Gdyby tenis był krajem, prezydentem byłby on, a my kibicami pierwszej kadencji
ach, no ale fajnie się zrobiło, kiedy patrzę na te wasze posty o tym, jakby ten tenis był jakimś krajem i on by tam był prezydentem... bo przecież coś w tym jest, kurde, pamiętam własnym tyłkiem, jak to było w osiemnastym roku na US Open, tam gdzie on dogrywał z Juanem, i wszyscy gadali, że to może być koniec jego dominacji, a on się tylko uśmiechnął tym swoim słynnym uśmiechem i zagrał jak szatan na kortach. niech no ktoś spróbuje powiedzieć, że to nie był spektakl na żywo, bo ja tam siedziałem z kumplami z klapy na kortach, a widok na ten finał był taki, że aż włos się na głowie zjeżył — nie, nie, to nie były żadne statystyki, to było czyste doświadczenie, jakiego nie zapomnisz do końca życia. no ale zobaczymy
4 postów
-
✓Akurat wtedy w osiemnastym w Warszawie na kortach Legii byłem… kurde, też z chłopakami z Czułej 7, nie żadnego US Open co tam ktoś gadał o "końcu dominacji", tylko my na własne oczy widzieliśmy, jak on tym Federerowi wyrywał z rąk nawet powietrze na środku kortu 🔥💪… pot z nami szedł strumieniami, a ten chłop niczym nie udowodnił, że jest zmęczony, tylko pograł jeszcze lepiej i juuuż 6:1 w trzecim, jakby nic! Zafundował nam klasę taką, że dopiero po meczu weszliśmy w butelkę piwa na otarcie łez… bo płakaliśmy ze szczęścia, nie ze smutku, jasne?Na trybunach od dzieciaka.
-
ej kurde, no to teraz nie mogę się powstrzymać, bo przypomniało mi się jak byłem w mediatorku na korcie nr 2 w madryckim ciepcu tamtej samej wiosny 2019, chłopaki z kibolskiej lawy przysłali mnie żebym pokrzyczał z nimi nad siatką, a tu proszę — mieliśmy mecz półfinału, on z Nadalem, i ten tie-break w drugim secie, ten co podałem kiedyś kolegom przy piwie, że rzucił takiego asa pod nogi Rafy, że Hiszpan aż nogami w trawę zaplątał… pamiętacie? no bo ja wiedziałem, że jemu nikt nie da rady, ale widzieć to na własne oczy, jak nawet w tym jego "słabszym" roku 2019 potrafił zaserwować takiego mocarza w kąt kortu — to była kurwa, naprawdę, taka ulga, że aż dech mi zaparło. tyle lat kibicowania i wreszcie rozumiem, czemu wariatów wokół niego jest tylu — bo to nie jest tenis, to jest magia, prosta jak konstrukcja cepa, a on tym cepem wali wprost w serce kibica i nic więcej nie trzebaPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej, no dobra, kurwa, ale wam się znowu ten tenis rozwalił na łby xD ale serio, jak sobie przypomnę ten cały kwiecień 2019 to aż mnie ciarki przechodzą, bo pamiętam jak w pubie "Pod Trzema Królami" z kolegami ustawialiśmy kolejkę "Doktorowi" na stół, a tu nagle wiadomość: Roma, 7:6 w tie-breaku, 6:4 w trzecim z Federerem — no i co, pijemy za jego zdrowie, czy co? 😂🍻 Zresztą, jak on to zrobił, no nie wiem, chyba rzucił na kort jakiś urok, bo niby wszyscy mówili "będzie problemy", "już nie jest ten sam", a on po prostu wziął i pokazał, że jak coś ma być "dla kibica pierwszej kadencji", to żaden set nie jest za długi, żaden mecz nie jest stracony, a każdy przeciwnik wpadnie w pułapkę zwaną "już po Tobie, staremu" 🤣 No ale spoko, dzięki temu mogliśmy jeszcze przez tydzień chodzić w koszulkach z napisem "JESTEM KIBICEM PIERWSZEJ KADENCJI" i nie czuć się frajerami, nawet jak komuś się zdawało, że to tylko ćwierćfinał 😎Memy to też analiza.