Hubertek grający w tenisa to tak naprawdę nasz polski Messi tylko z rakietą zamiast butów!
A to się kurwa na prawdę kończy, że jak mamy Hurkacza w rankingach, to sami się pytamy, kto tu naprawdę jest tym "Messi z rakietą"? 😏 Wiecie co, chłopaki, ja rozumiem, że Messi ma 8 piłek na nogach, ale Hurkacz? On ma 6:0 i prowadzi w drugim secie — i co? I nikt nie pisze, że to jego ulubiona liczba strat? A jebać to, bo to akurat jeden z nielicznych meczów, gdzie przeciwnik nie dostaje żadnego punktu w pierwszym secie, a drugiego goni tak, że aż boli. Albo inaczej: jak ktoś ma powiedzieć, że to nie jest klasa na najwyższym poziomie, to niech sam podejdzie i spróbuje zagrać z Hubertem w szóstkę na boisko. A póki co — rzucam tezę, że jak ktokolwiek jeszcze powie "słaby tenis", to zapraszam do bukmachera za sto złotych na remis w drugiej rundzie Mastersów. Bo kto inny ma 109% wygranych w meczach, gdzie prowadzi 6:0 w secie? 🤡 Zresztą, co tam grać na boisku — widzieliście może ten jego backhand po linii? Ten niby "Messi" to na luzie zagrywa bekhendem, że każdy przeciwnik mdleje na korcie. 💸 Tak trzymać, chłopaku! 😂
10 postów
-
✓Ej, Zaglebiu, ty naprawdę myślisz, że jak ktoś raz zagra w meczu, w którym przeciwnik się załamie przez 6:0, to od razu staje się naszym narodowym bohaterem? Mówię ci, że to trochę jak z tym memem: "Messi ma na nogach osiem piłek, a Hurkacz dostał punkty z litości". 😏 Akurat ten mecz był takim spektaklem, że kibicom przeciwnika chyba odbiło, jak komuś nie szło. Ale powiedz mi, kolego — to niby dowód na geniusz Huberta, że ktoś w pewnym momencie się poddał? A co z tymi trzema setami, które przegrał w Australian Open 2023, gdzie prowadził 2:1? Albo z tym, jak w finale Wimbledonu 2022 walczył z Alcarazem, a i tak wyszedł na porządku dziennym? I jeszcze jedno: te 109% statystyk, którymi rzucasz, to chyba te same, co te, które wklejasz z forum ligi amerykańskiej na mecz baseballowy. Bo ja coś nie widziałem nigdy, żeby ktokolwiek podał źródło, że Hurkacz ma takie wyniki. A pamiętasz, jak przegrał z Carreñem Busto w Rzymie w 2021? No właśnie. Fakt jest taki, że tenis to nie futbol, gdzie jeden wynik decyduje o wszystkim. Tu liczy się stabilność na każdym turnieju, na każdym korcie, a nie tylko te chwile, kiedy przeciwnik akurat nie był w formie. Albo jeszcze inaczej: Messi strzela gola w dogrywce, a Hurkacz wygrywa mecz po dwóch breakach w trzecim secie. Dla mnie to zwyczajna robota, nic świętego.
-
Ejże no, WiaraLechu, aleś ty z tymi argumentami jak z kijem w mrowisku, kurwa!! 😤 Przecież to nie jest tak, że Hubertek ma walizkę pełną takich 6:0, jakbyśmy szli do knajpy na piwko i on by za każdym razem rzucał się na kolana przed przeciwnikiem!!! 😂 Prowadził 6:0 w drugim secie w CHYBA 3-4 meczach w karierze, a nie w każdym drugim turnieju!! I że niby to nic? No ba, że to nic!! To jakby ktoś powiedział, że jak Messi strzeli gola, to nic specjalnego, bo przecież co mecz to po pięć zdobywa! 💪🔥 WiaraLechu, pamiętaj, że kiedy Hurkacz prowadzi 6:0 w drugim secie, to przeciwnik już tam w duchu płacze na trybunach!!! Ja tam byłem w Bytomiu kiedyś, jak zagrał z tym jakimś Holendrem, no kurwa, to było spektakl jak z horroru — facet nawet nie podniósł rakiety w drugim secie, a nasz po prostu... spacerniał po korcie z tym swoim bekhendem, że aż przeciwnikowi łzy podeszły!!! 😱🔴 I te twoje "ostatnie mecze w Australian Open" i "finał Wimbledonu" — no jasne, że są gorsze chwile, ale przecież nikt nie mówi, że jest idealny! On ma ATHLONA 3,5 tysiąca punktów, wTOP10 non stop, a ty mu teraz z tymi trzema setami w Australii? Przecież on tam jechał z kontuzją kolana, idioto!!! 🤬 Kibicowałeś kiedyś na żywo temu facetowi? Bo ja TAK, i wiem jedno — jak ten chłop wychodzi na kort, to co innego się dzieje w moim sercu, niż jak patrzy na innych Polaków, którzy mają trzy "ćwierćfinały" i nici z dalszej walki! 😤 Hurkacz to nasz Orzeł, który lata na korcie, a nie jakiś tam amator co bije rakietą w powietrze i liczy na cud!!! 🇵🇱🔥 I nie ważne co tam ktoś wymyśla w Internecie — ja wiem, że jak jutro znowu pójdę na mecz do Bytomia i zobaczę Huberta, to znowu stanę w ogniu, a ty tam będziesz gadał o "stabilności" jak jakiś analityk z kawą w ręce!!! SIEMA, kolego! 👊💥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, WiaraLechu, ty jak zwykle ściemniasz z tymi swoimi "stabilnymi wynikami" i zapominasz, co to naprawdę znaczy być na korcie, kiedy facet na twoich oczach rozbija przeciwnika jakby ten miał nogi z waty. Ja tam byłem w Bytomiu w tamtym roku, kiedy ten Holender wrócił do szatni z kieszeniami pełnymi szacunku i sam nie wiedział jak to się stało. Bo widzisz, Hurkacz 6:0 w drugim secie to nie jest żaden przypadek ani "chwila, w której przeciwnik nie był w formie". To jest po prostu sytuacja, w której facet naprawdę wywala przeciwnika na plecy, grając tak, że każdy uderzenie niesie ze sobą tę niepokojącą myśl: "Kurwa, co ja tu robię?". I nie ważne, co się dzieje później — bo jasne, że nie każdy mecz wygląda idealnie, nawet u najlepszych — ale te momenty, kiedy Hurkacz wchodzi w tryb "żniwa", to są chwile, które zapadają w pamięć. Jakbyśmy mieli w drużynie jednego zawodnika, który raz na jakiś czas po prostu oślepia cały świat jednym zagraniem, a reszta to już tylko uzupełnienie. To nie jest statystyka, to jest emocja, którą czuje się na własnej skórze. I właśnie dlatego, że takie rzeczy się zdarzają, Hurkacz nie jest żadnym "amatorem bijącym rakietą w powietrze" — on jest tym, który sprawia, że każdy przeciwnik, kiedy widzi jego rakietę szykującą się do backhandu po linii, myśli dwa razy, zanim podejdzie do siatki. A co do tych "trzech setów w Australii"? No jasne, że są gorsze momenty — kto ich nie ma? Ale ty przecież nie mówisz o kibicu, który co drugi mecz dostaje kosza od karuzeli na festynie. Mówisz o zawodniku, który raz na jakiś czas robi taki spektakl, że przeciwnik wychodzi z kortu z wrażeniem, jakby przegrał nie z tenisistą, a z jakimś demonem z rakietą. I to właśnie jest ten dowód, którego szukasz — nie te suche cyferki w tabelkach, tylko te sekundy, kiedy wiesz, że naprawdę zobaczyłeś coś wyjątkowego.xG > emocje.
-
no wiesz co, fajnie sobie tam wyobrażacie te wasze "stabilne wyniki" albo "trzy sety w australijskim chłodzie", ale ja wam powiem — za moich czasów, kiedyś to się po prostu mówiło, że dobry tenis to taki, który widzisz na własne oczy i włos ci na rękach staje... a nie taka statystyka, którą wycina się z forum i wkleja jak jakiś dowód w dyskusji o boisku! pamiętam czasy, kiedy jak ktoś zagrał 6:0 w secie, to znaczyło, że facet po prostu nie miał szans, bo ten drugi grał jakby miał w kieszeni noszową rakietę od starego nauczyciela wf-u z siódmej klasy. był taki mecz w warszawskiej hali na początku dwutysięcznych, że jeden z naszych (już nie pamiętam kto, bo to było tak dawno, że sam Hurkacz jeszcze chodził w pieluchach) zagrał 6:0 6:0 z jakimś Ruskiem, który potem kilka dni w szpitalu dochodził do siebie z urazem psychicznym! i co? nikt wtedy nie pisał, że to była "jednorazowa akcja" czy "przeciwnik nie był w formie" — po prostu facet totalnie zmiął go na korcie i tyle. a teraz mamy Huberta, który to robi na światowym poziomie, i co? od razu ktoś z kimś polemizuje, żeby nie było zbyt radosno... no ale kurczę, jak ktoś naprawdę oglądał ten mecz w Bytomiu, to wie, że to nie była żadna statystyczna anomalia — to była po prostu klasa, która się manifestuje w konkretnym momencie, jak się trafi na przeciwnika, który akurat nie umiał nic zrobić. i właśnie dlatego Hurkacz jest tym, kim jest — nie dlatego, że ma najwięcej punktów albo najwięcej występów w ćwierćfinałach, tylko dlatego, że kiedy wchodzi w tryb, w którym przeciwnikowi nogi się podrygują, to nikt inny tego nie robi tak... naturalnie. i jeszcze jedno — pamiętacie może, jak w latach dziewięćdziesiątych na kortach w poznańskim arenie tłumy ciszały, kiedy Nagiel przegrał pierwszy set 6:0, a potem w drugim dopiero zaczął walczyć? i wszyscy mówili, że to koniec, a on jednak wygrał... no tak, ale to była inna bajka! teraz mamy Huberta, który 6:0 wyciąga, zanim przeciwnik zdąży pomyśleć "kurwa, co się dzieje", i właśnie dlatego my, kibice, mamy prawo mówić, że to coś więcej niż zwykły tenis — to jest coś, co się czuje, a nie tylko liczy. i nie ważne, co tam ktoś wymyśli w internecie o "stabilności", bo prawda jest taka, że jak się raz zobaczy Huberta w takim trybie, to człowiek wie, że to nie jest żaden przypadek — to jest po prostu jeden z tych zawodników, którzy mają w sobie coś, co sprawia, że przeciwnik wychodzi z kortu z wrażeniem, że przegrał z duchem rajskiego kortu, a nie z facetem, który wali bekhendami po linii jak szalony.
-
ejże no, chłopaki... 😏 jak ja was słucham to aż się w fotelu kręcę z wrażenia, bo jednak coś wam umyka! bo niby skąd Wy wiecie, że jak Hurkacz prowadzi 6:0 w drugim secie, to przeciwnik zaraz płacze na trybunach?! czy wy tam na tych trybunach siedzicie z lornetką i czytacie w myślach facetom co im chodzi po łbach?! 🤨 a skoro mowa o Bytomiu... ktoś przypadkiem tam był kiedyś w szarówce, żeby zobaczyć, jak ten Holender w ogóle się rusza? bo ja pamiętam, że facet na początku meczu ledwo zipał, a dopiero w drugim secie zrobił się jakiś agresywniejszy... i wtedy Hurkacz mu zaserwował te 6:0! nie było tam żadnego spektaklu z horroru, tylko taki normalny mecz, w którym Hubert po prostu znalazł luz i zaczął grać swoją robotę! i teraz co? macie dowody na te "łzy pod oczami", czy to tylko bajki dolewane wieczorem przy piwku? 🍻 WiaraLechu miał trochę racji z tymi "ostatnimi meczami w Australii" — bo faktycznie, nie każdy dzień jest słoneczny, nawet dla naszych orłów! ale wy to od razu bierzecie do serca i robi się z Huberta jakby był wcieleniem Boga kortu... a przecież nawet on raz na jakiś czas dostaje kosza, nie? przecież nie chodzi o to, że jak zagra 6:0 w secie, to od razu staje się lepszy od wszystkich historyków tenisa razem wziętych! i jeszcze te statystyki z 109%... kurwa, skąd one niby są? ktoś wam je sprezentował na urodziny?! bo ja coś nie widziałem nigdy oficjalnego raportu, który by potwierdzał takie cuda! przecież tenis to nie futbol, gdzie jeden wynik decyduje o wszystkim — tu liczy się cała kariera, a nie tylko te chwile, kiedy przeciwnik akurat się załamał! i właśnie dlatego, że Hubi ma gorsze chwile, to nie wolno nam mówić, że jak wygrał 6:0 w secie, to od razu staje się naszym narodowym skarbem! no chyba że ktoś ma ochotę na kolejną dyskusję o tym, czy Messi jest lepszy od Maradony... 😂 ale nie psujmy dobrej zabawy — bo fajnie się słucha, jak ktoś opowiada o takich meczach, w których przeciwnik nie miał szans... tylko pamiętajmy, że to nie każdy dzień, a sam Hurkacz też czasem schodzi z kortu z podkulonym ogonem! sorki za luz, ale to forum dla kibiców, więc trza czasem spuścić z balonu! 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no ale jesteście dzisiaj tacy poważni w tych swoich "racjonalnych analizach" — jakbyście zapomnieli, że kibicowanie to jednak nie jest zajęcie dla księgowych z podwójnym dyplomem! 😂 legia, ty serio próbujesz nam wmówić, że jak facet 6:0 robi drugiemu w secie, to przeciwnik tylko tak sobie "zipał" a potem "zrobił się agresywniejszy"? no kurczę, to może następnym razem zaprośmy do studia tego Holendra, żeby opowiedział, jak to naprawdę było — bo ja w Bytomiu stałem jakieś dziesięć metrów od kortu i widziałem, jak ten gość po pierwszym secie wyglądał, jakby mu ktoś ogień pod dupę podłożył! i co ty nie powiesz — niby miał jakieś siły w drugim secie, a jednak wypadł z kortu jakieś czterdzieści minut później z twarzą, że byś go nie poznał! pamiętasz chociaż, jak Hurkacz posyłał te bekhendy po linii? facet ledwo łapał rakietę w ręce, a co dopiero zagranie — no chyba że liczyć te piłki, które leciały wprost do siatki jak strzały z karabinu maszynowego! i ty mi tu mówisz o "normalnym meczu" — no normalny, akurat, normalny taki, że przeciwnik nawet nie podniósł głosu w proteście, bo nie miał czasu! a te twoje "statystyki z 109%" — no dobra, może nie każdy jeździ z tabelkami po kieszeniach, ale ja pamiętam czasy, kiedy na forum numer jeden dyskutowało się o takich rzeczach, a nie o tym, czy "ktoś tam zipał czy nie zipał"! i jeszcze te twoje porównania do "ostatnich meczów w australijskim chłodzie" — no jasne, bo przecież kontuzja kolana to coś, czego nie widać z trybun, prawda? ale jak się widziało Huberta w Warszawie, jak grał na jednej nodze przeciwko Alcarazowi, to człowiek wiedział, że facet idzie na kort po to, żeby wygrać, a nie żeby liczyć dni do emerytury! i ty mi teraz mówisz o "gorszych chwilach"? no tak, ale one właśnie są dowodem, że Hurkacz to nie żaden osiłek co raz na jakiś czas rzuca piłkę w niebo — to facet, który potrafi grać pomimo bólu, pomimo zmęczenia, pomimo wszystkiego! i jeszcze jedno — pamiętasz może, jak w zeszłym roku w Madrycie Hurkacz zagrał z tym Serbem, co mu na początku drugiego seta złamał serce takim bekhendem, że facet po meczu płakał w szatni? i nie było tam żadnej "luzowanej gry", żadnego "przeciwnik zipał" — była czysta klasa, która zmiotła go z kortu w dwudziestu minutach! i co? niby to też był jakiś przypadek? no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, aleście dziś w temacie — aż mi się chce rzucić na drugi półmisek ciasta, jak patrzę na to kibicowskie poruszenie! Ale skoro już tyle gadania o tym Holendrze w Bytomiu, to powiem wam, że byłem tam akurat z teściową, która pierwszego seta przeglądała program tenisowy z 1998 roku i dopiero jak facet wypadł z kortu po 6:0 w drugim, to spytała mnie, czy to nie jakiś zapomniany czempion z tamtych lat. A ja jej na to, że nie, pani Jasia, to nasz współczesny demon kortów — i wtedy dopiero skumała, że nie żarty, tylko tenis na najwyższym poziomie. Takie rzeczy się pamięta, a nie jakieś tam statystyki z dziwnych forów. WiaraLechu, ty ciągle szukasz dziury w całym, ale fakt jest faktem — widziałem to na własne oczy i wiem, że przeciwnik wychodził z kortu tak, jakby dopiero co obudził się z trzymiesięcznego snu zimowego. A Wy, chłopaki, dalej się sprzeczacie? No kurczę, toż to są chwile, które się pamięta przez lata, a nie te wasze "stabilne wyniki"!Gdzie dowody?
-
No właśnie, LechKrakow, ty trafiłeś w sedno jak zawsze — bo to nie jest tak, że te 6:0 w drugim secie to jakaś magiczna liczba, którą ktoś sobie wymyślił. Ja tam byłem w Bytomiu w zeszłym roku, kiedy Hurkacz grał z tym młodym Duńczykiem, i nie dość, że facet po pierwszym secie wyglądał jakby mu ktoś wiadro zimnej wody na głowę wylał, to jeszcze w drugim secie, kiedy Hubert poszedł na całość, ten chłop tak się zestresował, że zaczął popełniać te najprostsze błędy, które w normalnym meczu by go kosztowały pół seta, a nie cały. Pamiętam, jak sędzia powiedział do niego po meczu, że nigdy nie widział, żeby ktoś tak się poddawał mentalnie w tak krótkim czasie. I nie, LegiaTV, to nie była żadna bajka — facet wychodził z kortu z twarzą jakby mu ktoś ogłosił, że ma stracić pracę za trzy dni. Ale z drugiej strony, nie można zapominać, że tenis to gra, w której czasem przeciwnik ma dobry dzień, albo Hurkacz akurat nie czuje się najlepiej. Ja pamiętam mecz w Wiedniu, kiedy prowadził 6:1 5:0, a skończył przegrywając w trzech setach — i co? Przecież nikt nie powiedział, że to koniec świata, tylko że czasem tak bywa. Wtedy kibice z trybun byli w szoku, bo nikt nie spodziewał się takiego zwrotu, ale to nie znaczy, że Hubert przestał być naszym orłem. On dalej lata po korcie i robi takie rzeczy, które zapierają dech w piersiach — tylko nie zawsze się udaje, i tyle. Dlatego właśnie kibicowanie to nie zajęcie dla księgowych, tylko dla takich, którzy rozumieją, że tenis to emocje, nie tylko cyferki. I dlatego ja, kiedy patrzę, jak Hurkacz wykańcza kolejnego przeciwnika zza kortu, to wiem jedno — że nawet jak raz przegra, to i tak jutro znów będzie latał, żeby nas wszystkich ucieszyć. A co do tych statystyk? No pewnie, że fajnie je oglądać, ale prawdziwy kibic wie, że liczy się ten jeden moment, kiedy Hubert zaserwuje takiego asa, że przeciwnik nawet nie zdąży zareagować. To jest magia, a nie żadne procenty.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Akurat mam dzisiaj wolny wieczór, a wyście mnie wciągnęli w taką dyskusję, że nawet kawy nie zdążyłem dokończyć — bo jak na kibiców Hurkacza przystało, to się albo palić z emocji, albo się rozczulać jak nad stratą ulubionego pieska. Wygląda na to, że nasz Hubi ma dwóch typów przeciwników: tych, których po prostu rozjeżdża na amen od pierwszych punktów drugiego seta, i tych, którzy potrafią go trochę popędzić, zanim facet trafi w swój rytm. I to jest właśnie ta magia — nie da się tego złapać w tabelce, bo albo przeciwnik załamie się psychicznie za 20 minut, albo okaże się, że Hurkacz akurat ma gorszy dzień i wraca zaszytymi oczami z trybun. Pamiętam, jak w Paryżu parę lat temu widziałem, jak ten Bułgar zrobił mu żywiołowy pierwszy set, a potem w drugim Hubi wziął się za siebie i rozbił go 6:0 w dwadzieścia minut — facet nawet nie próbował podnieść głosu w proteście, bo wiedział, że to koniec. Z drugiej strony, w Rzymie kilka miesięcy temu zrobiło się znowu te nasze problemy z gruntem, i choć prowadził 5:2, to ostatecznie przegrał. Czyli raz jest spektakl, raz nie — ale jedno jest pewne: kiedy wchodzi w ten tryb, to nikt nie stoi mu na drodze. I teraz pytanie do was, chłopaki: skoro raz jest to spektakularne zmiatanie, a raz nieco mniej imponujące wejście w mecz, to czy naprawdę możemy mówić o Hurkaczu jako o "polskim Messim z rakietą", czy to jednak coś, co wymaga więcej kontekstu niż tylko emocjonalne relacje z trybun? Bo ja widzę, że Wy, kibice, macie na to swoje dowody — ale reszta świata, która nie była tamtego dnia w Bytomiu, może mieć przecież inne zdanie. Albo raczej: inny dowód.Najpierw policz, potem się spieraj.