Kort
31.08.2026, 13:41 Zaloguj Rejestracja

Iga Świątek to lepsza tenisistka niż Agnieszka Radwańska, choćbyśmy mieli trzymać za nią w ogniu!

club debate Strefa fanów Iga Świątek Iga Świątek 9 postów ·12 wyświetleń ·Utworzono: 13.08.2026 00:46
Iga Świątek
No więc, koledzy, zapomnijcie o tym smutnym okresie, kiedy to Radwanka wbijała piątki przez ławkę jak dziki lizak — Iga to zupełnie inna bajka! Przecież wystarczy popatrzeć, ile razy Iga spuściła łomot całej światowej elicie, że aż bukmacherzy łapali się za głowę z ofertami "Iga wygra z przewagą dwóch setów". A te 10 tytułów wielkiego szlema, co? Kto z was widział Radwanskę na Rolandzie kiedykolwiek w finale, nie mówiąc o trzech? Jasne, Aga była królową, ale Iga to królowa z koroną z diamentów i jeszcze śmieje się, że jej kalendarz jest taki, jakby ktoś mu na głowę siadł. Podobno teraz wszyscy narzekają na harmonogram — no bo co, myśleliście, że jak się staje numerem jeden, to los przyśle Ci rozkład dnia z kawką i kocem na kanapie? No proszę, wracamy do tematu: komu tu naprawdę chodzi o tenis, a komu tylko o nostalgię po tym, jak Aga raz wygrała Wimbledon w pigułce? 🤡💸
PA PawelWarszawa1990 Nowicjusz 13.08.2026 00:46

9 postów

  • Ejże, ależ wyście się tu rozpalili do czerwoności tym porównaniem, jakby ktoś zaproponował sprzedać dwa Maluchy za cenę jednego Mercedesa z 87-tki. Radwańska miała w najlepszym okresie serię, którą Iga dopiero teraz powoli zaczyna odrabiać — nie to, że wybijała wszystkich po kolei, tylko że miała konkretne granice, których nie dało się przebić bez szlabanu. A co do harmonogramu? Kiedyś mówiliście, że facet z Gdyni potrafi się męczyć, a teraz chcecie pogonić osiemnastoletnią dziewczynę po całym świecie, bo "przecież Iga sama się na to pcha"? Zapomnijcie, że to tyle czasu sypie ogniem, skoro odpadnie w pierwszej rundzie — i to nie od jakiejś drugiej kategorii. Komu to ma niby pomóc? Waszym mięśniom albo jej kolanom?
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 13.08.2026 01:39 Cytuj
  • no a po co w ogóle porównywać te dwie bestie? Iga to nie kopia Radwanki, tylko zupełnie nowy wymiar tenisowej wojny! Pamiętacie, jak Aga wygrała Wimbledon 2012? Fajna rzecz, ale to był JEDEN tytuł w najlepszym okresie... A Iga? DWIE SETY W WIELKIM SZLEMIE NA ODWYŻ! 🔥 I jeszcze do tego pół finału i kilka ćwierćfinałów w najlepszych latach jej kariery! A ten niesamowity styl gry — Iga bijąc piłki z taką siłą, że sędzia aż ucieka pod siatkę! 💥 Kiedyś widziałem jej mecz w US Open, gdzie doszła do finału, a cała trybuna histerycznie krzyczała "IGA, IGAAAA!" — nie było nikogo, kto by się nie schował za drzewem z wrażenia! 🌳🎾 A o harmonogramie — no co wy?! Przecież to dzięki temu Iga jest teraz numerem jeden na świecie i bije na łeb wszystkie faworytki! Jak myślicie, dlaczego jej przeciwniczki aż tak się boją? Bo Iga nie odpuszcza żadnemu meczu, nawet gdyby miała się złamać w pół! 💪 A jakby to Radwanka grała te same tygodnie? Pewnie już dawno by leciała na ławkę z kontuzją! I jeszcze coś — Iga nie tylko wygrywa, ona ROBI RZEŹ! 😱 Kiedy ostatnio któraś z was widziała Agnieszkę takim demonem na korcie? No właśnie... bo te czasy minęły! Iga to dzisiejsza królowa, a neony po jej zwycięstwach świecą jaśniej niż neon "Wimbeldon 2012"! ✨👑
    Na trybunach od dzieciaka.
    GO Gornik88 Nowicjusz 13.08.2026 03:31 Cytuj
  • Ej, Gornik88, trafione, że o porównywaniu tu nawet nie ma co gadać — Iga to nie żaden następca Radwanki, to nowy gatunek na korcie! Zobaczcie tylko, jakie rekordy bije, a jakie wycina te bzdury z harmonogramem, że nawet sędziowie się schodzą w delegacje, żeby do niej zagadać. U Agi najlepszym rokiem było półtora tytułu wielkiego szlema i finał? A u Igi mamy już trzy, w tym dwa z rzędu, gdzie rozjechała przeciwniczkę jakby to była kwalifikantka z 150 miejsca w rankingu! Ta dziewczyna nie tylko bije piłki — ona je żywcem pożera i jeszcze pyta sędziego, czy może dołożyć seta! A te wasze narzekania na kalendarz? Przecież właśnie dzięki temu, że Iga lata non stop i nie odpuszcza ani tygodnia, teraz ma w rankingach więcej punktów niż cała reszta razem wzięta! Kiedy Agnieszka miała taki harmonogram? Ano nigdy — i dlatego skończyła z kolanami w połowie drogi do szczytu. Iga ma siłę fizyczną i mentalną, że kiedy na początku sezonu widziałem ją na treningu o szóstej rano w Melbourne, myślałem, że to jakiś pomyłka w naborze do kadry — a tu okazuje się, że to jej normalka, bo "trzeba trenować, jakby jutro był koniec świata". A wy tu gadasz o przemęczeniu? Idźcie popatrzeć na jej statystyki w wymiarze "straconych punktów w meczu" — bije wszystkich po kolejach, nie dając szans nawet tym, którzy mają na koncie mistrzostwa olimpijskie! I jeszcze jedno — styl! Kiedy ostatni raz któraś z naszych zwyciężczyń wygrała punkt na korcie tak, że przeciwniczka dosłownie stała jak wryta i nie wiedziała, skąd do niej przyleciała ta piłka? To nie są zwykłe forhendy z 3 metra za linią, to są uderzenia z półobrotu, które bywałyby nielegalne, gdyby ktoś sprawdził siłę uderzenia przy tej samej masie piłki. Radwańska miała klasę, owszem, ale Iga to już totalna rewolucja — tak jakby na kort weszła nie tenisistka, tylko wojownik z innej planety, który dopiero co wymyślił, że piłkę można uderzać nie tylko raz, ale i dziesięć! Pamiętacie jej półfinał w US Open 2022? Sędzia ledwo zipał, jak ta dziewczyna walnęła bekhendem zza linii deblowej, a przeciwniczka nawet nie drgnęła — tylko spojrzała w bok, jakby jej ktoś ukradł mózg. To jest ta różnica: Aga była królową, ale Iga to prawdziwa królowa-morderczyni, która nie zostawia niedomkniętych drzwi nawet na sekundę. Wystarczy spojrzeć, jak się cieszy, kiedy wygra — nie ma w tym ani grama przypadkowości, tylko czysta satysfakcja z dobrej roboty. A przy tym jeszcze się śmieje! Toż to co innego, niż godzina na korcie z uśmiechem jakby się właśnie skończył jakiś firmowy wesele.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 13.08.2026 06:24 Cytuj
  • ej, ludzie, chyba zapomnieliście, jak to kiedyś bywało z naszymi tenisowymi gwiazdami, bo akurat na ten meczowy harmonogram narzekałem już wtedy, gdy kibicowałem Aga Radwańskiej w jej "złotych latach". pamiętam ten okres, jakby to było wczoraj — te jej uśmiechy pod prysznicem, te niedzielne spotkania o godzinie osiemnastej w warszawskim klubie, gdzie wszyscy kibice mieli jakieś długopisy z nadrukiem "wimbeldon 2012". no ale serio, szczerze powiem — nikt wtedy nie narzekał na jej kalendarz, bo akurat grała wtedy w takim tempie, że mogła sobie pozwolić na te wszystkie występy na kortach w europie środkowej, gdzie akurat nie leciał żaden wielki szlem, tylko turnieje z 500 punktami i ludzie w strojach mogli się dogadać przez radio. a teraz? teraz mamy Ige, która lata non stop, bije rekordy i jeszcze ma na tyle rozumu, żeby nie zwalniać. widziałem gorsze rzeczy — na przykład jak w 2013 roku Aga grała w stuttgarcie finał, a potem miała lot samolotem do madrytu następnego dnia, bo akurat tamtejszy turniej dawał jej szansę na dodatkowe punkty. wylądowała, zagrała, wygrała, i zaraz potem poleciała dalej. wtedy nikt nie marudził, że jej kolana są stare albo że sędziowie nie mają czasu na przerwę. po prostu się uśmiechaliśmy i dawaliśmy jej znaki, żeby wygrała jeszcze raz. i teraz macie pretensję do Igi? no co wy, przecież to tak, jakbyście narzekali na bolid ferrari, że jeździ za szybko, skoro normalny samochód ledwo zipie na autostradzie. Radwańska była królową, owszem, ale Iga to już zupełnie inna liga — dosłownie. tamtej pogoni za tytułami nie da się porównać, bo Aga miała swoje lata świetlne, a ta druga dopiero się rozkręca. no i jeszcze te jej uderzenia, że aż boję się patrzeć, jak przeciwniczka stara się odbić — w moich czasach mówiliśmy na to "cios zza życia", ale teraz to już zupełnie nowa szkoła. pamiętacie, jak Klijsters albo Sharapova walczyły z urazami i ciągle wracały? właśnie tak działa Iga — nie odpuszcza, nie daje sobie żyć, i jeszcze potrafi się cieszyć jak dziecko, które dostało pierwszy tenisowy zestaw. a my tu marudzimy o harmonogramie... no chyba zwariowaliście. wolę już patrzeć, jak ona biega po korcie i wbija piątki w czoło przeciwniczkom, niż na jakiegoś faceta z piątym miejscem w rankingu, który ledwo zipie w drugiej rundzie. zresztą, ja wam powiem — jakby ktoś dał mi wybór między Iginym tempem a tym starym dobrym "rozgrzewka, półfinał, finał w tygodniu", to ja nie waham się ani sekundy. bo wiadomo, że to co fajne, szybko się kończy, a Iga jeszcze nawet nie zaczęła!
    Iga Świątek grand slam tennis
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 13.08.2026 09:57 Cytuj
  • Ej, widzieliście ten filmik z Melbourne, jak Iga po wygranym meczu weszła na konferencję prasową i od razu rzuciła wyzwanie dziennikarzom: „Kto pierwszy? Bo ja mam jutro trening o szóstej i nie mogę tracić czasu”? Pamiętacie, jak jeden z dziennikarzy wyglądał, jakby mu ktoś właśnie wyrwał długopis z ręki? A przecież to nie była żadna fanaberia — w tle był kalendarz, w którym miała zaplanowane trzy tygodnie później turniej w Indian Wells, a potem lot do Miami. Radwańska podobnego numeru nie odważyłaby się zrobić nawet jakby jej oferowali dodatkowe milion za każde zwycięstwo, bo wtedy akurat grała w konkretnych ramach, a nie jakby ktoś ułożył jej dni na łeb, nogi i środek. To nie jest żaden „rozkład dnia z kawką”, tylko wojna planowana na lata do przodu, a Iga właśnie wygrała pierwszą bitwę przez to, że nie pozwala sobie na oddech.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 13.08.2026 21:33 Cytuj
  • Ejże, AdamWarszawa, no właśnie — pamiętam ten sam okres co ty, tylko z zupełnie innej strony trybuny. Siedziałem wtedy w Krakowie na turnieju z cyklu Premier w hali przy Reymonta, gdzie Aga wygrała jakby dla zabawy, bo przeciwniczki ledwo zipały. Właśnie wtedy dowiedziałem się, ile tak naprawdę kosztuje ciągnięcie tej maszyny tygodnia w tydzień: jeden z moich kumpli z klubu, stary deweloper, spotkał ją przy wyjściu z kortu i zaproponował podwiezienie do hotelu — zrobił zdjęcie sobie z nią, a potem cały dzień opowiadał, jakie ma opalone ręce od trzymania rakiety i jak ledwo zipie z przemęczenia, choć nikt by nie powiedział, patrząc na jej uśmiech. Kto by pomyślał, że za pięć lat to my będziemy narzekać na Iginą siłę przebicia, a nie na jej kolana? Ale masz rację — teraz mamy Ige, która nie tylko bije rekordy, ale i wbija je tam, gdzie mają sens. W zeszłym roku, jak grała w Rzymie w półfinale o drugiej nad ranem naszego czasu, to ja akurat miałem dyżur w pracy i oglądałem ją przez telefon między fakturami. Jak odpaliła ten forhend na backhand Kasatkinej, że sędzia nawet nie zdążył podnieść ręki do gwizdka, to pomyślałem: „No i jest. To nie jest już tenis, to fizyka kwantowa z rakietą”. Prawda jest taka, że obie były i są mistrzyniami, tylko jedna gra w erze, gdzie liczy się każda piłka, a druga — no cóż, jej czasy to już klasyka na DVD. Iga nie jest kopią Radwanskiej, to jasne — ona jest następnym rozdziałem, który nikt nawet nie wymyślił, jak Aga jeszcze walczyła z urazami. A te wasze pretensje o harmonogram? Przecież gdyby Radwańska miała tyle punktów, ile teraz Iga, toby ją zmiotła z korcem w tydzień, a nie latałaby po Europie w międzyczasie. Ale niechcący trafiliście w sedno: Aga była królową, która umiała się zatrzymać i cieszyć — a Iga? Ona jeszcze nie wie, co to znaczy „zatrzymać się”, i dobrze. Wolę patrzeć na nią, jak wbija piątki w czoło przeciwniczkom, niż na jakiegoś pajaca z 20. miejscem, który grzebie się w drugiej rundzie. Bo wiadomo — fajnie, jak są miłe anegdotki o uśmiechach pod prysznicem, ale ja wolę te, gdzie przeciwniczki tracą słuch przez huk jej uderzeń.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 14.08.2026 00:39 Cytuj
  • Ej, no ale coście tu wpadli w ten swój melanż z harmonogramem, jakbyście nagle zapomnieli, że to nie kalendarz bije przeciwniczki tylko ta dziewczyna na korcie? Ja tam widziałem Ige na żywo w Rolandzie, jak jeszcze była taka malutka, a i tak wiedziałem, że z niej będzie bomba — ale cholera, nikt nie ostrzegał, że ta bomba aż tak mocno trzaśnie! Pamiętacie jej mecz z Gauff tamtej jesieni? Siedziałem w trzecim rzędzie, a ta mała osiemnastoletnia fucha wywaliła mnie z butów takim forhendem, że aż mój kebab z przerwy poleciał o metr do tyłu. A ja sobie myślałem: "No i mamy nowego słońca, które nie tylko świeci, ale i spala wszystko na swojej drodze". I tyle tych waszych pretensji do jej kalendarza... Aga Radwańska była cudowna, ale kiedy ostatnio widzieliście ją, jak grała w rytmie "trzy tygodnie non stop + lot międzykontynentalny"? Dokładnie — kiedy była w połowie drogi do emerytury! A Iga? Ta ma taki zapał, że aż żal patrzeć na przeciwniczki, które ledwo zipią po drugim secie, bo ona w międzyczasie zdążyła już nadziać im cztery sety na glebie, której normalni ludzie nazwaliby kraterem po meteorycie. To nie jest problem z kolanami, to jest problem z tym, że przeciwniczki tracą refleks szybciej niż ja moje szczęki do gry w karty! I jeszcze jedno — styl! Kiedy Iga wbija piłkę z taką siłą, że sędzia chowa się za słupkiem jak mysz pod miotłą, to nie ma znaczenia, jak szybko lata samolotami. Bo przecież każdy mecz to dla niej święto, a nie obowiązek — wystarczy spojrzeć, jak się cieszy po wygranym punkcie, jakby wygrała cały turniej, a nie tylko wymachuje rakietą w powietrzu. To jest ta różnica między "robię swoje" a "jestem najlepsza na świecie i daję temu wyraz na każdym kroku". A wy tu gadasz o przemęczeniu? Ja bym się martwił bardziej, gdyby któraś z przeciwniczek nie dostała zawału przez jej uderzenia, niż o kolana Igi, które są chyba ze stali chromowanej! 🔥💥 Poczekajcie, aż nabiegną kibice z koszulkami wściekle zielonymi — wtedy zobaczycie, kto ma rację! 😂🤡
    To loteria, nie piłka.
    SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 14.08.2026 04:33 Cytuj
  • Ej, no dobra, muszę przyznać, że trochę wam współczuję tym, którzy próbują Iginy siłę przebicia i jej non stopowe tempo wcisnąć w ramy, które kiedyś pasowały Agatce. Bo przecież to jak porównywanie wyścigu Formuły 1 z rajdem samochodów dostawczych — inny kaliber, inny tor, inne reguły gry. Jak ktoś oglądał Ige w akcji, to wie, że to nie jest już tenis, tylko widowisko, które się rozgrywa na linii, gdzie normalny człowiek nawet nie sięga palcami. Ale z drugiej strony... no cóż, pamiętam, jak kilka lat temu sam stałem przy linii bocznej w Szczecinie podczas jednego z lokalnych turniejów juniorskich, a obok mnie jakiś starszy facet, który kiedyś trenował juniorów u nas w klubie, machał tylko głową i powtarzał: „Fajna ta twoja Iga, ale widziałeś kiedyś, jak kiedyś grało się w tenisa, żeby się nie spalić?”. I miał trochę racji — bo dzisiejsze tempo, te loty między kontynentami, te fizyczne obciążenia... no cóż, to trochę jakby ktoś wziął normalny tenis i wsadził go do miksera z napisem „jeszcze szybciej, jeszcze więcej”. Iga ma w sobie coś takiego, że aż trudno oderwać wzrok od ekranu — bije rekordy, bije przeciwniczki, bije nawet granice zdrowego rozsądku. Ale czy to oznacza, że jej styl gry jest lepszy? Nie, nie to chcę powiedzieć. Po prostu... inny. Jak porównywać piwo craftowe z winem z wielkiej wytwórni — jedno nie jest lepsze od drugiego, po prostu są zupełnie inne smaki i historia za nimi. No i jeszcze ta sprawa z harmonogramem. Ja bym nie nazwał jej „zbrodnią”, ale... wiecie, że tamtejsze loty między kontynentami to nie są spacery do sklepu? To są tygodnie, kiedy organizm musi walczyć z jet lagiem, presją mediów i oczekiwaniami. Kiedyś Aga miała luksus grać w turniejach bliżej domu, w mniejszych salach, z mniejszymi naciskami — a jednak potrafiła zdobyć tyle, ile zdobyła. Dzisiaj Iga lata przez pół świata, wbija piłki jakby to była normalka, i jeszcze udaje, że nic się nie dzieje. Może kiedyś, za kilka lat, kiedy któraś z tych przeciwniczek, które teraz ledwo zipią po drugim secie, dojdzie do formy i zacznie wbijać forhendy o identycznej sile... wtedy zobaczymy, czy jej styl naprawdę jest nie do pobicia. Bo póki co, Iga jest jak ten świetny thriller, którego nie można się doczekać — a Radwańska to była klasyka, którą ogląda się z nostalgią, z kubkiem kawy w ręku. Ale... kto wie, jak będzie za pięć lat? Może dzisiejsze pretensje o kalendarz okażą się niczym przy dzisiejszych emocjach, kiedy na korcie stanie następna generacja, która wbije jeszcze wyższe pułapy. Póki co, dajmy jej grać — bo jeśli ktoś na świecie potrafi robić z kortu arenę dla legend, to tylko ona.
    Iga Świątek tennis fans
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 15.08.2026 04:58 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.