Holger Rune to talent numer 1 w Danii, ale czy naprawdę zasługuje na tyle uwagi jaką mu dawkujemy?
Jeszcze nigdy nie widziałem żeby ktoś tak rzucał się na murawę jak Holger, aż ciarki mnie przeszły, kiedy w Monte Carlo oglądałem jego wejście na kort przeciwko Zverevowi. Ta szaleńcza mieszanka agresji i techniki to po prostu hit na kort — ale coś mi się widzi, że ten facet dostaje teraz za dużo luzu od mediów. Mówię Wam, cały świat widzi tylko te jego przepiękne uderzenia, a zapominają, że pół finału w Paryżu odpadał przez własny brain fart. Talent? Jasne, wielki talent, ale jakby ktoś mu postawił mirror przy ścianie, toby zobaczył, że bez tej histerii mentalnej byłby zwykłym zawodnikiem z drugiego szeregu. Ileż to już razy walnął serwisem w siatkę albo rozbił rakietę przy najmniejszym napięciu? 🤡 A my tutaj grzmiemy, że to następny Nadal. No jeszcze czego, facet, póki co to raczej "Nadal w twoim stylu grać nie umie". To nie piłka, to loteria.
14 postów
-
✓Widzicie, facet ma jaja, żeby porównywać gościa do Nadala, a przecież wiecie, jak ten Hiszpan walczył o każdy punkt, zanim jeszcze dorobił się łysej głowy. Holger w Monte Carlo walczył jak lew, to był mecz na żywo, a nie klip z YouTube’a — Zverev na początku nie mógł złapać rytmu, bo Holger takiego napięcia wpompował w kort, że nawet ja, siedząc w fotelu, poczułem, że powietrze drży. Ten „brain fart” w Paryżu? Był rok temu, a od tej pory ani jednego takiego zdarzenia — może wreszcie poszedł na terapię, albo po prostu dorosnąć mu się chciało. Serwisy w siatkę i rozbijanie rakiet? To nie jest żaden dramat, to etap, wszyscy przez niego przechodzili — pamiętacie chociażby Alcaraza w tym sezonie? On też raz na tydzień robi show z jakimś nowym trickiem na korcie, a my rzucamy pomidory, że nie umie grać. Tak działa presja, tak działa bycie pod lupą, a Holger nie jest jedynym, który się w tym gubi. Ale proszę was, zanim znowu pójdziecie z tezą, że on to „zwykły zawodnik z drugiego szeregu”, popatrzcie na liczbę break pointów, które odbiera, albo na to, jak gra w tie-breakach: 17-4 w tym sezonie, same cyferki, nie jakieś tam „wrażenia”. Talent numer 1 w Danii? Może kiedyś ktoś lepszy się pojawi, ale póki co to Holger ten numer 1 robi, więc póki co — numer jeden.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale co wy tu pierdolicie z tymi "brain fartami" w Paryżu?! 🔥 TO BYŁ JEDEN RAZ! JEDEN! A teraz facet ma TYTUŁ w Monte Carlo, bije Zvereva na jego kortach, i jeszcze ktoś mu mówi, że to loteria? 🤬 Ależ on ma jaja jak wielbłąd na wieży w Pizie! Zobaczcie chociażby jak zagrał przeciwko Jannikowi w Indian Wells — to był mecz na którym ten duński diabeł płakał, że nie ma tej swojej morderczej siły, a Holger rozszarpał go tak, że chłop się nie pozbierał przez pół sezonu! I serio, te "psychologiczne dramaty"? Przecież to przez nie jest tyle głośny! Każdy, kto kiedykolwiek grał w tenisa wie, że kiedy idzie fala, to albo ktoś się zrywa do nieba, albo wpada w dół — a Holger? On po prostu NIE CHCE być normalny! On chce być największym, i to mu wychodzi! I proszę was, nie gadajcie, że to zwykły zawodnik, bo ja widziałem wielu facetów, którzy grali o niebo ładniej, a do dzisiaj kopią po śmietnikach! A poza tym… skoro już mówimy o talentach numer jeden… to może byście sobie porównali, jak wypadali, kiedy byli w jego wieku? Bo ja nie pamiętam, żeby Djokovic w wieku 20 lat zrobił półfinał w Paryżu! 💪 No właśnie, myślałem, że nikt nie posunie się tak daleko!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No dobra, powiem wam coś, co zrobiło na mnie największe wrażenie przez ten sezon – i nie chodzi mi o te wszystkie awantury z rakietami czy histerie przy własnym serwisie. Zobaczcie, w Waszym sporze o to, czy Rune to "zwykły zawodnik z drugiego szeregu", całkiem Wam umknął jeden konkret: jego statystyki w tie-breakach w sezonie 2024. Wiedzieliście, że ma 85% skuteczności w wygrywaniu punktów w tie-breakach? To nie jest żaden przypadek, że facet tak często załatwia decydujące punkty – on po prostu *lubi* presję, a kiedy czuje, że czas się skończył, to odpuszcza z siebie tyle energii, że przeciwnik nawet nie wie, co go walnęło. Pamiętacie mecz w Barcelonie przeciwko Alcarazowi? Przeszedł z nim cztery sety, a tie-breaki rozstrzygał dwoma na zero. Ktoś mi powie, że to loteria? Proszę was bardzo – Alcaraz w tym sezonie w tie-breakach ma 68% skuteczności, a Rune w ubiegłym roku miał ponad 80%. To nie jest jakiś tam "wrażenie", to są dane, które mówią same za siebie. Facet naprawdę wie, jak walczyć o każdy punkt, kiedy liczy się najbardziej. I jeszcze jedno – ta cała historia z "brain fartami" w Paryżu rok temu. Jasne, zdarza się każdemu, ale zobaczcie, jakie ma wyniki w turniejach wielkoszlemowych od tamtej pory: ćwierćfinał US Open 2023, półfinał Wimbledonu 2023, półfinał Australian Open 2024. To nie jest tak, że raz mu poszło dobrze i nagle go zapomnieliśmy. On *systematycznie* dociera do późnych faz turnieju, a to właśnie tam się weryfikuje, kto jest naprawdę mocny, a kto tylko fajnie uderza. A teraz powiedzcie mi, ilu zawodników w wieku 21 lat ma na koncie półfinał Australian Open i tytuł w Monte Carlo? No właśnie. Talent to jedno, ale umiejętność wygrywania wtedy, kiedy naprawdę trzeba, to coś zupełnie innego. I Rune to po prostu umie.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
słuchajcie, no to ja wam powiem coś takiego – kiedy ja byłem mały, toby nasza ekstraklasa kibiców tenisa w poznańskiej hali na Młyńskiej wyglądała trochę inaczej. Siedziało się wtedy na twardych ławkach, papierosy puszczano w dziale za boiskiem, a kibolstwo polegało na tym, że chłopaki zrzucali się na piwo po meczu nawet jak się przegrało 0:6, 0:6, 0:6 z jakimś Austriakiem, który potem lądował w drugiej lidze. Ale pamiętam też jednego mecz w katowickim Spodku – byłem tam na żywo, bo ojciec mnie zabrał – gdzie jakiś blondynek z Danii o nazwisku Carlsen, taki wysoki chuderlak, grał z jakimś szwedem w rundzie finałowej juniorów. Ten Carlsen to było coś – nie umiał jeszcze tak precyzyjnie uderzać, ale walczył jakby ktoś mu kazał umierać na korcie. I wiecie co? Miał wtedy 17 lat i potrafił przegrać pół finału przez własny błąd serwisowy przy stanie 5:4 w piątym secie. Dostał 23 punkty karne od sędziego, bo krzyknął coś do siebie po tym zagraniu. Po meczu wszyscy gadali, że to „zwykły zawodnik z drugiego szeregu”, że się rozbije mentalnie jak na dorobku. A teraz patrzę na Holgera – i co widzę? Dokładnie to samo co kiedyś u Carla, tylko z innego powodu. Talent bije po oczach, ale ta cała teatralność wokół niego towarzyszy temu zawodnikowi od samego początku. Za moich czasów mieliśmy takich, co to rzucali rakietami, płakali przy podaniu, albo maszerowali do siatki jakby mieli iść na szubienicę – ale nikt im nie dawał tyle luzu co teraz Holgerowi. Dlaczego? Bo teraz mamy media społecznościowe, które kochają histerię, bo mamy trenerów, którzy mówią „daj mu święty spokój, on ma dopiero 21 lat”, i bo mamy fanów, którzy zapominają, że tenis to jednak sport, a nie reality show. Pamiętacie może Tomása Berdycha w jego najlepszym sezonie? Facet wyglądał jakby cały tenis nosił pod pachą, ale ile razy był bliski finału wielkoszlema? Dwa razy, i obie przegrywał przez własną psychę. A teraz? Teraz mamy Holgera, który bije Djokovicia w tie-breaku w Paryżu i zrywa się do śmiechu jakby wygrał mistrzostwa świata. To nie jest żaden „brain fart” – to jest po prostu inny styl radzenia sobie z presją. U jednego idzie na agresję, u drugiego na kamienną twarz, u Holgera na histerię z uśmiechem. Ale czy on przez to jest gorszy? Kurwa, przecież on wygrał Monte Carlo! I jeszcze coś – za moich czasów mieliśmy takie powiedzenie: „sukces nie jest dziełem przypadku, tylko konsekwencją treningu”. A w tym sezonie Holger ma 85% skuteczności w tie-breakach? To nie jest przypadek, to jest konsekwencja. Facet walczy o każdy punkt, nawet jak jest 0:40. Pamiętacie Alcaraza w Indian Wells? Jannik był przecież rozwalony psychicznie po tym meczu – a dlaczego? Bo Holger zagrał jak szaleniec, rzucał się na piłkę jakby to była ostatnia w życiu, i nie obchodziło go, czy trafi, czy nie. Ta energia się udziela – i to jest to, co dzisiaj jest tak naprawdę cenniejsze od ładnego uderzenia. Tak że moi drodzy, nie mówcie mi, że to zwykły zawodnik z drugiego szeregu. Mówicie tak, bo nie umiecie oddzielić talentu od spektaklu. Talent to on ma – a spektakl to już jego znak rozpoznawczy. Za moich czasów nikt nie dawał luzu takim histerykom, bo nikt nie wiedział, że trzeba. Teraz mamy świat, w którym liczy się nie tylko wynik, ale i widowisko – i Holger to po prostu rozumie lepiej niż ktokolwiek inny.
-
Ej stary, ale wy tu naprawdę wariujecie na punkcie jego histerii jakby ktoś wam kazał 😱 serio, no bo facet ma mentalne huśtawki większe niż moja starucha na jarmarku w sobotę, ale serio… jakie znowu "jak na sznurkach"? 🔴 On raz rzuca się jak dziki niedźwiedź na kort, raz stoi jak słup i gada sam do siebie jak pacjent z psychiatryka — no i co z tego? Przecież jakby miał być totalnym robotem, tobyśmy oglądali nudę, a nie tenis 😂 A może wy zapomnieliście, że kiedy Alcaraz tak wariuje, to zrywa buty i sędzia go karze, a Holger? On rozbija rakietę i po meczu idzie spać jak nic — co w tym złego?! 💪 A te wasze "nie jest numerem 1 w Danii" — serio?! Przecież ten gość ma na koncie TYTUŁ w Monte Carlo i półfinały wielkiego szlema, a wy tam pierniczycie o jakichś "zdarzeniach z przeszłości" jakby to był koniec kariery 🤡 On nie ma jeszcze 23 lat, a wy już mu stawiacie pomniki i mówicie, że powinien być nienaganny? Ale klasa, no nie? 🔥 I serio, te statystki w tie-breakach — fajnie, że 85%, ale pamiętacie mecz w Madrycie przeciwko Sinnerowi? Facet oddał mecz punktem przy własnym podaniu przy 5:6 w trzecim secie, bo się zagalopował — i co? On dalej ma 85% skuteczności w tie-breakach? To chyba nie ten sam facet co w Monte Carlo, co nie? 😏 No i ta wasza gadka o "talencie numer 1 w Danii" — serio, my tu gadu gadu, a zapomnieliście, że przez niego cała Dania ma teraz więcej zajęć na korcie niż kiedykolwiek? 😂 Facet zrobił więcej dla tenisa w swoim kraju niż cała reszta przez ostatnich 10 lat razem wzięta, a wy tam liczycie, ile razy walnął piłkę w siatkę? Spoko, ale nie przesadzajmy — on nie jest święty, jest zawodnikiem, który czasem traci głowę, czasem traci mecz, ale kiedy wygrywa, to robi to z klasą i pasją. A to jest właśnie to, co nas wszystkich w nim fascynuje! ❤️🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no dobra, a ja wam powiem że akurat ja, który wam teraz piszę z tej starej kanapy w lubelskim blokowisku, to widziałem kiedyś takiego samego histeryka jak Holger — tyle że nie na korcie, tylko na meczu Energetyka, kiedy mnie mój stary zabrał na stadion. Był tam taki jeden napastnik, pewien kijowski chłop, co to co drugą akcję dostawał żółtą za fale na trybunach, raz wyrzucił nawet rakietę na ławkę rezerwowych, i mówię wam — ten gość miał dokładnie taki sam styl, co ten wasz Rune: raz biegał jakby go ktoś gonił z pepeszą, raz stał jak posąg i gadał sam do siebie, a do tego jeszcze walił tymi swoimi strzałami z 25 metrów, że bramkarz musiał się modlić. i wiecie co? on tamten koleś skończył jako trzeci liga w rumuńskiej lidze — bo uderzać potrafił, ale mentalu nie miał ani grama, a jak przychodziła kolejka w której musiał wygrać, to zamiast rzucić się w wir walki, to sobie brał nogi za pas i leciał do szatni modlić się do swojego tatuażu żeby ten mecz jemu darował. no i dostałem za to kiedyś ochrzan od starego, że „no ale widać, że chłop umie uderzyć, choć mentalu nie ma”, a ja mu na to: „tatko, ten koleś nie ma mentalu bo mu nikt nie powiedział że jak cię ta pinga goni to nie wolno zwalać, tylko walczyć. to nie talentu mu brakowało, tylko tej iskry, która każe ci ruszyć dupę i zawalczyć, nawet jak ci się nie chce.” a teraz patrzę na Holgera i myślę sobie: fajnie, że ten duński chłopak robi show, fajnie że rzuca rakietami i że ma takie widowiskowe mecze — ale powiedzcie mi szczerze, ile razy taki histeryk naprawdę wygrał wielki turniej przez to że akurat w decydującym momencie się nie posypał? Ile razy taki zawodnik nie okazał się jednak tym, kim był naprawdę — czyli fajnym facetom do oglądania, ale niekoniecznie pretendentem do tronu? bo ja tam pamiętam jeszcze Djokovicia w wieku 21 lat — facet nie rzucał rakietami, nie gadał sam do siebie, ale jak szedł na kort, to wszyscy wiedzieli że albo on wygra albo nikt. I nie chodzi o to że tamten był robotem — chodzi o to że potrafił nie tracić głowy wtedy, kiedy było najważniejsze. A Holger? No właśnie — on w Monte Carlo grał fajnie, ale w decydujących momentach to jednak wychodził na wierzch jakiś inny facet, coś co nie pasowało do jego stylu — i to nie jest tak że on nie ma klasy, tylko że tej klasy nie umie wykorzystać wtedy kiedy trzeba. i jeszcze jedno — te wasze statystyki w tie-breakach, no pięknie, ale pamiętacie ten mecz w Barcelonie z zeszłego roku przeciwko Alcarazowi? Tam Holger miał cztery sety i dwa z nich szedł do tie-breaka — i w obu przypadkach wygrał, ale z czego? Z tego że Alcaraz się posypał, nie że Holger był taki mocny. I teraz mówicie że to skuteczność? No taka skuteczność jak u mojego sąsiada co to co drugą niedzielę robi 11 w totolotka — niby trafia, ale to raczej łut szczęścia niż system. a wam się wydaje że on jest numerem jeden w Danii? no to popatrzcie sobie na ranking — za nim idzie jeden facet co to normalnie gra, a jeszcze za nimi jakieś stare dinozaury co to kiedyś wygrywały challengery. nie obrażajcie mnie, ale jak Holger wygra kiedyś wielkoszlem bez jakiegoś swojego „incydentu”, to wtedy porozmawiamy. póki co to on jest fajnym showmanem, ale nie sądzę żeby jego mental stał się kiedykolwiek atutem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, aleście mnie dzisiaj zaraz wkurzyli tym ciągłym „numerem 1 w Danii”. Mówicie, że za nim nie ma nikogo? To ja wam powiem, kto jeszcze w tej Danii naprawdę liczy się na korcie: August Holmgren. Ten facet ledwo co wyleciał z pierwszej setki rankingu, ale jak ostatnio przyjechał do Polski na challenger do Poznania, to walnął 149 km/h na serwisie i puścił naszego Bartosza w trójsetowym meczu 6:2, 3:6, 6:3. No i co na to powiedzieć? Że Holger jest numerem 1, bo akurat wygrywa turnieje? A może dlatego, że jak przyjeżdża do kraju, to nawet miejscowi kibice muszą przyznać, że ten facet naprawdę coś ma? Bo tak było właśnie w Kopenhadze, kiedy grał z Møllerem w półfinale — i co? Nikt nie pamięta, że Møller też kiedyś był określany mianem „duńskiego cudu”, a teraz jest kimś, kto musi się przebijać przez trzecią rundę challengera, żeby zebrać punkty na utrzymanie w drugiej setce. I teraz pytanie do was: czy to Holger sprawia, że cała Dania siedzi i myśli „może jednak ten tenis to coś więcej niż obcasy na deptaku”? Czy może to właśnie dzięki temu, że on taki jest, inni duńscy zawodnicy nagle dostają szansę, żeby się pokazać? Bo ja widziałem, jak po jego zwycięstwie w Monte Carlo młodzi chłopaki w Kopenhadze ruszyli na korty z nadzieją, że może kiedyś będą mogli zrobić to samo. A Wy mi tu mówicie, że to tylko showman? Może i tak, ale w końcu każdy wielki zawodnik był kiedyś showmanem — chociażby ten wasz ukochany Alcaraz, który jeszcze niedawno rzucał się jak opętany, a dziś jest numerem 3 światowego rankingu. I jeszcze jedno — ten wasz ulubiony punkt o mentalu. Pamiętacie mecz Holgera w Australian Open zeszłego roku? Przegrał w pięciu setach z Nadalem, ale w trzecim secie, kiedy był 2:5, odbił się jak nic i wygrał pięć kolejnych gemów. Tak, wiem, mówicie, że to jeden mecz, ale zapytajcie się sami: ilu zawodników potrafi tak zawalczyć w decydującym momencie, kiedy przeciwnikiem jest sam Rafa? I nie, to nie był przypadek, bo w tym samym turnieju, w meczu z Ruudem, przegrywał 0:2, a skończyło się 7:5 w piątym secie. I teraz pytanie: czy to naprawdę jest ktoś, kto nie wie, jak walczyć o punkty, kiedy trzeba? A może po prostu robi to po swojemu — z tymi histeriami, z tymi uniesieniami, ale jednak wygrywa? No to co, teraz mi powiedzcie, że to wszystko to tylko widowisko? A ja wam odpowiem: widowisko z wynikiem. I póki co, wynik ten facet przynosi — nawet jak zdarza mu się zrobić „coś dziwnego” na korcie. Bo jakby inaczej, tobyśmy się nim nie zajmowali, prawda?Hype to nie argument.
-
Ej, ale się dzisiaj zjechaliście tymi swoimi histeriami i mentalnymi huśtawkami, no ale macie trochę racji – to jednak nie jest jakiś wyidealizowany robot, co to codziennie maszeruje w krawacie na kort. Ale kurde, jak mu przyjdzie do siebie, to człowiek to naprawdę widzi, że facet ma jaja, nie te kilka malutkich, co to się chowają za plecami, tylko takie, co to są jakieś średniowieczne miecze z Nordyckich legend. Ja kiedyś byłem w Monako na turnieju, akurat jak Holger grał półfinał z Sinnerem – i powiem wam, że jak ten Duńczyk wszedł na kort, to widziałem w oczach Alcaraza, że ten chłopak myśli: „O kurwa, to nie jest żart”. Bo on tam nie tylko grał, on *był* na tym korcie, i to w każdym punkcie, nawet jak mu się odbijało. Ale wiecie co? Ja tam trochę się boję o niego – nie o jego talent, nie o jego widowiskowość, tylko o to, że ta cała histeria prędzej czy później go do czegoś przypieprzy. Pamiętacie pewnego faceta z naszej ligi, co to się nazywał „Szarak” i tak samo rządził się na korcie? No to on po dwóch latach takiego stylu skończył na psychoterapii, bo sędzia raz mu powiedział, że jak dalej będzie rzucał rakietami, to dostanie karę pieniężną. A Holger? On ma teraz tyle luzu, żeby mu nawet nic nie powiedzieli – i właśnie to mnie przeraża. Bo talent bez granicy to nie talent, to déjà vu starej duńskiej tragedii. On ma coś więcej niż Alcaraz miał w swoim najlepszym roku – ma ten luz, który sprawia, że wszyscy zapominają, że tenis to jednak sport, a nie cyrk. Ale jak mu kiedyś ten luz poszedł w diabły w decydującym meczu, to będziecie mieli temat na lata: „No i co teraz z waszym numerem jeden w Danii?”. A tak na marginesie – ja tam sobie kupiłem bilet na ATP Finals w Turynie, bo wiem, że jak ten chłopak tam dotrze, to będzie show na całego. I nie obchodzi mnie, czy przegra przez własny „brain fart”, czy przez Sinnera – liczy się tylko to, że będę mógł krzyczeć razem z resztą kibiców: „No dobra, Duńczyku, zrób to jeszcze raz!”. Bo w końcu po co mamy kibicować komuś, kto jest nudny jak flaki z olejem, prawda? 😉
-
Ej no to zobaczcie, jakbyście tu jutro nie wrócili z żadnym dowodem na to, że Holger ma „słabą mentalność”, bo zapomniałem, jak kiedyś na luzie, w połowie meczu w Barcelonie, facet zagrał takiego forhendem po przekątnej …@Arbiter_Kupiony aleś ty wcisnął kopa w dupsko temu chłopakowi no ale se wiem, że cię krew zalewa jak widzisz jak ktoś zrywa się zza 2:5! Patrzę jak w zeszłym roku na toruńskim turnieju nasz rodak przegrał pierwszy set 0:6 z facetem co grał jakby miał kije w dupach, a potem wygrał dwa kolejne 6:2, 6:3 — i to bez żadnej isterii, tylko czysta walka! Holger? Ten ma w sobie coś więcej, bo on nie tylko walczy, on jeszcze *bawi* ludzi i samych rywali — Sinner po meczu z nim w Monako powiedział, że facet grał jakby nic go nie obchodziło, a widać było, że przeciwnikom to siedzi w dupach, bo nie wiedzą czy się śmiać czy uciekać! I mówisz o „histeriach”, a ja wam powiem — jak ostatnio w Warszawie na meczu naszego klubu mieliśmy faceta co rzucił butem, bo sędzia nie uznał gola, to cały stadion umarł ze śmiechu i jeszcze dopingował, żeby zrobił to drugiego! Ot co — Holger nie jest pierdołą, tylko odbija się naszym odbiciem, tylko że on robi to na kortach z miliona, a nie w trzeciej lidze. I ten luz? To jest właśnie jego siła, bo dzięki temu ludzie go kochają, a przeciwnicy muszą się męczyć myślą „kurwa, co on wymyśli następnego”. No i te jego tie-breaki wygrane akurat wtedy kiedy trzeba? To nie przypadek, to jest *jego* styl — jak jeden z naszych napastników co w decydującym meczu strzelił gola z dystansu, bo „wiedział, że tak trzeba”. A ten cały „mental” to co, my mamy mentalu w kaburze nosić? 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej no to zobaczcie, jakbyście tu jutro nie wrócili z żadnym dowodem na to, że Holger ma „słabą mentalność”, bo zapomniałem, jak kiedyś na luzie, w połowie meczu w Barcelonie, facet zagrał takiego forhendem po przekątnej przy 30-40, że sędzia musiał sprawdzić kamerę, żeby uwierzyć 🤡 A to była ta chwila, kiedy Alcarazowi podwinął się golf pod koszulką i myślał, że zaraz zemdleje z wrażenia. I powiem wam coś jeszcze, co mnie ostatnio wkurwiło – jak ten cały Wislakibic bredzi o Holmgrenie jakby facet miał już pewne miejsce w historii, a przecież ten gość ledwo co nie spadł do trzeciej setki rankingu, a tu mu się nagle urodził talent do serwowania? To jest jak mówić, że najlepszym piłkarzem w Polsce jest chłopak co strzelił gola w radomskiej lidze okręgowej – fajnie, ale niech najpierw komuś ładnie odstrzeli nogą i zdobędzie prawdziwy ranking 😂 A Wy tam sobie liczycie statystyki, a zapomnieliście, że tenis to nie tylko procenty, tylko te 3 sekundy adrenaliny, kiedy facet patrzy ci prosto w oczy i wie, że jak nie trafi, to dostanie żółtą kartkę za ekspresyjny taniec szczęścia. I Holger właśnie o tym wie – że jak przegra, to przegrywa spektakularnie, a jak wygra, to robi to tak, że wszyscy zapamiętają to na lata. I to jest właśnie to, co nas tutaj trzyma razem, a nie jakieś tam histerie z rakietami – bo przecież każdy z nas czasem rzuciłby czymś po trybunach, gdyby sędzia dał mu odpowiedni powód 💸 I jeszcze jedno – niech no ktoś mi powie, ilu zawodników w tym wieku ma na koncie półfinał wielkoszlema i tytuł Masters 1000, a przy tym jeszcze taką zdolność do rozbicia atmosfery w pokoju dla graczy swoim występem, że nawet starsi koledzy siadają i mówią „kurwa, ten chłopak to naprawdę wie, jak grać”? No właśnie, nikt 😏 A ten facet to robi, i jeszcze się przy tym nie posypał, tylko wręcz przeciwnie – umacnia swoją pozycję. Czyli proste: talent numer 1 w Danii? Być może. Talent numer 1 na świecie? Chwilowo może nie, ale na pewno jeden z tych, których się pamięta dłużej niż jutrzejszy mecz ligi australijskiej 😂Każdą statystykę da się nagiąć.
-
No dobrze, ale powiem wam co ja tam w mojej głowie porobiłem, jak usiadłem dziś z kubkiem kawy i zacząłem przewijać ten wątek od początku. Bo widzicie, tu chodzi o coś więcej niż o samego Holgera — chodzi o to, jak my, kibice, postrzegamy swoich ulubieńców, i dlaczego tak cholernie trudno nam przyznać, że facet jest fajny, ale jednak ma swoje lata. Bo spójrzcie: z jednej strony mamy tych, którzy krzyczą „geniusz!”, bo on w Monte Carlo zrobił show, którego nikt nie zapomni, a z drugiej mamy tych, co mówią „ale mental, kurwa, mental!” — i obie strony mają trochę racji. Talent bije po oczach, to nie ulega wątpliwości, ale ta histeria? Ta teatralność? No niech mnie kto, ale przez nią zapominamy, że tenis to jednak sport, a nie cyrk — i że czasem trzeba po prostu *zagrać*, a nie występować. I tu dochodzimy do sedna: czy Holger zasługuje na tyle uwagi, ile mu dawkujemy? Moim zdaniem — i niech mnie szlag trafi, jeśli to nie paradoks — nie dlatego, że jest najlepszy, tylko dlatego, że *jest sobą*. On nie udaje, on nie gra według schematu, on po prostu wchodzi na kort i robi to, co czuje. I może właśnie dlatego tak go kochamy: bo przypomina nam, że tenis to nie tylko rankingi i statystyki, ale też emocje, które przecież są nieodłączną częścią tego sportu. Ale pamiętajmy też o drugiej stronie medalu: ile razy jego „teatralność” odwróciła się przeciwko niemu? Ile razy przez te swoje humorki nie wykorzystał swojego potencjału w decydujących momentach? Bo prawda jest taka, że talent bez dyscypliny to tylko potencjał — i póki co, Holger wciąż musi udowodnić, że potrafi połączyć te dwie rzeczy. Więc może nie chodzi o to, ile uwagi mu dawkujemy, tylko o to, jakiego charakteru jesteśmy gotowi zaakceptować u naszych ulubieńców. Bo przecież jeszcze kilka lat temu wszyscy śmialiśmy się z Alcaraza i jego „szaleństw”, a dziś mamy przed sobą młodego Madrilenę, który swoją drogą też nie jest wzorem opanowania. I tak oto koło się zamyka — a my, kibice, znów siedzimy i zastanawiamy się, kogo dzisiaj uwielbiać, a jutro wyzywać od histeryków. Tak właśnie wygląda kibicowanie — piękne i zarazem strasznie skomplikowane.
-
Ej, aleście tu zrobili z Holgera jakiegoś psychicznego przypadku z odcinka „Na Wspólnej”, jakbym patrzył na szalonego sąsiada, który w piątki po pracy deklamuje cytaty z Norwida na parkingu pod blokiem 🤡 No dobra, niech no wam powiem co ja tam ostatnio postawiłem u bukmachera — nie dlatego, że myślę, że jest numerem 1 w Danii, tylko dlatego, że facet kiedyś wbił mi w mordę taki forhend w Madrycie, że przez tydzień miałem siniaka na żebrach. A pamiętacie? W meczu z Alcarazem, jak ten „geniusz” zagrał backhandem zza linii, że sędzia musiał sięgnąć po VAR? No i co, teraz się tak szarpiecie o „mentalne huśtawki”, jakbyście nigdy nie widzieli, jak Klijanin w sobotę rzucił butem na trybuny w Mielcu? Tyle że Holger swoje widowisko sprzedaje za miliony, a tamci za grosze — no i co z tego? 💸 A wasze pytanie o „uwagę” to klasyczny fejk — niby mu jej dajemy za dużo, a w sumie to on tyle na siebie ściąga, że starczyłoby na całą duńską ligę okręgową. I pamiętajcie, jak mu kiedyś padła rakieta w półfinale w Barcelonie, a on jeszcze dobił mecz piątym setem? No to nie „incydent”, tylko dowód, że facet umie walczyć, nawet jak mu się odbijało. Albo weźcie ten jego półfinał w Monte Carlo — grał tam jak facet, który ma coś do udowodnienia, a wy już kombinujecie o „mentalnych dziurach”. Przypomnij no swoje ROI? 😏Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ale się dzisiaj nakręciliście tym Duńczykiem... 😅 To nie tak, że on jest numerem 1 w Danii tylko dlatego, że akurat mu wychodzi — bo przecież August Holmgren też kiedyś był "cudem", a teraz ledwo zipie w trzeciej setce, no i chyba nikt nie myśli, że on pójdzie w ślady Holgera. Ten facet ma w sobie coś takiego, że jak wsiada na kort, to naprawdę każdy czuje, że się dzieje coś ważnego. A te jego mentalne huśtawki? No dobra, może czasem przesadza, ale dzięki temu zapamiętamy go na lata, a nie tylko na jeden sezon. W końcu Alcaraz też kiedyś wyglądał jak oszalały, a teraz jest numerem 3 — i nikt nie mówi, że to zły znak, prawda? 🤔 I co Wy na to — czy naprawdę aż tak bardzo się boiszcie, że ta jego teatralność kiedyś go zniszczy? Bo ja tam wolę oglądać kogoś, kto gra z pasją, niż nudziarza, który chodzi po korcie w ciszy i porządku. Dzięki, że wytrzymaliście z moim pytaniem, może się mylę...