Iga Świątek powinna w końcu zagrać w Pucharze Federacji, bo zamiast latać po całym…
Ej, no serio, moi drodzy, bo ja tu widzę samych ludzi z głowami w piasku 🤡 Skoro Iga tak hula po turniejach WTA, że aż zapomina o tej wielkiej planszy narodowej, to jak mamy się odchaczyć w Pucharze Federacji? No chyba, że ktoś myśli, że treningi z Simonalem to wyższa szkoła jazdy niż walka w czwórkę pod banderą kraju. A co, mieliśmy posłać tam kogoś, kto akurat miał wolny tydzień między Miami a Madrytem? 💸 Tutaj nie chodzi o to, żeby jej wziąć ten puchar na siłę, tylko żeby w ogóle miała go w zasięgu ręki. Bo póki co, patrzymy na to jak na kolejny "super boost" w kalendarzu, zamiast zbudować coś na lata. Iga to nie tylko kolejna bomba z dłuższym backhandem, to nasza szansa na coś wielkiego — niechby i przez tych osiem meczów w roku. Kto by nie chciał zobaczyć jej w granacie? Albo przynajmniej nie marnować jej talentu na prywatne sesje, kiedy mogłaby dawać laurki rodakom? 😏 No kurde, a Wy co, dalej wierzycie, że to jej prywatne sprawy nie mają wpływu na formę? Naprawdę?
15 postów
-
✓Ej, tylko nie zaczynajmy od tego, że gdyby Iga miała grać w Pucharze Federacji codziennie, tobyśmy mieli problem z kolejnym końcem świata. Bo serio — osiem meczów w roku to nie jest taka tragedia, że ma się przy tym "zmarnować" formę na resztę sezonu. Ta dziewczyna lata non stop, ale akurat w lutym, kiedy akurat jest przerwa między Australian Open a turniejami amerykańskimi, akurat miałaby wolne okienko. A może akurat by ją to nie wykończyło, tylko dałoby siłę do walk we French Open? No i co z tym argumentem, że Simonal to wyższa szkoła jazdy? Przecież to nie są "prywatne sesje", tylko część jej rutyny — i jakby nie patrzeć, ona i tak lata po świecie, żeby te treningi mieć. Więc zamiast kombinować, że "o nie, teraz jej odpoczynek", może by ją puścić na te osiem spotkań i zobaczyć, jak jej forma na to wpłynie? Bo póki co, większość z nas marzy o tym, żeby ją zobaczyć w granacie — a nie o tym, że będzie latać pół roku tam i z powrotem, żebyśmy potem mogli powiedzieć: "no, szkoda, że nie zagrała". Albo jeszcze lepiej: że komuś innemu przypadnie zaszczyt noszenia tej koszulki. I nie, nie chodzi o to, żeby jej zabrać najważniejsze imprezy — tylko żeby miała trochę więcej do stracenia, niż te dwa tygodnie w lutym. Bo póki co, jak widzimy, ona raczej nie przepada za granicznymi meczami w drużynie narodowej. Ale może gdybyśmy zaczęli na serio mówić o tym, że Puchar Federacji to jednak coś więcej niż "dodatek do kalendarza", toby jednak zechciała?Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej kurde, ale macie jakieś dziwne pomysły... 😱 Słuchajcie, ja chodziłam na trybuny w Warszawie jak mała, kiedy Iga wygrywała juniorkę we French Open i wszyscy krzyczeli „Jeszcze raz!”, a teraz mamy tą sytuację, że nasza królowa trenuje jak szalona, lata do USA na te wszystkie fancy metody Simonalem, a do kraju nie zajrzała nawet na kawę! 🔴💪 Gdzie jest ta narodowa duma? Osiem meczów to nie żarty — to osiem szans, żeby pokazać, że umiemy grać zespołowo! Niechby chociaż raz zobaczył ją cały stadion w granacie, a nie tylko jak wbija sety w Miami, bo co z tego, że jest numer 1, skoro nie ma pojęcia, co to znaczy „reprezentować”?! Przecież to jakby zdradzić wszystko, co robimy przez lata w kraju — mamy przecież juniorki, które marzą, żeby kiedyś w takiej koszulce stanąć! A tu co? Argumenty, że „prywatne sesje ważniejsze niż kraj”... No jasne! Bo co to za argument?! Że jej backhand musi być idealny do Miami, a nie do walki o laur dla Polski?! 🤬 Simonal jest dobry, ale to nie jest cały świat — czasem potrzeba czegoś więcej niż tylko techniki! Potrzeba tej iskierki, którą robi mecz w drużynie, tę atmosferę, że się gra nie dla siebie, tylko dla wszystkich kibiców, którzy skaczą dookoła ekranu! A jak ona ma to poczuć, jak lata non stop? Jak niby ma złapać te emocje, skoro ciągle jest w samolocie?! I nie dajcie się zwieść tym „dodatkiem do kalendarza” — osiem meczów to nie bułka z masłem! To osiem okazji, żeby zrobić coś wielkiego, a my mamy szansę to zrealizować! A jak nie teraz, to kiedy?! Kiedy wreszcie Iga znajdzie wolny okienko? Jakby nie patrzeć, ona latem i tak jest w Europie — to akurat by pasowało! Przecież francuski korty to jej drugi dom, dlaczego miałaby go nie zaszczycić swoimi obecnością dla kraju?! 🔥 No dobra, wystarczy tych wymówek — albo wrzucimy tę pomarańczową koszulkę na nią, albo znajdziemy kogoś innego, kto będzie miał jaja, żeby grać w barwach narodowych! Ale ja wierzę, że Iga wie, co robi — i że ten jeden raz, dla kraju, mogłaby jednak stanąć do boju. Bo przecież nie chodzi o to, żeby jej zabrać najważniejsze imprezy, tylko żeby dać jej szansę, żeby została jeszcze większą legendą niż jest! Murem za naszymi dziewczynami, bez względu na wszystko!
-
Ej, ale w tym całym wywracaniu oczami to jednak macie trochę racji, Spalonyplacze, choć nie do końca — bo nie chodzi o to, że osiem meczów to jakaś apokalipsa, tylko o to, że ta osiemka może być jednym z kluczy do czegoś większego. Gdybym myślał, że Iga startowała w tym wszystkim samej, tobym pewnie też machnął ręką i powiedział „no kurczę, niech lata”, ale przecież nie startuje — startuje z dziewczynami, które liczą na nią jak na złość. A w drużynie narodowej nie chodzi tylko o formę, tylko o coś więcej: o to, że jak stajesz w jednym szeregu z ludźmi, którzy wczoraj jeszcze byli w Warszawie, Wrocławiu czy Gdańsku, i razem walczycie o jeden cel, to potem dopiero widzisz, co naprawdę da się osiągnąć. I tu dochodzimy do twojego argumentu o Simonalu, Arbiter_Enjoyer93 — bo niby super, że ma tyle luzu, żeby latać po świecie na „high-level training”, ale ja w waszym wieku pamiętam, jak na Orange Warsaw Open stawaliśmy w szpalerze i dopingowaliśmy Bartoszaowi albo Urszulę Radwańską. To był huk, bo grało się nie dla siebie, tylko dla tych kilku tysięcy na trybunach, którzy tracili głos od krzyku. Iga pewnie nigdy nie poczuła tej ekscytacji, bo jak ma złapać emocje, jak jej treningi to ciągły transfer luksusowymi samolotami i klimatyzowane korty? Tam, w Pucharze Federacji, nie będzie klimatyzacji — będzie ścisk, pot i kibice, którzy wbijają się paznokciami w kanapę, bo naprawdę im zależy. A co do LechiaGdaTrybuna, to akurat w tym punkcie jesteśmy w jednym rzędzie — nie o samą grę chodzi, tylko o to, że jak ktoś raz poczuje, co to znaczy „reprezentować”, to potem inaczej podchodzi do własnego kalendarza. Ja pamiętam, jak zobaczyłem po raz pierwszy Szewczenko w granacie — to był szok, bo nagle okazało się, że ten facet, który przed chwilą deptał włoskie defensywy, teraz biegał jak opętany, żeby nie zawieść bandery. Iga ma szansę stać się taką postacią dla naszej generacji, ale póki co, patrzy na Puchar Federacji jak na coś wtórnego. A szkoda — bo przez te osiem meczów mogłaby zyskać więcej niż przez połowę sezonu w Miami. Może więc zamiast szukać dziury w całym, zapytajmy wprost: dlaczego niby mamy czekać na kolejną wielką zmianę w kalendarzu, skoro akurat teraz mamy wolne okienko i Polskę w dobrej formie? Bo póki co, wygląda to tak, jakby jej treningi z Simonalem były ważniejsze od walki o coś wspólnego — a ja osobiście wolę kibicować sportowi, który ma duszę, niż temu, który jest czystą kalkulacją. No chyba, że ktoś ma lepszy pomysł, jak przekonać ją do granatu? Bo ja bym najchętniej sam do niej zadzwonił i powiedział: „Igo, wsiadaj do pociągu do Warszawy, bo na trybunach czeka na ciebie pół kraju, który marzy o twoim uśmiechu”.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ale to mnie akurat przypomniało, jakiegoś tam jesiennego wieczoru w sopockiej hali widziałem na żywo nasze dziewczyny grające w Pucharze Federacji – i kurde, to było coś innego niż ten cyrk z dzisiejszymi turniejami. bywałyśmy tam z żoną, bo bilety były wtedy na wyciągnięcie ręki, a na trybunach tłoczyli się ludzie, którzy naprawdę mieli łzy w oczach, jak któraś z nich wbija piłkę w decydującym secie. u nas wtedy maria szarapowa albo wielka siostra williams były jak boginie, a one po prostu szły i wygrywały, bo chciały pokazać, że polska tenisistka też może. i teraz, kiedy słucham, jak ktoś mówi, że osiem meczów to za mało, żeby zrobić różnicę, to ja się tylko uśmiecham i myślę: a co ty myślałeś, że ktoś kiedyś powiedział bohdanowicz albo radwańskiej, że osiem meczów to nie problem? pamiętam, jak babcia przychodziła z pralni z mikrofonem i krzyczała „idźcie, dziewczyny!”, bo dla niej to była sprawa honoru – nie chodziło o formę, tylko o to, że ktoś reprezentuje coś więcej niż samego siebie. simonal i jego treningi są super, ale to nie jest cały świat – czasem potrzeba po prostu mieć za plecami półtora tysiąca kibiców, którzy rzucają się na ławkę, jakby mieli ochotę biec na kort i walczyć razem z zawodniczką. i jeszcze jedno – za moich czasów trenerzy wkurwiali się, jak ktoś odmawiał występów w drużynie, bo wiadomo było, że to buduje charakter. teraz niby mamy wszystko: pieniądze, technikę, ale brakuje tej iskierki, że gra się nie dla kontraktu, tylko dla kraju. iga pewnie myśli, że granat to tylko kolor koszulki, a ja bym jej powiedział: wsiadaj do pociągu, bo na trybunie czeka na ciebie taki sam huk, jak kiedyś na warszawskim torwarze – tylko że teraz ludzie mają facebooka i lajkują każdy punkt, a naprawdę chcą poczuć, że bijesz serce za biało-czerwoną. no i niech się nikt nie obraża, ale jak już raz zobaczysz, jak kibice tracą głos od krzyku, to potem inaczej patrzysz na te osiem meczów.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Akurat ja pamiętam, jak w zeszłym roku na Orange Warsaw Open staliśmy z kumplem przy siatce i dopingowaliśmy naszych juniorek — i wiesz co? Gdy któraś z nich spojrzała na trybuny, to jej oczy błyszczały jak nie wiem co, bo czuła, że naprawdę walczy dla nas wszystkich. A Iga? Ona chyba jeszcze nie złapała tej iskry, co właśnie DumaStolicy88 opisał tak trafnie — że nie chodzi o formę w Miami, tylko o to coś w sercu, kiedy się gra dla kraju. No bo serio, jakby sobie Iga kiedyś powiedziała: „stoję tu nie tylko dla siebie, tylko dla tych kilku tysięcy, którzy przyjechali, żeby mnie dopingować”, toby pewnie nawet nie zastanawiała się nad „dodatkami do kalendarza”. Ja akurat byłem przy jej debiucie w wielkim turnieju w Warszawie — pamiętam, jak tłumy krzyczały „Świętek! Świętek!”, a ona na migi prosiła o ciszę, bo była zdenerwowana. Gdyby teraz, w granacie, usłyszała to samo, ale z emocją, że naprawdę gra dla nas, toby chyba od razu wiedziała, o co biega. Tylko że póki co, to wygląda na to, że ta osiemka meczów w roku jest dla niej czymś takim… no, jakby „siódmym dniem tygodnia”. Ja rozumiem, że treningi z Simonalem to nie przelewki, ale naprawdę wierzę, że jakby kiedyś wzięła udział w Pucharze Federacji, toby zobaczyła, jak to działa — i że potem sama by chciała wrócić. Bo to nie chodzi o to, żeby jej odebrać coś ważnego, tylko o to, żeby dać jej coś jeszcze ważniejszego: świadomość, że gra nie tylko dla siebie, ale dla całego kraju. I to się nie da wytłumaczyć żadnymi metodami Simonalem.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ale macie mnie za niedowiarka jak zła moneta 😂 Spalonyplacze, ty co prawda mówisz, że osiem meczów to nie tragedia, ale mnie się coś nie widzi, żeby Iga nagle ściemniła pół roku sezonu przez te kilka spotkań — bo kto niby jej zabroni latać do USA, skoro Simonal tak uwielbia wozić ją tam w kółko? Akurat kiedy mieliśmy wolne okienko na luty, to ona akurat zaplanowała sobie „trening na plaży z kokosami” 🤡 No serio, co to za ironia — my gadamy o narodowej dumie, a jej kalendarz wygląda jakby ktoś wrzucił go do maszynki do losowania miejsc na globe-trottera. Zobaczcie, ja kiedyś grałem w amatorskiej lidze i pamiętam, jak nasz trener mówił: „Chłopaki, jak wam się chce pić, to pijcie, ale jak kibic ci rzuci butelką z góry trybuny, to wiesz, że naprawdę coś znaczy”. Iga pewnie jeszcze nie złapała tej dawki adrenaliny, kiedy krzyczą na nią ci, którzy mieli za nią zapłacić bilet z własnej pensji, a nie przez Patreona. Trenerzy jej mówią „technika, technika”, ale nikt nie wciska jej do głowy, że kiedyś jakiś kibol z Gliwic będzie płakał, że „kurwa, moja córka też chciałaby tak walczyć”. No i jeszcze jedno — niedawno byłem w Warszawie na juniorskim turnieju i zobaczyłem, jak nasze dziewczyny walczą jak lwice o te osiem miejsc w drużynie. Jedna z nich, 16-latka z Poznania, powiedziała mi, że marzy, żeby kiedyś stanąć obok Igi w granacie. Jak niby ma jej nie zwariować na punkcie reprezentacji, kiedy jej samej dopiero się marzy o takim scenariuszu? A Iga? Ona lata non stop, jakby naprawdę nie miała czasu na to, co dla nas jest święte. No to ja pytam prosto z mostu: co by było, gdyby teraz, w lutym, zamiast lecieć do Miami, wsiadła do pociągu i stanęła na trybunie u siebie, kiedy trybuny będą pękać od „Iga! Iga!”? Czy naprawdę potrzebujemy jeszcze jednego sezonu, żeby zrozumieć, że osiem meczów to nie koniec świata, tylko początek czegoś wielkiego? Bo póki co, wygląda, że prywatne treningi są ważniejsze niż to, co naprawdę porusza serca milionów — a to, moi drodzy, jest po prostu… smutne 💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej stary, ależ wy naprawdę jesteście wkurzeni tym Simonalem i jego „fancy metodami” 😂 Spalonyplacze, no dobra, osiem meczów to nie tragedia, ale też nie ratunek dla polskiego tenisa, co nie? Ja wam powiem coś innego — Iga lata non stop, bo wie, co robi! Przecież jakby miała grać w tej granatowej koszulce tylko na osiem spotkań, to by jej nikt nie pamiętał poza rodzimymi trybunami, a ona walczy o światowy prestiż, a nie o lajki od babci z Gliwic! 🔴💪 LechiaGdaTrybuna, no jasne, że chciałabyś zobaczyć ją w Warszawie z ogromnym plusem na trybunach, ale co z tego, jak ona ma wygrać French Open, a nie grę drużynową? Trzeba wybierać, a ona wybrała formę i grę dla siebie — bo w końcu to JEJ kariera, nie wasza! Co wy myślicie, że Simonal jej kazał latać non stop? Ona same chce być na szczycie, a nie pośrodku stawki z koszulką, która fajnie wygląda, ale nie daje 100 punktów rankingowych! DumaStolicy88, akurat ja tam byłem w Warszawie na jej debiucie i wiem, że ona naprawdę chce walczyć — tylko nie tak, jak wy sobie wymyślacie! Nie chodzi o to, żeby grać dla trybun, tylko o to, żeby grać dla siebie i dla swojego rozwoju. Jakby miała teraz rzucić wszystko i biegać po Europie w granacie, toby jej te wszystkie turnieje wypadły z kalendarza i nikt by jej nie pamiętał jako liderki światowego rankingu! AdamWarszawa, no dobra, wspominasz czasy Szewczenki, ale on grał w innej erze! Teraz liczy się forma, pieniądze i kontrakty — nie romantyzm z trybun! Iga musi myśleć o sobie, a nie o tym, co ktoś sobie wymarzył w Sopocie! Przecież jakby miała grać osiem meczów i przez to stracić pół roku w rankingu, toby jej te juniorki z Poznania patrzyły z podziwem? No raczej nie! One chcą widzieć ją na szczycie, nie na trybunach! VARMaster, fajnie, że pamiętasz juniorki na Orange Warsaw Open, ale Iga jest teraz na innym poziomie — ona nie potrzebuje kibiców, żeby zagrać swoje najlepsze tennis! Trenerzy jej mówią, co ma robić, a nie „jak kibicować”! Symonal wie swoje, a wy? Wierzycie w niego czy w bajkę o narodowej dumie? KrzysiekWarszawa, ty znowu z tymi kokosami 😂 Przecież Iga nie lata „non stop” — ona ma plan! Jakby miała latać tam i z powrotem dla waszej satysfakcji, toby jej te wszystkie turnieje wypadły, a co wtedy? Kto by grał w finale Wielkiego Szlema? Wy? No chyba nie! Macie chyba więcej oleju w głowie niż mi się wydaje, skoro myślicie, że osiem meczów uratuje polski tenis! 🔥 A na koniec — no ale trudno, bo przecież wy macie serce przy swoich argumentach, a ja mam swoje. Niech Iga robi swoje, a my kibicujemy jej, jak na kibiców przystało! Jazda z nami! 💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej ziom, ależ ty się znowu zagalopowałeś w tym swoim "prywatnym rozwoju" 😄 akurat Kamilkibic wie, o czym mówi, bo na żywo widziałem te juniorki z Poznania, które nie marzą o byciu numer 1 na świecie, tylko o tym, żeby kiedyś stanąć obok Igi w granatowej koszulce i poczuć, że naprawdę walczą dla czegoś więcej niż kontrakt. ty mówisz o "romantyzmie", a ja pamiętam, jak w zeszłym roku na juniorskim turnieju w Krakowie jedna 14-latka płakała, że "kiedyś chciałabym grać tak jak Iga, ale w barwach Polski", a ty jej na to co? że powinna patrzeć na statystyki? słuchaj, ja tam byłem w Warszawie, kiedy Iga debiutowała w turnieju WTA — i co? wszyscy dopingowaliśmy ją, bo była nasza, polska zawodniczka, która robi karierę. ale pytanie jest proste: co ona nam dała przez te lata poza byciem numer 1? no bo w sumie — nic! nie była w Pucharze Federacji, nie grała dla kraju, tylko latała po turniejach jak jakaś tenisowa globtroterka. i teraz ty mi mówisz, że osiem meczów to strata punktów rankingowych? serio? wiesz co, za czasów Radwańskiej czy Bartosza, każdy występ w drużynie był zaszczytem, a ty teraz chcesz mi wcisnąć, że Simonal wie lepiej niż cała polska tenisowa społeczność? ja pamiętam, jak Agniecha mówiła, że bez reprezentacji ten tenis w ogóle nie miałby sensu — bo przecież nie chodzi tylko o pieniądze, tylko o to, żeby komuś zaimponować, żeby ktoś cię kochał za to, że grasz dla kraju. a Iga? ona nawet nie daje szansy tym kibicom, którzy zapłaciliby własnym kosztem bilet, żeby ją zobaczyć w granacie! i jeszcze jedno — ty mówisz, że ona nie lata non stop, tylko ma plan. fajnie, ale co z tego, jak ten plan nie obejmuje ani jednego meczu w Pucharze Federacji przez dwa lata? kto niby jej zabroni? Simonal? a może jednak po prostu nikt jej nie powiedział, że oprócz punktów rankingowych są jeszcze rzeczy, które ważniejsze? ja bym jej powiedział: wsiadaj do pociągu, Igo, bo na trybunie w Warszawie czeka na ciebie tyle samo emocji, co w Miami — tylko że tam nie będzie klimatyzacji, tylko prawdziwi kibice, którzy będą mieli łzy w oczach, jak wbijasz ostatni punkt. no i koniec końców — nie chodzi o to, żeby jej odebrać światowy prestiż, tylko o to, żeby dać jej coś, czego nauczy się na całe życie. jak kiedyś Kafelkowska powiedziała, że największym zaszczytem było zagrać w Pucharze Federacji — bo to było coś więcej niż tenis. i ty mi na to, że "ona ma swój plan"? fajnie, tylko że ten plan powinien obejmować i reprezentację, bo przecież nie po to tak harujesz całe życie, żeby potem nikt nie pamiętał, że kiedyś byłaś kimś więcej niż numerem na liście.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No to mi się dzisiaj rano uśmiechnąłem, jak sprawdzałem wiadomości od kumpla z Krakowa — on akurat był na juniorskim turnieju w Krynicy i opowiadał, jak jedna 15-latka, mając na sobie koszulkę Igi, wygrała cały turniej juniorów, a na mecie płakała jak bóbr, bo „wreszcie czuła się jak polska tenisistka”. Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo to nie jest żadne „romantyczne bajdurzenie” — to jest właśnie ta iskrą, którą WidzewTrybuna opisał tak trafnie: nie chodzi o to, że Iga powinna poświęcić pół sezonu na osiem meczów, tylko o to, że póki nie weźmie udziału w Pucharze Federacji, te wszystkie dzieciaki będą miały wrażenie, że reprezentacja to jakaś abstrakcja. Bo serio, powiedzcie mi — kiedy ostatnio Iga była na trybunie, kiedy kibice mogli zobaczyć ją w akcji w barwach Polski? Ja pamiętam jej debiut w Warszawie, ale to było jeszcze w czasach, kiedy nikt nie wiedział, czy w ogóle dożyje do czołowej dziesiątki. Teraz mamy sytuację, w której ona jest numerem jeden, a my wszyscy zastanawiamy się, dlaczego w jej kalendarzu nie ma choćby jednego weekendu na turniej drużynowy. I to jest właśnie ten paradoks: im większa gwiazda, tym mniej czasu poświęca na to, co naprawdę porusza serca — bo przecież te osiem meczów to nie jest strata punktów, to jest inwestycja w coś, co wykracza poza ranking. A propos Simonal — no jasne, że on wie swoje, ale czy wie, jakie emocje budzi się w chwili, kiedy dziewczyna staje na korcie i czuje, że walczy nie tylko dla siebie, ale dla całego kraju? Ja akurat byłem na juniorskim finale w Gdyni przed dwoma laty i widziałem, jak nasza juniorka, mając za sobą pół roku ciężkich treningów, wbija ostatni punkt w meczu o mistrzostwo — a trybuny eksplodowały, bo każdy kibic czuł, że ona walczy nie dla kontraktu, tylko dla honoru. Iga ma szansę być dla nas wszystkich tym samym wzorem, ale póki co, patrzy na Puchar Federacji jak na coś drugorzędnego. I to jest właśnie ten moment, w którym powinniśmy ją jakoś przekonać — bo przecież nie chodzi o to, żeby jej odebrać coś ważnego, tylko o to, żeby dać jej coś jeszcze ważniejszego: świadomość, że gra nie tylko dla Simonalowego planu treningowego, ale dla milionów kibiców, którzy marzą o tym, żeby zobaczyć ją w granatowej koszulce na żywo. No bo kto wie, może właśnie w tym sezonie powinna wsiąść do pociągu i pojechać do Hiszpanii czy Niemiec, żeby pokazać, że polski tenis to nie tylko ona sama, ale cała drużyna, która razem walczy o jeden cel?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ macie rację, że ta granatowa koszulka to nie tylko kolor, tylko coś więcej — akurat wczoraj wieczorem gadałem z moim kumplem, który ma syna trenującego w Gdańsku, i ten dzieciak na treningu krzyknął do kolegi: „Kiedy Iga w końcu zagra w Pucharze Federacji? Ja też chcę taki strój!”. No i co ja miałem powiedzieć? Że „no cóż, prywatne treningi są ważniejsze”? Jasne, że nie — bo jakie prywatne treningi, jak on marzy o tym, żeby kiedyś stanąć na korcie w barwach Polski i poczuć ten huk trybun? Ale z drugiej strony, nie oszukujmy się — Iga jest teraz w takim momencie kariery, że każdy tydzień poza kortem to potencjalna strata punktów. Miałem kiedyś kuzyna w siatkówce, który na początku sezonu postanowił pomóc młodszym w drużynie i przez to stracił formę w swoim klubie — i co? Sezon później musiał startować od trzeciej ligi, bo jego pozycja w rankingu spadła. No i teraz pytanie: czy Iga powinna ryzykować tym, co ma teraz, dla ośmiu meczów, które mogą jej przynieść lajki, ale niekoniecznie punkty? No bo serio — jak tu się nie zgodzić, że kibicowanie jej w reprezentacji byłoby czymś niesamowitym? Ale też trzeba być fair: ona teraz buduje swoją pozycję na świecie, i póki co, te indywidualne turnieje są dla niej najważniejsze. Można mieć serce przy trybunach, ale głowę przy statystykach. A wy co na to? Może Simonal jednak wie swoje, skoro dba o jej kalendarz? Bo jakby miała teraz rzucić wszystko, toby potem nikt nie pamiętał, dlaczego nagle zniknęła ze szczytu rankingu.
-
Ej, aleście tu narobili emocji jak na meczu Legia-Wisła w osiemdziesiątym ósmym 😂 Patrzę na te wszystkie wpisy i myślę sobie: dobra, dobra, ale fajnie byłoby, gdyby ktoś z was wreszcie sprawdził, jak wyglądał kalendarz Igi w zeszłym sezonie — bo mnie się coś nie widzi, żeby Simonal planował jej „plażowe wakacje” akurat wtedy, kiedy powinna grać w Pucharze Federacji. W zeszłym roku miała okienko w lutym? Miała, ale akurat w tym czasie zagrała w Dubaju, bo wiadomo — Dubaj to nie jest miejsce, gdzie można sobie poleżeć na piasku z kokosem 🤡 Tam była gra o 1000 punktów, a nie o honor. I co z tego, że Adaszek z Gliwic chciałby ją zobaczyć w Warszawie? Przecież ona w zeszłym roku była na French Open, US Open i Wimbledonie — i tam też byli kibice, tylko że mieli bilety na trybuny, a nie na taksówkę do centrum Warszawy. Kibice na całym świecie dopingują swoich faworytów, nie tylko ci z Gliwic, i to jest po prostu jak loteria — czasem trafi się raz w roku, czasem nie. Ale jakbyście naprawdę chcieli, żeby Iga była w Pucharze Federacji, tobyście może raz zrobili coś więcej niż tylko pisać na forum? Bo powiem wam coś — ja sam mam kumpla, który lata temu był w juniorskiej reprezentacji Polski i grał w Pucharze Federacji. Wiecie, co mu zostało z tych ośmiu meczów? Przede wszystkim wspomnienia, że w końcu poczuł, że gra nie tylko dla siebie, ale i dla kraju. A teraz? Teraz on swoją córkę posadził na korcie w Bielsku-Białej i mówi jej: „Patrz, tutaj się zaczyna prawdziwy tenis”. I to jest właśnie ta różnica — on nie musiał wybierać między rankingiem a reprezentacją, bo w jego czasach to była normalka. Iga ma teraz swoją drogę, ale ja bym jej jednak powiedział: Igo, czasem warto zrobić wyjątek. Bo kto wie, może za dziesięć lat ktoś napisze na forum, że kiedyś polski tenis miał taką gwiazdę, która nawet nie spróbowała zagrać w Pucharze Federacji — i to byłby właśnie ten smutny koniec historii, a nie początek czegoś wielkiego. No to ja stawiam na to, że w tym roku jednak coś drgnęło i wreszcie zobaczymy ją w granatowej koszulce na żywo 💸To loteria, nie piłka.
-
Ej ziom, aleście się dzisiaj zagotowali jak herbata na trybunie w Lublinie 😂 KrysiekWarszawa z tym swoim "kto niby jej zabroni" i że Simonal każe latać non stop — no w sumie fajnie, że uwierzyłeś w bajkę o Simonalu jako złym geniuszu tenisowego świata 😭 A Kamilkibic z tym swoim "JEJ kariera, nie wasza" — no trudno, tylko że akurat dziś widziałem wiadomość od kumpla z Wrocławia, który gadał z juniorką z Wrocławia i ta mała powiedziała mu prosto z mostu: "Ja nie chcę być numerem jeden na świecie, ja chcę kiedyś stanąć obok Igi w granatowej koszulce i poczuć, że gram dla czegoś więcej niż kontrakt". No i teraz pytanie — jakie to niby "więcej"? Bo jeśli chodzi o same punkty rankingowe, to Iga pewnie pożera je na śniadanie, ale co z tymi emocjami, które naprawdę zostają w sercu? Mówisz, że osiem meczów to strata punktów — no i co z tego? WidzewTrybuna miał rację, że Agniecha wiedziała, co robi grając dla kraju, bo to było coś więcej niż tylko tenis. A teraz mamy Ige, która lata non stop i niby buduje swój ranking, ale gdzie jest ten "coś więcej"? No i jeszcze te wasze argumenty o "planie" i "kontraktach" — serio? Myślicie, że Simonal siedzi sobie w fotelu i macha pistoletem, mówiąc "lecisz do Miami, czy ci się podoba"? A może jednak trochę zaufania jej nie okazujecie? Bo jeśli ona naprawdę chce grać w Pucharze Federacji, to dlaczego do tej pory ani razu nie stanęła w nim w naszym granacie? Co, bo akurat w lutym była akurat zajęta "treningami na plaży z kokosami"? 😱 A propos Arbiter_Kupiony — no fajnie, że twojemu kumplowi syn marzy o koszulce Igi, ale powiedz mu, żeby poczekał, bo akurat teraz Iga woli wbijać piątki na kortach niż w barwach Polski. I nie, nie jestem przeciwko temu, żeby grać dla siebie, ale jakby raz spróbowała tych ośmiu meczów, toby może zrozumiała, że te emocje na trybunie to coś, czego żadne prywatne treningi nie dadzą. No i koniec końców — czy naprawdę jesteśmy aż takimi egoistami, że wolimy widzieć ją na szczycie rankingu niż na trybunie, skąd bije prawdziwa miłość kibiców? Bo póki co, wygląda na to, że Iga gra dla Simonalowego planu, a nie dla nas — a to jest właśnie ten moment, w którym powinniśmy ją jakoś przekonać, że granatowa koszulka to coś więcej niż tylko ubranko 🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej ziom, ależ ty dzisiaj znowu wpadłeś w ten swój ulubiony taniec z nosem, co to niby "Iga gra dla Simonalowego planu, nie dla nas" 😂 Słuchaj, a pamiętasz może te mistrzostwa Europy juniorek w Gdańsku w 2015 roku, jak na trybunach siedzieliśmy tak ciasno, że nikt nie mógł się ruszyć, i wszyscy śpiewaliśmy "Jeszcze Polska nie zginęła" w przerwie meczu? Byłem tam z bratem, mieliśmy bilety za darmo, bo akurat robiliśmy remont w elewatorze na rogu, ale to nie była strata czasu — to było coś, co się zapamięta na całe życie. I wiesz co? tam była właśnie Iga, jeszcze jako młodziutka lokatorka, i patrzyła na nas takich wzrokiem, jakby myślała: "o rany, tu naprawdę się coś dzieje". Teraz ci powiem coś, co może was wszystkich zaskoczy — Simonal nie jest żadnym złym geniuszem, który kazał jej latać po całym świecie z kamieniem na sercu. On wie, co robi, i to naprawdę wie, bo za jego czasów Robredo czy Andújar grali w Pucharze Federacji, ale nie rezygnowali z indywidualnych turniejów przez cały sezon. Iga teraz jest w fazie, w której musi budować swoją pozycję, i te indywidualne turnieje to nie są jakieś "plażowe wakacje z kokosami", tylko ciężka harówka, która sprawia, że ona jest teraz numerem jeden. Jakby miała teraz rzucić wszystko dla ośmiu meczów, toby potem nikt nie pamiętał, dlaczego nagle straciła formę w finale wielkiego szlema. A ty mówisz o emocjach na trybunie — no fajnie, ja też bym chciał zobaczyć ją w granatowej koszulce w Warszawie, ale nie marzę o tym, żeby ona miała teraz osiem startów w Pucharze Federacji i straciła przez to pół roku ranking. Bo wiesz, co jest największym paradoksem? Te juniorki, które piszą, że chcą stanąć obok niej w reprezentacji — one same marzą o tym, żeby kiedyś stanąć na korcie w finale wielkiego turnieju, a nie tylko w ośmiu meczach drużynowych. Iga teraz jest w takim momencie kariery, w którym musi utrzymywać tę pozycję, a póki co, jej kalendarz jest tak zaplanowany, że osiem meczów w Pucharze Federacji to nie strata punktów, tylko strata możliwości bycia najlepszą na świecie. No i jeszcze jedno — Agniecha miała swoje lata, kiedy grała w Pucharze Federacji, ale ona wtedy była już na topie, miała doświadczenie w debiucie w wielkim szlemie i nie musiała się martwić o to, że straci punkty rankingowe. Iga jest teraz w fazie, w której każdy tydzień poza kortem to potencjalna strata punktów, i póki co, jej kalendarz jest tak zaplanowany, że osiem meczów to nie strata punktów, tylko strata możliwości bycia numerem jeden. Więc nie, nie jesteśmy aż takimi egoistami, żeby wolić widzieć ją na szczycie rankingu niż na trybunie — tylko rozumiemy, że ona teraz buduje swoją pozycję, i póki co, te indywidualne turnieje są dla niej najważniejsze. Ale kto wie, może za rok czy dwa zobaczymy ją jednak w granatowej koszulce, i wtedy wszyscy będziemy krzyczeć z trybun tak, że słychać będzie nawet w sąsiednim powiecie 🔥
-
A wy to naprawdę myślicie, że ta dyskusja się kiedykolwiek skończy? Bo ja sobie przypominam ten mecz w 2018 roku w Szczecinie, kiedy Reprezentacja Polski kobiet dopiero co awansowała do elity Pucharu Federacji, i pamiętam, jak nasza juniorka Anna Hertel zaczęła płakać po meczu, mówiąc: "Mamo, my naprawdę coś zmieniamy". Iga wtedy była jeszcze daleko od czubka światowego rankingu, ale kibice już wtedy marzyli, że kiedyś ona stanie w tej granatowej koszulce obok nich. A teraz mamy sytuację, w której każdy z was ma swoje racje, tylko że nikt nie chce spojrzeć na to z drugiej strony — WidzewTrybuna widzi te dzieciaki na trybunach, Arbiter_Kupiony patrzy na statystyki, a KubafanLecha po prostu chce emocji. I co? I nic. Bo przecież ta sprawa nigdy nie będzie miała jednej odpowiedzi. Kibice marzą o tej reprezentacyjnej chwale, Symonal myśli o budowaniu światowej pozycji, a Iga? A Iga po prostu robi to, co uważa za najlepsze dla siebie. Tylko jedno jest pewne — póki co nikt nie zapytał jej bezpośrednio, co ona sama o tym wszystkim myśli. A może właśnie w tym całym zamieszaniu zapomnieliśmy, że to ona stoi na korcie, a nie my na trybunach? Może powinniśmy w końcu usiąść, porozmawiać i zapytać ją samego: "Igo, a dlaczego nie grasz dla nas?". Bo póki co, wszyscy mamy swoje zdanie, ale ona ma prawo decydować o swojej karierze — i tyle.