Gdyby Zverev grał w naszych barwach, tobyśmy dumnie wrzeszczeli: "To NASZ Alex!
a co ty powiesz, stary, jakbyśmy wpuszczali na kort faceta co bije się z każdym sędzią, a na dodatek nosi fryzurę co to mu ukradł fryzjer z dwójki na akademii — toż byśmy mieli chyba najlepszy doping na świecie, nie? no ale serio, pamiętam te wiosny w sosnowieckim klubie, gdzie trener dawał nam do roboty żebyśmy mieli w głowie coś innego niż treningi — kazał nam łapać w powietrzu piłki rzucone prosto w twarz, 1000 razy z rzędu, bo "jak odbierzesz, to cię nikt nie poderwie" mówił. kurcze, to były czasy kiedy myśleliśmy że to sadyzm, a teraz słyszę że gdzieś tam na urlopie ktoś ćwiczył takie cuda i niby to trening nr 37? no ale zobaczymy, czyby nasz Alex dał radę z naszymi lokalnymi frajerami, co w kółko walczą o prawo do oddawania serwisu zza linii bocznej…
7 postów
-
✓Ej, kurcze, to mnie ta opowieść o 1000 piłek w twarz strzeliła prosto w serce — bo to był ten sam pieprzony okres co moje pierwsze cwaniactwa z Rakowem w Rzeszowie, tam przy starej pływalni, gdzie teraz stoją jakieś tam bloki z Ikei! Pamiętam jak wczoraj, trener— facet co sam chodził z łapami po galarecie jak zawodnik, nie żaden teoretyk— walił do nas z tymi gumowymi gumami, że musieliśmy je łapać obiema rękoma, a jak upuściliśmy to biegliśmy 10 razy dookoła boiska, żeby do niego wrócić. I co? No nic, teraz siedzę i myślę że właśnie dzięki tym "sadyzmom" dzisiaj trzymam kierownicę ciężarówki na autostradzie bez kombinowania 🔥 no ale gdyby nasz Alex miał te gumy na karku i te latające ładunki co trafiają prosto w gębę? To bym mu powiedział: "Stary, niech cię diabli, ale walnij raz takim serwisem, a cała trybuna Lechistów wyjdzie z butów od radochy!" 💪🔴😱Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a co, pamiętacie tamtą zjazdówkę na czarną godzinę, jak wracaliśmy z meczu Legii w Kielcach i nasz autokar musiał przedrzeźniać się przez pola pod Radomiem, bo jakaś pijana korona blokowała szosę? facet u kierownicy – ten sam, co potem prowadził nas na jedenastkę w Chorzowie – kazał nam się nachylać do okien i machać chorągiewkami, żeby tamci odjechali w pizdu, a my mieli dojechać na czas. normalka, pomyślałem, dopóki nie otworzył bagażnika i nie wyjął tych cholernych piłek tenisowych... no i znowu 1000 uderzeń w plecy, tym razem od bociana, który jadł kanapkę w barze przy trasie. trener miał jaja z betonu, ale wiecie co? dziś gdy jadę autostradą i ktoś mnie wyprzedza z hukiem, to myślę: "kurwa, to nie ja jestem taki wolny, tylko on taki pośpieszny" – bo te gumy i te piłki, no nie? one człowieka czegoś uczą, a nie tylko skręcają kark. no ale zobaczymy, czy nasz Alex by nie wrzeszczał tak samo, jak my kiedyś krzyczeliśmy do facetów z korony, że nie dadzą rady nawet przy takim serwisie, który im się wymknie z ręki!Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, aleś ty trafił w moje stare lęki kibica, bo to co pamiętam z tamtych czasów to nie tylko gumowe piłki lecące prosto w mordę, ale i ten zapach — mokrego boiska, tłuczonego szkła w szatni po meczu z Motorem i tego jednego faceta, co zawsze nosił ze sobą sznurek do wiązania butów, bo „jak się rozwiąże, to już po meczu, nie ma czasu”. Kurde, teraz patrzę na naszych dzisiejszych chłopaków i myślę, że byliby w szoku, gdyby musieli przejść przez taki chlew, jaki był normalką dwadzieścia lat temu. Oni mają swoje gumy, ale chyba te gumowe piłki dawno zastąpili czymś miękkim, nie? A jeszcze ten numer z 1000 uderzeń — nie jestem pewien, czy dzisiejszy Alex dałby radę w tamtych warunkach, bo tamci trenerzy to byli prawdziwi katolicy futbolu, nie ci co dziś gadają o „mentalnej elastyczności”. Tamten autokar pod Radomiem? Dzisiaj by nasz prezes za to wsadził do pociągu, a nie kazał machać chorągiewkami przez okno w trasie z pijanymi korona. Tyle że... czy to znaczy, że dzisiaj jesteśmy lepsi? No niekoniecznie, bo kiedyś mieliśmy w plecach coś, co nas wykuwało, a teraz mamy klimatyzację w szatni. Ale w sumie to dobrze, że te czasy minęły, bo gdyby teraz któryś z naszych musiał łapać 1000 piłek w twarz przy 40 stopniach, tobyśmy mieli problem z regulaminem UEFA, nie? Choć... jak sobie pomyślę, że nasz Alex mógłby dostać taki trening i jeszcze wyskoczyć z rakietą, to bym zapomniał o całym zdrowym rozsądku i krzyczał „To NASZ Alex!” razem z wami. 😂💪🔴
-
Ej, kurczę, aleście dziś trafił w to, co ja pamiętam z własnych treningów w Warty Poznań — no bo to była ekipa, która naprawdę wiedziała, jak człowieka zahartować. Tyle że tam nie chodziło o 1000 piłek rzuconych w twarz, tylko o coś innego: mój pierwszy trener, pan Józek, miał taką metodę, że jak ktoś miał problemy z odbiorem piłki, to kazał mu łapać piłki tenisowe rzucone przez woźnego… ale nie prosto w mordę, tylko w bok, żeby musiał się obrócić. I co? Pierwsze dziesięć razy oberwałem w nos, potem jakoś poszło. Ale wasze 1000 uderzeń? No bez przesady, to chyba jużby nasz Alex musiał dostać medal za odporność psychiczną, a nie za tenis 😂 A te wasze historie z autokaru pod Radomiem albo z rakiet gumiastych? Ja to rozumiem, że to był czas, kiedy ludzie mieli jaja z kamienia, ale dziś gdybym komuś kazał łapać 1000 piłek w plecy w upale 40 stopni, to by mi od razu powiedzieli, że to przekroczenie regulaminu BHP, nie mówiąc o tym, że UEFA by mnie odesłała do domu na latawcu. I co? Mielibyśmy mniej twardych zawodników? Może i tak, ale za to więcej takich, co potrafią zagrać mecz po meczu bez kontuzji — a to też jest coś. Ale w sumie… gdyby nasz Alex miał przejść przez taki chlew, to chyba bym mu powiedział: „Stary, biegaj, łap, cierp, ale jak wyjdziesz z tego żywy, to będziesz miał tyle siły w nogach, że będziesz w stanie wbiec na boisko i walnąć takiego serwisu, że wszyscy kibice Lechii będą mieli łzy w oczach”. Bo to nie chodzi o to, żeby człowiek dostał w mordę, tylko o to, żeby wiedział, że jak coś idzie źle, to trzeba wstać, otrzepać się i walczyć dalej. A nasz Alex? Ten facet nie zna słowa „rezygnacja”, więc pewnie by sobie poradził. Choćby dlatego, że wie, jak się bije po tym, co przeszedł w Sydney. No i jeszcze jedno — jak sobie pomyślę, że dzisiaj trenerzy gadają o „mentalnej elastyczności”, to aż się uśmiecham. Bo to znaczy, że w końcu ktoś wymyślił, jak hartować zawodników bez łamania im kręgosłupa. Ale jeśli ktoś myśli, że to jest lepsze od starej szkoły, to się grubo myli — bo dzisiaj możesz mieć psychologa, klimatyzację w szatni i nafaszerowane białkiem, ale jak przyjdzie prawdziwy mecz i zobaczysz, że nic nie działa, to i tak musisz umieć walczyć. A w tamtym starciu z gumowymi piłkami i woźnymi gotowymi rzucić w ciebie każdym śmieciem? Tam człowiek uczył się samodzielności. I to jest coś, czego Alexowi nie da się nauczyć w żadnym nowoczesnym centrum szkoleniowym. No ale jakby mieli go tak trenować dzisiaj? To pewnie bym poszedł na trybuny z transparentem: „Chwała temu, kto jeszcze umie walczyć!” 🔥💪
-
Ej, ludzie, to mnie akurat przypomniało, jak kiedyś na meczu w łódzkim klubie u nas, w związku z tym "1000 ciosów od losu", mieliśmy takiego jednego chłopaka — dziś pewnie byśmy go nazywali "trudnym przypadkiem" albo "problematycznym charakterem", ale wtedy po prostu mówiliśmy "on ma jaja, tylko nie wie jak je wykręcić". Chłopak nosił koszulkę, która wyglądała jakby przez nią przeszedł wóz z piaskiem, a do tego nosił buty z podwójnymi podeszwami, bo "coś tam mu się sypało w kostkach". I co? No trener, facet co sam kiedyś grał w trzeciej lidze i miał nos połamany od szklanej butelki w barze, kazał mu biegać wokół kortu z rakietą obciążoną workiem piasku. Do tego dorzucaliśmy mu gumowe piłki, ale nie w twarz — no, nie za każdym razem — czasem w plecy, czasem w tył głowy, tak żeby się nie zorientował, skąd padnie cios. I wiecie co? Po trzech tygodniach facet przestał gadać o "szczęściu" albo "pechu", tylko machnął ręką i powiedział: "Dobra, niech mnie teraz sprawdzają, nie dam się złamać". A potem jeszcze dołożył od siebie, że jakby kiedykolwiek spotkał się z naszym Alexem w meczu, toby mu powiedział: "Ej, Alex, powiedz facetom z trybuny, że jak im będzie smutno, to mają przyjść i popatrzeć, jak się bije po kościach, bo to się w końcu opłaca". I serio, jakbym miał mu dzisiaj powiedzieć do Alexka, to bym wrzasnął tak jak wy: "To NASZ Alex!". Bo facet, który przeszedł przez takie cuda, to ma w sobie coś, czego nie da się wytrenować w żadnym supernowoczesnym centrum — ma w sobie ten stuk, że jak coś padnie, to on wstanie. A teraz wyobraźcie sobie, jakby trenował z naszymi gumowymi pociskami... toby chyba nawet sędziowie dostali białej gorączki od jego serwisu! 💥🔴😂W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ejże, ale wy tu pieprzycie o 1000 piłkach w mordę, a ja sobie przypomniałem swojego kumpla z pierwszej ligi warszawskiej, co to on wracał z treningu na mokotowskim boisku w butach, które miały więcej dziur niż ser szwajcarski... Aż się dziwiłem, że nogi mu nie wypadły przy każdym kroku! Ale ten facet miał taką technikę, że jakby ktoś mu kazał łapać piłkę gołymi rękoma, toby pewnie powiedział: "Dobra, tylko załóżcie mi najpierw gumowe rękawiczki, bo skóra mi zeszła z dłoni wczoraj przy praniu!" 😂 Ale no dobra, jakby nasz Alex dostałby te 1000 piłek na luzie... to chyba by sięgnął po rakietę, bo nie dość, że jest twardy jak beton, to jeszcze ma taki refleks, że złapałby je wszystkie i jeszcze dołożyłby swoje, że "ej, to było głupie pytanie, kurwa, dajcie już spokój z tymi piłkami!" 🔴💥 A my byśmy wrzeszczeli tak mocno, że sędzia musiałby dzwonić po posiłki, bo myślałby, że idzie trzecia wojna światowa! "TO NASZ ALEX! TEN CHŁOP JAK GÓRA!" 🤣🍿