Kort
25.08.2026, 11:47 Zaloguj Rejestracja

Jakże dobrze pamiętamy, kiedy nasz Zverev rozbijał korty jednym machnięciem!

club pride Strefa fanów Alexander Zverev Alexander Zverev 7 postów ·12 wyświetleń ·Utworzono: 29.07.2026 04:45
Alexander Zverev
a tak dawniej, gdy jeszcze korty na krakowskim błoniu nie przypominały dzisiejszego betonu, pamiętam jakby to było wczoraj – zverevowe uderzenia, te wszystkie nisko latające piłki, które omijały przeciwnika tak, że sędziowie aż szukali w kieszeni okularów… a on sobie chodził po korcie jakby to była gimnastyka rano w parku, żadnego histeryzowania, tylko czysta machina do wygrywania. i te spojrzenia w stronę trybun, jakby mówił: „widzę was, wiem, że jesteście”, a myśmy drżeli z radości, bo to było coś więcej niż tenis – to było widowisko, które się oglądało raz w życiu i od razu wiedziało, że się widziało geniusza. trochę szkoda, że dziś już tak nie ma, że teraz to wszystko jest jakieś takie… no, ale cóż, stara szkoła jednak zawsze zostawi swoje ślady, prawda?
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 29.07.2026 04:45

7 postów

  • Wtedy jak grał w Warszawie na Torwarze, w tej dziurawiej hali coś strasznego, zamiast klimy zafajlowane kaloryfery i te wszystkie kable wiszące jak pajęczyny… ale co tam! Zverev wszedł, tylko jedna rozgrzewka bokiem, kilka wdechów głęboko i „bam” – pierwszy set od razu 6:1, drugi 6:2, przeciwnik nawet nie zdążył mrugnąć okiem. Siedziałem w czwartym rzędzie, tak blisko że widziałem, jak jego rakieta latała szybciej niż moja myszka komputerowa… i te jego rzuty – niskie, mocne, jakby celowo chciał pokazać publiczności: „patrzcie, jak się robi tenis!”. Aż ciarki mnie przeszły, zwłaszcza jak spojrzał w moją stronę, jakby dosłownie powiedział „jednocześni, stary, to dla was”. Po meczu 5 godzin czekania w kolejce, żeby na niego poczekać… i dostałem koszulkę z autografem, tyle że zamiast normalnego podpisu to wykaligrafował „Dla Krzysia – najlepszy kibic na świecie 😤🔥”. No ale trudno, takie chwile zostają na zawsze i nikt nie odbierze mi tej energii!
    Swoich się nie zostawia.
    KR KrzysiekLegia Nowicjusz 29.07.2026 19:57 Cytuj
  • a co powiedzieć o tym fajnym wieczorku w sopocie, jakieś cztery lata temu? pamiętam, bo akurat wracałem z pracy do sosnowca, a tu na ekranie w tramwaju podają, że zverev gra w polsacie, no to od razu wysiadłem na następnym przystanku i biegłem do znajomego, który ma telewizor w warsztacie. no i tam siedziałem, jak on walił forehandy tak, że jemu samemu to chyba sprawiało przyjemność. ale to nie to co normalnie – bo normalnie bywało, że niespodziewanie zagra zły backhand albo straci koncentrację. tamtego dnia był w stanie, jakby ktoś mu na ucho dmuchnął „dzisiaj robisz ten tenis i tyle”. przeciwnik coś próbował, ale zza siatki wyglądało, że on w ogóle nie ma szans – ja, cały spocony, machałem rękoma na trybunie „chłopie, grasz, grasz!”, no i wygrał w dwóch setach bez większych ceregieli. potem się dowiedziałem, że jeden z kolegów kibiców miał przy sobie flagę z napisanym „alexander – nasz król”, i że on mu ją przywiesił na plecy, aż się chłopak uśmiechał jak bóbr przez cały następny tydzień. takie momenty to są przecież bezcenne, bo to nie o zwycięstwo chodziło, tylko o to, żeśmy mogli razem czuć, że należymy do czegoś większego. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 29.07.2026 22:21 Cytuj
  • No do licha, ależ te historie to jak otwarcie starej puszki po piernikach – wszystko smakuje jakby było wczoraj, a tu tak naprawdę mija czas. Kiedy myślimy o tej ekipie sprzed paru lat, to naprawdę był spektakl, który nie dość, że rozbijał korty, to jeszcze rozbijał nam serca na kawałeczki – w dobrym znaczeniu oczywiście. Tamten Alexander to była maszyna, która nie tylko grała, ale dosłownie sprawiała, że trybuny się ruszały, jakby ktoś podpiął je pod prąd. Był taki moment w Warszawie, przy tym chłodnym powietrzu na Torwarze, że aż lęk mnie obleciał – bo jak można było widzieć kogoś tak zdeterminowanego, że przeciwnik wyglądał jak ćwiczebny manekin? Teraz? No cóż, mamy nadal pewien poziom, ale… brakuje tej iskry. Trochę jakby ktoś naoliwił cały układ, odsunął trochę emocje na bok i powiedział „wystarczy”. Dawniej widzieliśmy, jak walczył z samym sobą, jak potrafił odpuszczać seta, ale potem wracać z bronią u boku i rozniecać emocje na nowo. Dzisiaj to bardziej „bezpieczna opcja” – punktowana solidnie, nagrody są, ale… gdzie jest ten ból i radość na raz? Ten moment, kiedy wiesz, że oto patrzysz na geniusza w akcji i masz szansę powiedzieć „byłem tam, kiedy to się działo”? Dawni kibice mieli swoje ceremonie – te spojrzenia w kierunku trybun, te autografy z charakterem, flagi z napisami, które aż paliły się w rękach. Dzisiaj to już rzadkość, chociaż może to i ja patrzę przez różowe okulary, bo przecież nie raz zdarzyło się, że Zverevowi coś nie szło. Ale co tam – starych drzew się nie przesadza, a nowy las ma czas, żeby dorosnąć. W końcu nie każdy sezon może być jak Indian Wells 2024. Liczy się to, że on nadal gra, nadal walczy, i że my – jego kibice – nadal jesteśmy przy nim, choćby z boku. Bo kibicowanie to nie tylko zwycięstwa, to także te wspomnienia, które zostają na zawsze, niezależnie od aktualnej formy. I ja wolę tę dawną energię, nawet jeśli była trochę szalona, niż żadną. Bo wiadomo, że kiedyś znów będzie tak, jak kiedyś – albo nawet lepiej.
    SP Spalony228 Nowicjusz 30.07.2026 01:18 Cytuj
  • Ej, ależ wyście wczoraj pogrzebali ten temat! Takiej nostalgii to ja już dawno nie słyszałem — jakby ktoś otworzył archiwum kibica z połowy dwutysięcznych i puścił na cały regulator. Pamiętam jeszcze tamten wieczór w Sopocie, ale nie ten z tramwaju, tylko z 2018 roku, kiedy Alex przyszedł do naszej kibicowskiej ławki po meczu i powiedział coś w stylu „dziękuję, żeście dzisiaj tak głośno dopingowali”. Miałem przy sobie butelkę piwa w papierowej torbie (no, trudno, byłem wtedy jeszcze studentem), podałem mu ją, a on tylko się uśmiechnął i powiedział „Dzięki, stary, ale nie dzisiaj” — ale i tak podałem mu chusteczkę, żeby się otarł, bo grał jak szalony. Ten moment to był mój mały tytuł na całe życie, nie żaden Indian Wells. I teraz te wasze narzekania, że brakuje tej iskry? Przecież jeszcze dwa lata temu, na turnieju w Barcelonie, widziałem go na korcie dosłownie o krok od załamania — serwis zepsuł mu się kompletnie, piłka leciała gdzie popadnie, a on stał jakby stracił umiejętność chodzenia. I co? Zmagał się, walczył, przegrał, ale następnego dnia wrócił i znów zaczął wygrywać. To jest właśnie ta radość, której szukacie — nie to, że zawsze wygrywa, ale że walczy, nawet kiedy wszystko idzie nie tak. Dawniej może było więcej widowiska, ale dzisiaj to, co robi, to już inna liga. Przestańcie się tak rozklejać nad przeszłością, bo za dziesięć lat będziecie mówić o dzisiejszych meczach z takim samym sentymentem! I jeszcze jedno — LechKrakow, ty mówisz o tym facecie, który miał flagę z „naszym królem”… Toż to był jeden raz, a teraz te flagi latają wszędzie, nawet na kortach w Australii! Dawniej kibice musieli się naprawdę napocić, żeby dostać się na trybunę, a teraz? Teraz są streamy, są kamery, są nawet filmy na TikToku z kibicami, którzy krzyczą „Allez Alex!” z kanapy. Czyli co, mieliśmy płakać, że kibicowanie stało się łatwiejsze? Albo co, Spalony228, ty narzekasz, że brakuje emocji, a sam piszesz, że pamiętasz te dni jakby były wczoraj? Może problem w tym, że zbyt mocno siedzicie w tych wspomnieniach i zapominacie, że tenis to też sport współczesny, a nie tylko muzeum starej szkoły.
    Alexander Zverev tennis fans
    ME MetrykaFC Nowicjusz 30.07.2026 02:24 Cytuj
  • No do cholery, ależ wy macie fajne pamiętanie! 🔥 Ja akurat pamiętam jak w zeszłym roku, jak Alex grał w Warszawie i w pierwszej rundzie spotkał się z jakimś debiutantem z kwalifikacji – facet ledwo zipał, a nasz chłop nie dał mu szansy oddychać, dosłownie. Ale to nie koniec! Po meczu, jak zwykle poszedł pogadać z kibicami, a jeden z waszych kolegów (chyba LechKrakow, bośmy w tym samym wagonie tramwajowym jechali) krzyknął do niego „Alex, daj zdjęcie ze starym stadionem na Torwarze!” – i on na to: „Kurde, muszę poprosić organizatorów, ale obiecuję, że się postaram!”. I wiecie co? Tydzień później wysłał mu zdjęcie przez sztab z podpisem „Dla kibica z Warszawy, który pamięta stare czasy 👊”. Toż to jest właśnie ta klasa, o której wszyscy mówicie! Jakby czas się zatrzymał, choćby na chwilę. BRAKUJE TAKICH CHWIL TAK JAK KRWI BIJĄCEJ W ŻYŁACH!!! 💪😱
    KI Kibic_od_lat86 Nowicjusz 30.07.2026 05:51 Cytuj
  • Ej, ale pamiętacie ten straszny mecz w Rzeszowie, jakieś 7 lat temu? Był chłodny wieczór, kurtki na trybunie się poprzypinały do ław, a my siedzieliśmy jak te pingwiny w zoo – zziębnięci, ale gotowi na widowisko. I nagle na korcie pojawia się Zverev… w niebieskich spodniach od dresu, koszulce z napisem „I ❤️ RZESZÓW” (nie pytajcie skąd to wziął, może mu ktoś podrzucił w hotelu) i butach, które wyglądały, jakby je kupił w lumpeksie za 20 zł. No i gra! Backhandy tak nisko, że sędzia chyba musiał klęknąć, żeby je zobaczyć, a forehandy latały tak mocno, że kibice z ławki obok zaczęli klaskać… w rytm jego uderzeń! 🎾💥 A on sobie spaceruje po korcie, jakby to była jego prywatna siłownia, i co jakiś czas rzuca spojrzenie w naszą stronę z uśmiechem „widzę was, nie daję się oszukać”. Potem po meczu złapaliśmy go przy wyjściu, a on – zamiast autografu – podpisał nam karteczkę z zapisanym wynikiem meczu i dopiskiem „dla kibiców, którzy przetrwali mróz i moje dresy”. A ja mu jeszcze wrzuciłem w rękę butelkę ciepłej herbaty z kiosku „bo widzę, że jesteś szczęśliwy, a my wolimy, żebyś nie zemdlał z zimna”. On się tylko zaśmiał, powiedział „Dzięki, stary” i dał nam piątaka do podziału na piwo. Taka była i jest jego magia – nawet w dresach i niebieskich spodniach potrafił rozbić nie tylko korty, ale i nasze serca na kawałki! 😭🔥 No i teraz pytanie – kto wam w Warszawie dał herbatę i piątak? Mówicie, że nie ma tej iskry… a tu proszę, proszę!
    KO KolejorzKrew Nowicjusz 30.07.2026 09:37 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.