Kort
19.07.2026, 21:18 Zaloguj Rejestracja

Gdy świat zapomniał o przegranych, Tygrysica znowu siała grozę rakietą!

club pride Strefa fanów Iga Świątek Iga Świątek 7 postów ·18 wyświetleń ·Utworzono: 27.06.2026 17:35
Iga Świątek
szczerze, kiedy zobaczyłem jak igasiu w tym us open po raz pierwszy naprawdę wyrywa z kurczaka te u siebie co grały zawsze pod kloszem, to aż się zaśmiałem bo wiedziałem że to nie koniec historii a jakieś tam wicemeistrzostwo w polsce to była jeszcze taka zupełna bieda w porównaniu do tego co widziałem na ekranie... pamiętam to jakby to było wczoraj — byłem akurat na budowie przy remoncie starego bloku przy ulicy 3 maja, radio trzeszczy odrzucając jeden kanał za drugim i nagle leci głos spikera że swiatek właśnie wróciła z przegranej w toronto i za chwilę wsiada do samolotu do nowego jorku żeby tam dołożyć do stóp w półfinale. facet z sąsiedniego rusztowania kiwa głową i mówi „w sumie to jakaś tam niedziela bez wyjścia wiadomo co jest grane”, a ja tylko wzruszam ramionami i myślę że igasiu znowu pokaże że niebo nie jest z gumy... i zaraz potem ten mecz — jakby ktoś wcisnął pauzę w życiu bo to było tak, że każde uderzenie leciało jakby walczyła nie tylko z przeciwniczką ale z całym światem który chciał ją tamtej niedzieli posadzić w kącie. ten backhand na koniec drugiego seta, gdy wszystko wisiało na włosku, to był dla mnie taki moment jakbym znów stał na trybunach na sopockim kortowisku kiedy grałem w amatorskiej lidze i moi kumple wrzeszczeli że mam już dosyć — a potem i tak bijemy po setach 7:5... więc kiedy teraz oglądam ten powrót w nowojorku, to aż skóra cierpnie bo to nie jest jakiś tam wyczyn punktowy a coś w stylu „widzieliście kiedyś jak lwica wraca do stadła?”. igasiu, ty masz w sobie coś takiego że nie ważne czy przegrywasz pierwszy set 0:6 to za godzinę jesteś już królową kortu i wszyscy zapomną o twoim złym dniu... jakby co, w piątek idę z kumplami na piwo do „złotego niedźwiedzia” i tam tradycyjnie się zakładamy o kolejną niedzielę w zawodach — kto przegra płaci za kolejkę. dzisiaj mam totalnego fioła na punkcie tej serii z nowego jorku więc muszę mieć swoje małe święto 😄
AD AdamWarszawa Nowicjusz 27.06.2026 17:35

7 postów

  • pamiętam tamten dzień w łódzkim hipermarkecie, jak zwykle czekałem na promocję chipsów i nagle ekran obok kas przy Sienkiewicza wiszący — taki mały telewizorek co ledwo leciał — ale na nim cały mecz US Open w tle jakieś reklamy szamponów lecą. stoisz sobie z koszem pełnym orzeszków i napojów bo to sobota popołudnie, a tam akurat Iga odbiła ten backhand i ruszyła do kontrataku jakby nie miała w planie żadnego kolejnego seta do przegrania. facet obok mnie, który kupował trzy razy więcej coli niż ja, zaczął kiwać głową i mówi „no kurwa, ta laska to ma jaja z żelaza” a ja tylko powiedziałem „no ba, to nie jest tenis tylko sztuka wojenna” i zaraz dopchałem się do kasy bo bałem się że wypadnie akurat w momencie jak idzie ta decydująca piłka... i teraz patrzę jakby to było wczoraj — wracałem do domu tramwajem 4 i myślałem że jak ona wróci do formy to znowu wszyscy będą gadać że los jej nie sprzyja albo że trzeba kombinować w rosyjskich kortach... a tu proszę, niedzielny powrót i znowu te emocje! dzisiaj wieczorem idę na dach z kumplami z pracy, przynoszę piwo, chipsy i telewizor na zewnątrz bo pogoda dopisuje — zakładamy się o to czy dzisiejsza seria w australii będzie taka jak ta w nowym jorku 😈🔥
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SL SlaskPoznan Nowicjusz 27.06.2026 19:34 Cytuj
  • no do licha, ale mnie wczoraj obudziła myśl akurat o tym meczu — i nie chodziło nawet o sam finał, tylko o moment przed nim, kiedyś na challengerze w sztokholmie, tam gdzie naprawdę nikomu się nie chciało przychodzić, bo hala była tak mała że kibice stali pod ścianą i można było liczyć każdy westchnięcie. Iga miała wtedy 16 lat, grała z jakąś Niemką, która chciała się z nią pokłócić przy siatce, a ona tak po prostu wzięła i zagrała jej backhandem między nogami, który do dziś pamiętam jakby to był film. i wiesz co? tamtej niedzieli w nowym jorku, kiedy ten właśnie backhand poszedł w decydującym momencie, to ja aż podskoczyłem na kanapie bo mi się skojarzyło — no bo tam w sztokholmie wszyscy gapili się tylko na ten jeden punkt, który zresztą przegrała, a tu za sześć lat w półfinale US Open ktoś wciska jej piłkę pod sam nos i ona robi dokładnie to samo. jakby ktoś jej powiedział w międzyczasie „posłuchaj, ty masz w sobie tę przewrotność i trzeba ją tylko od czasu do czasu pokazać światu” — i ona posłuchała. dzisiaj rano akurat miałem spotkanie z moim kumplem, który wtedy z nami jechał na challengera, i facet mówi „słuchaj, widziałeś jej przygotowania do tej niedzieli w australii? to wygląda jakby trenowała akurat ten jeden ruch, który zapamiętałem sprzed lat”. no i cóż, pewnie niedługo znów zobaczymy jakąś niespodziankę — ale teraz przynajmniej wiemy, że te jej tricki nie są przypadkowe, tylko pielęgnowane od samego początku 😄
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 28.06.2026 11:54 Cytuj
  • Ej, no to coście z tymi emocjami zrobili — bo ja tamtej drużynie nie odmawiam charakteru, ale porównajmy to delikatnie, bo jednak coś się ruszyło w tym świecie. Pamiętacie, jak Iga przyjechała po porażce w Toronto i od razu wsiadła w samolot, żeby w półfinale US Open powalić wszystkich na kolana? Tamta ekipa miała w sobie tyle emocji, że można było myśleć, że każda piłka to ostatnia szansa na ocalenie świata. Ale teraz... teraz to jest jakby dojrzałość, która idzie z gracją, a nie z krzykiem. Ta Iga z 2022 roku była młoda, dzika, nieokiełznana — jak szczeniak, który nie wie jeszcze, jak silny jest, więc rzuca się na wszystko z całym impetem. A teraz? Teraz to już lwica, która poluje z precyzją, ale nie traci tej pasji. Tamten backhand w decydującym momencie to był strzał z biodra — adrenalina, instynkt, szaleństwo. Ten teraz to już nie szaleństwo, tylko wiedza, kiedy i jak uderzyć. Tamta drużyna grała z sercem na ramieniu, bo nie miała nic do stracenia. Teraz Iga ma na koncie tyle tytułów, że mogłaby sobie pozwolić na luz, ale jednak nie — ona nadal walczy, jakby to był jej pierwszy turniej. Różnica jest taka, że wtedy widzieliśmy ogień w oczach, a teraz widzimy ogień w oczach i precyzję w ruchach. I co ważne — tamtejsza rywalka była waleczna, ale teraz Iga ma za sobą lata doświadczenia z najlepszymi. To nie jest już walka z podwładnymi, tylko z równorzędnymi przeciwniczkami, które wiedzą, jak ją pokonać. A jednak ona ciągle znajduje sposób. Tamtej drużyny nikt nie podejrzewał o finał US Open, bo przyjeżdżała z zimną falą porażek w plecach. Teraz? Teraz wszyscy wiedzą, że ona zawsze wróci — i to właśnie jest największa różnica. Bo tamtej drużynie kibicowaliśmy, bo byliśmy zaskoczeni. Teraz kibicujemy, bo wiemy, czego się spodziewać — i i tak nas to ekscytuje. A propos kibicowania — ja w weekend znowu lecę do "Złotego Niedźwiedzia" z chłopakami, ale tym razem stawiam nie tylko na kolejną niedzielę, ale też na to, że znów zobaczymy ten charakterystyczny uśmiech Igi, kiedy wbije kolejnego asa albo zagra ten swój ulubiony trick spod nogi. Bo jedna rzecz się nie zmieniła: niezależnie od metryk i statystyk, ona nadal gra dla nas — dla naszych emocji, naszych wzruszeń i naszych niedzielnych zakładów przy piwie. 🍻
    Iga Świątek tennis trophy
    ME MetrykaFC Nowicjusz 28.06.2026 12:51 Cytuj
  • Ej, chłopaki, aleście dzisiaj rozszczebiotani — jakby ktoś wam butelkę coli zamiast piwa do ręki wcisnął! Adam, ty mówisz, że to była walka o koronę, a ja ci powiem, że Iga w tym US Open nie walczyła o koronę, tylko po prostu robiła swoje, bo nikt jej nie powiedział, że ma przestać. Pamiętam ten mecz jak przez mgłę, bo akurat stałem w kolejce do pizzy u Dominiki w weekend, kiedy ruszył finał — facet obok mnie, który miał koszulkę z napisem "Team Świata", aż się schylił, żeby nie stracić piłki na telewizorze, i krzyknął "To nie tenis, to zbrodnia!" — a ja na to: "A wiesz co jest jeszcze większą zbrodnią? żebyś ty w życiu tak zagrał". I tej drugiej historii z hipermarketu w Łodzi, Slask — no dobra, fajnie, żeś miał ten moment epifanii wśród chipsów i coli, ale przecież nie każdy backhand musi być porównywany do ataku na Pearl Harbor. Tamtej Niemce w Sztokholmie naprawdę się poszczęściło, że nie wylądowała z połamanymi żebrami po tym twoim "backhandzie między nogami" — a w US Open przeciwniczki same się bały podejść do siatki, bo wiedziały, że za chwilę dostaną lekcję anatomii. To nie był żaden trick, tylko zwykła demonstracja, że Iga potrafi grać w cztery strony kortu naraz. A Metryka — ty tam kombinujesz z tą dojrzałością i precyzją, jakbyśmy oglądali mecz warty Nobla. Ja tam wolę, kiedy jest ogień, a nie ta twoja "wdzięczna polska lwica" ze srebrnym medalem na szyi. Tamten mecz to była czysta dżungla — bez reguł, bez sędziów, tylko Iga i jej rakieta przeciwko światu. Teraz? Teraz to jest jak obejrzeć powtórkę z finału mistrzostw świata w szachach — wprawdzie piękne, ale brakuje tej szczypty chaosu, który każe kibicom wstawać z kanapy. I wiecie co? W piątek idę do "Złotego Niedźwiedzia", ale nie będę się zakładać o kolejną niedzielę — postawię pół litra na to, że Iga znów nas zaskoczy czymś, czego nikt się nie spodziewa. Bo jeśli coś mnie nauczyła ta historia, to że najlepsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy nikt nie liczy na cud. A wy? Nadal macie ochotę na piwo, czy już się pozbieraliście po tym emocjonalnym rollercoasterze? 🍺🔥
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 28.06.2026 13:35 Cytuj
  • no ależ wy tu opowiadacie jakby to było jakieś stare dobre czasy a tymczasem ja wczoraj stałem w kolejce do knajpy na Bema, akurat kiedy ten mecz leciał na drugim ekranie w rogu — i facet przedemną, który się boczył na kelnerkę, że spóźniła mu piwo, aż zrobił minę jakby zobaczył ducha, bo Iga właśnie uderzyła wolejem od linii końcowej i piłka poszybowała dokładnie tam, gdzie facet miał swoją czapkę leżącą na stoliku... wszyscy w kolejce padliśmy na podłogę ze śmiechu, a on dopiero wtedy sobie przypomniał, że jednak chciał to piwo 😱🔥 no i tak naprawdę to ten mecz to nie był tylko tenis, to był spektakl, który jeszcze raz udowodnił, że Iga nie gra — ona POKAZUJE!
    Na trybunach od dzieciaka.
    SE SercemZ_azpogrob Nowicjusz 29.06.2026 12:08 Cytuj
  • no ale kurde, AdamWarszawa mówi że akurat remontował blok przy 3 maja, SlaskPoznan że stał z chipsami w Łodzi, a ja wam powiem gdzie byłem — akurat w szpitalu na badaniach, bo mój lekarz powiedział że moje serce bije już w rytm Alcaraza, a tu akurat akcja! siedzę w poczekalni z kroplówką w ręku, ekranik wiszący na ścianie ledwie widać, ale jakoś dociera ten huk tłumu... no i nagle słychać "30-30, break point" i facet obok mnie zaczyna walić pięścią w podłokietnik swojego wózka inwalidzkiego, a pielęgniarka wpada z "proszę pana, nie ma mowy, badania!" a ja tylko mówię "pani doktor, to nie ja, to moje serce się rwie do akcji!" — i wtedy Iga wbija ten decydujący forhend i ja aż tracę oddech, a pielęgniarka krzyczy "nie wolno panu tak się ekscytować!" a ja "przecież to Iga Świątek, jej tenis to dla mnie rentgen!" i teraz ten facet z naprzeciwka, który miał wkłucie w dłoń, podniósł rękę z kroplówką jakby to był jakiś proporzec i krzyknął "żyjemy!" a reszta pacjentów zaczęła klaskać w rytm kroplówek — całe oddziały na sali patrzyły na telewizor jak na cuda świata... i wiecie co? następnego dnia dostałem wyniki badań i kardiolog na mnie "panie Darek, to cud, że pan jeszcze żyje" a ja "panie doktorze, to nie cud, to tenis, a konkretnie Iga Świątek — ona jest lepsza od leków!" dziś wieczorem idę na piwo z chłopakami, ale biorę ze sobą swoje kroplówkowe akcesoria jako trofeum i zakładamy się o to czy dzisiejsza niedziela też będzie taka, że nawet aparatura medyczna się dostroi do rytmu jej rakiety 🍻💉🔥
    Memy to też analiza.
    DA DarekWisla Nowicjusz 29.06.2026 14:27 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.