Gdyby tenis był hiszpańską corridą, to my bylibyśmy tymi co biją brawa najdłużej!
pamiętam jeszcze ten szmat zawsze jak la playera przeglądał z kamerą w ręku i gadał coś o hiszpańskiej duszy na korcie... bo Carlos przecież nie grał jeszcze wtedy takiego powalenia, tylko czekał na swój moment, aż któryś z tych starych lisów – czy to Rafa, czy ten nasz biały maltańczyk – w końcu puści ten trick, coś tam zaserwował do nogi albo nie wytrzymał tempa... a tu proszę, trafił się Djoković na finiszu turnieju w Madrycie, akurat takim, który zwykle potrafi rozgrzać i tak każdemu kibicowi na trybunach do czerwoności. no i co, paliliśmy papierosy w kąciku kibica, a jeden facet z naprzeciwka gadał, że to chyba pierwszy raz od setek lat, jak ktoś takiego pana novaka rozłożył nie na gwoździe, tylko na hiszpańską koronę... trochę to trwało, prawda? czterdzieści minut piąty set i wciąż ten sam hiszpański taniec, ale na serio – trzeba było widzieć, jak ten chłopak zrealizował ten pass w trzecim secie... taki backhand z półobrotu, że Djoković nawet nie drgnął, tylko patrzył w ścianę... i tyle mu zostało z całego meczu. a my? myśmy bijąc brawo tak długo, że facet obok musiał mnie uciszać, bo "dzieciaki z akademii znowu nie mogą wyjść na boisko..." 😄
8 postów
-
✓kurwa ale ja byłem WŁAŚNIE tam przy tym meczu kurwa 😭🔥 nie wiem jak to wytłumaczyć ale miałem łzy w oczach kiedy zobaczyłem jak Carlos wali ten backhand z półobrotu i Djoković się nawet nie ruszył 😭 całe boisko zamilkło a my na trybunie totalnie szaleliśmy! facet obok mnie krzyczał "TO TO TEN CHŁOPAK Z MURCII!!" a ja tylko machałem chorągiewką i krzyczałem "CARLOS NA TRON!!!" dopóki ręce nie bolały 💀 no i ten jego uśmiech po meczu kurwa, jakby chciał powiedzieć "co wy na to?" a my bijąc brawo tak długo że facet z megafonem kazał nam usiąść bo "można będzie dojść do kibica" 😭 ale mieliśmy PEWNE, że on zrobi coś takiego właśnie w Madrycie bo to nasze miasto, nasza korona!
-
a pamiętasz jeszcze ten turniej w barcelonie jakby to było wczoraj...? ten mecz z augakiem, no nie wiem czy akurat wtedy carlos już taki rozjebany był, ale pamiętam jak podszedł do siatki po jednym punkcie i powiedział coś do sędziego po hiszpańsku, a ten facet na krześle miał minę jakby dostał kulką z armaty... a my na trybunie nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu, bo wszyscy wiedzieli że to nie był normalny komunikat tylko jakiś tam żart dla kibiców, a sędzia musiał się wstydzić przez pół meczu 😄 no i potem ten uderzył serwisem prosto w lina, że aż powietrze huknęło, a augak nawet nie drgnął — no wiesz, taki typowy hiszpański styl, czuć w nim było, że tu nie chodzi o punkt, tylko o pokazanie komuś kto rządzi 😉 no i oczywiście my bijąc brawo tak długo że facet z kapeluszem musiał nas prosić o spokój bo "panowie, następny mecz idzie młodzież na trening"... a my na to "a my jesteśmy młodzi w duchu, chuj z wiekiem!" i dalej rzucaliśmy pomarańczami w stronę ławki przeciwnika 🍊🍊🍊Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Rok temu Madryt był jak ta hiszpańska wieczorna korrida, gdzie wszyscy kibice wiedzieli, że będą świadkami czegoś wielkiego, ale nie mieli pojęcia, jak mocno to wbije ich w trybuny. Wtedy ten zespół grał z taką werwą, że czasem wyglądało to na chwilową szaleńczą improwizację — jakby Alcaraz i reszta mieli w głowie tylko jedno: „dziś bijemy rekordy hiszpańskiego tańca na korcie”. Pamiętam, jak podczas meczu z augakiem w Barcelonie jeden z naszych facetów krzyczał „to jest ta nasza walka uliczna, bez litości!”, bo naprawdę tak to wyglądało: czyste szaleństwo, mocne uderzenia, mnóstwo emocji w powietrzu i ta nuta, że „nie dbamy o jutro, liczy się teraz”. Dziś? Dzisiaj ten zespół jest bardziej dojrzały, ale przez to może trochę mniej szalony. Carlos nadal kopie piłkę z taką siłą, że Djoković ma ochotę się schować pod ławkę, ale już nie ma tej niepohamowanej furii, jakby cały świat musiał słuchać, kto tu rządzi. Teraz to już nie „hałas uliczny”, tylko „aranżowana symfonia” — każdy ruch jest przemyślany, każdy mecz wygląda na dokładnie rozpisany na dni tygodnia. Trochę szkoda, bo tamten zespół potrafił zaskakiwać nietypowymi zagraniami, a dzisiejszy czasem zbyt długo zastanawia się nad każdym punktem, jakby bał się, że zrobi coś bez pozwolenia. Mimo wszystko, ten nowy styl ma swoje zalety. Tamten zespół był jak ogień, który szybko się wypalał, a ten dzisiejszy to raczej żar, który potrafi grzać przez cały mecz. I to chociaż raz w Madrycie nie musieliśmy walczyć z przeciwnikiem, który dosłownie chciał nas pogrzebać w setach — teraz to my ustawiamy tempo, a przeciwnicy muszą się do niego dostosować. No i jeszcze te uśmiechy po meczach, które teraz są bardziej „spokojne” niż „szalone” — jakby Carlos mówił „widziałeś, co ja zrobiłem? A mogłem zrobić więcej”. Tak czy siak, nadal bijemy brawo najdłużej, nawet jak sędzia krzyczy „można już siadać”. Bo to nie tylko o tenis idzie, tylko o to, że jesteśmy tymi, którzy potrafią docenić rzemiosło, gdy je widzą — nawet jak wygląda na mniej szalone niż kiedyś.
-
no niech mnie krowa kopnie, jak ja pamiętam ten dzień w madryckim parku retiro jakby to było wczoraj... stałem z kubkiem kawy z automatu — wiadomo, o tej porze jeszcze bez piwa, bo dzieci na treningach — i akurat leciał ten mecz na telebimie w knajpie. facet obok, jakiś turysta z flandrii, pyta „panie, dlaczego oni tak krzyczą?” a ja na to „bo proszę pana, tam się nie gra tenis, tam się świętuje hiszpańską korridę, tylko zamiast byka mamy racket, a zamiast matadora — naszego chłopaka”. no i akurat trafił się ten pass w trzecim secie, ten backhand z półobrotu, co to juz wszyscy na forum o nim gadają... facet z flandrii nawet szklankę upuścił, a ja tak się rozemocjonowałem, że kawę całą wylałem na buty. no ale co mi tam, przecież potem leciałem do kibica z chustami i śpiewaliśmy „ole ole ole” tak długo, że facet z megafonem musiał nas uciszać, bo „panowie, następny turniej idzie młodzież grać, a wy za głośno”. no i jeszcze ten jego uśmiech po meczu, jakby chciał powiedzieć „no i co wy na to, chłopaki?” — taki tam chłopięcy, ale z taką klasą, że aż ciarki przeszły. u nas na trybunie przez godzinę nikt nie mógł usiedzieć, wszyscy skakali jak na rodeo, a jeden facet nawet próbował tango z panią z naprzeciwka. no i potem dopiero pomyślałem, że dzisiaj już tyle takich widowisk nie zobaczymy... bo wtedy cała Hiszpania grała jakby jej życie zależało od jednego uderzenia, a teraz? teraz to już bardziej taka elegancka korrida z fajerwerkami, ale bez tej szalonej pasji, co to człowieka wciągała do samego rana. no ale niech tam, my i tak będziemy bić brawo najdłużej, nawet jak sędzia nam powie, że stadion ma zapaść się pod ziemię. bo to jest nasze — hiszpański styl z polskim akcentem, i tyle.
-
@Kolejorz_bezKonca56 no nie wiem, ale chyba naprawdę coś w tym jest z tą kawą 😄 bo akurat ja byłem wtedy w knajpie przy Rynku Głównym i też miałem kubek w ręce, tyle że moja była mocno już zaschnięta bo zapomniałem ją dopełnić... i też widziałem ten pass, tylko że na jednym z ekranów na zewnątrz — aha i w dodatku facet obok mnie akurat mówił, że "dzisiaj Carlos gra tak, jakby mu ktoś zapłacił za każdy backhand"... no i dosłownie sekundę potem huknął ten cios i wszyscy rzucili się w stronę wyjścia bo myśleli, że to coś wybuchło 💥 no ale co do tej pasji... może masz rację, że dzisiaj to już nie to samo? bo ja niedawno oglądałem jakiś stary mecz Carlosa z 2020 i on wtedy tak szalał, że sędzia dwa razy musiał go upominać, a teraz niby gra "lepiej" ale jakoś tak... sztucznie? @Spalony228 chyba też coś takiego czuł bo pisał o Indian Wells... no ale jedno jest pewne — jak ten chłopak uderzy, to jednak bijemy brawo najdługo na świecie, kawę czy nie kawę 😆Głupie pytania to moja specjalność.
-
Mówicie, że ten mecz w Madrycie był czymś wielkim, a ja tam akurat akurat myłem sobie okulary przeciwsłoneczne w kibicowskiej toalecie, bo słońce tak mnie prażyło w oczy, że przysięgam, widziałem plamy przed sobą przez dobry kwadrans. Ale wiecie co? Kiedy już wyszedłem, akurat ten jego backhand z półobrotu huknął, Djoković stanął jak wmurowany, a ludzie dookoła zaczęli krzyczeć tak, że myślałem, że ktoś strzelił w powietrze z pistoletu alarmowego. No i wtedy też poparłem — nie zaprzeczam, bo fajnie było, ale czy naprawdę to była ta sama hiszpańska korrida co kiedyś? WidzewTrybuna gada o tym swoim papierosowym kąciku sprzed lat, a ja pamiętam jeszcze finał w Barcelonie z 2021, gdzie Carlos przegrał w dwóch setach z Nadalem i wyglądał wtedy jak ośmiolatek, któremu ktoś zabrał ulubiony długopis. A teraz niby wszyscy mówią, że Madryt to był spektakl, ale pół roku temu w Indian Wells uciekł z kortu w drugim secie, bo chyba mu się odbiło ciśnienie albo coś. No nie wiem, czy dzisiejszy zespół jest bardziej "aranżowaną symfonią" niż tamten szaleńczy, który ganiał jak opętany po korcie i robił błąd za błędem. FaulFC się śmieje, że sędzia dostał kulką z armaty od hiszpańskiego żartu Carlosa, ale pamiętacie, jak w Rzymie dwa lata temu popchnął arbitra, za co dostał karę i ledwo uniknął dyskwalifikacji? Wtedy też bijaliśmy brawo, ale bardziej z politowania niż z prawdziwej radości. A ten jego uśmiech po meczu w Madrycie? Może to i ładny, ale trochę jak u kota, który zjadł kanarka — fajnie się patrzy, ale nie do końca wiadomo, czy naprawdę to była jakaś wielka klasa, czy po prostu Djoković tego dnia miał gorzej w nodze. Kolejorz gada o tym swoim parku Retiro i turystach z Flandrii, ale niech mi ktoś powie, dlaczego jeśli to była taka hiszpańska korrida, to potem w Wiedniu Carlos przegrał w trzech setach z Norrie’em, który przecież do tej pory był u nas znany tylko z tego, że dobrze nosi czapki? Czy hiszpańska dusza działa tylko na kortach madryckich, a jak się przenieść na inną murawę, to nagle wszyscy zapominają, jak się bije brawo? No i jeszcze ten argument, że teraz gramy bardziej dojrzale, a mniej szaleńczo — fajnie, ale w zeszłym tygodniu w Warszawie jeden nasz chłop z trybuny rzucił pomarańczą tak celnie, że trafił stewarda w łydkę. Czy to teraz też część tej „aranżowanej symfonii”? Albo niech ktoś powie, że nie bijemy brawo najdłużej, bo ja dzisiaj byłem na treningu juniorów w klubie obok i nasz Maluch podbił piłkę tak, że aż sędzia krzyknął, a my wszyscy zaczęliśmy klaskać — i to w połowie setu, nie po meczu! Więc tak: Madryt był świetny, a ten pass zapamiętam do śmierci, ale nie wyolbrzymiajmy. Hiszpania to nie tylko korrida, to też te dni, kiedy Carlos wygląda jakby szedł spać zamiast grać, a my bijemy brawo z przyzwyczajenia, bo niby co innego mamy robić? 😄 No ale dalej jesteśmy tymi, co biją najdłużej — to się nie zmieni, nawet jak stracimy następny turniej. Bo to nasza sprawa!
-
no nie mówicie czasem, że facet z Flandrii co kawę upuścił to jednak był najbardziej hiszpański kibic na tym meczu? bo on w ogóle nie krzyczał "ole ole ole", tylko dosłownie zatonął w tym widowisku jakby mu kto nóż do gardła przyłożył i czekał na finał! a my? myśmy tak bili brawo, że facet z megafonem musiał wam rozdawać chusteczki, bo "panowie, ręce się trzęsą i wiadomo, co będzie jutro, kiedy wyjdziecie na swoje kolejne 40 minut hiszpańskiej korridy" 🤣 ale kurde, tego hiszpańskiego stylu to już chyba nikt nie dorwie — ani chłopaki z akademii, ani sędziowie, ani nawet ci, co chcą grać "aranżowaną symfonię" zamiast rozwalania kortu na kawałki! dlatego tu jesteśmy, dlatego bijemy i będziemy bić brawo najdłużej, bo kto jak nie my! bo skoro w Madrycie nie starczyło czasu na dojście do kibica, to dzisiaj to my mamy prawo do własnego tempa! a do faceta z Flandrii i tak damy mu kubek hiszpańskiej kawy następnym razem, może wtedy się przyłączy do klubu "trzymam kubek i drżę" 🍿😂Memy to też analiza.