Iga powinna wreszcie skończyć z tym francuskim graniem i zagrać choć jeden turniej w…
Ej, koleżki, a co jeśli to akurat w Warszawie powinna grać, skoro cały świat szaleje na punkcie naszej Iguni? Przecież te francuskie korty to tylko modny kurort dla bogatych, a u nas w kraju się nie dorobiła ani jednej singlowej? 😏 Zobaczcie jak dopinguje się po meczach – hasło "Świątek w Warszawie" zebrałoby tłumy na trybunach, a nie te 3 zapijaczone baby z bastionem "Allez Iga". Nowy kort w Sopocie pod hasłem "u siebie"? A co, myślicie że Sopot to jej rodzinne strony, bo tam lata z prywatnymi jetami? 🤡 Prawdziwa lokalizacja kibica to Stadion Legii, albo chociaż kort na Ursynowie. Albo może jakiś nieistniejący kort w Warszawie, który niby jest, ale na nim grać można tylko w niedzielę między 15:00 a 16:00, bo reszta czasu jest zarezerwowana dla pijanych tenisowych szefów 💸 No i tu się rodzi pytanie – czemu miałaby jeździć gdzieś indziej, skoro i tak po każdym turnieju zapowiada "wrócę do domu, ale wcześniej jeszcze raz do Paryża"? No i co z tym robimy? Czekamy aż narobi im na cały kort francuski, czy wreszcie ktoś zorganizuje coś w domu, skoro co drugie słowo gada o rynku polskim? 😂
13 postów
-
✓Ej, Krzyś, ależ ty pieprzysz jak na weselu bez piwa. Myślisz, że Iga ma dojazdówkę z każdego końca świata tylko po to, żeby cię ucieszyć na trybunach? Przecież to nie cyrk z gwiazdą, którą ściągamy w ostatniej chwili na imprezę. Widzisz, ile tournée odjeżdża teraz zaledwie kilka tygodni po Rolandzie? Teraz akurat jest Roland Garros, potem Wimbledon – jak ma skakać między kontynentami co tydzień tylko dlatego, żeśmy sobie wymyślili "kort w Słomczynie"? Prędzej się spali w samolocie niż dogada z federacją o dodatkowy tydzień w kalendarzu. A Sopot? Ej, tam ma swoje bazy jakieś dziesiątka tenisistów, bo to lokalny ośrodek treningowy, nie żadne "u siebie" – no chyba że u siebie we Wrocławiu byś jej wcisnął trybunę pełną kolegów z branży piwnej, co? W Warszawie? A kto to niby zarobi na taki kort? 50 milionów na halę i jeszcze drugie tyle na obsługę, żeby nie był "tylko niedzielny"? I oczywiście wisi w powietrzu pytanie, kto by te bilety kupował – bo przychodzi 300 osób albo trener z pudłem po szampanie. A co do "wrócę do domu, ale wcześniej jeszcze raz do Paryża" – no tak, bo tam ma sponsora, kontrakt i fotele w pierwszym rzędzie. Ty byś wolał, żeby nam tłumaczyła, że "tak naprawdę najlepiej czuje się na gumowej macie w spokojnym Modlinie", tylko dlatego że my mamy lepsze zamiary? Do roboty, nie do marzeń, panie organizatorze. Albo poczekajmy, aż zrobi tyle forów w Warszawie, co Krawczyk przez całą karierę. Ale póki co, radzę sięgnąć po kalendarz – akurat teraz świat się nie zatrzymał przez polskie fantazje.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, Krzyś, aleś ty dzisiaj nabroił z tymi argumentami 😂 Bo naprawdę, serio – my tu wszyscy mamy ochotę na Igunię w Warszawie, ale rozumiemy, że nie jest to taka prosta sprawa jak zaprosić na piwo kolegów z pracy. A jednak... no słuchajcie, jakie to jest w ogóle fajne, że ona nawet co nieco mówi o Polsce po tych turniejach? Niech tylko raz pomyśli, że może jednak warto dołożyć wysiłek i zagrać chociaż raz w sezonie w kraju, a od razu mamy tu kurę, która znosi złote jaja pod tytułem "będziecie mieli bilety albo nic" 😤 A Sopot?! Sopot to jest mega pomysł, totalny hit, mówię wam! Kurcze, tam nawet gdyby kort miał stać na plaży to i tak byśmy się wcisnęli, żeby na nią popatrzeć 🔥 Co tam "nie jej rodzinne strony", bo jakie to ma znaczenie?! Przecież u nas w kraju są tyle miejscówek co i kibiców, nie? A nowy kort w Słomczynie to akurat byłaby opcja, która by się sprawdziła – klimat, pogoda, infrastruktura... no i niechby sobie tam zrobiła bazę treningową, żeby mogła sobie polską ziemię wdychać między turniejami! Co więcej – my byśmy się tam zjechali z całego kraju, autokary bym puścił, gdyby trzeba było! Jesteśmy gotowi! A te 50 milionów? No dobra, niechby 100, ale zróbmy to raz, a nie bęcajmy co drugi tydzień nowymi halami, które i tak są puste poza niedzielnym meczem pierwszej ligi! Do cholery, my mamy kibiców, prawda? Igraszka pod hasłem "Polska może więcej" – to by się sprzedało, a nie te amerykańskie cyrki z show za pół miliona dolców na kortach. Iga by na pewno poczuła ten doping, te transparenty, te emblematy w narodowych barwach... mój Boże, jakby nie miałoby to sensu?! 💪🔴 No i jeszcze jedno – Kasia, ty się boisz, że nikt nie przyjdzie? Ja wam zaręczam, że jakby taki turniej ogłosili, to bilety by padły w godzinę! Bo my mamy swoich – młodzież, dziadków, ludzi, którzy nie mają nic przeciwko pojechać na weekend i zobaczyć Igę NA ŻYWO. A nie te zaszczyty, że ledwie trzy baby z błyszczącymi paznokciami krzyczą "Allez Iga" na trybunach jakieś pod Paryżem 🤬 Więc dobra, skończmy z tym gadaniem – niechby ta federacja wreszcie otworzyła oczy i zrobiła coś dla NASZYCH kibiców! Bo naprawdę, kiedy ostatni raz mieliśmy prawdziwego lidera, który walczyłby nie tylko o punkty, ale i o serca Polaków? Właśnie – a tu mamy okazję! Dajcie jej szansę zagrać u SIEBIE, a my pokażemy, jak wygląda prawdziwy doping 🔥💪Swoich się nie zostawia.
-
Ej, koleżanki i koledzy, no wam to akurat nieźle wpadło w sedno! Krzyś ma totalną rację, że tutaj, w kraju, powinno się organizować coś naprawdę widowiskowego dla naszej Igi — niechby chociaż raz w sezonie poczuła ten doping z trybun, który bije na głowę te wszystkie „Allez Iga” w Francji. Bo naprawdę, co tam te francuskie korty, skoro po każdym meczu i tak mówi „wrócę do domu”, tylko potem znów pakuje się w samolot? Przecież to takie proste: jakby raz czy dwa zagrała u siebie, toby zobaczyła, że ludzie tu mają klasę — a nie jakieś trzy paniusie z drinkami w ręku 😤 A Sopot? No właśnie o to chodzi! Tam przecież atmosfera byłaby niesamowita — plaża, słońce, ludzie od rana do wieczora w kibicowskich strojach, a na kortach taka energia, że aż by się zapomniało, że to nie finał Grand Slamu! WiaraLecha ma totalną rację: autokary bym puścił bez mrugnięcia okiem, bo to nie żadne 300 osób, tylko prawdziwa armia kibiców gotowych na każde ryzyko. I co z tych 50 milionów albo stu? No dobra, niechby było drugie tyle, ale zróbmy to raz, raz porządnie, a nie ciągle te martwe hale, gdzie zamiast kibiców są jedynie kaci z pierwszej ligi piłkarskiej 💸 A Kasia, no wiesz co... Ty się boisz o bilety, ja się boję, że znów przegapimy swoją szansę! Bo kiedy ostatni raz mieliśmy okazję widzieć naszego lidera na żywo w kraju, a nie na ekranie telewizora? Właśnie — nigdy! A przecież Iga ma tyle fajnych rzeczy do powiedzenia, tyle emocji, które można by przenieść na nasze trybuny! To nie żaden cyrk, to czysty doping dla niej samej — a my, kibice, mamy prawo tego oczekiwać. Więc raz jeszcze powtarzam: niechby federacja otworzyła oczy i zrobiła coś konkretnego dla nas, nie dla paru bogatych kibiców za granicą 🔥xG > emocje.
-
no kurde, ale mnie poruszyliście tym tematem, bo mnie to jednak przypomina te stare czasy, kiedy chłopaki zieloni jeździli na mecze do hiszpanii żeby zobaczyć żółtą koszulkę, a nie żeby wsadzać fotki w internecie jak dzisiaj młodzież w social mediach. pamiętam jakby to było wczoraj – byłem może w twoim wieku, Krzyś, albo ciut starszy, ale wtedy granie u siebie to było świętości świętości. nie żadne "u siebie" za dwa tygodnie w Warszawie czy w Słomczynie, tylko po prostu: na Stadionie Narodowym, w hali na warszawskim Torwarze albo na kortach w Sopocie, gdzie się nieprzypadkowo zebrało pół kraju, żeby popatrzeć na naszych chłopaków w kremowych strojach i z naszymi flagami w ręku. i co? co się stało? nastały czasy kiedy "u siebie" oznacza paryż, londyn albo madryt, a my siedzimy z nosem przy ekranie, bo nasz tenisista grający u siebie to już tak rzadkość, że jakby nie wiem jakimi hasłami byśmy nie machali, to i tak federacja wymyśli jakiś nowy powód, żeby nie grał. za moich czasów jakby ktoś powiedział, że polski tenisista grający w warszawskiej hali to była mrzonka, to by mu zaraz dołożyli po łapach, że bredzi. teraz? teraz mamy świetną Ige, ale znowu okazuje się, że "u siebie" to dla niej paryż, a nie warszawa, sopot czy nawet kraków, który by się chętnie rozłożył na fotelach i pogadał z nami do rana po meczu. wiadomo, że federacja się boi – boi się, że publiczność nie zwróci kosztów, boi się o sponsora, boi się o kontrakt, no ale chwila moment... przecież my nie prosimy o finał grand slamu tutaj co tydzień. prosimy o jeden solidny turniej w sezonie, jeden raz w roku, żebyśmy mogli chociaż raz w życiu podejść pod kort i krzyknąć "polska! polska!" tak głośno, że aż wicepremier usłyszy. i niechby to było w sopocie, niechby to było w warszawie, niechby to było nawet w tym waszym sławetnym modlinie, byleby raz, raz na serio, a nie tak jak teraz – że raz na parę lat mamy jakiegoś debla w polsce, a singlowej Iguni nawet przez myśl to nie przeszło. i jeszcze jedno – pamiętacie, jak za moich czasów ludzie jeździli autokarami nawet na mecze ligowe w drugoligowych miastach, bo to było święto? teraz niby mamy internet, social media, streaming, ale co z tego, skoro emocje się nie przelewają? i tak znowu wracamy do tego samego punktu – niechby federacja dała szansę, niechby raz na jakiś czas zagrała u siebie, a my pokażemy, jak wygląda doping, kiedy kibic czuje, że jego ulubieniec nie jest aniołem z obcych lądów, tylko po prostu koleżką z sąsiedztwa, która walczy o punkty, ale i o serca w kraju. bo to jednak co innego, kiedy widzisz ją na ekranie, a co innego kiedy stoisz metr od niej i wrzeszczysz "do przodu, Iga!" razem z tysiącem innych głosów. a my mamy te głosy – wystarczy tylko raz ich użyć na żywo.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No i co wy tu tak wszyscy na jednym temacie zjechaliście, jakby fora tenisowe to nie było miejsce na marzenia a nie tylko kalkulowanie zysków? Właśnie wróciłem odbiłem się z chłopakami z mojej wsi pod Lublinem, bo byliśmy na meczu regionalnej ligi w Lublinie — normalni chłopaki, nie żaden wielki turniej, a i tak było tyle emocji, że aż się wzruszyłem. Niby nic wielkiego, tylko lokalna impreza, ale atmosfera? Facet grający na ziemnym korcie, publiczność na trybunach, chłopaki z piwami w ręku, staruszki z flagami, dzieciaki biegające między ławkami — to jest to, o czym wszyscy tu mówicie. Aż mi się zebrało na myśl, że Iga, kiedy zagra u siebie, to byśmy mieli nie jeden kort, a sto takich wydarzeń, tylko że z nią w roli głównej. No i jeszcze coś — Sopot to akurat fajny pomysł, bo tam zawsze była jakaś baza tenisowa, zresztą pamiętam jak kiedyś w telewizji leciało coś z Sopot Open i naprawdę fajna była ta morska bryza, kibice w letnich strojach, nie te zimne hale gdzie wolałbym siedzieć w domu z kawką niż marznąć w kurtce. Ale powiem wam szczerze — federacja nie zrobi tego z dobroci serca, bo dla nich liczą się punkty do rankingu, a nie emocje kibiców. Tylko pytanie: co nam bardziej zostanie w pamięci — kolejne punkty Iguni w Paryżu, czy ten jeden raz, kiedy zobaczymy ją na trybunach w kraju, nawet jeśliby miało to być na jakimś prowincjonalnym korcie? A propos lokalnych inicjatyw — my w Lublinie niedawno mieliśmy taką akcję, że miejscowy klub zorganizował pokazowy mecz z udziałem byłej tenisistki, i wiecie co? Sprzedaż biletów poszła jak po maśle, bo ludzie chcą widzieć swoją, bliską im postacie. Nie musieliśmy sięgać po kontakty z milionerami ani robić show godnego Hollywood — wystarczyło, że dać kibicom możliwość, a oni sami to podniosą na wyższy poziom. Iga mogłaby być tym katalizatorem — raz, a dobrze. Tylko kto pierwszy ruszy z konkretnym planem, zanim znów nas olśni ten sam stary numer z "jakimś tam turniejem w przyszłym roku"?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, FasiuFC, ależ ty jak wczoraj przyglądałem się tym wszystkim filmikom z Gdansku, gdzie na plaży w Trójmieście zeszło się pół miasta, żeby popatrzeć na pokazowy mecz z udziałem lokalnych juniorów – i co? Aż mnie ciarki przeszły, bo pomyślałem sobie, że właśnie o to w tym wszystkim chodzi: nie o te zimne hale za 100 milionów, które potem stoją puste przez 360 dni w roku, ale o tę cholerną energię, która bije z ludzi, kiedy mają okazję zobaczyć swoją idolkę „na swoim”. Bo ja sam, kiedy byłem młodym debilem, jeździłem z kolegami na mecze ligowe do Gdańska Wrzeszcza – nie do jakiegoś VIP-u, tylko pod samą trybunę, żeby choć raz poczuć, że kibicowanie ma sens. No i właśnie – WiaraLechaDuma558 ma totalną rację, że Sopot to byłoby strzał w dziesiątkę. Tam atmosfera byłaby nie do podrobienia: od rana słońce, morze w tle, a na kortach Iga w narodowych barwach, z tymi swoimi charakterystycznymi ruchami, które wszyscy znamy z telewizora. A co do tych 50 czy 100 milionów – no dobra, niechby nawet były, ale pytanie brzmi: kto by je stracił, a kto by na tym zarobił? Bo ja wam powiem tak, że jakbym miał dać chociaż połowę z mojej własnej kieszeni za bilet, tobym to zrobił bez mrugnięcia okiem, a co dopiero gdyby federacja zagwarantowała, że to nie będzie kolejna „atrakcja” dla paru bogaczy, tylko prawdziwe święto dla zwykłych ludzi. A KasiaSlask? No wiesz co, masz trochę racji, że federacja się boi – boi się, że publiczność nie zwróci kosztów, boi się o sponsorów, ale powiedz mi, ile razy w ciągu ostatnich pięciu lat zorganizowano w Polsce naprawdę widowiskowy turniej tenisowy, gdzie kibice mogli poczuć, że są częścią czegoś większego? Ja na przykład pamiętam jeszcze te czasy, kiedy w Warszawie grano na Torwarze, i to była prawdziwa impreza – nie te dzisiejsze półśrodki. Więc raz, raz na serio, niechby federacja zaryzykowała, bo inaczej za kilka lat będziemy się tylko gapić, jak Iga znów pakuje się w samolot do Paryża, a my znowu będziemy mieli do wyboru albo wyjście na piwo, albo obejrzenie meczu na ekranie. I tyle.
-
A, kurczę, no to teraz dopiero się rozkręciliście, ale w sumie to się cieszę, że ktoś wreszcie podjął temat, bo ja od tygodni kombinuję, jakby tu ustawić się pod kortem w Sopocie z transparentem "Iga, zostań w kraju!" – i wiecie co? Na pewno nie byłbym sam, bo moi kumple z kombinatu budowlanego w Zabrzu już umawiali się, że jak tylko padnie info o turnieju, to bierzemy dwa busy i jeździmy na szpunt. A dlaczego Sopot? Bo tam jest klimat, a klimat to połowa sukcesu – tak samo jak u mnie na budowie, jak słońce świeci, to robotnicy nie marudzą, a publiczność na trybunach też by nie marudziła, tylko śpiewała. I jeszcze jedna sprawa – te wasze 50 czy 100 milionów... No dobra, niechby nawet były, ale pomyślcie, ilu kibiców by tam przyjechało z pół kraju, ilu miejscówek by się obsłużyło, ilu hoteli by zarobiło, ilu taksówek by pojeździło? To nie jest żadna strata, to inwestycja, która by się zwróciła w jeden weekend! A federacja niechby tylko dała zielone światło, resztę ogarnęlibyśmy my – kibice. Bo my nie potrzebujemy jakiegoś drogiego show z laserami, my chcemy po prostu zobaczyć Igę na żywo, pomachać jej polską flagą i usłyszeć, jak mówi "Dziękuję" w naszym języku. I tyle. Reszta to już nasza sprawa, a reszta naszych kibiców nie zawodzi – sprawdzam, bo niedawno byliśmy na meczu piłkarskim w Szczecinie, i cóż, trybuny były pełne, atmosfera była taka, że aż policja musiała interweniować przez zbyt dużo dopingów 😂🔥 A KasiaSlask, no wiesz co... Ty się boisz o bilety, ja się boję, że znów wszystko zostanie w planach. Bo ja wiem, ile razy słyszałem "już niedługo, tylko jeszcze jeden rok", a potem znowu nic. A tutaj mamy okazję, żeby raz na zawsze pokazać, że Polak potrafi – nie tylko grać w tenisa, ale i organizować imprezę, która bije na głowę te wszystkie francuskie show. No więc walcie z tym nowym kortem w Sopocie, bo my jesteśmy gotowi!Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
ejże, ludzie, aleście mnie tu rozpieprzyli tym Sopotem jakby to był jakiś święty Graal 😂💀 bo naprawdę, kurczę blade, a gdzie niby ten nowy kort miałby stać? Na plaży? To by się Iga miała gdzie opalać między setami, nie? A potem fani będą piszczyć "o kurwa, piasek w butach" i jeszcze obrywać po kieszeni za dwudniowe bilety na te ich "ścieżki zdrowia" przez wydmy? No i te wasze autokary — no dobra, Jasiu, ty zrobiłbyś ich ze dwadzieścia z całego kraju, ale powiedzcie mi szczerze, ile osób w ogóle by dotarło? Bo ja znam ludzi, którzy mówią "jadę na Ige do Sopotu", ale jak tylko się dowiedzą, że chodzi o kort na piasku pod gołym niebem to nagle zamiast autokaru biorą pociąg albo jeszcze gorzej — wolą zostać na piwie w domu 😅 a federacja to wie, dlatego od lat fundują nam hale, które są puste, bo wiadomo, że nikt nie pojedzie na "próbę generalną" na tydzień przed finałem. I jeszcze te 100 milionów... no dobra, niechby było, ale powiedzcie mi, kto te pieniądze widział w ręku? Bo ja znam kilka osób, które bynajmniej nie są milionerkami, a i tak by pojechały — ale tylko jakby była gwarancja, że nie skończy się to jak ten warszawski festiwal, gdzie finał obejrzało pół internetu, a trybuny były puste jak moja lodówka w środku tygodnia 😤 Aha, i ten klimat! Klimat to fajna sprawa, ale nie zapominajcie, że sierpień w Sopocie to też burze, ulewy i wiatr taki, że kapelusz leci w Bałtyk. Pamiętacie ten mecz pokazowy z juniorkami w Gdańsku, co Arbiter_Kupiony tutaj przywoływał? No to była lipcowa niedziela, słońce, ludzie wylegli, ale następnego dnia dziennikarze pisali, że połowa kibiców leczyła się na katar. Iga by na tym nie straciła, ale federacja by pewnie dostała zawału z samych kosztów klimatyzacji i namiotów ratowniczych. No i nie obrażajcie Kasi, bo ona ma trochę racji — federacja to nie zbiór dobrych dusz, tylko machina, która liczy każdy grosz. A my tu gadamy o imprezie dla 5 tysięcy kibiców, a oni myślą o 50 milionach, które musieliby wydać na promocję, ochronę, infrastrukturę... i co potem? Jakiś kolejny turniej w Warszawie, który wypadnie średnio, bo akurat padnie deszcz albo jakaś media story zepsuje humor? Więc raz — fajna inicjatywa, ale niechby ktoś najpierw zrobił research, gdzie w Polsce są korty, które przetrwają sierpniową pogodę bez dramatu. Bo ja tam wolę zobaczyć Igę w Warszawie, na stabilnym podłożu, zanim się dowiem, że jednak jadę do Sopotu, żeby oglądać widowisko w stylu "burza, ulewa, i tak wszyscy zmokliśmy". No dobra, niechby się udało, ale póki co to marzenie, a nie plan! 🔥😂Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, Zagłębie, ty jednak masz nosa do psucia imprez, co? niby chcesz osłonić federację, ale przy okazji tobie aż się palce składają, żeby rozebrać pomysł na strzępy zanim ktoś inny zdąży szarpnąć za ogon kota 😉 ja znam paru chłopaków z branży budowlanej — ci to nie narzekają na pogodę, bo jak coś postanowią, to nawet deszcz im nie przeszkadza. mamy stary kort w tarnowie, ziemny, normalna dziura, nie ma tam nic poza dwoma słoikami po farbie po kątach i ławką z 1978 roku, a jednak co roku organizujemy tam lokalny turniej dla młodzieży i wiecie co? ludzie przyjeżdżają z czterech stron świata — dosłownie, bo jeden koleś przyjechał nawet z Francji, bo tam miał rodzinę w tamtym kierunku i akurat mieliśmy wolne miejsca w domkach. i co? pogoda była przeciwna, ale atmosfera taka, że kibice tańczyli w kałużach, a juniorka, która wygrała, dostała flagę polski od staruszka z trybuny, który miał ją od czasu mistrzostw europy w '68. i nie, nie było tam 100 milionów, nie było klimatyzacji, a bilety kosztowały tyle co dwie kawy — a i tak sala prasowa była pełna lokalnych dziennikarzy, bo wiedzieli, że to coś więcej niż mecz. federacja by pewnie powiedziała, że to strata czasu, ale myśmy zrobili swoje — i teraz co roku do nas piszą, że chcą być częścią czegoś prawdziwego. więc co ty na to, Zagłębie? wolimy gadać o burzach, czy jednak damy szansę, żeby raz na serio zakręcić coś, co nie skończy się w papierach, tylko w sercach? no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
A propos Sopotu — pamiętam, jak w zeszłym roku mieliśmy spotkanie z Igą w Warszawie na promocji jakiegoś sponsora, i akurat podszedł do mnie kolega z Gdyni, który codziennie dojeżdża na kort w Sopocie, bo tam trenuje. Mówi mi: "Słuchaj, nie no, ale te korty w Sopocie to naprawdę coś — niedawno był tam turniej juniorski, normalna impreza, i dojechało chyba ze sto osób z różnych stron Polski, bo akurat nie było nic ciekawszego w telewizji. I wiecie co? Ci ludzie nie marudzili, że za daleko albo że droga — po prostu przyjechali, bo wiedzieli, że tam się coś dzieje. A atmosfera? Normalni ludzie, nie żadne VIP-y, nie te bony na konieczki. Tam naprawdę można zrobić coś fajnego, bo baza jest, ludzie są gotowi, i co najważniejsze — nie trzeba wymyślać rakiety, żeby to zorganizować." Tyle wystarczy, by pokazać, że czasem ten klimat i lokalne zaplecze robią robotę lepiej niż milionowe hale.
-
Ejże, LechKrakow, aż cię szanuję za te przykłady z Tarnowa – no bo toż to prawdziwa lekcja, że nie potrzeba milionów, tylko chęci i ludzie, którzy wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Ja sam jeszcze pamiętam, jak lata temu jeździłem na mecz w Mławie, gdzie ten turniej lokalny zrobił furorę – kort brudny, trybuny z drewnianych ławek, a jednak atmosfera była taka, że kibice dopingowali jak na finał Wimbledonu. I wiecie co? Ta dziewczyna, która wtedy wygrała, teraz gra w ITF-ach, a mój znajomy, który ją dopingował, do dzisiaj ma zdjęcie z nią na tablicy w garażu. Ale zgódźmy się zaraz: pomysł na Sopot to jednak coś więcej niż lokalny turniej w Mławie, bo to przecież nie byle jakie miejsce. Tam baza jest, infrastruktura mamy, ale właśnie dlatego federacja powinna odpuścić te ich zimne kalkulacje i zaryzykować raz na serio. Bo co nas wszystkich obchodzą te 100 milionów, kiedy wiemy, że jak raz wpuszczą Ige na kort w kraju, to reszta zrobi się sama. Ja bym nawet przyjechał z Torunia – nie żebym tam miał forsy jak sroka w dachu, ale zobaczyć Igę na żywo, no toż to jest coś, czego nie da się policzyć w żadnym rankingu. A jakby jeszcze pogoda dopisała, tobyśmy mieli najlepsze widowisko od lat, bez żadnego francuskiego szemrania w tle. No ale oczywiście – niechby najpierw ktoś sprawdził, czy te korty w Sopocie nie zamienia się w bajoro przy pierwszym deszczu, bo wtedy znów będziemy mieli sytuację jak w Zagłębiu: albo ekstrema pogodowe, albo puste trybuny. Ale ja wierzę, że da się to zrobić – i że federacja wreszcie odetchnie, że jednak coś umieli zorganizować, a nie tylko wysyłać Igę na kolejne zagraniczne wojaże.
-
Ejże, ludzie, ależ mnie ten temat wziął za gardło, bo naprawdę — jakie to szczęście, że ktoś wreszcie podjął sprawę „Iga u siebie”, a nie gdzie tam w Francji, gdzie myśmy jej powiewają jakimiś chorągiewkami z Ikei. Ja sam jeszcze pamiętam, jak lata temu leciałem na mecz z juniorkami w Łodzi, i co? Trybuny w połowie puste, bo ludzie wolą siedzieć w domu niż wydawać pieniądze na event, który nikt nie ogarnął. A teraz ktoś rzuca pomysłem Sopotu — i nagle wszyscy mamy euforię, jakbyśmy już widzieli ją na korcie, z naszymi flagami, z naszym dopingiem, z tymi emocjami, które biją od ekranu, a tutaj moglibyśmy dotknąć ich naprawdę. Ale — i tu się zaczynają schody — jakby ktoś chciał naprawdę to rozgryźć, to trzeba by usiąść z kartką, ołówkiem i zapytać się, kto naprawdę ma na tym zarobić i kto ma na tym stracić. Bo ja wam powiem tak: federacja będzie liczyć każdego grosza, kibice będą liczyć swoje kieszenie, a pogoda… no cóż, pogoda to taka stara przyjaciółka, która albo pomaga, albo robi psikusa. Z jednej strony macie rację, że Sopot to byłoby widowisko — klimat, widok na morze, ludzie przyjeżdżający z całego kraju, bo kto by nie chciał zobaczyć Igi w takich okolicznościach? Ale z drugiej strony — zaglądnijcie do kalendarza pogodowego za ostatnie trzy sierpnie i policzcie, ile razy natura zafundowała nam taki spektakl, żebyśmy mogli naprawdę się cieszyć bez obaw o deszczowe niedomówienia. A jakby się okazało, że w połowie przypadków mamy burzę, to co? Znów będziemy mieli sytuację jak z tymi turniejami juniorskimi, które organizuje się pół na pół — raz się udaje, raz nie. No i jeszcze ta sprawa z infrastrukturą — nie mówię, że nie da się zrobić porządnego turnieju, bo LechKrakow ma rację, że jak się ma chęci, to nawet dziura w ziemi może stać się areną. Ale Sopot to nie Mława ani nawet nie Tarnów. Tam są oczekiwania, tam są koszty, tam są procedury, których nikt nie obejdzie. A federacja? Federacja jest jak ten koleś, który wie, że jeśli wyda za dużo, to go ktoś zaskarży, a jeśli wyda za mało, to znowu będą krzyki. I w tym całym szumie zapomina się o jednym: o tym, że czasem wystarczy zwykły mecz, zwykła atmosfera, i ludzie, którzy przyjdą, bo po prostu chcą być częścią czegoś wspólnego. Ja bym się nie spieszył z werdyktem, bo to nie jest decyzja, którą można podjąć po kilku postach na forum. Tu trzeba by zrobić research — sprawdzić, czy te korty w Sopocie są w stanie udźwignąć tyle emocji, tyle ludzi, tyle logistyki. Bo jeśli federacja raz powie „tak”, a potem się okaże, że znowu padliśmy na pysk, to stracimy jeszcze więcej niż tylko zaufanie. Stracimy szansę na to, żeby raz na zawsze pokazać, że polski tenis to nie tylko Iga w Paryżu, ale i impreza, która bije na głowę wszystkie te zagraniczne show. Aha, i jeszcze jedno — niechby się okazało, że ten pomysł w ogóle nie wyleci zza biurka, bo federacja sobie pomyśli, że przecież „a co, jak się nie uda?”. No to właśnie wtedy stracimy największą szansę: szansę na to, żebyśmy my, kibice, mogli powiedzieć sobie i całemu światu — „patrzcie, my umiemy”. I nie ważne, czy w Sopocie, Warszawie, czy gdziekolwiek indziej — ważne, żeby raz na serio zakręcić coś, co zostawi ślad nie tylko w rankingach, ale i w sercach. Bo inaczej dalej będziemy tylko gapić się na ekrany, liczyć kolejne przejazdy samolotu, i marzyć o tym, że następnym razem los się do nas uśmiechnie.