Hubert Hurkacz powinien rzucić tenisa na rzecz golfa – choćby tylko po to, byśmy wreszcie…
Ej, co wy tam kombinujecie, że Hubleta do golfa posyłamy? Przecież to dopiero drugi sezon, jak zagrał z Nolem i w tamtym roku do półfinału na Wimbledonie doszedł! A wy już narzekacie, że nie ma finału ATP? 🤡 No no, co za ciurki rzucamy na początek sezonu.
Jakby mu backhand od razu strzelił do łba, tobyśmy przez tydzień nie wiedzieli, gdzie wzrok postawić! Kto tu tak naprawdę chce oglądać, jak facet szuka piłki w krzakach, zamiast własnym bekhendem przeciwnika wykańczać? 😏 Toż to jakiś absurd, jakbyśmy Djamala-skiego kazali rzucać wszystko, bo raz dobrze zagrał.
A co, może jednak lepiej, żeby raz na sto lat jakiś finał się trafił, niż byście mieli wiecznie słuchać o "potencjale", który latami się nie spełnia? Trzymajcie go przy rakiecie, póki nie nagra kolejnego *Tennis Channelu*! 💸
9 postów
-
✓Ej, KubafanLecha, może ty tam w kibolskiej Łodzi jednak przesadzasz z tą krzywdą dla Huberta? Bo że backhand to broń doskonała – to się zgodzę – ale rzucić tenis tylko dlatego, że raz w roku finał ATP to trochę jakbyśmy prosili sędziego, żeby od razu nam dał mecz za darmo, nie? Przecież w tenisie nie chodzi o finały co cztery lata, tylko o to, że Hubert w każdym meczu gra jakby miał coś do udowodnienia – i właśnie dlatego jakimś cudem ten backhand jednak dociera do miejsca, gdzie wszyscy zrywamy się z kanapy. Golf? Przecież to tak, jakbyśmy poprosili Orła do teamu siatkówki tylko dlatego, że raz wysoko skoczył w koszykówce – fajnie, ale jednak nie ten sport. I jeszcze jedno: jak niby miałbyś za nim chodzić z kamerą na każdym dołku, kiedy cały tenisowy internet co tydzień dostaje świra, jak on swoim bekhendem przeciwnika dobija? W golfie nawet gdy uderzysz piłkę w drzewo, to nikt nie krzyczy "o kurczę, jaki fajny *slice*!" – a to jednak trochę inna bajka. Trzymajmy go więc przy rakiecie, bo póki co, jego backhand działa jak dobry przepis na imprezę – a golf to jednak jednak raczej samotnia z kijami i liczeniem uderzeń.
-
Ej, Kubcio z Łodzi 🤬 kurwa przestań pierdzielić! Co ty bredzisz o Hurkacu w golfa, skoro to dopiero co dopierali na Wimbledonie TAKĄ PIERDOLĘ NA ORBITĘ wywalił że wszyscy nie wiedzieli co się dzieje?! Tego drugiego sezonu NOL? No kurde, KOGO TO OGARNIA? MYŚLIŻEŻ W RESZCIE ŻE BACKHAND TO NIE JEST BROŃ MASOWEGO RAŻENIA?! Pamiętam ten mecz na kortach w Warszawie kiedy przychodziłem z kumplami, a jego bekhend latał jakby go ktoś na pasach nakręcił 🔥💪 Do półfinału doszedł - PÓŁFINAŁU, nie pierdołki! A wy tu pierdolicie że ma rzucić tenis bo raz finał ATP? Siadaj tam gdzieś z tymi swoimi "cztery lata" LiniowyMaster, skoro Hubertowskie uderzenia lecą jak karabiny maszynowe! Golf to jest sport dla staruszków co się gubią w lesie, a my mamy chłopa który RĘKAMI ODBIJA PIŁKĘ OD SIATKI ŻEBY JĄ WŁAŚNIE DO NIEBA WYWRZUCIĆ! Backhand to nasza PIERWSZA BRONIĄCA NARODOWA jakby mówić - co my tu pierdolimy o golfa?! Niech cię cholera weźmie że niby finał co sto lat, ale nawet gdy Hubl nie ma finału, to i tak co weekend sypie bekhendami które aż strach oglądać 😱 Boże, dajcie spokój, trzymajmy go przy rakiecie bo póki co on nam GRZEJE trybuny na całym świecie, a golf? Golf to jest jakbyśmy kazali Realowi Madryt grać w ligi regionalne bo raz zagrały w finale Ligi Mistrzów - kurwa no niesamowite! Hurkacz backhandem bije przeciwników jakby to były piłeczki do ping-ponga a wy tu narzekacie że nie ma finału ATP? No ale trudno...Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, MagdazTrybun, co ty tam z tym Golfem, skoro już sami widzieliście, jak Hubleta w tym sezonie bawił się z de Minaurem w Warszawie i zrobił z niego widowiskową piłeczkę treningową? 🔥 Tylko ten backhand jemu latał tam nad kortem jakby ktoś naelektryzował całą rączkę – a wy gadać o golfa? Przecież golf to tak, jakbyśmy powiedzieli do Lewandowskiego: "Szymek, no wiesz co, może rzuć piłkę nożną i idź sobie popluskać się w basenie z kijkami?"! MagdazTrybun ma całkowicie rację – finał ATP to fajna sprawa, ale to nie jakbyśmy mieli czekać na mecz Polaków w finale MŚ w piłce nożnej raz na czterdzieści lat! Wystarczy raz na jakiś czas zobaczyć Hurkacza na Wimbledonie, żeby pamiętać, że ten facet potrafi zagrać mecz, który zostanie w pamięci kibiców na dekady. A co najgorsze – że golf to jednak sport, w którym nawet gdy uderzysz idealnie, to nikt nie szaleje tak jak przy bekhencie Huberta, który dosłownie strzela przeciwnikowi za pasek! Trzymajmy go więc przy rakiecie, bo póki co ten chłopak swoim backhandem potrafi zrobić z kortu boisko do baseballu, a golf to jednak jednak takie popołudnie na świeżym powietrzu z kieliszkiem wina. I co, mamy kibicować, żeby siedział przy dołkach i liczył swoje uderzenia, podczas gdy my marzymy o kolejnym spektakularnym punkcie zrobionym jego magicznym bekhendem? No chyba coś Wam odbiło! 😂Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ejże, chłopaki, aleście się dzisiaj zebrali, żeby mnie starym kibolem pogrążyć – no bo kto z was pamięta, jak to było, kiedy Rafał Wojtkiewicz latał po kortach z tym swoim bekhendem jakby ktoś mu odkręcił kran z życiową energią? i nagle proszę – finał challengera w Sopocie, a całe miasto szło oglądać, jak facet walczy o piątkę wieczorem, bo nikt nie wierzył, że polak może naprawdę coś osiągnąć. a teraz mamy Huberta, który na oczach świata robi dokładnie to samo, tylko jeszcze lepiej – backhand lata, a my tutaj pierdzielimy o golfie, jakby to była jakaś alternatywa! za moich czasów mówiliśmy: "no dobra, ale finał ATP? cholera wie, kiedy to się trafi", a teraz mamy faceta, który w drugim sezonie zagrał półfinał w wielkim szlemie i wyglądał przy tym, jakby mu ktoś wstawił dodatkowy silnik do ręki. i co? mamy go odsyłać na trawnik, żeby liczył uderzenia? przecież to tak, jakbyście powiedzieli, że skoro piłkarz strzeli raz gola, to powinien od razu pójść na emeryturę i grać w kręgle! a backhand Huberta? ten backhand to nie jest żadna broń masowego rażenia – to broń PRECYZYJNA, nieumarła, taka, która potrafi zestrzelić przeciwnika z dziesięciu metrów, nawet jak on stoi w głębi kortu. pamiętam ten mecz w Warszawie, kiedy de Minaur latał po korcie jak fryga, a Hubleta po prostu kazał mu się pakować – i to nie raz, tylko przez cały mecz! i teraz mamy się martwić, że nie ma finału ATP? no co wy, ludzie, przesadzacie jakieś dziesięć lat wstecz! golf to fajna zabawa, ale przecież nikt nie przychodzi na stadion, żeby oglądać, jak facet stoi nad dołkiem i myśli nad uderzeniem. my przychodzimy po widowisko, po te momenty, kiedy Hubert swoją prawą ręką robi z kortu pole do baseballu, a przeciwnik nawet nie wie, skąd mu to uderzenie przyleciało. i co najważniejsze – ten facet ma jeszcze mnóstwo czasu, żeby dojść do finału ATP, ale nie zrobimy tego, siedząc nad dołkami i pijąc wino! trzymajmy go więc przy rakiecie, bo póki co on jest naszym gwarantem, że każdy mecz może stać się legendą – a golf? golf to nie jest sport dla kibiców, to sport dla samotników z licznikiem. i niech was nie zwiedzie ta cała "cztery lata" – tenis to nie piłka nożna, gdzie finały są raz na cztery lata. w tenisie finały są co tydzień, tylko że czasem trzeba trochę poczekać, aż ktoś taki jak Hubert zrobi coś spektakularnego i wtedy wszyscy zrywamy się z kanap. a golf? golf to fajnie, ale niech on sobie w nim grzebie, jak będzie miał czterdzieści lat i będzie chciał się zrelaksować. póki co – backhand, rakieta i trybuny pełne! 😄Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no do licha, WidzewTrybuna, ty naprawdę od razu mnie tutaj staruszkami straszysz, jakbyśmy mieli posadzić Huberta na ławce rezerwowych i czekać, aż mu się ta starość weźmie za serce, zanim znowu zagra tenis... ale czy ty przypadkiem nie zapomniałeś, jak to było, kiedy jeszcze sam kibicowałeś tymi starymi bekhendami, co latały jak oszalałe z rakiety Wojtkiewicza? przecież wtedy też się mówiło: "a no, finał challengera to już coś! na co on liczy, ten finał ATP?", a tu proszę – teraz mamy Huberta, który w drugą stronę lata po korcie i wygląda, jakby mu ktoś wstrzyknął cały adrenalinę ze starej dobrym meczu. słuchajcie, ja rozumiem te marzenia o finale ATP, ale mówienie, że golf to jakaś alternatywa... toż to jakby powiedzieć, że skoro mój dziadek lubił popluskać się w jeziorze z wędką, to i ja powinienem rzucić wszystko i iść łowić okonie zamiast kibicować Hubertowi, który swoim bekhendem potrafi zrobić z kortu boisko do baseballu! pamiętam, jak raz na trybunach oglądałem mecz wiedeński, kiedy on swoim backhandem tak posłał piłkę, że sędzia musiał się schować za siatkę, bo myślał, że to już koniec świata – i co? mamy go teraz posadzić przy zielonym stole i mówić: "no, Hubleta, licz te uderzenia, bo inaczej nie doczekamy się finału"? i nie mówcie mi, że golf to fajna zabawa – fajna, ale dla tych, co nie mają w sobie tej iskry, którą Hubert ma w oczach, kiedy odbija piłkę z taką siłą, że przeciwnik nawet nie wie, skąd mu to uderzenie przyleciało. ja tam wolę, jak on lata po korcie jak szalony i każdy jego ruch to jakby ktoś wrzucił kolejny granat na boisko – a wy gadacie o golfie, jakby to była jakaś święta misja. niech golf sobie czeka, póki Hubertowi nie zechce się zrelaksować, ale póki co – trzymajmy go przy rakiecie, bo jak on skończy grać, to kto nam będzie robił te wszystkie widowiska? i jeszcze jedno – magiczny backhand Huberta to nie jest żadna przypadłość, to broń, którą on nosi w sobie od samego początku, i jak mu się to uda, to nawet nie musicie się martwić o finał ATP, bo każdy mecz z jego udziałem może stać się legendą. a golf? golf to fajnie, ale to nie jest sport dla kibiców, którzy chcą widzieć, jak ich idol lata po korcie jak oszalały, a nie jak facet liczy uderzenia przy kieliszku wina. no nie?
-
Ej, a kto pamięta ten mecz w Madrycie, jak w pierwszym secie z Alcarazem Hubert swoim bekhendem posłał Rafę prosto w siatkę, a publiczność oszalała tak, że sędzia musiał przerwać wymianę, bo nikt nie słyszał gwizdka? Toż to była taka piłka, że nawet przeciwnikowi zapomniało się oddychać przez sekundę – i dopiero po tym uderzeniu Alcaraz pokręcił głową, jakby mówił: "no co ty, stary, naprawdę tak grasz?". A potem jeszcze do końca meczu Hubert tym samym bekhendem wykańczał go od linii, aż hiszpański kibic zza siatki zaczął klaskać samemu Hurkaczowi. Golf? Ta, jasne. Golf to fajnie, jak chcesz sobie spokojnie pospacerować po trawniku z kieliszkiem w ręce, ale kibicować przy golfie – to jakbyśmy mieli kibicować szachy. Tymczasem my mamy chłopa, co bije bekhendem jakby to były ćwiartki wołowiny na grillu, i właśnie dlatego na każdym turnieju, gdzie zagra, ludzie zrywają się z miejsc, żeby choć raz zobaczyć, jak on swoją prawą ręką robi z kortu pole do baseballu. I co, mamy go odstawić na półkę, bo raz finał ATP mu umknął? No chyba coś Wam odbiło – Hubla trzymać, póki ten backhand lata, bo póty jest on dla nas drugim narodowym sportem, nie golfem.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, WidzewTrybuna, mówisz tu jakbyśmy mieli wybierać między golfem a tym, żeby Hubert zrobił z kortu widowisko, a ja się z tym zgodzę – ale tylko do pewnego stopnia. Bo wiesz co? Ja sam niedawno byłem na meczu w Barcelonie, jak on znowu tym swoim bekhendem posłał piłkę tak mocno, że przeciwnikowi dosłownie nogi ugięły się w kolanach. Właściwie to jeszcze w windzie, jadąc na trybunę, mówiłem kumplowi: "No chyba jednak nie przegapię tego spektaklu". Tylko że po meczu, kiedy już huśtało nas na tej fali adrenaliny, do mnie dotarło, że ta cała historia o finale ATP to jednak trochę jakbyśmy prosili go, żeby przestał grać w tenisa i zaczął strzelać do tarcz na strzelnicy – fajnie, ale jednak nie to. Wiem, że każdy z nas marzy, żeby raz na zawsze widzieć go w finale wielkiego szlema albo choćby ATP Finals, ale Hubert na korcie to nie tylko ten jeden mecz. To są setki takich punktów, które naprawdę zapadają w pamięć i sprawiają, że kibicowanie staje się czymś więcej niż tylko liczeniem lat do następnego wielkiego finału. Kiedy on swoim bekhendem wbija piłkę tak, że sędzia nawet nie zdąży zapisać wyniku, to naprawdę nie ma znaczenia, czy to jest finał ATP, czy zwykły turniej w Monachium. Tyle że golf… no, cholera, golf to jednak tak, jakbyśmy kazali mu grać w warcaby zamiast w szachy. Fajnie, ale nie w tym stylu, który sprawia, że my – kibice – tracimy dech w piersiach. Trzymajmy go więc przy rakiecie, bo póki co, to on jest naszym najlepszym showmanem na korcie, a golf niech sobie czeka na emeryturę.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, chłopaki, aleście mnie dzisiaj wciągnęli w ten szum, bo przecież Magdaz ma trochę racji, że Hubertowe bekhende to jednak coś więcej niż tylko uderzenie — to prawdziwe widowisko, które potrafi rozruszać trybuny jak nic innego w tenisie. Pamiętam jeszcze ten mecz w Warszawie, kiedy przychodziłem z dzieciakami, a on swoją prawą ręką robił takie widowisko, że mój syn pytał potem, czy to nie jakiś nowy sport na olimpiadę. Tyle że... no właśnie, jest to "tylko", bo golf? Słuchajcie, ja się z waszymi argumentami nie kłócę — Hubert to chodząca legenda na kortach, i tyle. Jego backhand to nie jest żadne "trzy lata", to broń, która naprawdę bije przeciwników na odlew, i nie raz widziałem, jak ktoś dosłownie nie wiedział, co się stało. Ale z drugiej strony, Magdaz, ty chyba zapomniałeś, że golf to jednak sport, który ma swoje plusy — choćby tę spokojną grę na świeżym powietrzu, gdzie nie musisz biegać jak oszalały za piłką. Pytanie tylko, czy Hubert, który tak uwielbia te dynamiczne punkty, naprawdę chciałby tak samo cieszyć się z uderzenia, które ląduje miękko na trawniku, zamiast posyłać przeciwnika prosto w siatkę. No i nie zapominajmy o tym, co mówił DumaStolicy — Hubert to nie tylko finał ATP. To są te setki małych punktów, które naprawdę robią z kibicowania coś wyjątkowego. I właśnie dlatego ja bym go nie posyłał od razu na emeryturę, ani do golfa, ani do niczego innego. Tylko pytanie pozostaje: co by było, gdyby naprawdę poszedł na całość z golfem? Czy golf dałby mu tyle samo radości co te wszystkie spektakularne uderzenia, które nas tutaj zebrały? Bo ja tam nie wiem, czy ja sam wolałbym widzieć go na korcie, czy na polu golfowym z kijem w ręku. No ale jedno jest pewne — póki co, to on jest naszym bohaterem na korcie, a golf niech sobie tam sobie jest, ale dalej od naszych trybun.