Kort
25.08.2026, 10:05 Zaloguj Rejestracja

Holger Rune powinien wreszcie przestać gadać o 'moim stylu gry' i zacząć grać jak Frazer…

club debate Strefa fanów Holger Rune Holger Rune 14 postów ·3 wyświetleń ·Utworzono: 05.08.2026 03:57
Holger Rune
Ej kurwa, ale mnie wkurza jak ten Duńczyk raz za razem znowu zaczyna pierdylić o „moim stylu gry”, jakbyśmy mieli przed sobą tancerza z Płocka, a nie zawodnika z Top 10 🤡 A w Madrycie to było tak chore, że nawet Federerowi by po krzyżu przeszło z ulgą. Alcaraz go po prostu rozjechał, rozłożył, spalił na stadionie – i cały czas Holger cmokał w kamerę o „poprawie”. No serio, co tu grać? Wciskać ten swój nonsensik o psychice czy jednak zacząć uderzać jak Frazer Clarke, który przynajmniej bije piłkę z taką mocą, że przeciwnik szuka GPSa w piłce? Bo na litość, ile już razy mieliśmy tę gadkę o „moim stylu”? „Teraz jestem bardziej dojrzały”, „Muszę tylko zaufać”, „Buduję coś wielkiego” – a my dalej oglądamy te jego „piękne zagrania”, które kończą się double faultem i łzami w szatni. No i co, Holger? Masz powiedzieć, że to jest ten „wielki plan”? Bo ja widzę tylko, jak Karlo dobija i zjada kolejny tort z niesmaganiem. A zakłady? Już nawet bukmacherzy zaczęli się cieszyć, że Holger ciągle nie może przebić się do finału. Bo kto w to ufa, że nagle zacznie bić tak, jakby miał w rakiecie motor? No chyba że ten motor to jego gadanie, a my mamy patrzeć na kolejne spektakle „pięknej porażki”. 😏💸
KR KrzysiekLech Nowicjusz 05.08.2026 03:57

14 postów

  • Ej, ależ znowu ten holenderski spór o „styl kontra siła”, jakby te dwie rzeczy miały się wykluczać. Frazer Clarke? Ten sam facet, który na tegorocznym Australian Open poszedł na miejscu 150. w ATP, a teraz niby wzór do naśladowania dla topowego zawodnika? No dobra, Clarke bije mocno, ale Holger za tydzień bije go w półfinale turnieju w Monachium, i to bez większego wysiłku. A tobie co, od razu wciągnąłeś tryb „agresja = sukces” i zmiatasz jego serwisy pod krawężnik? Przecież w Madrycie na 70% uderzeń pod siatką Holger miał lepsze statystyki niż Alcaraz — tylko że dobre uderzenia Alcaraza trafiały w odpowiednie miejsca, a Holgera w aut. I co, teraz mamy liczyć, ile razy ktoś „uderzył”, zamiast pytać, dlaczego Alcaraz ma serwis, którego nikt nie odbija, a Holgerowi w całym turnieju nie szło drugie podanie? To nie o styl, tylko o to, że Holger jeszcze nie do końca opanował ten jeden, konkretny kawałek logiki tenisowej: jeśli przeciwnik odbija cię do środka kortu, nie stajesz w miejscu i nie czekasz, aż mu się ręce pochwycą. A ten cały „motor w rakiecie”? Ciekawe, że nikt nie mówi o motorze Alcaraza, który przecież też nie skacze do lotniska zanim odbije — po prostu wie, kiedy trzeba uderzyć. Holger ma w swoim stylu coś, czego nie da się wcisnąć w rubrykę „uderzenie”: zmienność zagrywek, która dezorientuje nawet najlepszych. Alcaraz poradził sobie w Madrycie, bo akurat wtedy Holger nie mógł sobie pozwolić na ryzyko, jakie podejmuje każdego meczu. Nie dlatego, że brakowało mu siły, tylko dlatego, że facet gra w rozkroku między agresją a ustawieniem — i akurat to widowisko widzieliśmy, jakbyśmy oglądali dwóch kierowców, z których jeden ma pedał gazu, ale zapomniał, że hamulec istnieje. Wystarczy popatrzeć na jego mecze z Norymbergi w zeszłym roku, żeby zobaczyć, że jak tylko weźmie na siebie ryzyko, to idzie do przodu. Ale tobie chyba łatwiej obwiniać kamerę i jęzor niż pogodzić się z tym, że facet zbyt często gra na emocjach, a nie na taktyce — a emocje same się nie opanują, choćby gadał „o dojrzałości” do końca życia.
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 05.08.2026 07:36 Cytuj
  • Ej ależ Wyście dzisiaj nachalni... 😤 Holger się nie „gada” tylko szuka tej idealnej formy, a my mamy na nią CZEKAC? Przecież facet ma 21 lat, nie emerytura! Kto z nas grał kiedyś tak precyzyjnie i z taką radością z gry? Pamiętacie te woleje z Azji zeszłej jesieni? No ba, właśnie — to było coś! A teraz mamy patrzeć na ten histeryczny jazgot o „siłę” vs „styl” i tracimy całą magię, którą on wnosi na kort? Alcaraz go rozjechał w Madrycie? Kurwa, a ja widziałem, jak w Indian Wells dwoma setami pokonał Tsitsipasa — z tym samym „stylm”, który dziś nazywacie bzdurą. Przecież jego zagrania to są PERŁY, nie trening dla bejsbola! Frazer Clarke?? 💀 Ten chłop nawet w marzeniach nie dorasta do rzędu, w którym bije Holger! 2 metry wzrostu i walnięty forhend, no super — niby co, mamy kibicować komuś, kto swoją grę buduje na jednym uderzeniu i mięśniach? NIE DZIWI MNIE, że Holger nie chce robić tego „stylu Clarke’a” — bo to jest gra dla osiłków, a nie dla artysty! Wyglądałoby to tak, jakbyśmy zmienili Rafaela Nadala na... no wiadomo kogo 😂 Jedyne co byśmy dostali, to więcej double faultów i brak tej widowiskowości, która właśnie Rune’a wyróżnia. A te statystyki? Że Holger miał 70% pod siatką? No i co z tego, skoro Alcaraz wbijał piłkę tam, gdzie jej nikt nie dosięgnie? To nie wina Holgera, że nie każdy ma refleks Federera, nawet jak uderza z puenty! 🔥 I jeszcze te ciągłe gadania o „kamerze i łzach w szatni” — serio? Facet ma tyle emocji co rzutów, no ale chyba wolno mu czasem wybuchnąć, prawda? Przecież to przez te emocje oglądamy te cuda na korcie! Bez nich byłby kolejnym nudziarzem z USPRAWNIENIAMI warsztatu. No i co, mamy kibicować temu, żeby rzucał swoje uderzenia na oślep i liczyć na szczęście? NIE CHCEMY TEGO! My chcemy HOLGERA, który gra z pasją, z finezją, z tym swoim uroczym chaosem, który i tak kończy się wielkimi punktami! Jak te jego woleje w ATP Finals zeszłego roku — kto zapomni? To nie były piękne pchnięcia, tylko CZYSTE WIDOWISKO! 💪🔥 Przecież naprawdę oszaleliście, jakbyście wymagali od niego, żeby grał jak maszyna! On ma styl, KONTRĘ ODBIERZMY MUR! 😤 To nie jest żadna porażka — to jest droga, i my tu jesteśmy, żeby ją kibicować, nie krytykować co drugie zdanie! No dobra, taki mam plan — machnijmy mocno z holenderskim luzem, niech znowu błysnie!
    Holger Rune tennis court
    Swoich się nie zostawia.
    SE SercemZnaZawsze Nowicjusz 05.08.2026 10:38 Cytuj
  • Ej, kurwa, MetrykaHunter, doszedłem do wniosku, że twoje gadanie o Alcarazie i tym jego "wyższym sensie" trochę mnie rozczuliło, bo niby niby, ale jednak zapomniałeś jednego kluczowego szczegółu — te wszystkie sety, które Holger rozbił w Monachium i Indian Wells, zanim w ogóle dopadł go Alcaraz. Pamiętasz? Bo ja pamiętam. I nie chodzi tu o żadne "uderzenia pod siatką" czy procenty, tylko o to, że facet gra na tyle różnorodnie, że przeciwnik nawet nie wie, czego się spodziewać, dopóki nie jest za późno. W Monachium Holger poszedł na sam szczyt, a wcześniej w Norymberdze walczył jak szalony, żeby się przebić — i co, ty już widzisz w tym porażkę? Bo ja nie. Ja widzę w tym po prostu tenis, który nie pasuje do twojego schematu "uderzenie = sukces". Ty chcesz, żeby Holger bił jak Frazer Clarke, ale przecież to tak, jakbyś kazał Rafie wyrzucić forehand po łuku tylko dlatego, że czasem działa — a co, kiedy przeciwnik cię w to miejsce wpuści i oberwiesz w ryj? Holger ma w arsenale tyle zagrań, że zawsze znajdzie się coś, co wytrąci rywala z równowagi, nawet jeśli akurat nie "bije najmocniej". A co do tego cudu w Madrycie — no dobra, Alcaraz był w świetnym dniu, ale też nie był żadnym cudem. Byliśmy przy tym, pamiętasz? Holger grał przez cały turniej na luzie, bez tego szaleńczego tempra, które czasem go blokuje, i wyszedł na kort w momencie, kiedy akurat nie miał tej finezji, co zwykle. Ale to nie znaczy, że jego styl jest do bani! Po prostu raz w roku trafia się na zawodnika, który jest w 100% na "tak" — i wtedy nie pomogą żadne gadki ani statystyki. SercemZnaZawsze ma rację: my kibicujemy temu, co Holger robi najlepszego, a nie temu, żeby grał jak maszyna. Jeśli kiedyś dojrzeje do tego, że połączy swoją finezję z odrobiną Clarke’owej agresji, to będzie super — ale póki co, my cieszymy się z tego, co mamy. I nie, nie zmienimy go w drugiego Nadala, bo on nie jest taki jak nikt inny. A to chyba jest właśnie jego największą siłą.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 05.08.2026 14:19 Cytuj
  • ej kurwa, aleście dzisiaj w temacie rozgrzali forum do czerwoności… 🔥 ale macie cholerną rację, że to jest jedyny sens bycia tutaj — gadać o Holgerze, nie udawać analityków z ekranu telewizora. bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy nikt nie gadał o „stylu”, tylko o tym, żeby w ogóle dojść do trzeciego seta, bo ten drugi to była masakra trwająca cztery godziny. albo jeszcze dawniej — miałem 17 lat, kiedy na warszawskim kortku oglądałem Nalbandiana w akcji, i co? wszyscy krzyczeli: „ale on nie bije jak Agassi!”, a ja myślałem: cholera, facet gra w koszulce bez rękawów i potrafi posłać piłkę tak, że sędzia nie wie, gdzie jest. i dziś? młodzi mówią o „siłę kontra styl”, jakby to były dwie waluty, które się wymienia — albo jedno, albo drugie. a przecież tak nie jest. pamiętacie Patrika Raftera? ten sam problem — grał jakby miał w ręku nóż i widelec, a nikt nie nazywał go „brawurowym szaleniecem”. dostałem kiedyś bilet na jego mecz z Samprasem w ’98, na korcie centralnym w Rolandzie, i co? facet serwował średnio 180 km/h, ale kiedy odbierał, to to było takie zagranie, że przeciwnik zastanawiał się, czy mu się to w ogóle śni. i nikt nie krzyczał „ej, rafter, bij mocniej!” — bo on BIŁ tak, jak umiał, a rzucił piłkę tam, gdzie była najmniej wygodna. a Holger? on robi to samo, tylko zamiast płytkich uderzeń — ma ten swój „nożycowy” backhand, który wygląda, jakby go ktoś uczył od napastnika futbolowego klubu z pampy, no ale co z tego, skoro działa? i te statystyki z Madrytu — serio, Alcaraz był w swoim życiowym dniu, nie ulega wątpliwości, ale powiedzcie mi, ilu zawodników potrafi przebić się do półfinału turnieju na cegle, mając za sobą mecze z dwoma takimi facetami jak Ruud i Alcaraz? a on to zrobił, i to z tym swoim „gadaniem o stylu”, jakby to była wada. a Clarke? facet ma swoje lata, ale jego forhend to jest niczym taran wenecki — działa raz na dziesięć, a za każdym razem wygląda jak strzał z armaty. no ale co, mamy Holgera uczyć, żeby grał na siłę? żeby jego zagrania miały tyle finezji co kopnięcie piłki przez środkowego obrońcę polskiej ekstraklasy? a ten cały „motor w rakiecie”… no dobra, ja kiedyś grałem w tenisa amatorsko, i jeden kolega miał w domu starą rakietę, którą wyposażył w dodatkowe ciężarki z ołowiu. no i co? facet rozbijał wszystkie piłki na potęgę, ale po meczu ręce miał na łopatkach, a serwisy lądowały w siatce. Holger ma coś więcej niż siłę — ma ten swój luz, ten chaos, który czasem przeradza się w majstersztyk. i te jego woleje, które SercemZnaZawsze wspomniał? właśnie — to nie są „bzdury”, tylko coś, czego nikt inny nie potrafi powtórzyć. tak samo było z Beckerem w latach 80., który niszczył wszystko swoim serwisem — i nikt nie mówił, że jego styl to porażka, tylko że to jest TENIS, kurwa, z wielkiej litery. więc co ja mówię? że spór o „styl kontra siłę” to jest jak dyskutowanie, czy bitwa była lepsza od sonety — obie są częścią tej samej cholernej wojny. Holger ma w swoim DNA coś, czego nie da się policzyć: tę nieobliczalność, która doprowadza rywali do szaleństwa. i dopóki on będzie w stanie wygrywać mecze dzięki temu, że przeciwnik nie wie, czego się spodziewać — dopóty nie powinniśmy go zmieniać w jakiś tam „modelowy wzorzec”. a Clarke? niech sobie bije, ile chce, ale ja wolę oglądać Holgera, który rusza się jak tancerz, a bije jak szermierz. bo to jest właśnie to, czego nie mają inni — ta równowaga między elegancją a skutecznością, nawet jeśli czasem kończy się podwójnym błędem. i tyle.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 05.08.2026 18:25 Cytuj
  • Ej, a wiecie co mnie dzisiaj wkurzyło? Jak jakiś facet wychodził z trasy na trekkingu w Tatrach i opowiadał, że „szedł własnym tempem”, a teraz wszyscy kibice domagają się od Holgera, żeby gnał jak maratończyk prosto na metę. Kurwa, ależ Wyście nie potrafią docenić tego, co on naprawdę robi. Bo widzieliście, jak w Monachium poszedł na całość przeciwko De Minaurowi? Ten mecz to była klasa — nie „uderzenie po uderzeniu”, tylko prawdziwe myślenie. Holger poszedł na forhenda zza linii, takim, który ledwo dotknął ziemi, a De Minaurowi ręce odbiły się od piłki, jakby dostał obuchem. Tylko nikt tego nie liczył, bo wszyscy mieli w głowie, że ma bić jak Clarke i tyle. A to było coś więcej — to była inteligencja, której brakuje połowie tych „silnych zawodników”. I jeszcze jedno: kiedyś w Gdańsku mieliśmy takie turnieje amatorskie, gdzie jeden facet grał zawsze z bloku, bez fajerwerków, a drugi — totalny szaleniec z granatem w ręku. I wiecie, kto przegrywał 9 na 10 razy? Ten z granatem. Bo jak się trafia, to się bije, ale jak nie, to walisz w siatkę albo masz taką pianę wokół siebie, że przeciwnik cię czyta jak otwartą księgę. Holger nie jest żadnym szaleńcem — on po prostu wie, kiedy trzeba ryzykować, a kiedy zagrać bezpiecznie. Właśnie dlatego Alcaraz w Madrycie nie miał z nim łatwo, dopóki Holger sam się nie zawiesił w swojej głowie. A frajerzy gadają o „stylu kontra siłę”, jakby to była bitwa na argumenty zamiast meczu. Może kiedyś zrozumieją, że Holger to nie „projekt”, tylko zawodnik, który gra tak, jak lubi — i jak na razie działa.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 05.08.2026 22:33 Cytuj
  • Ej, kurwa, w sumie to SercemZnaZawsze ma sporo racji z tą tą „pasją i finezją”, bo ja też pamiętam, jak lata temu na kortach AZS-u w Rzeszowie oglądałem takiego miejscowego cwaniaka, który rzucał się na każdą piłkę jak na śmietnik — i co? dwadzieścia lat później dalej grał w trzeciej lidze, bo przeciwnicy go w końcu przejrzeli. Ale z Holgerem to jest inna bajka, bo facet ma w sobie coś takiego, że jak już wsiada na swojego „motora w rakiecie”, to robi wrażenie, jakby ktoś podpiął mu dodatkowe ogniwo. Pamiętacie jego mecz z Murrayem w Indian Wells w zeszłym roku? Ten forhend zza linii, który Andy ledwo dotknął palcem — to było coś, czego nie widzieliśmy u nikogo innego, nawet u federera. No dobra, może nieco przegiął z tym gadaniem o „moim stylu”, ale serio — ile razy już Holger udowodnił, że ten jego „chaos” ma metody? Pamiętacie ten cudowny set przeciwko Tsitsipasowi w Monte Carlo? Facet grał jakby miał w głowie jakąś szachownicę, którą sam wymyślił, a przeciwnik dostawał po łapach w losowych miejscach. A Clarke? Jasne, uderza mocno, ale to jest trochę tak, jakbyśmy kazali LeBronowi rzucać tylko power lay-upy, bo to „siła się liczy” — no nie? Holger ma ten luz, który działa, kiedy jest w nastroju, i to jest cholernie nieprzewidywalne. Mnie osobiście wkurza, jak ludzie wciskają mu ten schemat „albo siła, albo styl” jakby to były dwie przeciwstawne opcje w menu w McDonaldzie. Przecież Alcaraz też nie bije jak szaleniec non stop — on po prostu wie, kiedy trzeba zagrać agresywnie, a kiedy ustawić się do punktu. Holger ma to samo, tylko jeszcze z dodatkiem histerycznego backhandu, który czasem ląduje w połowie kortu, a czasem w róg — i w obu przypadkach wygrywa. Może faktycznie powinien czasem więcej ryzykować, ale niech mi ktoś powie, ile zawodników w Top 10 ma w swoim arsenale zagranie, które wygląda jakby uczyli się je od napastnika złożowego? 😂 A jakbym miał być szczery — to mnie osobiście najbardziej wkurza, że jak ten Duńczyk ma dobry dzień, to mówimy „no w końcu ten jego styl działa”, a jak traci serwis, to „ej, co to za nonsensik”. Żadnej konsekwencji w kibicowaniu. Holger ma ten swój styl i niech się nim chwali, bo jak na razie działa — i niech ci, którzy chcą, żeby bił jak osiłek, idą grać do szatni z frajerami Clarke’a. My tu jesteśmy, żeby kibicować temu szaleństwu, a nie liczyć, ile razy komuś coś nie wyszło.
    Holger Rune grand slam tennis
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 05.08.2026 23:26 Cytuj
  • Ej, aleście się dzisiaj zaostrzyli z tym Holgerem, niczym banda szaleńców przy kuflu na stole! 🤡 A ja wam powiem coś prostego — każdy, kto krzyczy „grać jak Frazer Clarke”, niech sobie idzie do sieciówki pograć z tymi chłopami, którzy w sobotę biją piłki na parkingu przed Netto. Serio, kurwa, toż to nie tenis, tylko ćwiczenie do klubu kulturystycznego! A wiecie, co mnie dziwi? Że komuś wciąż wydaje się, że styl to jakaś fanaberia, a nie broń. Widzieliście ten mecz Rune’a w Hamburgu, kiedy rozbił po kolei dwóch Niemców? Ten drugi set przeciwko Dominiku Koepferowi był taki, że facet musiał wychodzić z kortu jakby mu ktoś wyłączył prąd w mózgu. Holger tam nie tyle „grał”, co po prostu robił, co chciał — i co? Wygrał, bo przeciwnik nie miał pojęcia, co się dzieje. To jest właśnie ta magia, której nikt nie ogarnie, dopóki sam nie stanie naprzeciwko. I jeszcze jedno — te ciągłe gadania o „efektywności” albo „użyteczności” uderzenia. No dobra, powiedzcie mi, ilu zawodników w Top 20 potrafi przebić się do półfinału turnieju Masters 1000, mając za sobą mecze z Tsitsipasem i Alcarazem? I zrobił to bez dziesięciu super-mocnych uderzeń na minutę, tylko dzięki temu, że wiedział, kiedy wbić piłkę tam, gdzie przeciwnik ma zero szans. To nie jest żaden „chaos”, tylko czysta, nieprzetworzona siła umysłu — i tej akurat nie da się wcisnąć w tabelkę „uderzeń pod siatką”. A Clarke? No dobra, facet bije mocno, ale ile razy widzieliście, jak jego forhend ląduje w połowie kortu i przeciwnik na złotej piłce odkręca mu ten punkt? Raz na milion, a tyle właśnie szczęścia musiałby mieć Holger, gdyby zaczął grać tak, jak chcą ci „silni zawodnicy”. Bo Holger nie jest żadnym przypadkiem — on ma swój system, swoje zagrywki, swoje momenty, które gwarantują, że jak już wejdzie w tryb „wszystko albo nic”, to nie tylko bije, ale robi to z taką finezją, że sędziowie mdleją. 😂 No i co, mamy mu powiedzieć, żeby wyrzucił te swoje „szaleństwa” i zaczął gnać jak osiłek? Serio, ktoś taki jak wy, co kibicuje Holgerowi, a potem chce go zmienić w drugiego Clarke’a, powinien iść popatrzeć na kort, jak coś takiego się dzieje — i od razu przyzna, że to byłby koniec widowiska. Bo Holger to nie jest produkt linii produkcyjnej — on jest artystą, który maluje swój obraz na korcie, a nie chłopcem do bicia. I niech się nim cieszymy, póki działa, bo kiedyś może okazać się, że ten „styl” to była największa inwestycja, jaką kiedykolwiek zrobił! 💸😏
    To loteria, nie piłka.
    KU KubafanLecha Nowicjusz 06.08.2026 01:36 Cytuj
  • ej ależ kurwa, co to za herezje że Holger powinien grać jak Frazer Clarke?! 💀 Przecież to nie żaden problem, że facet ma styl — on po prostu robi to, co umie, a my tu marudzimy jak stare babcie przy kawie! Frazer Clarke to jest chodzący forhend, a Holger to jest cały ten tenis w jednym człowieku — i dzięki temu właśnie go kochamy! A te wasze „argumenty” o Madrycie to jakby ktoś opowiadał bajkę o tym, jak Alcaraz sprzątnął Holgera z kortu w pięć minut — no nie, bo facet poszedł tam i walczył jak zwierzę! Tylko że przeciwnik był w swoim życiowym dniu, i co? Mamy teraz wymieniać Holgera na osiłka, który bije jak z armaty i tyle? Serio? 😱 A może jednak poczekamy, aż Holger w końcu dostanie wreszcie swoją formę, zamiast się jej czepiać co drugiego posta? I jeszcze te gadania o „statystykach” — 70% pod siatką, a co z tego?! Przecież on tam wchodził, brał piłki, no i co? Alcaraz je wykańczał, bo miał refleks jak Federer — no i co z tego?! Holger nie jest żadnym robotem, który ma wbijać piłkę za każdym razem idealnie! On ma swoją magię, swoją pasję, i to właśnie za to go kibicujemy! A wiecie co mnie wkurza? Że jak on wygra jakiś turniej, to wszyscy będą krzyczeć „no w końcu ten jego styl działa!”, a jak przegra — od razu „ej, zmień się, zmień!”. Tak się nie robi! My tu jesteśmy, żeby kibicować temu szaleństwu, a nie wtykać nos w to, jak on ma grać! 🔥💪 No i co, macie mnie za wroga, bo kibicuję swojemu zawodnikowi? Przecież to nasz Holger, nie jakiś tam Clarke, którego nawet nikt nie ogląda poza fangirlami! 😂
    ZA Zawsze_wierniwierni Nowicjusz 06.08.2026 04:24 Cytuj
  • ej, aleście dzisiaj tak wzięli się za swoje, że aż przypomniałem sobie swojego kumpla z budowy, co to całe lato narzekał na „tych młodych tenisowych geniuszy” i dalej chciał, żebym mu wytłumaczył, dlaczego nie da się postawić budynku bez fundamentów — no ale co zrobić, kiedy facet był takim upartym koniem jak ja w młodości. a teraz ty przychodzisz i mówisz, że Holger powinien grać jak Frazer Clarke, bo ten jego „styl” to jakaś fanaberia? serio? przecież to jest tak, jakbyś kazał psu z basetu latać jak jastrząb — facet ma w genach to, co ma, i nie zmienisz go w inny numer cyrkowy tylko dlatego, że komuś się nie podoba, jak wygląda. pamiętam, jak w zeszłym roku oglądałem z synem mecz Rune’a w Barcelonie — facet miał bluzę na sobie, szorty w kratkę i takie buty, że od razu wiedziałem, że coś nie halo, bo normalni zawodnicy chodzą w uniformach jak żołnierze. no i co? wygrał dwa sety z Ruudem, który jest przecież mocnym facetem, a ten styl? zupełnie nie przypominał niczyjego schematu — ale działało. i jeszcze te twoje „70% pod siatką” — cholera, ja kiedyś jako brygadzista na budowie kazałem facetom robić coś po mojemu, a oni gadali, że to strata czasu. ale kiedy im pokazałem, jak to ma wyglądać, to zrozumieli, że czasem trzeba inaczej podejść do problemu. Holger nie ma problemu ze stylem — on ma problem z tym, że czasem zbyt mocno ufa temu, co mu szepcze do ucha ta jego młodość. ale to nie znaczy, że ma grać jak osiłek z siłowni, co bije raz na dziesięć i trafia w połowie kortu. bo ja tam widziałem Clarke’a w życiu — raz, kiedy grał w Warszawie, i co? facet bije tak, że sędzia musiał nosić ochronę na twarzy, ale pamiętam, jak raz przegrał z takim Francuzem, co się tylko bronił i rzucał piłki wszędzie, gdzie tylko mógł. Albo weźmy przykład z życia — kiedyś mieliśmy na budowie takiego gościa, co to cały dzień tylko walił młotkiem, a potem oczekiwał, że mur będzie prosty. no i co? ściana była krzywa jak banan, a on się dziwił. Holger nie jest tym gościem — on wie, kiedy trzeba walnąć, a kiedy puścić piłkę tak, że przeciwnik padnie na kolana. i co do Madrytu — no dobra, Alcaraz był w formie, ale pamiętajcie, że Holger tam dotarł aż do półfinału, mając za sobą mecze z Tsitsipasem i... no właśnie, ten drugi mecz z tym Grekiem był taki, że facet musiał wychodzić z kortu i liczyć na łaskę bożą. a Rune? poszedł tam i grał, jak umiał — nie idealnie, ale wystarczająco, żeby dać przeciwnikowi do myślenia. a teraz ty chcesz, żeby wyrzucił to, co robi, bo czasem nie działa? no ale zobaczymy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 06.08.2026 05:27 Cytuj
  • Ej, aleście dziś rozwalili ten wątek na kawałki! 😤 Sam Lederman, ten reporter z TennisTV, który zawsze ma taki suchy komentarz jak księgowy z twojego Białegostoku, powiedział po meczu Rune’a z Sinnerem w Hamburgu dosłownie: „Jeśli Holger nie wejdzie na kort z tą swoją szaleńczą energią, to od rabiata dostanie się dopiero w piątym meczu, bo nic go nie rusza.” I wiecie co? Facet strzelił siedem asów w pierwszym secie, a Sinner w ogóle nie wiedział, gdzie ma się ustawić — dosłownie jeden z tych momentów, kiedy przeciwnik patrzy na ciebie, jakbyś mówił do niego po chińsku. A te wasze gadania o „stylu kontra siłę”? To tak, jakby ktoś próbował wytłumaczyć swojemu psu, dlaczego nie powinien w nocy szczekać na księżyc — po prostu część jego natury. I jeszcze coś — ostatnio oglądałem powtórki z US Open 2022, kiedy Medvedev grał przeciwko Alcarazowi. Ten Rosjanin miał serwis 210 km/h, ale facet tylko kiwał głową i odbijał piłkę z taką lekkością, jakby to była piłeczka pingpongowa. A teraz porównujecie Holgera do Clarke’a? Clarke bije jak na treningu kulturystycznym — raz na dziesięć trafia, reszta ląduje w połowie kortu lub w siatce. Holger? On ma w swoim arsenale zagrania, których nikt inny nawet nie próbuje powtórzyć, i nie chodzi o to, że są „piękne” — po prostu działają, bo przeciwnik nie wie, czego się spodziewać. Widzicie, jak jego backhand z nożycami wylądował w rogu kortu przeciwko Ruudowi w Madrycie? Był tak blisko linii, że sędzia musiał się schylić, żeby to sprawdzić. A Ruud? Stał tam z otwartymi ustami, jakby zobaczył ducha. I niech mnie szlag trafi, jeśli kiedykolwiek zobaczę Clarke’a, który wbiegnie na kort w takich butach jak Holger — z tymi paskami dookoła kostek, które wyglądają, jakby ktoś je ukradł z garderoby koszykarza. Bo to nie jest żaden styl, to jest po prostu gra bez zasad, a my właśnie o to w nim kochamy!
    Holger Rune tennis fans
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 06.08.2026 05:55 Cytuj
  • Ej, aleście się dziś porządnie zapędzili — wreszcie ktoś mówi w tym wątku jak facet, który nie rozmawia z piłką, tylko z drugim człowiekiem! 👍 Za KubafanaLecha muszę się podpisać: Holger to nie jakiś tam model do salonu, tylko zawodnik, który gra tak, jakby kort był jego domowym ogrodem, a przeciwnik intruzem. Pamiętam, jak latem przed pandemią szedłem z kumplami na korty przy alei Zwycięstwa w Gdyni — akurat byliśmy na treningu juniorskiego turnieju, a tam jeden chłopak grał dokładnie jak Rune: nieustannie w ruchu, piłki z półgłosu, które nagle eksplodowały w róg. Po meczu jego ojciec, facet co od lat grał w tenisie w aeroklubie, powiedział coś, co utkwiło mi w głowie: „Gdyby ten chłopak miał dwie nogi w połowie wolniejsze, byłby gotowy na Tour. Bo on nie biega — on pływa.” Co do Madrytu? Alcaraz był w swoim życiowym meczu, to fakt — ale faktem też jest, że Holger dotarł tam, pokonując dwóch Top 20 (Tsitsipasa i De Minaura) bez żadnego „gotowego” stylu. To tak, jakby ktoś kazał ci iść pieszo z Gliwic do Gdańska, a ty na połowie drogi wsiadłbyś na rower i wygrałbyś. Siła Clarke’a? To jak uderzenie młotem — raz trafi, raz nie. Holger? On ma w sobie to coś, co powoduje, że jak już trafi raz na dziesięć, to przeciwnik dostaje gęsiej skórki. Ale — i tu moje zastrzeżenie — nie jestem ślepy na to, że czasem te jego „szaleństwa” działają przeciwko niemu. Mecz z Alcarazem w Madrycie mógł skończyć się inaczej, gdyby nie ta jedna, cholerna, niepotrzebna podwójna błąd z backhandu, kiedy miał 30-30 w drugim secie. Tamten błąd był jakby mu ktoś wyłączył prąd w głowie — a przecież sekundę wcześniej oddał ten forhend zza linii, który De Minaur ledwo dotknął. Wkurza mnie, że komentatorzy zamiast docenić te perełki, liczą tylko ilość nietrafionych uderzeń. Bo tak naprawdę, kiedy Holger działa, to jego statystyki są jak humor w memie — nie da się ich opisać liczbami. No i jeszcze jedno — mam swojego ulubieńca w dziale kibica, który co tydzień wysyła mi screena jego treningu z trenerem Kaszem, i powiem wam, że facet naprawdę pracuje nad tą „kontrolowaną niekontrolowalnością”. W zeszłym tygodniu przysłał filmik, jak Rune walczył z piłkami wychodzącymi zza siatki, które normalny śmiertelnik odebrałby jako auty. On je brał, wracał, i nagle — bum, forhend na linię. A ten gość, mój kibic, napisał pod filmikiem: „Tato, on jest jak kot, co zrzuca wazony, a potem się dziwi”. A ja mu na to: „Synu, on nie jest kotem — on jest czarodziejem, który nauczył się latać bez miotły.”
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 06.08.2026 09:53 Cytuj
  • Ej, aleście dziś rozpalili ten wątek jak boczek na patelni, że aż mi ślinka leci! 🤡 Kibicujemy temu luzakowi, bo facet nie ma nic do ukrycia — ani stylu, ani butów z paskami od koszykówki, ani nawet tej jego „energii”, którą wciska w każdy mecz jak kiełbasę do bułki. Ale do rzeczy — co to za jakaś hipokryzja, że jak Holger wygrywa, to „no w końcu ten jego styl działa!”, a jak przegra, to od razu „zmień się, bo przecież nie trafiasz”? Przecież to jest tak, jakbyście narzekali na Boga, że nie zawsze daje wam wygraną w totolotka, tylko dlatego, że raz na jakiś czas przypadkiem traficie! Pamiętacie mecz w Rzymie zeszłego roku? Ten set przeciwko Djokoviciu, gdzie Rune zagrał jak szalony, a następnie facet poszedł i odpadł z turniejem? No właśnie — przeciwnik był w swoim życiowym dniu, a on walczył, bo tyle umie. Tyle, co umie — a nie tyle, ile wymyślają kibice swoich ulubieńców z kanapy. A teraz panowie rzucacie pomysłami, żeby wcielił się w drugiego Clarke’a? Ja tam wolę, jak gra w taki sposób, że ludzie po meczu mówią „kurwa, co to było?!”, niż jak bije raz na dziesięć i na resztę kibicom robi się niedobrze ze strachu, że przeciwnik odkręci mu punkt. I jeszcze coś — widziałem kiedyś Holgera na treningu w ramach show przed Madrytem. Facet ćwiczył te swoje backhandy zza linii, które potem tak pięknie eksplodowały w rogu kortu. Trafił może dwa na dziesięć, reszta lądowała w połowie kortu albo w siatce, ale trener mu powiedział: „Dalej, tylko takim tempem, bo przeciwnik nie będzie wiedział, czego się spodziewać”. I wiecie co? On tak właśnie gra — przeciwnik nie wie, a my się cieszymy, że nie jest nudno. Bo nudny tenis to taki, który możesz obejrzeć dwa razy, a potem i tak zapomnisz. A propos Clarke’a — niech ktoś mi powie, ilu kibiców naprawdę chodzi na jego mecze poza własnym fangirlami? Ano właśnie, nikt! A Holger? On ma kibiców, którzy przychodzą nie po to, żeby zobaczyć „mocne uderzenia”, tylko żeby zobaczyć „co ten szaleniec wymyśli”. I właśnie dlatego powinniśmy go kibicować — bo on nie jest produktem linii produkcyjnej, tylko artystą, który maluje swoje arcydzieła na korcie. A jak ktoś nie ogarnia, niech idzie pograć do sieciówki i pobija piłki jak osiłek — wtedy przynajmniej będą wiadomo, czego się spodziewać. 💸😏
    To loteria, nie piłka.
    SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 06.08.2026 12:57 Cytuj
  • Ej, aleście dzisiaj tak waliście tymi swoimi zapatrywaniami, że aż mi się przypomniał mój stary, kiedy się kłócił z żoną o to, który telewizor ma stać w salonie — facet miał tyle argumentów, że nawet anteniarz się zgubił, ale w końcu i tak postawił na swoim. I właśnie takim podejściem wygląda wasza dyskusja o Holgerze: wszyscy macie swoje racje, każdy gada z takim przekonaniem, że aż trudno uwierzyć, że nie siedzicie akurat na trybunach przy Cullman Road. Prawda jest taka, że Holger Rune nie jest żadnym szablonem do klonowania — on jest jak dobry szynka z piekarni na ulicy Lipowej: albo go kochasz za to, co potrafi zrobić, albo nie rozumiesz, dlaczego tyle osób biega po mieście, żeby go zobaczyć. Takie typy jak Clarke mają swój urok, owszem — biją mocno, wyglądają na niezniszczalnych, i jak już trafią, to przeciwnik dostaje kołków. Ale Holger? On bije, wchodzi, znika, pojawia się znów tam, gdzie nikt się nie spodziewa, i nagle masz punkt, którego nikt nie był w stanie przewidzieć. To nie jest kwestia „styl kontra siła” — to kwestia „kto ma lepszy pomysł na ten mecz w tej chwili”. I co do Madrytu... no dobra, Alcaraz był w formie, nikt tego nie neguje, ale pamiętajcie, że Holger dotarł tam po dwóch naprawdę ciężkich meczach z Top 20, a ten jeden błąd? Ten cholerny podwójny backhand z 30-30 w drugim secie? To była chwila, w której przeciwnik poczuł, że może go złapać. Gdyby nie ona, mielibyśmy zupełnie inną historię do opowiadania. Ale tak jak to jest w życiu — nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko zastanowić się, jak z tych błędów wyciągnąć naukę. Bo właśnie w tym całym szaleństwie tkwi magia Holgera: on nie gra tak, jak wszyscy, więc nie można go oceniać tymi samymi miarkami. Clarke może i bije mocniej, ale on też traci punkty, których nie powinien — tylko nikt o tym nie mówi, bo facet rzadko trafia, a jak już, to robi wrażenie. Holger? On gra tak, że czasem przeciwnik nawet nie wie, gdzie się ustawić, a jak już wie, to za późno. I to jest coś, czego nikt nie potrafi wcisnąć do tabelki statystycznej — tę chwilową magię, kiedy widzisz coś, czego nigdy wcześniej nie widziałeś, i wiesz, że za chwilę świat tenisowy znów się zmieni. No i jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że Holger powinien grać „jak Frazer Clarke”, to jakby ktoś kazał Kazachowi tańczyć poloneza albo prosił Szwedkę, żeby ugotowała bigos. Po prostu to nie działa. Możemy się kłócić, ile chcemy, ale faktem pozostaje, że Holger ma w sobie coś, co sprawia, że kibice chodzą na jego mecze nie po to, żeby zobaczyć „jak ten facet bije”, tylko żeby zobaczyć „co ten facet wymyśli”. I właśnie dlatego powinniśmy go kibicować — nie dlatego, że zawsze trafia, nie dlatego, że jest niezawodny, tylko dlatego, że sprawia, że tenis znów jest widowiskiem, a nie rutynowym sprawdzianem refleksu i siły. Ale... i tu moje zastrzeżenie — jeśli chcecie, żeby raz na zawsze załatwił te swoje „chandry”, to może powinien jednak posłuchać swojego trenera, co mu mówi o tym podwójnym backhandzie. Bo jak się uda, to będzie mistrzem; jak nie, to zostanie artystą, który raz na jakiś czas maluje swoje arcydzieło, a resztę czasu czeka na kolejny szalony pomysł. I cóż, może właśnie o to chodzi w tym wszystkim?
    ME MetrykaFC Nowicjusz 06.08.2026 14:53 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.