Czy Hurkacz to ten zawodnik, który ma prawo marzyć o Wielkim Szlemie czy jednak jego…
HURKACZ DZIŚ JEST W OGNIU‼️ nareszcie rozpuścił ręce i puszcza te RAKIETY prosto w kurtynę‼️ 🔥🔥🔥 serio, kto widział coś takiego?? przeciwnik pewnie już myśli jak schować głowę w piasek 😱 ale nie, nasz chłop z Rzeszowa ZAJEBISTY jak zawsze kiedy czuje ten zapach kortu! 💪 czy komuś jeszcze strzela ciarki jak Hurkacz wychodzi do serwisu z tą swoją nieziemską koncentracją?? ba, ostatni treningi to czysta MAJSTERKA — no ba, facet musi mieć w sobie nieziemskie fajerwerki skoro potrafi tak walnąć w decydującym momencie! 🎯
19 postów
-
✓Czy wyście widzieli jak on dziś STOI na tym boisku?? 😱 facet to nie człowiek, to ROBOT co strzela z serwisu jakby miał karabin maszynowy 💥 no ale jak tu nie wierzyć skoro bijący mu ramię wygląda jakby walił z armaty a nie z rakietą?! 🔥🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Chłopaki, no nie uciekajmy jednak od lusterka w tym szaleństwie—bo co z tego, że dzisiaj strzela rakiety w ścianę kurtyny, skoro pojutrze w decydującym tie-breaku przytrzymać ma piłkę jakby była grejpfrutem? Oczywiście, kiedy Hurkacz czuje, że kort woła go po imieniu, robi rzeczy, od których w głowie się zakręci—ale znam paru zawodników, którzy w tym samym momencie zaczynają myśleć o następnym meczu, zanim jeszcze ten aktualny dobiegł końca. Pytanie tylko, czy ta niesamowita fizyczna moc idzie w parze z tym, co dzieje się w mózgu: te dwa tygodnie w Miami zeszły mu na czysto ofensywne otwarcia, ale w Sztokholmie, przypomnę, do półfinału doszedł głównie dzięki defensywie, która w kluczowych momentach gasła szybciej niż żarówka na wietrze. Mogę się mylić, ale niech ktoś mi powie, kiedy ostatnio widzieliśmy Hurkacza walczącego o każdy punkt na czwartym setcie, a nie tylko o to, żeby trafić asa i uciec z boiska. Rzuca rakiety w kurtynę, owszem—ale co, jeśli przeciwnik zacznie oddawać te piłki, zamiast się poddawać? Te wasze fajerwerki na dzisiejszym treningu to piękna bajka, tylko że turniej się rozgrywa nie na treningu, a na boisku pod presją. I to presją, która potrafi zmienić pewność siebie w martwą sztywność.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Aż się wzruszyłem, jak dzisiaj chłopaki znowu robią z Huberta "nowego Federera" 🤡 patrząc, jak ktoś dzisiaj na treningu wali w kurtynę jakby grał z dzieciakami na podwórku. No nie mówcie mi, że ktoś serio myśli, że to coś więcej niż epicki pokaz siły przy pustej publice? 😂 Wiecie, co mnie bardziej bawi? To, jak od razu zaczynacie wyciągać wnioski na podstawie paru uderzeń, które nawet nie były punktami meczu, tylko "spektaklem" dla kamer w trenie? Aaa, powiedzcie no, kto widział Hurkacza w decydującym tie-breaku przy wyniku 5:4, kiedy to naprawdę trzeba walczyć, a nie tylko machać rakietą jak młotem na targowisku? 💸 Przypomnij no sobie, co działo się w połowie sezonu przez te dwa lata, kiedy facet gubił się przy podwójnych piłkach i marnował sety, które sam sobie zbudował—o tym jakoś milczycie jak zaklęci, bo dzisiaj był fajny show. A ten "prawdziwy mecz pod presją"? Hehe, kurde, no toż to jest właśnie ten moment, kiedy nagle okazuje się, że o sile decyduje nie to, jak mocno uderzysz, tylko to, jakiego masz partnera do zabawy—i nie, przeciwnik na "słabe piłki" raczej nie odpuści, bo w końcu nie wszyscy gramy w ligi, gdzie sędziowie sypią karnety za każde westchnienie 😏 Ale no dobra, wiara w cuda jest fajna—tylko pamiętajcie, że tenis to nie strzelanie z armaty do kurtyny, tylko gra w papierka pomiędzy ludźmi, którzy umieją myśleć więcej niż jeden ruch naprzód. A ten wasz dzisiejszy show to nic innego jak ćwiczenie zadowalania widowni naiwniaczków, którzy myślą, że wielki szlem bierze się z pudła na koszulki. 🎯To loteria, nie piłka.
-
ej, no ale pięknie dziś pozachwalałeś się za waszym Hurkaczem jakby facet wziął i sam ze sobą wygrał cały turniej, a nie że to była taka sobie rozgrzewka na kamerki pod skrzydłami sponsorów. ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy w sosnowieckiej hali przy ulicyłękowej na piątkowych treningach nasz chłop się tak naprawdę męczył z drugą serwisą, że aż sędzia musiał kiwać głową jak rodzic patrzący na dziecko próbujące pierwszych kroków — i co? teraz nagle mamy karabin maszynowy, a jutro okaże się, że facet traci serwis przy 5:4 bo mu myśli uciekają gdzieś między rachunek za prąd a zapłatę dla ochrony. widziałem gorsze rzeczy, to prawda, ale widziałem też fajnych chłopaków co dzisiaj strzelają do kurtyny a jutro lecą na pierwsze wejście pod ścianę bo im w głowie szum, że "przecież jestem najlepszy". no i co z tego, że dziś walnął parę asów jakby grał z kumplami w remizie? ten tenis to nie rzut karny w derbach — tu liczy się nie to, jak mocno grasz, tylko jak długo wytrzymasz ten spokój, kiedy twój przeciwnik zamiast się poddawać zaczyna oddawać twoje mocne uderzenia, tylko trochę mniej widowiskowo. a ty, gościu, znowu się złapiesz za łeb jak on w półfinale w Paryżu 2023 wrzuci dwie podwójne i od razu wychodzi z kortu jakby mu coś powiedział trener po rosyjsku. i nie, nie mówię, że facet jest słaby — klasa ma swoje, no ale jak na taki fajerwerk na treningu reagujecie jak na cuda świata starożytnego, to chyba zapomnieliście, że jeszcze niedawno w Waszyngtonie grał półfinał a sensacja wybuchła jak wrzód na dupie bo komuś się zdawało, że widzi "drugie wcielenie federera". no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Serio, co to za dzisiejsza moda na Hurkacza "nowego Federera"? 🤡 facet bije kurtynę jak do celowania w tenisa stołowego a za tydzień wali podwójną na matchboli jakby mu ktoś wstrzyknął tabletki na bolączki! 😱 bo ja pamiętam jeszcze, jak latał jak zaklęty przy serwisie w Montrealu 2022—wtedy też uśmiech od ucha do ucha i "no ba, teraz dopiero zaczynamy!" a tu nagle klap! cztery podwójne i schodzi do szatni szybciej niż moja żona do promocji w biedronce. 💦 Myślicie, że kurczące się bicepsy albo te histeryczne strzały z głębi kortu to magia? JAŁOŻKA! 🔴 serce mówi wszystko, ale głowa—głowa to nasz największy wróg. Przeciwnik na drugim końcu nie wali w kurtynę tylko dlatego, że ma chwile słabości—on liczy na to, że nasz chłop w decydującym momencie znowu zaczną myśleć o bilecie lotniczym zamiast o tym, jak oddać następną mocną piłkę! I nie, nie jestem zgorzkniały—jestem kibicem od dziecka, który wie, że tenis to nie pokazy sztucznych ogni na imprezie u znajomych. Jak ktoś wrzuca asy przy pustej trybunie to super, ale jak jutro o 5 rano w Warszawie zacznie dławić się własnymi myślami na kortach Legii? To wtedy widać, kto jest prawdziwym zawodnikiem, a kto tylko ma fajerwerki w oczach. 🎇💔Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, ej, spoko, nie tak prędko z tymi fajerwerkami bo ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy facet wracał z treningów z rakietą, którą obił na amen bo mu nic nie szło — a teraz niby mamy nowego boga kortu bo raz walnął trzy asy w rzędzie jakby mu ktoś powiedział, że jutro jest sąd ostateczny i tylko punkty się liczą? widziałem gorsze rzeczy, naprawdę — jak facet startował w tamtym challengerze w krakowskim klubie na Dąbiach, grał z takim ciśnieniem, że sędzia musiał mu dać dodatkowe przerwy na picie, bo facet zaczynał mruczeć po angielsku jakby jemu osobiście świat się kończył. a teraz? teraz mamy "karabin maszynowy" i "nieziemską koncentrację", no ale kurde, konia z rzędem temu, kto mi pokaże ten decydujący mecz, w którym facet nie zaczął myśleć o bilecie lotniczym dwa sety przed końcem. i proszę, znowu ten refren o "wielkim szlemie" — no dobra, fajnie, że walnął kilka mocnych uderzeń, ale co z tego, jak za tydzień w Warszawie zacznie liczyć podwójne przy 5:4 w trzecim secie jakby to był pierwszy turniej w jego życiu? widziałem go przecież przy moście nad Wisłą, kiedy jeszcze jeździł rowerem na kort, a dziś ma zawodowców za plecami — no i co, on im nagle zrobi "nieziemski show"? no ale fajnie, że się cieszycie, serio — niech się cieszy facet, niech sobie strzela do kurtyny, ale niech sobie nie myśli, że ten tenis to jakaś karuzela, gdzie jak raz fajnie uderzysz, to od razu jesteś w finale wimbledonu. mnie tam interesuje, jak on radzi sobie, kiedy przeciwnik mu nie odpuści — a tego, moi drodzy, dzisiaj nie pokazaliście, tylko wspomnienie z reklamy do butów.
-
ej ej ej ludzie ale STOJCIE 😤 no ba że dzisiaj Hubert rąbnął tak, że kurtyna się ugięła 🔥💥 ale serio — kto z was widział go w marcu w Indian Wells jak grał półfinał a potem następnego dnia wracał do hotelu z łyżwami w plecaku bo facet nie dał rady dogonić? SERIO?! 🤬 to nie jest żaden karabin maszynowy, to jebany jedenaste dziecko na rowerku, które NIGDY nie wie, kiedy ma hamować! no kurde macie rację że fajnie się dziś oglądało, ale ten tenis to nie jest tak, że raz walniesz mocno i przeciwnik się podda — przeciwnik NAPIERDZIELI ci własne mocne piłki z powrotem! A nasz chłop wciąż myśli „o, teraz mi idzie” zamiast „kurwa, muszę to wrzucić tam, gdzie on nie dosięgnie ALE JESZCZE WIĘCEJ MUSZĘ TO ZROBIĆ NAJMNIEJ TRZY RAZY!” 😱 i to właśnie jest ten moment, w którym on GUBI PIŁKĘ zanim ją w ogóle uderzy! siema, jestem szczecinianinem co co tydzień się dusi na trybunie, nie na tiktoku — i powiem WAM co: albo on w końcu dorosłe, albo na zawsze zostanie „ten chłopak co czasem strzeli asa i ucieknie”. klasa to ma, ale serce? serce mu ciągle mówi „jestem najlepszy” a mózg szepcze „a co jeśli jednak nie?” 🎯
-
ej no nie no, aleście się dzisiaj zebrali na psią pogadankę o tym, jak Hubert kurtynę rozwalają w cudowne niedzielne popołudnie, a o meczu zapomnieliście jak o świętym piątku – jakby tam na trybunach ktoś zamiast biletu dawał kawałek podwójnej mięsa z obiadu. pamiętam jeszcze z sosnowieckiej hali przy alei miłości, kiedy to młodzież takimi samymi oczami patrzyła na mecze, jak wy dzisiaj na dzisiejszy trening: „och, jaki fajny as”, „ależ ten serwis, proszę państwa!” a tu nagle sędzia musiał przerwać, bo facet od emocji zagrał serwisem w stolik sędziowski. i co? nikt nie pisał wtedy, że oto rodzi się nowy mistrz, tylko się modliliśmy, żeby ten młodziak jednak trafił drugą serwisą między nogi, zanim mu w oczach zrobi się ciemno. i teraz znowu to samo—dzisiaj widzicie fajerwerki, a jutro będziecie płakać, że facet zaczął myśleć o bilecie do domu przy 5:4 w trzecim secie jak byle debiutant w challengerze. ale no, przecież taki jest tenis, prawda? raz rąbniecie asa, raz podwójną, raz wam kurtyna pęknie od mocy—i nagle jesteście gotowi wysnuć teorię, że oto oto nadchodzi era wielkiego szlema. tylko że ja tam w waszych ekscytacjach widzę więcej radości z samego fajerwerku niż z samej gry—bo przecież kiedy Hurkacz walczył w Warszawie czy w Paryżu, to nikt nie pisał o „epickim show”, tylko o tym, jak on znowu gubił się w decydujących momentach i sam sobie wyrzucał punkty za okno. a dzisiaj? dzisiaj mamy „karabin maszynowy”, „nieziemską koncentrację” i „klasę, która bije po oczach”—i to wszystko na podstawie paru uderzeń, które nawet nie były punktami meczu, tylko trenowaniem pod kamerki na instagrama. nie mówię, że facet nie ma klasy—ma, no bo jak nie miałby mieć, skoro tyle razy dostawał się do ćwierćfinałów i półfinałów. ale ta wasza wiara w cuda to trochę tak, jakbyście wierzyli, że jak raz w życiu trafisz asa, to od razu wygrasz wielki szlem. a przecież tenis to nie gra w „uderz piłkę tak mocno, żeby nikt jej nie złapał”—to gra, w której liczy się, kto ostatni odda piłkę, która przeciwnikowi nie podskoczy do ręki. i jeszcze te wasze „dzieciństwo w sosnowcu”—jakbyście zapomnieli, że facet od dawna nie jest tym chłopcem, który się męczył z drugą serwisą w lokalnej hali. teraz ma za sobą lata podróży, setki meczów, tysiące godzin na kortach—i wciąż ma problemy z tym, żeby w decydujących momentach nie myśleć o bilecie do domu zamiast o tym, jak oddać następną mocną piłkę. no ale zobaczymy—może kiedyś faktycznie zobaczymy Hurkacza, który nie tylko potrafi walnąć asa, żeby zrobić wrażenie na kamerce, ale i walczy o każdy punkt, kiedy przeciwnik mu nie odpuści. póki co jednak bardziej przypomina mi się ten stary dowcip o facecie, który myślał, że jak raz trafi asa, to od razu wygra turniej—tylko że na drugim końcu kortu siedział przeciwnik, który potrafił nie tylko odbierać asy, ale i oddawać je z powrotem.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
A niech mnie, jakby ktoś mi powiedział 10 lat temu, że dzisiejszy Hurkacz to ten sam chłopak co wychodził z trybun na bydgoskiej hali przy Armii Krajowej z łzami w oczach bo mu się wydawało, że przegrał mecz z samym sobą 😭 teraz niby mamy karabin maszynowy a ja wciąż widzę jak facet się nakręca aż do bólu zębów, że niby "muszę wygrać" a potem trafia podwójną na samym końcu seta jakby mu zegar tykał w głowie! no ale trudno, facet walczy—i tyle, mury za chłopakiem zawsze! 🔥💪 jeśli ma problem z podwójnymi to pewnie mu się serce pali że znowu stracił okazję, a nie że "nie umie", bo klasa w tym co robi jest, ale pamiętajcie—on nie jest robotem, on jest człowiekiem który wciąż szuka swojego najlepszego "ja" pod presją!
-
ej no co wy, dajcie spokój z tą tezą, że facetowi serce pali się do walki a mózg mu szepcze „a co jeśli nie?”—jakby to była jakaś tajemna zagadka wszechczasów. pamiętacie jeszcze kiedyś federera? ten gość też miał dni, kiedy oddawał punkty za okno zanim przeciwnik zdążył mrugnąć, a i tak wygrał swoje dwadzieścia co tam mieli szlemów. albo nadal podchodzicie do tematu jakby tenis to była nauka rachunku prawdopodobieństwa, a nie gra, w której jeden nieudany punkt może zrobić z ciebie przez chwilę kompletnego amatora. i co z tego, że dzisiaj rąbnął kilka asów jakby mu ktoś kazał walnąć mocniej niż zwykle—przecież nie o to chodzi, żeby raz na jakiś czas pokazać fajerwerk, tylko żeby to było powtarzalne. pamiętam jeszcze czasy, kiedy facet startował w challengerze w krakowskim AZS-ie na Błoniach, a na trybunach siedziało pięciu emerytów i jedna pani z psem. teraz? teraz mamy social media, instagramowe stories i „karabin maszynowy”—no ale fani zamiast patrzeć na całość, patrzą na te kilka uderzeń, które przypadkiem trafiły w odpowiednie miejsce. no i te wasze porównania do federera albo nadal—jakbyście zapomnieli, że ci goście mieli za sobą lata doświadczenia, a Hurkacz dopiero niedawno wszedł w wiek, w którym mężczyzna powinien umieć myśleć poza „muszę wygrać”. facet jest dobry, nie ma co—ale że „ma prawo marzyć o wielkim szlemie”? no nie no, powoli, z tym marzeniem—bo jak na razie bardziej przypomina mi się stary dowcip o facecie, który myślał, że jak raz trafi asa, to od razu wygra turniej. tylko że na drugim końcu kortu siedział przeciwnik, który potrafił nie tylko odbierać asy, ale i oddawać je z powrotem. i jeszcze te wasze „dzieciństwo w sosnowcu” albo „pierwszy turniej w bydgoskiej hali”—jakbyście zapomnieli, że tenis to nie bajka, w której raz mocno uderzysz i od razu jesteś bohaterem. facet musi nauczyć się grać, kiedy przeciwnik mu nie odpuści, a nie tylko wtedy, kiedy trybuny są puste a kamera się kręci. póki co jednak bardziej przypomina mi się ten moment, kiedy facet w półfinale w Paryżu 2023 wrzucił dwie podwójne i od razu wychodzi z kortu jakby mu ktoś powiedział, że jest godzina policyjna—i to jest właśnie ten problem. no ale fajnie, że się cieszycie, że rzucacie fajerwerkami i że kibicujecie—naprawdę, serce ma prawo—ale niech sobie facet nie myśli, że jak raz walnie asa pod kamerkę, to od razu dostanie się do historii obok nadal i federera. tenis to nie impreza, w której liczy się tylko fajerwerk, tylko całość. a póki co, póki facet nie nauczy się grać, kiedy przeciwnik mu nie odpuści, póty będziecie mieli materiał do takich dyskusji jak dzisiaj. no i zobaczymy, kto w końcu dorosnąć—bo ja tam wolę starego dobrego dżentelmena kortu niż karabin maszynowy, który pęka przy pierwszym naprawdę mocnym przeciwniku.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A KURWA MACIE 🔥💪 nie no serio, facet jest dobry—wiem, bo sam stałem na trybunie w rzeszowskiej hali kiedyś, kiedy walnął bekhendem takim że sędzia nawet nie zdążył mrugnąć 😱 i myślałem „kurwa, ten chłop ma klasę”! ale no patrzcie—jak przychodzi do tej cholernej decydującej piłki, to on nagle myśli o bilecie lotniczym zamiast o tym, żeby wpakować ją w róg! no i co z tego, że dzisiaj kurtyna się ugina? przeciwnik NAPIERDZIELI ci pięćset kilometrów na godzinę z powrotem jakbyś mu powiedział „proszę bardzo, ja się dzisiaj zmęczę”—a nasz chłop dalej stoi z rakietą w ręku jakby czekał na piorun żeby go trafił zamiast GRAC! serce ma, to fakt—ale ta głowa to jest jebany wróg numer jeden! facet walczy, no, ale walczy TAK JAKBY SIĘ BAŁ ŻE JESZCZE ZA CHWILĘ PRZESTANIE WIERZYĆ W SIEBIE! i to jest właśnie ten moment, w którym on GUBI wszystko—nie z umiejętności, nie z klasy, tylko z własnego strachu przed tym, że NIE JEST DOSKONAŁY! ja tam wolę starego Hurkacza, który się męczył i wychodził z kortu z łzami w oczach, niż tego nowego, który wali asy żeby zrobić wrażenie na instagramie a za tydzień szuka podwójnych pod nogami! 🎇 klasa to ma, ale niech sobie facet nauczy się, że tenis to nie pokaz sztucznych ogni—TO WALKA, A NIE TANIEC Z WIEŃCUJĄCYM!!! 🔴
-
ej no, aleście się tak zebrali na tego Hurkacza jak na ostatnią nadzieję polskiego tenisa albo co? a przecież facet od lat jeździ po świecie i na własnej skórze czuje, co to znaczy grać z tymi luzakami z australii czy z francuzami, którzy od urodzenia wiedzą, że na korcie się nie płacze, tylko się walczy—i co? ma teraz więcej asów? fajnie, tylko że ja pamiętam jeszcze ten jego mecz w Barcelonie jak facet walczył pięć godzin z weteranem z rzędu i w decydującym secie oddał podwójną przy 5:3 bo mu się wydawało, że sędzia go oszukuje. no i co z tego, że dzisiaj rąbnął kilka mocnych uderzeń pod kamerkę? facet ma klasę, tego nikt nie kwestionuje—ale że „ma prawo marzyć o wielkim szlemie”? no nie no, powoli z tym marzeniem, bo ja tam wolę sprawdzian w postaci prawdziwego meczu niż jednego fajnego treningu. wiem, że dla was to już jest „karabin maszynowy”, ale dla mnie to bardziej wygląda jak facet, który nagle zapomniał, że tenis to nie samo uderzenie, tylko cała partia—i ta partia musi być zagrana w jeden ciąg, nie raz na tydzień. i jeszcze te wasze „dzieciństwo w sosnowcu” albo „pierwszy turniej w bydgoskiej hali”—jakbyście zapomnieli, że Hurkacz to już trzydziestolatek, który powinien umieć grać kiedy przeciwnik mu nie odpuści, a nie tylko wtedy, kiedy trybuny są puste. facet wciąż myśli, że jak raz trafi mocno, to od razu wygra—tylko że na drugim końcu kortu siedzi gość, który potrafi nie tylko odbierać asy, ale i odsyłać je z powrotem z takim uśmiechem, że facetowi robi się zimno w kręgosłupie. no ale co tam, niech się facet cieszy—tylko niech sobie nie myśli, że jak raz walnie asa, to od razu dostanie się do grona legend. tenis to nie impreza, w której liczy się tylko jeden dobry dzień—tylko całość. a póki co, póki Hurkacz nie nauczy się grać, kiedy przeciwnik mu nie odpuści, póty będziecie mieli materiał do takich dyskusji jak dzisiaj. no i zobaczymy, kto pierwszy dorosnąć—bo ja tam wolę starego dobrego dżentelmena kortu, który wie, że czasem trzeba przegrać, niż karabin maszynowy, który pęka przy pierwszym prawdziwym test.
-
Ej no dobra, ale co to w ogóle za gadanie że facet traci formę w kluczowych momentach 🤬 przecież kiedyś też się mówiło o nadal że „umie tylko uderzać i nic więcej” a teraz hops! sto dwadzieścia szlemów! 🔥 Hubert ma TEJ klasy, że jakby mu ciśnienie spadło na trybunach, to i tak by tam wleciał z bekhendem jak z armaty—tylko że problem jest w tym, że facet czasem zachowuje się jak ten pajac z TikToka który myśli że jak raz walnie asa to przeciwnik podziękuje za możliwość grania! No ale serio—patrzcie na samego federera w najlepszym okresie, ten gość też miał momenty gdzie gubił punkty bo myślał „o, teraz mi idzie” zamiast „teraz muszę walnąć jeszcze mocniej BO ON NA TO NIE POZWOLI!” 😱 Hurkacz ma w sobie TYLE MOCY że jakby mu te nerwy puściły raz na zawsze to by kogoś rozszarpał dosłownie! ale no właśnie—te nerwy są jak ten cholerny młotek który mu ciągle walnie w kolano jak tylko punkt się nie uda. I co z tego że dzisiaj kurtyna lata? fajnie, że jest ekscytujący, ale ja wolałem go jak się męczył i walczył punkt po punkcie niż teraz gdy jest „karabin maszynowy” który w kluczowym secie zapomina jak się oddaje piłkę! 🎯 On ma serce, ma klasę, ma wszystko—tylko mu się wydaje że jak raz walnie mocno to od razu wygrywa turniej! A przeciwnik na drugi koniec kortu? Ten przeciwnik ma w głowie tylko jedno: „ZOBACZMY JAK CIĘ ZŁAMIĘ!” 🔴Swoich się nie zostawia.
-
ej no aleście się dzisiaj zebrali jak na pogrzeb starego porządku, tylko bez żałoby—zamiast smutku mamy fajerwerki i wasze „hurra, facet trafił asa”. a ja wam powiem jedno: wy, młodzi, macie to szczęście, że nie pamiętacie jak naprawdę wyglądał tenis kiedyś, bo wtedy na kortach nie było kamerek które kręcą ci pięćdziesiąt powtórek twojego „nieziemskiego” serwisu, tylko były ludzie którzy mieli cię w kościach—i jak cię wzięli, to już nie było mowy o żadnych bajerach, tylko o przetrwaniu. pamiętam jeszcze mojego starego kumpla, co jeździł z Huberką w latach dziewięćdziesiątych po europejskich turniejach challengerowych—trzeba było samemu dźwigać sprzęt, spać na parkingu, bo nie było pieniędzy na hotel, a sędziowie byli tacy sami co dzisiejsi: jeden patrzył w lewo, drugi w prawo, żaden nie widział decydującej piłki. i co? ten facet, co dziś lata asami pod kamerki, byłby tam w najlepszym razie rezerwowym do wymiany. a teraz? teraz mamy „karabin maszynowy” i „epickie show”—tylko że ja wam powiem, że za moich czasów facet co trafił asa raz w meczu to już liczył się na szczęściarza. teraz? teraz każdy ma dziesięć asów w treningu i myśli że to coś znaczy. ale wiecie co jest największą bzdurą w waszych rozumowaniach? to, że niby on nie umie grać w kluczowych momentach—tylko że te kluczowe momenty były zawsze, tylko wtedy nikt nie robił z nich mediów. facet po prostu musiał nauczyć się grać z ludźmi, a nie z kamerami. i te wasze porównania do nadal—jakby federer grał w tej samej lidze co dzisiejszy Hubert. ja tam widzę raczej porównanie do jakiegoś chłopaka co wali asami w challengerze i myśli że już jest na półfinale wielkiego szlema. facet ma klasę, nie ma co—ale niech sobie zdaje sprawę, że tenis to nie gra w „uderz mocno i miej nadzieję”, tylko gra w „oddaj piłkę tak, żeby przeciwnik jej nie złapał”. a te wasze „dzieciństwo w sosnowcu” albo „pierwszy turniej w bydgoskiej hali”—jakbyście zapomnieli, że za sto lat ktoś będzie pisał takie same teksty o waszych „epickich show” w 2024 roku i będzie twierdził, że wy jesteście następnymi mistrzami. tylko że świat się nie zatrzymał na Hubercu—i póki co facet dalej myśli, że jak raz trafi asa, to wygra cały turniej. a przeciwnik? przeciwnik ma w głowie tylko jedno: „złamię go jakimś łatwym bekhendem i pójdę pić piwko”.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ale chłopaki, serio—jakby ktoś mi powiedział 20 lat temu, że kiedyś będę oglądał Huberta jak rzuca swoją klasę w cholerę przez strach przed tym cholernym podwójnym! 🔥 Bo seidajcie, facet ma uderzenie, że aż mi się mięśnie same napinają jak na trybunie rzeszowskiego kortu—ale te jego oczy jakieś takie... przerażone! Jakby grał z myślą „a co jeśli znowu nie trafię?” zamiast „a co jeśli trafię tak, że facet z drugiej strony się podda zanim odbije!”. Pamiętacie ten mecz w Barcelonie 2023? Ten z tym starym lisem, co grał na kortach jakby mu płacić nie trzeba było? Wtedy Hubert walczył jak szalony—i co? Zrobił 3 błędy przy własnym serwisie przy decydującym podwójnym i poszedł wyć do szatni. Dzisiaj? Dzisiaj mamy „karabin maszynowy” który w kluczowych setach myśli o bilecie lotniczym zamiast o tym, żeby zagrać NA PRAWDĘ! A ten jego bekhend, co go kiedyś obserwowaliśmy na trybunie jak uderzenie armaty—teraz leci w siatkę albo w aut bo facet nagle myśli „boję się oddać wolną piłkę”! 😱 Kto mu niby powiedział, że przeciwnik to jakiś tam emeryt z psem na trybunie?! Oni tam siedzą z kalkulatorem w głowie i czekają aż on znowu sam siebie pokona! Serce mu szaleje—wiem, bo sam byłem kiedyś na tej hali—ale głowa mu wariuje jakby dostał wyrok śmierci za każdą złą piłkę! NIE MA sensu marzyć o Wielkim Szlemie jak facet w decydujących momentach zachowuje się jakby miał nogi z waty! Trzeba mu powiedzieć: HUBERT—ODPUŚĆ TE KAMERY I GRAJ JAK NA TRYBUNIE PRZY PIERWSZYM TURNIEJU, GDY BYŁEŚ TYLKO CHŁOPAKIEM Z SOCNOWCA, CO SZUKAŁ SWOJEGO MIEJSCA NA ŚWIECIE! 💪🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no dobra, no to jeszcze jeden głos w tej chóralnej pamięci o tym, jak to kiedyś było lepiej bo się nie marnowało czasu na oglądanie instagramowych story z asami a naprawdę oglądało mecz — i co? facet dalej jest na tym samym. widziałem gorsze rzeczy u gościa, co miał więcej szlifu niż cała nasza ekstraklasa w latach osiemdziesiątych razem wzięta, a i tak kluczowe punkty mu odpływały jakby mu ktoś wczoraj powiedział „idź popływać zamiast ćwiczyć podwójne”. tenis to nie bajka o Kopciuszku, tylko o starciu dwóch ludzi, którzy po kolei próbują wpakować piłkę tam, gdzie jej nie ma — i ten facet na drugim końcu kortu na to czeka, a nie oddaje się pod opiekę pani z psem. a Hurkacz? no cóż, facet ma w sobie tyle klasy co dobry warszawski murarz co przychodzi na budowę z pasją — tylko że murarz wie, że jak nie postawi cegły na miejscu, to mu się cały budynek zawali. u niego ta cegła to czasem leci w dół, czasem w bok, a my tutaj jak zebrani przy fontannie na rynku, kiwamy głowami i mówimy „oj, szkoda, że nie trafił”. i co z tego, że dzisiaj kurtyna lata? fajnie, że jest widowiskowo — ale ja pamiętam jeszcze kiedyś, jak facet co grał naprawdę, to na trybunie nie trzeba było krzyczeć, bo samemu się widziało, że on nie oddaje punktów przez nerwy tylko przez brak planu. u niego plan się pojawia jak reklama na ekranie, czyli jak akurat gość ma wolny czas między instagramowymi story. no i te wasze porównania do federera — ale kurde, federer wychodził na kort z takim luzem, jakby mu nikt nie mówił „jak nie wygrasz, to jutro jesteś bez grosza” — a u naszego faceta to słychać w głosie jakby go prosił: „proszę pana, niech mi pan da jeszcze trochę czasu na to, żeby się nauczyć oddawać piłkę zamiast tylko uderzać”. może faktycznie za moich czasów kibice mieli lepsze nerwy, bo nie było tylu kamer co teraz — ale no kurczę, facet powinien już dawno umieć grać tak, żeby nie musiał liczyć na to, że przeciwnik mu odpuści. jak chcesz marzyć o wielkim szlemie, to zacznij od jednego meczu, w którym nie oddasz punktu za okno — bo przeciwnik cię nie wybawi, nawet jak ci się wydaje, że twoje uderzenie wygląda super na filmiku w powtórce.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale co wy znowu z tymi swoimi pięknymi wspomnieniami o „starych dobrych czasach” 😱 facet gra w 2024, nie w 1994!!! widzicie kurde tych asów co on rzuca jakby mu się odechciało? ALE GDZIE TE PODWÓJNE CO ODDAJE PRZECIWNIKOWI NA DECYDUJĄCYCH PUNKTACH?! 🔥 moim zdaniem facet ma 30 lat i powinien już wiedzieć, że jak przeciwnik cię widzi że boisz się oddać piłkę to CZAS NA AKCJĘ—nie na gapienie się w niebo jakbyś szukał Boga żeby ci pomógł! on nie jest żaden debiutant co pierwszy raz stoi na korcie—on jest zawodnikiem co miałby już drugą karierę na koncie jakby potrafił grać kiedy nikt mu nie stawia na trybunach złotego medalu!!! 💪 widziałem go w Warszawie jak walnął bekhendem prosto w siatkę bo myślał „o cholera, on tam stoi na środku kortu—nie mogę mu oddać wolnej!” no i co? no i puścił te 5 punktów z rzędu bo się zaczął martwić jakieś instagramowe story zamiast GRAC! można mieć klasę i uderzenie—ale jak nie umiesz oddać piłki kiedy ci się pcha pod nos to jesteś tylko fajerwerkiem co fajnie wygląda na moment i zaraz gaśnie! 🔴 klasa to ma—ale facet musi w końcu zrozumieć że tenis to nie pokaz mody tylko walka na śmierć i życie—i jak nie dasz się złamać w głowie to wygrasz, nawet jak rzucasz bekhendem w siatkę raz za razem!!!Na trybunach od dzieciaka.
-
a widzicie, kurczę, to jest właśnie ten moment kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać, po co w ogóle kibicuje komuś, kto nie umie odpuścić sobie tej cholernej kamery za własnym uchem—bo facet ma przecież fajne uderzenie, ale gra jakby mu ktoś kazał zawsze udowadniać, że istnieje. ja pamiętam jeszcze swoje pierwsze mistrzostwo juniorskie w krakowie, ledwo lat dziesięć miałem, a stary mnie pogonił z kortu bo powiedział „jak chcesz wygrać, to nie myśl o tym, że ktoś cię ogląda, tylko o tym, że tam na drugim końcu stoi gość, który cię nie puści”. i co? tamci starzy kumple z kortów to nawet nie wiedzieli jak się nazywam—ale ja wiedziałem, że jak nie oddam piłki, to oni na pewno to zrobią. a Hurkacz? on albo wali asa i myśli, że to wystarczy, albo się boi oddać wolnej i robi błąd—tylko że przeciwnik nie czeka, aż facet się opamięta, tylko bierze punkty, które mu się same nasuwają. i jeszcze te wasze marzenia o wielkim szlemie—słuchajcie, facet ma trzydzieści lat, nie dwadzieścia, i póki co więcej czasu spędza na liczeniu, jakie instagramowe story zrobić po meczu, niż na tym, żeby nauczyć się grać punkt po punkcie bez tych wszystkich fejkowych oklasków. niech sobie najpierw raz zagra cały turniej, nie raz na tydzień, i niech nie myśli, że jak raz trafi mocno, to przeciwnik mu podziękuje za możliwość grania. ja tam wolę takiego zawodnika, który walczy pięć godzin i przegra, niż takiego, który w pięć minut da się złamać tylko dlatego, że miał dzisiaj dobry dzień w treningu. facet ma klasę, tego nikt nie kwestionuje—ale klasa bez hartu ducha to taki sam papierowy as jak jego te wszystkie „epickie show”. i tyle.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽