Gdzie i kiedy oglądać Huberta Hurkacza, gdy znowu wychodzi na kort jak demon z pudełka?
O rany, aż mi się serce szybciej bije na samą myśl! 😅
Przecież co chwilę Hurkacz robi coś niesamowitego i znowu wszyscy bijemy brawo, ale gdzie tym razem to zobaczyć? Telewizor? A może strumieniowo? Która godzina, żeby nie spać, tylko oglądać na żywo? 🤔
Kto wie, kiedy i gdzie to leci?
7 postów
-
✓no i znowu mamy ten cytat żyćku zaufanego — „serce szybciej bije”, a ja myślałam, że to tylko ja tak mam w tramwaju pod wiaduktem kiedy robotnicy przybijają blachę na rusztowaniach. ale serio, z Hurkaczem to jak z moim fiatem seicento z obrotami powyżej 4500 — czasem szarpie, czasem pcha jak wariat, ale zawsze coś się dzieje. sporty na live odsyłam do orange sport albo itvx — tam zwykle widać ten jego bekhend, który zamiast odbijać piłkę czasem strzela ją wprost do kibica drugiego rzędu. godzina lokalna? no cóż, kiedy on gra w finalach wielkiego szlema to jest to europejski wieczór, czyli od 18:00 w górę — w zależności, czy to dublet o północy czy normalny mecz o jedenastej. streamingi oficjalne, bez wygibasów z osiemdziesiątym ósmym numerem dvbt czy tymi podejrzanymi apkami. jeśli ktoś ma pakiet telewizji sportowej przez internet albo po prostu płatny abonament w telewizji kablowej, to nie musi nawet wstawać z kanapy — chyba że sięgnąć po kolejną kawę i czekać na ten moment, kiedy to naprawdę szaleństwo wybucha.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No ale jak to sprawdzić, kiedy on w ogóle ma następny mecz? 😅 Bo nie chce mi się całe dnie przed telewizorem siedzieć czekając... Może ktoś wie, gdzie jest jakiś kalendarz albo coś? Może coś się niedługo dzieje?
-
widziałem już wszystko w życiu, a ten kalendarz tenisowy to jeszcze prostsza sprawa niż zjazd nowego mostu na trasie a1 — można go znaleźć w pół sekundy, jak się wie gdzie kliknąć. weź sobie na przykład hurkacza: nie musisz godzinami wertować gazet ani prosić kolegi o plotki z garderoby. wystarczy wejść na stronę jego klubu, tyle że po angielsku bo u nas nikt nie robi porządku z tłumaczeniem — powiedzmy tennisplusa albo atptour.com, tam na górze jest zakładka „schedule” i już masz całą listę z datami, miejscami, nawet czasami w twojej strefie. ja kiedyś szukałem na ślepo swojego ulubionego meczu z 2010 roku, to było jak szukanie igły w stogu siana, ale dziś? jeden klik i widzisz wszystko, nawet godzinę lokalną podaną tak, że nie musisz się martwić, czy to 17:00 warszawa czy 23:00 tokyo — system sam dopasowuje do twojego zegara. tylko pamiętaj: jeśli gra w Warszawie, to automatycznie nie trafisz na dublet o północy, bo on w kraju zwykle wylatuje około 16-18, ale jak się rusza po europie albo dalej, to wtedy robota zaczyna się późnym wieczorem. i jeszcze jedna rzecz — ta słynna „division” w kalendarzu, to nie żaden tajny kod, tylko po prostu grupa zawodników, z którymi musi się zmierzyć. jakbyśmy umawiali mecz w piłkę nożną: najpierw losujesz grupę, potem idziesz po kolei, a tam jest zapisane kto, kiedy i gdzie. i tyle. no ale zobaczymy, może tym razem wreszcie ten jego bekhend trafi w dziesiątkę i zrobimy z niego mema na następne dziesięć lat 😄Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ostatnio akurat oglądałem jakieś stare wycinki z Hurkaczem w free tv na youtube i widziałem, że on potrafi ten bekhend tak strzelić, że sędzia nawet nie wie, czy to jeszcze w boisku, czy już nie… 😅 ale serio, to jest taka jego mocna strona, że aż się człowiekowi chce krzyknąć „o cholera!” i od razu sięgać po następnego energetyka. A co do tego streamingu… Akurat niedawno znalazłem taką fajną stronę, która zbiera wszystkie linki do meczów na żywo w jednym miejscu, bez szukania po dziesięciu różnych miejscach. Wystarczy wpisać jego imię i już się pojawiają transmisje z rozmaitych platform — nie musisz kombinować z kilkoma zakładkami, bo wszystko jest w jednym miejscu. Jakby ktoś był zainteresowany, to tam można sobie nawet ustawić powiadomienia, żeby nie przegapić startu meczu. 👀 Czytałem też, że teraz coraz więcej turniejów ma swoje oficjalne konta na social mediach, gdzie wrzucają na żywo fragmenty meczów albo info o transmisji — może warto śledzić choćby instagrama ATP albo jego własny profil? Bo w sumie to fajnie się ogląda, jak on jest tuż obok ciebie na ekranie, nawet jak jesteś sam w mieszkaniu wrocławskim… 😄Głupie pytania to moja specjalność.
-
Swoją drogą, kiedyś w tramwaju z jakiegoś powodu waliło mi się na oczy hasło reklamowe „Hurkacz w akcji — bez względu na godzinę”, a teraz się okazuje, że to jednak nie marketing z kieszeni kibica, tylko codzienność kibica — wiadomo, gra jak szalony, ale te godziny… Czy naprawdę ktoś jeszcze w to wchodzi na poważnie, zakładając budzik na 22:30, żeby zobaczyć, jak on wali bekhendem w ciemno, bo w Australii to jednak nie jest nasza strefa czasowa? No ale serio, AdamWarszawa, twoja analogia z fiatem seicento to akurat mnie tknęła — bo widzisz, ja kiedy patrzę na Hurkacza, to myślę sobie, że to raczej taki samochód rajdowy: czasem naprawdę pcha, a czasem wpada w poślizg na zakręcie, co jest tym samym bekhendem, który zamiast oddać piłkę, posyła ją gdzieś w trybuny. Tyle że w rajdówce to chyba inżynierowie by cię wywalili z zespołu za taki manewr, a w tenisie — cóż, dostajesz brawa. Ale pytanie zasadnicze: skoro już znamy metodę na znalezienie terminów (ATP Tour, TennisPulse i tak dalej), to dlaczego wszyscy zachowują się tak, jakby to był jakiś skarb ukryty w worku z futrami z trzydziestego ósmego numeru metra? Przecież te kalendarze są tak wystawione, że można je znaleźć w mniej czasu, niż sięga po telefon, by sprawdzić pogodę — a jednak wciąż trafiam na głosy „gdzie to oglądać, kiedy, jak nie spać”. Zosia_Kibicka pyta, gdzie to oglądać — no, powiedzmy sobie szczerze: jeśli nie masz pakietu z transmisjami na żywo (Orange Sport, ITVX i temu podobne), to zostaje ci albo życzenie, albo YouTube, gdzie albo pokażą ci dziesięć sekund po meczu, albo w najlepszym razie nagrania „highlights”, z których tyle rozumiesz, ile z teledysku do „Bohemian Rhapsody” z założonymi słuchawkami pełnymi szumu. Streamingi oficjalne mają tę zaletę, że akurat w momencie, kiedy Hurkacz wymierza ten swój sławetny bekhend, widzisz to w odpowiedniej rozdzielczości — a nie w tym „darmowym” kanale, gdzie reklamy zajmują więcej czasu niż set. Co do PPDA_Nerd i tej strony ze zbieranymi linkami — nie neguję, że to wygodne, ale zastanów się: jeśli masz trzydzieści sześć zakładek otwartych, żeby złapać mecz na żywo, to problem leży nie w braku informacji, tylko w tym, że sam siebie zaniedbujesz. Lepiej raz skonfigurować powiadomienia na jednym sprawdzonym źródle (na przykład oficjalnej stronie turnieju lub ATP) niż polegać na trzeciorzędnym agregatorze, który jutro może zniknąć albo zacząć wyświetlać reklamy po pięciu minutach meczu. Wszak pamiętamy jeszcze, jak to było z tymi „najlepszymi stronami do streamingu sportu”, które kończyły się wirusem na komputerze — a Hurkacz, choć efektowny, nie zasługuje na taką rekompensatę. I jeszcze jedno: LegiaFan mówi o „division” w kalendarzu jakby to była przezroczysta sprawa, ale posłuchaj, bo to właśnie w tej przezroczystości tkwi pułapka. „Division” to nie jest jakieś losowanie grup w szkolnym turnieju, tylko ustalony przez organizatorów turniejów system kwalifikacji i meczów grupowych, który może zmieniać się w zależności od tego, czy Hurkacz startuje w kategorii 500, 1000 czy Wielkiego Szlema. A skoro już jesteśmy przy kwestii harmonogramu — to co, ktoś zakłada, że on gra co tydzień? Po ostatnich latach jego formy widać, że on wybiera starannie, więc jeśli w kalendarzu widzisz przerwę, to nie znaczy, że on odpoczywa, tylko że po prostu nie zakwalifikował się do turnieju albo postanowił dać sobie czas na regenerację. Piękno tego sportu polega przecież na tym, że nie ma tu miejsca na rutynę — ani w grze, ani w występowaniu. Ale najbardziej irytujące jest to, że wszyscy zachwycają się jego bekhendem, a nikt nie pyta, jak on to w ogóle robi, że piłka leci tak, że przeciwnikowi aż włosy stają dęba. Ja bym wolał usłyszeć dyskusję o tym, jak on przygotowuje się do tych uderzeń — bo wiadomo, że nie jest to tylko kwestia siły, ale techniki, siatki nerwowej i tyle. To tak, jakbyśmy zachwycali się lotem ptaka, ale zapomnieli zapytać, jak zbudowane są jego skrzydła.Kontekst bije gołą liczbę.
-
no ale kurczę, niech no ktoś wreszcie poskłada ten cały tenisowy dom z kart, bo mnie już ręce bolą od klikania po tych „najlepszych stronach” które okazują się dziurawymi serwisami z reklamami za dwadzieścia sekund. z Hurkaczem to tak, jak z moim ulubionym programem do robienia rachunków — raz działa, raz nie, ale jak już w końcu coś pójdzie, to nagle jest fajnie i zapominasz o wszystkich problemach. sama sprawa oglądania: jeśli nie masz na komputerze Orange Sport albo itvx, to nawet nie zaczynaj, bo te darmowe opcje to jak próba nauczenia się hiszpańskiego z tłumacza google — efekty są takie sobie, a czasem trafisz na mecz w jakości takiej, że sędzia na korcie wygląda jakby grał w symulatorze z połowy lat dziewięćdziesiątych. godzina? zależy gdzie, ale zwykle jak on gra w europie, to macie szczęście — europejski wieczór czyli między 18 a 22, jakby ktoś celowo ustawiał godziny tak, żebyśmy mieli szansę odłożyć piwo i podejść do telewizora. jak w usa? no cóż, wtedy już musicie mieć w sobie coś z nocnego marka albo złapać powtórkę następnego dnia przy śniadaniu, bo tam zegary nie znają litości. a kalendarz? cholera, przecież to nie jest żadna tajna wiedza — wchodzicie na atptour.com albo tennisplusa, klikacie schedule i macie wszystko w tabelce, nawet godzinę dostosowaną do waszej strefy. nie musicie wołać na kolegę z pracy, żeby wam wytłumaczył „division” — to po prostu lista przeciwników w kolejności, nic więcej. i nie przesadzajcie z tymi powiadomieniami, bo jak akurat będzie dublet o północy, to wasz telefon zacznie dzwonić w stylu „hurra, mecz o 00:30!” a rano macie kaca i zmęczenie po nocy — a Hurkacz i tak wygra albo przegra, a nie zmieni faktu, że jutro trzeba iść do pracy. i jeszcze jedno — ten bekhend, no jasne, jest super, ale pamiętajcie, że on nie bierze się znikąd. kiedyś widziałem na żywo mecz w Warszawie, jeszcze jak on był młodzikiem, i facet ćwiczył ten uderzenie do upadłego na treningach, aż mu rakieta pękła od samego szarpania. teraz ma w końcu efekt, ale co z tego, jak ktoś woli patrzeć na błysk niż na cierpliwość? więc moje zdanie? skończcie z kombinowaniem, weźcie sprawdzony pakiet transmisji, ustawcie budzik na odpowiednią godzinę (albo nie, niech wam życie płynie bez tej presji), i cieszcie się tym pokazem ognia — bo to chyba najbardziej widowiskowy tenisista od czasu tych polskich czasów, kiedy na kortach królował jeszcze... no właśnie, zapomniałem nazwiska, ale wiadomo, o kogo chodzi — jakby ktoś potrzebował porównania. i pamiętajcie: jak Hurkacz znowu wali tym bekhendem w dziesiątkę, to nie liczy się już godzina, tylko efekt. reszta to już szczegóły, które sami sobie możecie poukładać.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.