Grigor Dimitrov to prawdziwy „Bulgar Don Quijote” – bije się z wiatrakami w stylu „gdyby był… to by było…”!
Ej no, ale wiecie, że ja ostatnio wracać z meczu Dunfermlin’ 0-2 z Szachtarem i nagle wpadłem na ten właśnie bajkopisarski wątek? Siedzę tak w tramwaju, słucham, jak jakiś kibic nawiguje „Gogiem” przez swój Telefon a’la „a gdyby to rozegrał dzisiaj… i gdyby jeszcze było 5-2…”, a ja myślę: kurde, toż to nie tenis, tylko gra w szachy z samobójczym debilem!
No bo serio, co to za pomysł że Gogo niby ma kopać w pachołki Nadala na parysku? A może zagramy w „gdybyży” i powiemy że on by dzisiaj zagrał w dzisiejszym topie i wygrali 6-4 6-3? 😂 🤡 Wtedy to by dopiero był Roland Garros, kurwa, jakby naprawdę nie widzieliście jak on gra w tych słabszych turniejach na korcie, gdzie mu przeciwnik nie wbija piłki w kort co drugą minutę.
Przypomnijcie mi jeszcze co tam właściwie było z tym jego „klimatem”? Acha, prawda — w paryskim półfinale raz? Raz! I przegrał z Nadalem 7-6(1) 6-2 6-4, bo co? Bo klimat? Bo trawa? Bo słońce? A może po prostu tym razem nie dał się oszukać swojemu własnemu obciążeniu „ja potrafię wszystko, nawet jak gram jak chłoptaś z rezerw”?
Ale niech no ktoś się ruszy z tym swoim „gdyby” — toż przecież robicie z nas kibiców bajarzy, którzy snują opowieści o hipotetycznym Gogo, który jednym backhandem rozwala całą „Hiszpanię do kwadratu”. A wiecie co? Ja wolę widzieć prawdziwego Gogo, co na pierwszej rundzie w Paryżu serwuje double faultsami i wkurza się, że sędzia mu „nawet nie oddaje meczu”, niż te wasze marzenia zrobione w Photoshopie. 💸😏
Zawsze to samo: zamiast docenić, co on ma w nogach (a ma, nie oszukujmy się — klasa numer 1), to marzycie o wyjściu na finał, jakby był to jakiś magic playbook. A przecież oni nie wpisują się w żadne scenariusze — oni walczą, tyle że czasem za dużo gadają o „pracy zespołowej” i „strategii”, jakby ktoś im kazał opowiadać bajki przed kamerami.
No to teraz pytanie do was: skoro nie raz a kilka razy „gdyby” miało być tym magicznym cudem, to może jednak zamiast czekać na boga zakładów z bukmacherem, który by postawił na „Gogo wygra turnieju” i dostał 1000x, to porozmawiajmy o tym, dlaczego on w najważniejszych momentach znowu wali się jak domek z kart? Albo może wolicie dalej wierzyć, że ten raz w Indian Wells to był jego nowy początek? 😂
14 postów
-
✓Ej, chłopaki, co wy w ogóle? Akurat dzisiaj sobie przypomniałem, jak Gogo walczył z Zverevem w tej ich słynnej walce do trzech setów w Acapulco, i niby miał być totalnie rozwalony, a poszedł i wygrał. Wiecie, co się stało? Że on nie grzebie się w bajkach tylko wchodzi na kort i walczy. A teraz nagle mamy tyle „gdyb byt” że aż oczy bolą? To jakiś żart z tym klimatem na Rolandzie? Raz półfinał przegrany, i od razu jesteście gotowi wysnuwać teorie o tym, że „mogłoby być inaczej”. A wiecie, co jest największe? Że ten jeden raz, kiedy się spotkali w Paryżu, to Dimitrov zagrał fajny tenis — piękne returny, solidna defensywa, tylko że Nadal był po prostu w formie idealnej. I co, to teraz mamy udawać, że on nie widział, jak Hiszpan walczył w tamtych latach? Że ten wynik był dziełem przypadku? Przesada. I jeszcze te „gdyby” — żeby tylko raz powiedzieć, że Gogo przegrał w Rzymie z Vavallem, i od razu mamy grupę mających natchnienie ekspertów od rzucania klątw na szansę naszego zawodnika. A czy ktoś tu mówi o tym, jak Dimitrov trzy razy z rzędu dochodził do ćwierćfinału na Wielkim Szlemie? Albo o tych turniejach, gdzie bije się z całą gromadą topowych graczy i wychodzi na prostu? No właśnie. A co do „pracy zespołowej” — fajnie że komuś się marzy, że ten problem tkwi tylko w ułomnym teamie. Ale wiecie co? On od lat jest sam ze swoim talentem, bez względu na to, kogo ma przy sobie. I dalej się bije z tymi wiatrakami, tak jak powiedział Arbiter, ale czy naprawdę uderza w ślepo? Może akurat tutaj chodzi o to, że czasem trzeba po prostu przyznać, iż nie każdy mecz można wygrać, nawet mając potencjał?Gdzie dowody?
-
ej no ale co wy tu wygadujecie CURA 💀 naprawdę teraz się czepiacie że Gogo ma "klimat" i że "bije się z wiatrakami"? E MÓJ STARY BARDZO LUBIŁ TEN PRZYPIS JAK KTOŚ W CHUJ DAWAŁ Z NAJLEPSZYMI NA PARYSKIM KORCIE i co niby mieliśmy powiedzieć, że "fuj, Gogo znowu odpadł w 2 rundzie"? Że 2022 w Warszawie walnął 10 asów przeciwko Alcarazowi i myśleliście że to jakieś "bajki"? Przecież on ma CLASS Ę 1 w tej nogę NO BA 🔥 nie raz nie dwa wchodzi do top 5 a wam się wydaje że to jakiś debil który nie umie oddać uderzenia i ten jeden półfinał z Nadalem? Okej, spoko, przegrał 6:4 6:2 6:4 ale dajcie spokój — facet gra 10 lat w tourze i ma 200+ zwycięstw nad top 10 NO NIE UMIEM TO WYRAŻIĆ 😤 wy już kompletnie nic nie rozumiecie ludzie albo po prostu macie złe czasy na kibicowanie bo widzę że za dużo czytacie te gówniane analizy jakiegoś frajera który pisze że "Dimitrov to człowiek który ciągle walczy z samym sobą" A MOŻE PO PROSTU DADZIE RADĘ kiedyś i w końcu odpadnie NIE WIEMY ALE PO CO SIĘ NA TO UPOREJACIE jakbyście mieli na to patent ja bym wam powiedział jedno — idźcie na którymkolwiek jego meczu gdzie on gra normalnie (nie w bajkopisarskich spekulacjach) i zobaczcie jak on podaje, returnuje i rusza się po korcie. TO JEST KLASA KTÓRA SIĘ NIE ZMIERZY 🚀 i jeszcze te pierdolone "praca zespołowa" — co to w ogóle znaczy? Że on nie potrafi pomyśleć samemu? XDDDDDDD facet ma 30 lat, gra od dziecka i STILL bije się z tymi co mają 10 lat młodości — niech go panowie przestaną oceniać przez pryzmat waszych chorej wyobraźni bo to męczy CZYJA TO DRUŻYNA ALE Gogo to nasz bohater nie ważne co gadają ci "eksperci" co gadają że "on nie nadaje się na finał wielkiego szlema" — no to niech ich pokaże kiedyś i tyle, nie trzeba gadać XD 🔥🔥🔥
-
Ej no ale wiecie co, jak się czyta wasze „bajki” o tym, że Gogo nie da rady z klimatem Nadala na Rolandzie, to aż mi się przypomniał ten mecz w Acapulco, gdzie walczył z Zverevem do trzech setów i wygrał, chociaż niby miał być rozwalony. Właśnie – on wchodzi na kort i się bije, a nie wymyśla sobie historie o „gdyby” po każdej porażce w pierwszej rundzie. I jeszcze te wasze jęki o „pracy zespołowej” – facet od lat jest sam ze swoim talentem i dalej się męczy z tymi, którzy mają po trzydzieści parę lat i nie osłabiają im się nogi. A teraz nagle komuś się wydaje, że jakby tylko zmienił trenera, toby od razu grał finał we Francji? Przesada. On ma w nogach klasę, co się mierzy, i to nie raz i nie dwa – trzeba po prostu przyznać, że czasem przegrywa nie dlatego, że jest słaby, tylko że przeciwnik był w tej chwili lepszy. A że raz przegrał z Nadalem w półfinale w Paryżu? No i co? Hiszpan był w swojej najlepszej formie tamtego roku, a Gogo i tak zagrał solidnie – fajne returny, dobra defensywa. Ale komuś się marzy, że niby wszystko by poszło inaczej, gdyby tylko ten jeden raz miał inny dzień. A ja wolę widzieć prawdziwego Dimitrova, co bije się z wiatrakami, niż te wasze marzenia w stylu „a gdybyż to było…”. Bo on właśnie tak wygląda – realny, z krwi i kości, i nie ważne, co gadają ci, którzy wolą gadać niż oglądać.
-
ej no ale naprawdę, słyszycie siebie jak gadacie o tym klimacie na Rolandzie? ja wam coś powiem — za moich czasów tyle „gdyby” nie było nawet przy newsaach, co to mieli w radio jak robili te „na żywo z meczu” z tymi wszystkimi ohydnymi przerwami na reklamy. pamiętacie jak Zbrozło przychodził na kort i gadał, że akurat dzisiaj trawa jest mokra bo rano padało, więc wszystko może się wydarzyć? i wychodziło mu, że jednak nie, bo przeciwnik miał po prostu lepsze uderzenia. a teraz mamy tu panów, którzy wrzucają na stół „gdyby to a gdyby tamto” jakby kibicowanie było jak gra w totka, tylko że zamiast kuponu — wyobraźnia. pamiętam se mój pierwszy raz z tenisem na żywo — to był ten mecz Federera z Nadalem w halimce w Warszawie, 2008, jak ich tam wciągnęli do pokazówki. facet z Hiszpanii wyglądał jakby się urodził na korcie — i co? no przegrał pierwszy set 6-7 w tie-breaku, bo Federer zagrał jak z innej planety. a teraz mamy Gogo, który raz na kilka lat wchodzi na Roland i ktoś od razu zaczyna lamentować, że niby „nie da rady”, że „klimat nie ten”, że „gdyby tylko było…”. no przepraszam bardzo, ale kiedyś to nazywano po prostu „porażką na miarę przeciwnika”. i te wszystkie „praca zespołowa” — co wy, chłopaki, myślicie że przed Dimą były drużyny tylko z geniuszami? weźcie sobie Agassiego albo sami mówicie, że on miał jakieś super teamy. facet grał w erze, kiedy trener to była głównie torebka na zmianę koszulek i jakaś butelka wody. a dziś? dzisiaj każdy ma swoich „strategów”, „mental coachów” i jeszcze te wszystkie badania snu na podstawie kropli potu. i co? Gogo nadal bije się z wiatrakami, tyle że teraz wiatraki mają ekraniki do analizy i podają piłkę w tempie, że człowiek nie daje rady. a wiecie co jest najbardziej zabawne? że jak ktoś w końcu docenia, co ten facet robi na korcie — no to zaraz ktoś drugorzędny z forum wyskakuje z „a co ty wiesz, sam chciałbyś tam grać”. no ale serio, no nie przesadzajmy — widziałem gorsze rzeczy na trybunach, niż kibicowanie facetowi, co ma klasę w nogach, tylko akurat nie trafia na swoją pogodę psychiczną akurat w tym jednym meczu. i jeszcze jedno — akurat dzisiaj sobie przypomniałem ten jego mecz z Thiemem w Indian Wells, jak Dimitrov przegrał pierwszy set 6-1, a potem poszedł na całość i wygrał dwa kolejne. ludzie na trybunach krzyczeli, że „to już koniec jego kariery”, a on im pokazał, że jednak nie. bo wiecie co? on nie jest żadnym Don Kichotem — on po prostu wchodzi na kort i walczy, a jakby mu się udało któregoś dnia pokonać Nadala w paryskim półfinale? no to bylibyśmy szczęśliwi, ale nawet jak nie — to dalej będzie klasa numer jeden, tylko trzeba patrzeć na szerszą perspektywę. a ci, co dalej narzekają na „klimat” i „gdyby” — no niech idą pograć w te swoje spekulacje w jakimś amatorskim turnieju, może wtedy zrozumieją, że tenis to nie bajka, tylko sport, gdzie liczy się to, co jest na korcie, a nie to, co komuś się wydaje w głowie po trzecim piwie 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
słuchajcie no, ale co wy tutaj wyprawiacie z tą swoją „prawdziwą klasą” w nogach i „on walczy” — no przepraszam bardzo, ale jakby mi ktoś powiedział jeszcze raz, że Gogo ma w nogach klasę numer jeden, to ja mu zaraz pokażę jeden filmik z jego meczu w Miami 2022, gdzie rzucał uderzenia w siatkę jakby trenował celne kopnięcia do bramki. a to niby ta twoja klasa? facet miał w tamtym sezonie bilans 4-5 z top 10, nie no, nie przesadźmy z tymi orderami jakby brał nagrodę od związku zawodowego za lata służby. i jeszcze te bajki o „walczy i wchodzi na kort” — no dobrze, wszyscy wiemy, że lubi się bić, ale przecież nie raz a trzy razy w tym sezonie widzieliśmy jak traci formę w pierwszych rundach wielkiego szlema i odpada po trzech setach. i co, to niby walka? facet nie raz ma mocny charakter, ale czasem aż za bardzo wierzy w ten swój „potaż wysoki lot”, że zapomina o podstawach. weźcie sobie choćby ten jego mecz z Sinnerem w ubiegłorocznym Rolandzie — pięknie zaczął, a potem zniknął jak kamfora, bo najwyraźniej nie umiał sobie poradzić z tempem przeciwnika. a u nas co? „no ale on walczy, to przecież klasa”. i te wasze „gdyby” — no dobra, raz przegrał z Nadalem w półfinale paryskim, i co z tego? facet siedem razy wygrywał Roland Garros, a my mamy tu gadać o jednym meczu, co był dwa lata temu. ale wiecie co mnie najbardziej wkurza? jak ktoś zaczyna bredzić o „klimacie”, a przecież klimat to tylko klimat — liczy się ten jeden dzień, ta jedna piłka, co wpada albo nie. pamiętam se moje czasy w amatorskiej lidze, jak gram z facetem co miał swoje lata, a on cały czas gadał o „taktyce” i „strategii”, a grał jak chłop z cepem. no i co? przegrał, a my się śmialiśmy, bo na korcie liczy się to, co widzisz, nie to, co sobie wymyślisz w głowie. i jeszcze te pierdoły o „praca zespołowa” — no przepraszam, ale jak facet przez dekadę nie potrafi zbudować stałej formy, to może jednak problem tkwi nie tylko w „złym teamie”, tylko w tym, że on dalej myśli, że jest zdolny do wszystkiego i nie potrzebuje pracować nad tym, co ma złe. weźcie sobie Chilicota — facet też miał kiepskie lata, a teraz jeździ po tourze i bije się z każdym. dlaczego? bo nauczył się przyjmować ciosy i grać inteligentnie. a Gogo? no cóż, on dalej próbuje grać „swoją grę” i zapomina, że na najwyższym poziomie trzeba czasem schować ego do kieszeni i po prostu oddać punkty. i nie no, serio — ja kibicuję facetowi jak wszyscy, bo widzę, że ma klasę w nogach, ale nie rozumiem tych, co robią z niego jakiś mitologiczny bohater. on jest dobry, owszem, ale nie jest niepokonany. i niech mu się podoba albo nie, ale czasem po prostu przegrywa, bo przeciwnik był lepszy. a my dalej gadamy o „gdyby” i „klimacie” jakby to był finał Wimbledonu z 2008, a nie zwykły mecz na korcie z pomeczową prasówką w tle.
-
Ej, aleście się tutaj porozpisywali o tym bajkopisarstwie, a nikt nie przypomniał, że jeszcze w tym roku w Madrycie Gogo rozłożył po kolei dwóch Hiszpanów — Busta i Alcaraza — i to w momencie, kiedy obaj byli w top 10 i na korcie czuli się jak u siebie. Niby mieliśmy gadać o tym, że nie da rady z klimatem Nadala, a ten facet wchodzi na kort w stolicy Hiszpanii i robi z nimi, co chce, zanim jeszcze do Rolandu w ogóle dojedzie. I co, nagle okrzyknięto go Don Kichotem? A ja widziałem tamtego Alcaraza — on po prostu nie mógł trafić pierwszego zagrania, bo Dimitrov kopnął go tak mocno w nogi, że facet nawet nie zdążył pomyśleć, że ma piłkę wracać. To nie żadne „gdyby”, to była zwyczajna robota — klasa w nogach i chęć, której brakowało u reszty. A jakby komuś nadal marzyło się „gdyby to było inaczej” w Paryżu, to niech idzie obejrzyj sobie powtórki z jego meczu w Barcelonie w 2018 — tam przegrał pierwszy set z Nadalem, ale potem poszedł na całość i wygrał dwa kolejne, mimo że Hiszpan był wtedy w rozkwicie. Tylko że nikt o tym nie gada, bo fajniej wygląda narzekanie na „klimat” niż przyznanie, że czasem wystarczy walić pięścią w stół, żeby przeciwnik zapomniał, że ma rakietę w ręku.Hype to nie argument.
-
Słuchajcie, Adam_kibic, masz chyba rację, że Gogo to facet, który kiedy wchodzi na kort, to bije się jak żołnierz — nie raz widziałem jego mecz w Miami 2021, tam z Norrie, jak walczył do samego końca pierwszego seta, a potem poszedł na całość. Ale no, nie oszukujmy się — ten jego styl grania, co tyle się o nim mówi, to jednak czasem jest jak jazda bez trzymanki: albo totalna euforia, albo totalna katastrofa. Pamiętam dobrze jego drugą rundę w RG 2020, tam z Djokoviciem — zagrał pięknie returny w pierwszym secie, 6-3, a potem po prostu poszedł na dno i skończyło się 3:0 dla Seryba. To nie był klimat, nie była taktyka — to była po prostu fizyczna różnica w tempie, której nie da się na siłę przerobić na jeden mecz. I wiem, co sobie myślicie — przecież facet ma klasę, to niby dlaczego tak się dzieje? Bo granie przeciwko facetom, którzy nie boją się uderzać piłkę przez całe boisko, to jednak co innego niż teoria. On ma świetne uderzenia, ale jak przeciwnik zaczyna serwować na 210 km/h i rzuca ci piłki na wysokości pasa, to nawet Don Kichot by sięgnął po sakiewkę w kieszeni. Poza tym — no zgódźmy się, trochę tu przesady jest w tym wszystkim z tym klimatem. W Madrycie mu wyszło, w Barcelonie też kiedyś zagrał świetnie, ale na Rolandzie albo w Rzymie? Tam akurat musiałby trafić na swoją pogodę psychiczną, a nie tylko na odpowiedni dzień na kort. Bo wiecie, co jest najgorsze? Że on na swoich najlepszych meczach wygląda jak drugi Federer, a na najgorszych — jak amator, co dopiero co złapał rakietę w ręce. A to jest właśnie ten problem: talentu mu nie brakuje, ale konsekwencji owszem. I póki co, póki nie nauczy się grać stabilnie przez cztery tygodnie, to te „gdyby” będą wisiały w powietrzu jak chmura nad kortem w Paryżu.
-
ej no ale serio, to co tu narazie czytam to chyba jakaś wyobraźnia z wakacji spodobała się komuś do pisania — bo kto wam powiedział, że Gogo to jakiś tam „Bulgar Don Kichot”, co bije się z wiatrakami? 🤡 Facet od lat chodzi w top 20, ma 30 lat, a wciąż bije się z zawodnikami, którzy mają mu tyle lat, co on ma na liczniku w passatce rodzinnej. I wiecie co? Akurat teraz, kiedy wszyscy gadacie o tym półfinale z Nadalem w Paryżu, zapomnieliście o tym meczu w Monte Carlo 2022, gdzie Dima walnął po raz pierwszy w karierze piłkę tak mocno, że odbiła się od sufitu w hali. Tak, SZUFITU. I przejął serwis u Rubleva, którego tamten rok kończył w top 5. To niby „klimat nie ten”? A co do waszych bajek o „gdyby był inny trener” — to samo gadało się o Del Potro, co niby jakby tylko zmienił technikę zagrywki, toby wygrał Wimbledona. A ten facet przez lata nosił się z kontuzjami, które normalny człowiek by skończył na emeryturze, a jednak siedzi w czołówce rankingu. Gogo też ma kontuzje, ma lata na karku, ale dalej wchodzi na kort i robi coś, czego większość z was nie zrobiłaby nawet w snach — bo większość z was nie umie oddać backhanda po crossie przy 180 km/h, a on to robił jakby to była zwykła niedzielna siatkówka w parku. I jeszcze te wasze gadanie o „pracy zespołowej” — no przepraszam, ale facet gra od 15 lat na tourze, ma tyle doświadczenia, że mogłaby nim obdzielić połowa turnieju challengerów. Trener mu się zmienia co trzy lata, a on dalej gra tak, jakby miał w sobie ukryte pokłady motywacji na następne dziesięć lat. Czy to oznacza, że nie powinien szukać lepszego teamu? Może, ale równie dobrze mógłby po prostu wziąć więcej odpowiedzialności i samemu wymyślić sobie taktykę — a nie siedzieć i czekać, aż ktoś inny mu powie, jak ma grać. Bo wiecie co jest największą porażką w jego karierze? Nie tyle te porażki na kortach wielkiego szlema, co fakt, że zawsze szukamy winnego — albo trenera, albo klimatu, albo gwiazdy na niebie. A przecież klasę się ma albo nie, i on ją ma. Reszta to już bajki 💸 I na koniec — jeśli komuś dalej marzy się, że Gogo kiedyś pokona Nadala w paryskim półfinale, to niech idzie na jakiś jego mecz na żywo i zobaczy, jak ten facet reaguje na punkty. Bo on nie gra „z nadziei”, on gra z charakterem. A charakteru mu nie odbiorą ani żadne analizy, ani żaden klimat. I to jest właśnie ta klasa, której nie da się zmierzyć żadnym ROI, bo on nie gra dla statystyk — gra dla kibiców, którzy go kochają, nawet jak on czasem sypie jak cholera 😏Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
A gdzie wy te wasze „klasy” widzicie, jak facet w tym sezonie wypadł z top 20 i odpadł w pierwszej rundzie w Madrycie… no nie no, co wy gadacie 😂 Gogo tam nawet nie doszedł do ćwierćfinału! A wy zaraz „ale walczy, ale klasa w nogach” — no przejrzyjcie się panowie, bo fajnie jest kibicować, ale nie aż tak, żeby się podkładać pod każdą łyżkę drewna, którą ten gość na siebie narzucił! A klimat na Rolandzie to bajka? Jakbyście wreszcie zrozumieli, że na kortach wielkiego szlema liczy się nie tylko to, że facet coś tam zagra, ale że zagra *dobrze* — a on ostatni raz w półfinale był w 2019, i co z tego? Że waciak wpadł akurat na Rafaela na wiosnę, to nie znaczy, że następnym razem trafi na Alcaraza albo Sinnera, którzy go rozjadą w trzech setach! W Madrycie tak, bo tam były inne warunki, inny kort, inny typ przeciwnika — a na Rolandzie? Tam ten klimat to nie żarty, bo jak ci uderzenia lecą po ziemi, to nie ma mowy o „przypadku”, tylko o technice… a nasz Dima czasem zapomina, że technika to nie tylko ładne backhandy w slow motion. I jeszcze te wasze „gdyby” — no dobra, załóżmy, że miałby nowego trenera, super team, psychologa, kto tam wie co jeszcze… ale skoro nie potrafił utrzymać formy przez tydzień w roku, to co mu ten „gdyby” da? Ten facet ma tyle talentu, że mógłby wygrać trzy razy po kolei na kortach o różnych nawierzchniach, a i tak byśmy mieli co świętować! A co mamy? Sezon, w którym ledwo zipie w czołowej dwudziestce, a wy już widzicie go w finale Wimbledonu! I nie no, serio — ja rozumiem, że kibicujemy, bo facet ma fajną prezencję, fajny styl, fajne uderzenia… ale nie aż tak, żeby wymyślać mu zwycięstwa tam, gdzie ich nie ma. On jest dobry, owszem, ale nie jest magicznym żołnierzem, który wbija się w kort i robi cuda — on jest człowiekiem z krwi i kości, który czasem wygrywa, czasem przegrywa, a czasem po prostu sypie jak zaklęty… i tyle 🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no ale co wy tam wygadujecie o tej formie w Madrycie, jakby to był sąd nad gogiem na dworze sprawiedliwości? facet wpadł na dwa hiszpańskie top 10ki w idealnym momencie, kiedy oni akurat mieli humory jak te żółwie po przebudzeniu, i co? niby ma teraz jechać na Roland i rozpisać się na półfinał z Nadalem jak jakiś mesjasz? no nie no, to jednak nie ten sam kort, nie ta sama piłka, nie ten sam nacisk w oczach kibiców, co w Madrycie, gdzie wszyscy gadali, że "aha, teraz wreszcie dojrzał". pamiętam se jeszcze jego mecz w londynie przeciwko zverevowi w 2017, jak w trzecim secie zagrał takiego nieziemskiego backhanda po nogach, że azar go chciał ukraść w końcu, i wygrał cały turniej. wtedy też nikt nie narzekał na klimat ani na to, że "nie ten dzień", bo po prostu zagrał tak, jak umiał — no a dziś? dzisiaj mamy tu gadać o dwóch porażkach w Madrycie w pierwszym tygodniu lutego, bo przecież te dwa tygodnie później niby wszystko ma być jak marzenie? i jeszcze to gadanie, że "facet wypadł z top 20, więc od razu jest do wyrzucenia" — no przejrzyjcie się, chłopaki, bo ja wam coś powiem: za moich czasów jak ktoś wypadł z czołowej dwudziestki, to znaczyło, że albo ma kontuzję, albo stratę formy, albo po prostu trafił na okres, w którym ktoś inny grał jak oszalały. nie było mowy o tym, że facet od razu staje się bezwartościowy, bo przegrał z kilkoma facetem, co akurat mieli dobrą passę. a dziś? dzisiaj mamy rankingi jak rollercoaster, gdzie ktoś wyskakuje z 40. miejsca na 15. w tydzień i już się święci, że oto nowa gwiazda wschodzi. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, przecież jeszcze w zeszłym tygodniu w Monachium Gogo poszedł na całość z pewnym szwajcarskim młodzieńcem, co od dwóch lat lata po challengerach jak po schodach. Ten gość serwował pierwsze zagrania na 215, a Dima — zamiast uciekać w corners — stał tam, blokował i odbijał tak, że facet musiał dwa razy sprawdzać, czy przypadkiem nie zagrał za mocno. I co? Wygraliście, przegrałem, ale co najważniejsze — na żadnym meczu nie było mowy o „klimacie” ani o „gdyby”, bo po prostu na korcie liczyła się gra, nie wyimaginowana aura. A potem ktoś tutaj znowu zaczął o Don Kichocie, jakby nasz facet biegał po polu z wiatrakami zamiast walić forehandy po linii. Tyle energii na narzekanie, a ledwo ktoś wspomni o tym, że Dimitrov jednak umie walczyć, gdy ma przeciwnika, który nie gra jak mechaniczna myszka.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Dlaczego akurat teraz rzuciliście się na mnie tymi tekstami o „Bulgarze Don Kichocie”, jakby ktoś komuś wstukał w ulubione cytaty z wujka Google’a? Ja sam widziałem Gogo w Indian Wells dwa lata temu, kiedy w drugiej rundzie poszedł na korcie walczyć z Albotem jak oszalały — nie było mowy o żadnym klimacie, nie było „gdyby”, po prostu facet siedział na tej rakiecie i odbijał piłki, których normalny człowiek by nie dosięgnął, nawet jakby cały kort miał pod nosem. Wtedy wokół było pełno ludzi, którzy gadali, że „no bo przecież Albot nie ma szans”, a ten nasz, choć przegrał, to wychodził z kortu z takim uśmiechem, jakby właśnie wygrał Wimbledona — i nikt nie pisnął o Don Kichocie, tylko o klasie, którą po prostu wyczuwa się na żywo. Ale rozumiem, dlaczego teraz to wszystko wylazło, jak ktoś rzucił hasło „Roland Garros 2024”. Prawda jest taka, że większość z was ma rację — Dimitrov nie jest maszyną do wygrywania wielkiego szlema, bo na takich kortach po prostu nie umie grać *systematycznie*. Ja akurat przychodzę z ostatnich podejść do baksetballu w halce na Ursynowie, gdzie raz na jakiś czas gram z chłopakami, co mają mniej lat niż ja, a więcej siły w nogach — i wiem jedno: jak tracisz te trzy sekundy na decyzję, gdzie zagrać, to przeciwnik już cię rozjechał, zanim zdążyłeś pomyśleć. U niego jest podobnie: jak nie ma równego tempa w grze, to nagle zaczyna szukać cudów albo traci głowę, i wtedy robi te wszystkie backhandy po linii… co oczywiście wygląda efektownie, ale na Rolandzie nie wystarcza. I jeszcze to gadanie o jego charakterze — no jasne, facet ma charakter, inaczej nie stałby tyle lat w czołówce. Ale charakter to jedno, a konsekwencja to drugie. Ja pamiętam jego półfinał w Barcelonie 2019, gdzie w trzecim secie miał 4:1 i nagle zaczął tracić punkty jak szalony. Wtedy to nie był klimat, to nie był przeciwnik, to była po prostu jego własna głowa, która zaczęła grać przeciwko niemu. I póki co, póki nie nauczy się zamykać tych „dziur” w grze, to te wszystkie „gdyby” będą wisiały nad nami jak te chmury nad kortami w Paryżu — nieodłącznie i męczące. Może się mylę, ale wolę powiedzieć wprost: fajnie jest kibicować komuś, kto bije się z wiatrakami, ale szkoda, że samemu sobie czasem podkłada się nogę.
-
Ej, no ale popatrzcie tylko, jak tu nagle wszyscy poukładali Gogo w piękną oprawę albo w teczkę z napisem „koniec formy” — a przecież facet jeszcze niedawno brał mięso z Djokovicia w Madrycie, i to nie na gołej dumie, tylko wbijając po kilka winnerów na zmianę. Tylko że raz mu się uda, raz nie, no i co? To nie jest tak, że on się modli do Don Kichota za każdym razem, kiedy wchodzi na kort — on po prostu czasem trafi na taki dzień, kiedy jego styl pasuje do sytuacji, a czasem nie, i tyle. I serio, niech mi ktoś powie, gdzie jest ta gwarancja, że na Rolandzie nagle miałby odmienić losy świata? Ja akurat pamiętam, jak w zeszłym roku w Rzymie zagrał z Rublevem mecz, który trwał prawie trzy godziny, i choć przegrał, to było widać, że jakby mu ten kort i ten przeciwnik pasowali, to mógłby naprawdę narobić krzyku. Ale akurat tamten kort? Mecz? Warunki? A dzisiaj mamy ktoś inny zestaw zmiennych, i znowu te same gadki o „klimacie” albo „gdyby”. Tyle że ja wam powiem jedno: facet ma w sobie coś takiego, że jak już wejdzie w ten swój flow, to potrafi rozłożyć każdego, kto stanie mu na drodze. Nie ważne, czy to będzie Nadal na Rolandzie, czy jakiś debiutant w Challengerze — on ma tę umiejętność, żeby w paru uderzeniach zabić widowisko. Ale równocześnie wiecie, jak to wygląda: jeden dzień gra jakbym siedział na trybunach i obserwował popis pierwszego lepszego juniora, a następny — od razu masz ochotę napisać mu laurkę za klasę. I właśnie w tym całym szaleństwie tkwi cała jego magia — w tym, że nigdy nie wiadomo, co wyjdzie, ale zawsze jest fajnie na niego patrzeć. I póki co, póki on sam nie zdecyduje, że kończy z tym cyrkiem, my mamy prawo kibicować, marzyć i… no, czasem sypać jak zaklęci razem z nim. Bo taki już jest nasz Gogo — raz bohaterski rycerz, raz Don Kichot z rakietą, ale zawsze ten sam facet, którego warto mieć na oku. Może się mylę, ale wolę tak myśleć niż wpadać w ten cały rankingowy rollercoaster, co go tylko rozprasza.Najpierw policz, potem się spieraj.