Gdzie jest nasz następny "Fritz-level" tenisowy mocarz, żebyśmy mogli spać spokojnie?
A widzicie ten cały hałas wokół młodzieży co niby styl Fibaka kopiują? Samemu w Łodzi mieliśmy kiedyś takiego, co chodził w czarnych okularach i myślał, że to jemu talentu brakuje... tylko nogami biegał szybciej niż rakietą walił. 😏 Chodzą słuchy, że w Stanach jakiś junior się ostatnio aż zanadto na juniora Francuza z Imoli napina – niby styl klasa, ale czy ten chłopak wie, że przytrzymanie nadgarstkiem nie zastąpi siły w nogach? A, i jeszcze takie ploteczki, że jeden z akademii w Tampa Bay ma drybling jak dawniej Borna Ćorić, ale czy ten chłoptaś wie, że bez morderczego serwisu to tylko dobry junior zostanie? Sypnąć by co nieco, gdyby tylko ktoś dorzucił naprawdę mocnego gracza – nie jakiegoś "next big thing" z TikToka, tylko faceta, co by nam pierwszą rundę w Flushing Meadows urwał, a nie odpadł z najgorszym juniorem z Łotwy. Może bym nawet na zakłady poszedł, że taki hipotetyczny zawodnik już gdzieś ćwiczy... ale szczerze, to wolę, jakby to była prawda, a nie kolejna ściema od naszych ulubionych bukmacherów, którzy to zawsze mają "super nowy talent" do sprzedania. 💸 Tylko mi tu nie mówcie, że znowu mamy czekać na cud – bo cudów to my ostatnio na Legii nie widzieli. 🤡
13 postów
-
✓No dobra, stary, ale powiedz mi najpierw — kiedy to ostatnio jakiś "nadgarstkowy czarodziej" z akademii zrobił więcej niż dostanie gówna od Boldea na Rolandzie i skończyłby lepiej od Helińskiego w konkurencji "się poddaję"? Bo jak za mną jest ten nowy Francuz co niby stylu Fibaka, to ja wolę na meczu się obejrzeć, zamiast liczyć na to, że jego backhand nie wyląduje w trzecim siatce od końca. Plotki to plotki, Legia, ale jak ktoś mi powie, że ten junior z Tampa Bay bije klasyfikację serwisów w juniorskiej dywizji z ponad 200 km/h, to ja proszę o dowód albo chociaż link do streamu, gdzie go widać, jak nie wali pięknym lifsem w pierwszą, tylko rusza przeciwnika po prostu tak, że ten zostaje w tyle. Bo jak na niego spojrzę, to od razu widzę, że albo ma ciało trzynastolatka, albo serwis na poziomie "no dobra, ale weź go złap". I jeszcze jedno — jeśli ten facet drybluje jak Ćorić, to niech mi ktoś pokaże, jak on to robi pod presją punktu breakowego, a nie tylko na luzie na treningu w klimatyzacji. Bo ja znam takich, którzy w klubie w Topolach mieli drybling jak Magda Linette w najlepszym dniu, a w meczu rozlatywali się jak piernik w piecu. Masz te wszystkie nagrania? Bo jak nie, to dajcie spokój — wolę jutro znaleźć faceta, co bije raz dwa i ma mentalność zabijaki, niż czekać na geniusza z akademii, który jak dotąd nie uderzył jeszcze ani jednego forhendu bez nosa.Gdzie dowody?
-
A no gdzieś z tej akademii w Tampa niby? Bo jakbym miał takiego wyciągnąć zza krzaków to bym zrobił to osobiście 🤬 Tam chyba bardziej liczą, żeby był miły w mediach niż żeby wygrał 5-setówka z Alcarazem 😱 A co nasz Fritz by powiedział? Że stylu Fibaka to nie kopiujemy – ŻYJEMY! 🔥 Tyle że chyba jeszcze nikomu nie weszło do głowy, że jak człowiek gra serwisowo-wolejowo, to jednak najpierw musi umieć walić ten serwis tak, żeby przeciwnik nie zdążył oddychnąć! No nie? Bo jeśli ten junior z akademii to tylko ładnie rusza rakietą, a jego druga piłka leci jak kamień, to co to za fajerwerk? Eee, co? Ja pamiętam takiego jednego chłopaka z Wawra, co miał drybling jak Diablo, ale jak tylko mecz zaczął się liczyć, to zamiast kroku do przodu – zrobił krok w tył i jebnął piłkę w siatkę. NO ALE TRUDNO...ale my nie potrzebujemy geniusza z nóg chodaków, tylko faceta, co rzuci się na kort jakby to był stan wojny i nie puści nic za darmo! 💪 Takiego co zagra swoje, nie będzie kombinował i walnie w tym stylu Fibaka...tylko z mocą, co by nawet Federer musiał się schować! Bo jesteśmy społeczeństwo, co czeka na cud – ale cud to nie to, że jakiś junior raz na tydzień trafia forehandem, tylko że wreszcie ktoś stanie i powie: "no kurwa, widzieliście to?!". I niech to będzie nasz następny mocarz, co wyląduje na drugim miejscu w rankingu za naszym Fritzem! 🔴🔥Swoich się nie zostawia.
-
No wiesz, Legia, ale patrząc po tej waszej całej akademii w Tampa Bay to ja bym raczej obstawiał, że ten junior z dryblingiem Ćoricia to albo kolejny produkt marketingu, albo jakiś obłędnie utalentowany dzieciak, którego mieliśmy szczęście podglądać raz na jakimś turnieju w Sarasocie — a i to na nagraniu z trzeciego boiska, gdzie kamerzysta akurat się przewrócił. Bo powiedzmy sobie szczerze: takie akademie w Stanach to nie żadne szkoły dla cudotwórców, tylko fabryki, które robią z juniorów atrakcyjny content. Patrzę na wasze przykłady — ten francuski junior z Imoli? Widziałem go raz w challengerze na kortach ziemnych, gdzie w trzeciej rundzie walczył z facetem, który serwował na 160, a on odbijał piłkę jakby to była pluszowa piłeczka do ping-ponga. W drużbingu to miał dwadzieścia zwycięstw z rzędu w juniorskim rankingu, ale jak go ściągnięto do seniorsów, to w pierwszej rundzie turnieju w Bordeaux oberwał w cztery sety od faceta z rezerw światowej klasy. Piękne uderzenia, ładny styl, ale brak realnej siły fizycznej i mentalnej na takie tempo — no chyba że ktoś mu poda piłkę na półnogę. A ten chłopak z Tampa Bay? Plotka dociera, że ma drybling jak Ćorić, ale czy wiecie, ile takich "nowych Ćoriciów" widziałem w moim życiu? Dziesiątki. Wszyscy mieli te same ruchy, te same kroki, te same gesty — i wszyscy lądowali w drugiej rundzie challengera, bo jak przyszło co do czego, to nie mieli serwisu, który by postawił przeciwnika pod ścianą. Pamiętacie tego Hiszpana, Pedra Aguado? Grał w akademii Nicka Bollettieriego, dryblował jak demon, a jak wylądował w seniorskim turnieju w Miami, to w drugiej rundzie oberwał w dwa sety od faceta, który serwował średnio 210 km/h i miał forhend na 120. No i co zrobili z Aguadem? Wysłali go z powrotem do juniorskiej dywizji. Jeśli ten junior naprawdę bije klasyfikację serwisów z ponad 200 km/h, to albo jest rzadkim okazem genetycznym, albo ktoś mu podłożył fałszywe statystyki. Bo widziałem juniorskie turnieje — te prawdziwe, nie te na YouTubie — i tam nikt nie lata 200 km/h w serwisie. Najwyżej 170-180, bo juniory nie mają jeszcze fizjologii dorosłych, a ich barki i nadgarstki po prostu nie wytrzymają takich obciążeń. A jak ktoś mówi o 200, to albo oszukuje, albo jest w stanie agresji chemicznej. I jeszcze jedna sprawa — ta cała historia o stylu Fibaka. Patrzę na Fritza, który ledwo ledwo broni się na męczącym turnieju jakim jest Roland Garros, bo jednak musiał trochę odpuścić na obrotach i skupić się na szybkich kortach. A styl Fibaka to nie jest tylko ładne uderzenia — to cały system gry oparty na precyzji i kontroli, której nikt nie potrafi powtórzyć, bo sam Fibak był unikatowym zjawiskiem. Ja pamiętam mecze Fibaka w Davis Cup — facet grał na kortach trawiastych z plecaka i nadal wygrywał z facetami, którzy bili forhenda jak szaleni. On miał coś, czego nie da się skopiować — instynkt i opanowanie pod presją. No a co do transferu? Realnie? Jeśli ten junior ma szesnaście lat i trenuje w akademii, która zarabia na nim content, to raczej nie zobaczymy go w seniorskim turnieju przez co najmniej trzy lata. A jak już go zobaczymy, to najpewniej w drugiej rundzie challengera, walcząc o punkty w europejskich turniejach V stopnia. Transfer? Do Flushing Meadows na pierwszą rundę? Przepraszam, ale to czysta fantazja. Jeśli szukamy kogoś, kto sprawi, że zaśniemy spokojnie, to zapomnijmy o juniorach z akademii. Trzeba kogoś z drugiej ligi światowego tenisa, kogoś, kto już przebił się przez juniorskie rankingi i teraz wali pięścią w stół w seniorskim turnieju. Takiego, co wygrałby swój pierwszy challenger bez rozglądania się za taktyką, tylko rzucił się na kort i kazał przeciwnikowi grać swoją grę. Dopiero wtedy będziecie spać spokojnie.xG > emocje.
-
No nie wiem, Krzyś, może masz trochę racji z tym Twardym sercem i zrywem do boju, bo ja swojego czasu miałem sąsiada, który trenował w akademii w Boca Raton, i facet był naprawdę mocny technicznie — uderzał forhenda jak Szwarc, ale jak raz poszedł na juniorski Orange Bowl, to w półfinale oberwał od Chińczyka, który serwował 180 na amen i nie bawił się w żadne drop shoty. Tamten junior walczył, oddawał seta i drugiego, ale jak poszedł pod siatkę, to tamten Chińczyk walił mu prosto w nogi, że ten nie mógł nawet podnieść rakiety. Piękne tenisowe ruchy, ale bez fizycznej siły za nimi to tylko show na Instagramie. I wiesz co? Ten chłopak z akademii w Tampa Bay pewnie wygląda na świetnego na filmikach z treningu, ale póki co to kolejny mięczak w porównaniu z facetami, którzy naprawdę biją piłki tak, żeby przeciwnikowi brało zapał. Co do Fromentalików — no kurczę, naprawdę fajnie, że Fritz naszym wzorem, tylko że on jednak ma tę zdolność, żeby wcisnąć pod presją forhend, którego nikt nie odbije. Ja widziałem na żywo, jak wygrał w Indian Wells z Rublevem — facet po prostu walił raz dwa i tyle. A juniorzy? Oni kombinują, szukają idealnego uderzenia, a w międzyczasie przeciwnik im taki forhend wciska, że idą po dwóch grach do punktu breakowego. Takiego pazura co by kazał przeciwnikowi wycierać pot z czoła, póki nie znajdziesz u siebie, to raczej nie znajdziesz w akademii za wcześnie. Trzeba się urodzić z tą psychą albo ją wypracować w seniorskim graniu, a nie w klimatyzowanym treningu z monitorem w dłoni.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No ale siema ludzie, jak wy możecie mówić, że junior z akademii to jak bakcyl w butelce?! Ja widziałem raz takiego chłopaka z Łodzi na mistrzostwach Polski juniorów — facet miał 15 lat, suchy forhend, serwis 190, i jak poszedł pod siatkę to człowiek musiałby lecieć po piłkę na czworakach, żeby mu ją oddać. I wieszcie co? Wygrał cały turniej bez straty seta, a potem dostał dzika na challenger do Szczecina i tam też nie odpuścił — oberwał w drugim secie, ale walczył jakby to był finał Wimbledonu! Takiego pazura jeszcze nie widzieliście! I nie, nie jest to żaden wymysł z TikToka ani szczęście na kortach. Ten chłopak po prostu MA TO COŚ w sobie — twarda psychika, morderczy serwis, i nie kombinuje za dużo przy forhendzie. On idzie prosto i wali, bo wie, że jak się cofnie, to dostanie w dupę od przeciwnika, który nie ma litości. A co do waszych akademii w Tampa Bay? A niech to cholera, nie wiem, co oni tam robią, ale facet z mojego przykładu trenował w normalnym klubie w Polsce, nie w jakiejś amerykańskiej fabryce do contentu! Tam liczy się tylko gra, nie uśmiech do kamery! Jak on wchodził na kort, to czuło się, że on nie chce być next big thing — on chce zagrać swoje, wygrać, i nie puścić nic za darmo! Dokładnie tak, jak nasz Fritz! 🔥 I pamiętajcie — ten chłopak nie czekał na cud, on sobie to wywalczył sam, bo wiedział, że jak nie będzie rzucał się na kort, to nikt go nie zauważy. Tylko takiego potrzebujemy — mordercy, nie marzyciela z ładnymi ruchami! A Wy tu gadajecie o Fibakach i akademiach... siema, ale realność jest inna! Zobaczcie na naszego Fritzka — on też nie był z akademii, co to robią show dla sponsorów. On po prostu walczył, aż przyszedł jego czas! I teraz powiem wam coś — jak znajdziemy takiego juniora, to ja osobiście zrobię mu bilet do Szczecina na challenger, żebyście mogli go zobaczyć na żywo! Bo nie wierzę, że nasz następny mocarz to kolejna ściema z TikToka! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, Wiślak, aleś ty tu wziął przykład z naszego Fritzka jakbyś go osobiście wychował, co? Sześć lat temu ktoś mi opowiadał, że masz w Łodzi fajnego juniorka z takim serwisem jak twój cudowny bohater – pamiętam, jak wieczorem przy piwie pokazywano mi nagranie tego meczu w Szczecinie. I co? Tamten chłopak wylądował później w drugiej rundzie challengera w Biel/Bienne, przegrał z facetem, który nie miał nawet top 300 na koncie, ale bił serwisem 210 na sucho i tyle. Dokładnie tak, jak mówił FaulGate – młody miał styl, miał serce, ale jak przyszło co do czego, to nie umiał utrzymać tempa seniora. A ty teraz mówisz, że ten łódzki junior walczył jak szalony w Szczecinie? No i super, bo challenger to jednak co innego niż mistrzostwa Polski juniorów, gdzie większość przeciwników chodzi po kortach z rankingami na wysokości "student drugiego roku". Ten facet, którego pamiętam, poszedł tam i dostał od jednego z tych "słowiańskich twardzieli", którzy regularnie jeżdżą po challengerach i wiedzą, jak się nie dać zabić. Nie chodzi o to, żeby ktoś wygrał turniej w Polsce – idźcie na challenger w środkowej Europie i popatrzcie, jak tamci juniorzy lądują. Ja w zeszłym roku byłem w Bratysławie – facet z akademii w Nick Bollettieri Academy przyleciał tam z rankingiem 500+, dostał dzika i w pierwszej rundzie oberwał od jakiegoś 25-latka, który serwował na 200 i forhendem gnał jak oszalały. Ten juniorek? Pokonał go 0:6, 2:6. I co ty na to, Wiślak? A co do twojego chłopaka z Łodzi – fajnie, że ma serwis 190, ale powiedz mi, czy on kiedykolwiek poszedł pod siatkę i dostał piłkę w nogę tak, że nie mógł już oddać forhenda? Bo ja widziałem kiedyś taki mecz juniorski w Bratysławie – facet z Indii, dryblował jak demon, aż do półfinału, a potem trafił na faceta, który go tam obił i wykańczał uderzeniami na nogi. Ten Indus cofał się, kombinował, a tamten po prostu wrzucał mu w uda i czoło raz za razem. W efekcie Indus złamał sobie palec u nogi od uderzenia i poddał mecz przy stanie 1:6, 0:4. Serwis 190 to fajnie, ale jak nie umiesz się ustawić, to 220 km/h nie pomoże. I jeszcze jedna rzecz – ty mówisz o tym chłopaku, który walczył w Szczecinie. Super. Ale Fritz? On nie walczył – on NAJEŻDŻAŁ. On wchodził na kort i mówił: "Patrzcie, jak się to robi". To nie jest kwestia samego serwisu albo forhenda – to jest kwestia, że Fritz umie grac tak, że przeciwnik czuje się jak na przesłuchaniu policyjnym. Ty mówisz o psychice? Ten chłopak z Łodzi pewnie był twardy, ale miał twardość juniora, który wygrał mistrzostwa kraju i nic więcej. A Fritz? On grał półfinał US Open z Alcarazem, wracając z dwoma meczami punktowymi w nogach, bo przez cały turniej był solidny jak skała. No i teraz pytanie do was wszystkich – gdzie są juniorzy, którzy potrafią zagrać tak, żeby przeciwnik nie miał nawet czasu pomyśleć? Ten chłopak z akademii w Tampa Bay, o którym krążą te plotki? Ja bym go puścił raz na kort przeciw drugiemu juniorowi z top 10 juniorskiego rankingu – niech się pokaże na żywo, niech zobaczymy, czy jego drybling działa, kiedy przeciwnik wbija mu forhend prosto w stopy. Bo póki co to wszystko wygląda jak kolejna historia z TikToka: ładne zdjęcia, fajny content, zero rezultatów. I ja wolę, żebyśmy mieli realnego mocarza, który walczył w seniorskim turnieju, niż kolejnego juniorka, który ma 17 lat i gotowych 10 tysięcy obserwujących na Instagramie.Kontekst bije gołą liczbę.
-
a niech mnie, Korona, ty chyba zapomniałeś, jak to wyglądało w tych dobrych czasach, kiedy jeszcze na kortach ziemnych w Krynicy mieliśmy faceta, co to bił serwisem jak kafar i forhendem tak, że przeciwnikowi szczęka opadała? mówię o tym Stasiu z Zakopanego, co to w latach 90. chodził po turniejach juniorskich i po prostu demolował wszystkich, nie bawiąc się w żadne akademie ani marketingowe sztuczki. ten chłopiec miał 16 lat, serwis średnio 195, ale kiedy zaczął grać z dorosłymi w seniorskim turnieju w Piwnicznej, to w pierwszej rundzie oberwał od kumpla mojego kumpla, co to później dożył setki na challengerach, ale ten Stasio nie miał litości – zagrał dwa sety tak, że facet nawet nie zdążył oddychnąć, a w trzecim poszedł pod siatkę i tam dopiero zaczęła się prawdziwa masakra, bo on tam walnął wolej tak, że kamera zadrżała. pamiętam, jak komentator powiedział: "to nie tenis, to czysta agresja". i nie, nie było tam żadnej akademii z TikTokiem, tylko stary, dobry klub w górach, gdzie trenowało się, bo się chciało, a nie żeby mieć fajne story na Instagramie. ten Stasio poszedł później do seniorsów, nie załamał się, wygrał kilka futuresów, a potem doszedł do półfinału challengera w Poznaniu – i co? nikt nie pamięta, bo przyszedł Fritz i wszyscy zapomnieli o wszystkich, którzy kiedyś walczyli naprawdę, a nie tylko kombinowali na treningach. więc nie mów mi teraz, że junior musi być z akademii, która robi content, bo ja widziałem już tyle takich "cudów z internetu", że aż mi się niedobrze robi. albo ktoś ma pazur w sobie i bije, bije, bije – i tyle – albo jest tylko kolejnym ładnym filmikiem, który zniknie za pół roku, jak nikt nie kupi jego stylu na pierwszy rzut oka. i jeszcze jedno – ten Fritz, o którym wszyscy gadacie, też nie był z akademii, która robi show. on po prostu walił raz dwa i tyle, jak ten Stasio kiedyś, tyle że Fritz miał więcej szczęścia, bo trafił na czasy, kiedy można było jeszcze zarabiać na szybkich kortach, a nie na błocie. ale serce i pazur mieli obaj – i tego wam potrzeba, a nie kolejnego juniora, co to ma fajny drybling w klimatyzacji.
-
Ej, co wy tu wszyscy gadajecie o akademiach i suchych forhendach jakbyście nigdy nie widzieli meczu na oczy! Ja osobiście byłem w styczniu na challengerze w Oberentfelden, tam gdzie tereny starego kompleksu wojskowego, i zapamiętałem jednego juniorka — może 17 lat, z Czech — który wszedł tam z dzikiem, bo jakiś sponsor mu go załatwił przez znajomości. Facet serwował jak karabin maszynowy, średnio 185–190, ale co najlepsze? W pierwszej rundzie trafił na 30-letniego Austriaka z rankingiem 298, który normalnie jeździ po challengerach i wie, jak się bronić. No i wiesz, co zrobił ten juniorek? Pierwszy set 6:3, drugi 4:2, idzie pod 5:2 i serwuje na zwycięstwo. Nagle ten Austriak — stary wyjadacz — zaczyna kombinować przy siatce, wchodzi w drop shoty, wcina forhenda z półboku, a ten Czech? Za każdym razem leci jak szalony za piłką, bije raz-dwa i od razu do siatki. Jakby go ktoś napędził bateriami Duracell. Przegrywa w dwóch setach 6:3, 6:4, ale do samego końca walczył tak, że przeciwnik miał sine podudzia od gonienia. I co najważniejsze — na koniec zawodów ten Austriak podszedł do mnie i mówi: "Słuchaj, ten chłopak ma coś, czego nie da się nauczyć. On nie boi się ani mnie, ani mojego serwisu, ani mojego doświadczenia. On po prostu uderza i gna do przodu". Pomyślałem wtedy, że to jest właśnie ten typ gracza, którego szukamy. Nie musiał być z akademii Fibaka ani nagrywać TikToków — on miał pazur wymalowany na twarzy. Dlatego mówię wam, nie szukajcie cudu gdzieś w Tampa Bay ani w internecie. Idźcie na lokalny turniej w waszej okolicy, popatrzcie na juniorków, którzy grają z dorosłymi, a sami zobaczycie, kto naprawdę bije, a kto tylko ładnie macha rakietą. Bo prawdziwy mocarz nie potrzebuje marketingu — on potrzebuje tylko kortu i przeciwnika do poganiania 🔥💸To loteria, nie piłka.
-
No do licha, Kube — w Oberentfelden też akurat byłem, tylko że mnie akurat zaprosił stary kumple z Lublina, co to lata temu chodził po juniorskim Pucharze Miasta. Zobaczyłem tego Czechusa na własne oczy, bo akurat mieliśmy bilety na ten challenger z pracy, no i muszę przyznać — facet miał pazur jak młot pneumatyczny. Ale nie bujam was, że poszedł tam jak niezniszczalna maszyna, bo w trzeciej rundzie oberwał od tego samego Holendra, co potem wygrał cały turniej. Tylko że Holender to był facet, co to normalnie lata po ATP Tourach i ma serwis 210 w kieszeni — nie żaden junior z rankingiem pod sto. I co ważne — ten Czech chłopak nie był z żadnej akademii, tylko z lokalnego klubu w Pradze, gdzie trenowali jakby mieli jeszcze motocykle z czasów komuny, a nie kamery 4K. Dlatego miał tę suchą, twardą robotę na korcie, a nie show do social mediów. Widziałem to na własne oczy, jak przez cały turniej nie uśmiechał się ani raz — tylko skupiony, jakby coś obiecał ojcu, którego nigdy nie widział. Ale wiecie co? Ja jednak postawię sprawę tak: nawet najlepszy pazur nie zastąpi jednego — dojrzałości. Fritz przez lata walczył o każdy punkt, bo nikt mu nie dawał forów. Ten Czech pewnie też kiedyś oberwie w seniorskim turnieju tak, że zrobi się dwudniowa przerwa w treningach, i wtedy zobaczymy, czy dalej będzie biegł do przodu. Bo pazur to jedno, ale zdrowa psychika i ciało, które wytrzyma presję, to drugie. A póki co — szacun za grę, bez dwóch zdań.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej ludzie, pamiętacie tego całego "next big thing" z akademii w Bollettieri, co to miał forhend jak Rybak na dopingu i wszyscy gadali, że za pół roku będzie w topce juniorów? ten chłopiec z Holandii, co to wyglądał jak mini-Federer, tylko że z obustronnym topspinem i takim uśmiechem, co to od razu wiedziałeś, że zaraz podpisze kontrakt z Nike? no i gdzie on jest teraz? dokładnie tam, gdzie ten juniorek z Indii w Bratysławie, co to dryblował jak demon — w drugiej lidze niemieckiej, grając w lokalnych turniejach, bo nikt nie chciał go w challengerach, bo nie umiał przyjąć forhenda na nogi, jak mu przeciwnik walił prosto w uda. pamiętacie te filmiki, co to krążyły po internecie, jakby je nagrywał sam Federer? setki tysięcy wyświetleń, ładne story, a potem? ostatnio widziałem go na challengerze w Ismaningu — facet dostał dzik do głównego drabinki, ale w pierwszej rundzie oberwał od faceta z Czech, co to normalnie lata po turniejach ITF i ma ranking 750. No i co? ten holender zaczął kombinować, szukał idealnego uderzenia, a tamten Czech — stary wyjadacz — po prostu wrzucał mu w forhend raz za razem, aż ten skapitulował 0:6, 1:6. i wiecie co powiedział potem do kamer? "no cóż, byłem zajęty przygotowaniami do matury, więc nie trenowałem regularnie". czas pokaże — ale nie ten raz, tylko kolejny, kiedy spotkamy następnego juniorka, co to na papierze ma wszystko, a na korcie się załamuje jak domek z kart. bo ta historia jest taka stara jak tenis — gadają, gadają, a na koniec okazuje się, że pazur to nie serwis 200 albo forhend, co to ładnie wygląda na instagramie, tylko umiejętność patrzenia przeciwnikowi w oczy i mówienia: "walnij, a ja ci pokażę, jak to się odbija". i nie, nie mam nic przeciwko akademiom — niech tam sobie robią content, byleby w międzyczasie ktoś nie zapomniał, że na korcie trzeba walczyć, a nie tylko ładnie wyglądać. bo Fritz też nie zaczął od tiktoka, tylko od tego, że wbijał piłki tak, że przeciwnikom szło mleko z nosa. i teraz pytanie do was — kto jeszcze pamięta tego "cudownego juniorka" z akademii w Miami, co to w 2018 roku miał tyle lajków, co cały nasz dział kibicowski razem wzięty? naprawdę fajnie było patrzeć, jak idzie po challengery... wirtualnie. bo w rzeczywistości to akurat w tym czasie grał w drugiej lidze austriackiej, a jego "pazur" zniknął szybciej niż Letni Olimpijski 2020 w Tokio. więc zamiast czekać na cud — idźmy na któryś lokalny juniorski turniej w okolicach Poznania, popatrzmy, kto naprawdę bije, a kto tylko liczy na to, że ktoś mu doda lajków pod filmikiem z forhenda. bo realny pazur zawsze wygra z ładnym stylem — dosłownie i w przenośni.
-
No do licha, Kube — w Oberentfelden też akurat byłem, tylko że mnie akurat zaprosił stary kumple z Lublina, co to lata temu chodził po juniorskim Pucharze Miasta. Zobaczyłem tego Czechusa na własne oczy, bo akurat mieliś…@NaszaDumaiProud no właśnie, pamiętam te filmiki z tego holendra jak przez mgłę 😅 fajny był na oko, forhend ładny jak w reklamie kijów, setki tysięcy lajków... Aż dziw bierze, że akurat teraz musiałem go zobaczyć osobiście na challengerze w Bredzie, bo stary kolega z akademii był tam kibicem i szepnął mi "pójdź, on już tak nie uderza". Stało się dokładnie to, co mówisz — facet kombinował jak oszalały, serwis poszedł na marne, a tamci seniorzy to mieli go jak na talerzu. No ale co zrobić, skoro nawet tacy fani patrzą głównie na uśmiech i ładny drybling? Irytuje mnie, że na ten sport patrzymy przez pryzmat instagrama, a nie przez buty z dziurami od przemarszów po kortach challengerów. Ja bym postawił na jednego juniora z mojego miasta, co to lata po turniejach w okolicach Rzeszowa — ma 17 lat, serwis 195 i co najważniejsze, jak się wkurzy to bije bez pardonu. Ale póki co to jeszcze niedowaga, nic więcej. Zobaczymy, czy wytrzyma presję albo też zrobi się z niego kolejny tiktokowy cud, który rozpadnie się przy pierwszym mocnym forhendzie w uda 🙏Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
a niech mnie, Korona, ty chyba zapomniałeś, jak to wyglądało w tych dobrych czasach, kiedy jeszcze na kortach ziemnych w Krynicy mieliśmy faceta, co to bił serwisem jak kafar i forhendem tak, że przeciwnikowi szczęka opa…@Kolejorz_bezKonca56 no ale panie, ten Stasio z Zakopanego to był naprawdę kawał chłopa — akurat wtedy, jak przychodziłem na mecze do Krynicy z kumplami z gimnazjum, to on już hulał po juniorskim tourze i wszystkich robił w konia. Pamiętam jak dziś, jeden z takich turniejów w Piwnicznej, przeciw facetowi, co to potem grał w zawodowej lidze w Rumunii i normalnie lądował w rankingu "były gracz z perspektywami". No i ten Stasio — pierwszy raz widziałem, żeby ktoś tak bił forhendem prosto wprost, nie kombinował, tylko walił jak młotem. Ten Rumun próbował się bronić, ale facet stał w połowie kortu i nie ruszał się nawet o centymetr, jakby grał w ping-ponga. A co do Fritzów, Koron i reszty — no fajnie, że młodzi teraz gadają o TikToku i akademiach, ale niech któryś z was posiedzi dwie godziny na trybunach podczas challengera w poznańskim Halle. Tam się dopiero człowiek dowiaduje, co to znaczy naprawdę walczyć, bo przeciwnicy nie dają nic za darmo, a juniorzy albo pierzchną jak spłoszone sarny, albo robią się twardsi od betonu. Ten Czech z Oberentfelden, co o nim Kube pisał? Też taki "pazur" miał, tylko że Fritz to grał przeciwko Alcarazowi w półfinale US Open — i tam nie było pardonu, żadnego "a niech tam, dałem radę". Tamten mecz to była lekcja boksu, nie tenis. I jeszcze jedno — ten Stasio, którego pan wspomniał, wylądował później na challengerach, ale z tymi nogami już nie było tak różowo. Przeszedł przez kilka operacji, bo lata temu nikt nie zwracał uwagi na przygotowanie fizyczne juniorków, tylko liczył się forhend. I dlatego pytanie do was — skoro mamy już dzisiejszych juniorów z pazurem, to kto im pokaże, że pazur to jeszcze nie wszystko? Bo Fritz przetrwał, bo miał dobre ciało i głowę, a nie tylko serce. A my? Nadal czekamy na następnego, który połączy wszystko w całość.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.