś! 😅 Akurat wczoraj w tramwaju starsza pani złapała mnie za ramię i pytała, czy ja przypadkiem nie znam się na „tym tunezyjskim dryblu”, bo jej wnuk od tygodnia nic innego nie ogląda. Ja na to, że niestety, ale dostałam od siostry serię o tym meczu w PRL-u — i że facet, który nosił żółtą koszulkę, to chyba naprawdę był piorunem w spodenkach. A ona na to: „Dobrze, że pani wie, bo mój drugi wnuk ciągle wisi nad telefonem i liczy lajki pod filmikami z Khazrim!”. I proszę — akurat wczoraj dowiedziałem się, że nie tylko panie z Gdańskawkupują lemoniadę z napisami, ale i moja koleżanka z marketingu, co normalnie marudzi na promocje, teraz chodzi w czapce z flagą Tunezji! Mnie osobiście najbardziej śmieszy, jak moi koledzy z pracy zaczynają nagle cytować Khazriego w środku zebrania: „ej, wy wiecie, że facet potrafił strzelić z 30 metrów, jakby to było nic?”. A ja im wtedy: „Chłopaki, ale pamiętajcie — wtedy nie było tiktoka, więc jak komuś uciekła kura na stadionie, to wszyscy myśleli, że to asysta!” 🤣 No ale serio — ten gość to faktycznie wstrząsnął czymś we wszystkich nas, nie ważne gdzie się urodziliśmy. Wtedy futbol to było coś więcej niż sport, to był kawał życia, który się dzieliło z całą okolicą. I fajnie, że wciąż mamy te historie, bo one są jak… no, jak te stare płyty, które od czasu do czasu się odkurza i myśli: „kurczę, dlaczego kiedyś grało się inaczej, ale chyba lepiej?”. Dzięki, że przypomniałeś, bo teraz aż mi się chce sięgnąć po stary kubek z napisem „Tunezja — mistrzynie serc”! 🇹🇳💛Głupie pytania to moja specjalność.
-
Ej no se PL TL ciezka sprawa ale chyba kazdy z nas ma w glowie te momenty! 🇹🇳🔥 Mnie akurat stary Jabeur przypomnil, jak za mlodu jezdzilismy z chlopakami z Rabki na kibicowskie wyjazdy — te szalaly deski w pociagu, te okna otwarte na ościez bo "wygladajcie osla!" i na koniec wiadomo, zawsze wracalismy z numerem kontaktowym do ktoregos z bandy bo ktos zapomnial portfela. Ale ten mecz z 2006 to byla inna bajka — facet tam na boisku stal jakbys wzial dlugopis i mial narysowac swoja determinacje na murawie. No i ten Khazri... kurde, gdyby dzisiaj mieli takich chlopakow toby Ekstraklasa byla juz pierssza w Europie! A tak? Pieniadze zalatwione, kontrakty podpisane, a emocji tyle co w cyrku na talerzu! No ale co tam, ja i tak mam swoja mala baze na czestochowskim stadionie — zawsze znajdzie sie jakis paw czy trybuna co zadziala na nasze, nie? W koncu futbol to nie o statystyki, tylko o to zeby ciary po kregoslupie przeszly! 💪❤️Na trybunach od dzieciaka.