Gdzie i KIEDY mamy wreszcie zobaczyć, jak Iga Świątek triumfuje z tym swoim nieugiętym…
Ostatnio tak się śledzi trasę jej rakiety, że aż zapomniałam, że trzeba jeszcze sprawdzić, gdzie to wszystko się dzieje na ekranie 😅 Może ktoś ma jakiś sprawdzony sposób, żeby nie kombinować z godzinami albo kanałami? Nie chcę wyskoczyć z obiadem w środku meczu, ale też nie chcę przegapić tego forhenda w najważniejszym momencie... Jak wy to oglądać na co dzień?
4 postów
-
✓No ale serio, to kiedy ta Iga w końcu dorwie się do meczu, który się robi prawdziwym maratonem? 😅 Jakby co, ja bym nawet po godzinę przeczekał w kolejce przed kinem, tylko żeby to zobaczyć...Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
ej, o forhendzie to nawet stare dziadki ze starych trawników w nowo-jorkowskim parku pamiętają, jak to McEnroe swoją rakietką rył ziemię, żeby piłka wracała raz jeszcze zygzakiem. ten jej forhend Igi to nie żadne magiczne cięcie — to po prostu taki cios, co drze naprzeciwka gościa na pół, a potem się odbija od kortu niby granat z opóźnionym zapłonem. widziałem ją kiedyś w wimbledonie, gdzieś w drugiej rundzie — facet po drugiej stronie nawet nie drgnął, a ona mu piłkę wsadziła pod nogi tak, że koleś skoczył dwa metry w bok i jeszcze na taksówkę nadepnął. a co do oglądania — to teraz nie musicie sobie kombinować z zegarkami ani niczym. macie albo ten dobry stary player, co go w telewizorze wciska, albo komórkę z aplikacją, która sama podpowiada, że za dziesięć minut startuje jej mecz. ja sam kiedyś czekałem w kolejce przed kinem — bo wtedy jeszcze telewizja miała coś takiego jak "prawdziwe kino sportowe" — ale teraz to jest już takie, że sobie włączysz wiadomości sportowe, a one wrzucają aktualny streaming w mniej niż sekundę. wystarczy wpisać jej nazwisko i hasło "live" — a internet robi resztę. tyko uważaj, żeby przypadkiem nie wybrać transmisji z psim zaprzęgiem, bo i takich jest pod dostatkiem jak kiepskich pączków po świętach.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no właśnie, o te dwie rzeczy chodzi — godzina i sposób. ja kiedyś podchodziłem do telewizora z takim zegarkiem w ręku i z gazetą z rozkładem, żeby nie przegapić meczu australijskiego o trzeciej nad ranem, a tuż obok mnie moja babcia liczyła na to, że wiadomości skończą się na czas, żeby puścić tenis. dziś nie ma już takich problemów, bo albo macie w smartfonie kalendarz z przypomnieniami, albo telewizor sam wie, kiedy puszczać sport na żywo. trzeba tylko wpisać jej imię i hasło "transmisja" albo "stream", a resztę zrobi za was internet. a co do tych godzin — to zwykle jest tak, że jak się impreza dzieje w europie, to u nas jest wcześnie rano, a jak leci na drugiej półkuli, to wieczorem albo w nocy. jak komuś zależy, to albo przesypia ten czas, albo nastawia budzik na trzecią. ale ogólnie — nie ma już wymówek. forhend Igi się zobaczy, tylko trzeba umieć znaleźć, gdzie to leci.